Znalezionych wyników: 57
DC Universe Strona Główna
Autor Wiadomość
  Temat: Otoczenie
Omen

Odpowiedzi: 24
Wyświetleń: 1390

PostForum: Titans Tower   Wysłany: 2019-03-27, 17:52   Temat: Otoczenie
Miała nie do końca te same moce. Wcześniej jej telepatyczne zdolności były znacznie słabsze. Potrafiła na przykład powstrzymać się przed czytaniem przyjaciół niechętnie naruszając ich mentalną przestrzeń osobistą. Wyglądała też odrobinę inaczej: teraz miała krótsze włosy, ewidentnie superbohaterski kostium, którego unikała przed dwoma laty biegając jako Tytan w zwyczajnej sukience, no i te puste, okolone drobnymi bliznami oczy. Co do zapachu, chyba rzeczywiście był identyczny. Ale czy Superboy nie pachnie tak samo, jak Superman?
Beast Boy miał rację, ciężko było cokolwiek udowodnić będąc już na starcie posądzanym o wykorzystywanie swoich mocy w celu oszustwa. Z resztą rudowłosa mogła nie tylko wyciągnąć potrzebne jej informacje z umysłu testującej ją osoby, ale również pozbawić tę osobę wszelkich wątpliwości. Dobrze, że przynajmniej o to (jeszcze) jej nie podejrzewano. Dobrze też, że nie podejrzewano jej o bycie demonem w kamuflażu.
W przeciwieństwie do Plagi Lilith nie wyczuła nic podejrzanego. Wycofała się z umysłu Raven, gdy tylko zorientowała się, że zachowuje się jak dupek. Nawet jeśli usłyszała jakiś szept Trigona, to odległy, zmieszany z szumiącymi myślami mieszkańców Blüdhaven, nieistotny, dlatego tym bardziej zaskoczyła ją gotowość dokonania mordu na koleżance z bohaterskiej grupy. Od kiedy Tytani zabijają? To jakaś nowa polityka zespołu? Fuck Batman! A może tak mają tylko ci, co są zatrudnieni na ćwierć etatu? Od momentu usłyszenia myśli o odstrzeliwaniu łba nie spuszczała trzeciego oka z umysłu Kate. Nie zaglądała głęboko, żeby przypadkiem nikogo nie sprowokować ponownym świeceniem, ale usiłowała dowiedzieć się chociaż z kim, o jakich zdolnościach ma do czynienia i skąd ta nagła agresja.
Wszelkie te zabiegi i przemyślenia sprawiły, że dosyć długo zwlekała z odpowiedzią na zadane jej pytania. Jedynie opuściła głowę przygnieciona trafnymi zarzutami. Zła i nieludzka. Prawda, nie była człowiekiem, gdy to robiła, była marionetką w rękach jeszcze gorszej osoby. Ale nie miała zamiaru się tym usprawiedliwiać. Przygryzła wargę i przełknęła zbierające się w oczach łzy bezsilności. Nie chciała płakać. Nie chciała robić z siebie ofiary i wzbudzać współczucia. Pragnęła ich przekonać, że nie jest zagrożeniem, a nie brać na litość. Zalewając się łzami mogła niby przekonać do siebie chociażby Logana, ale, nawet jeśli mimowolna, byłaby to tak samo obrzydliwa manipulacja, jak grzebanie mu w umyśle. Wzdrygnęła się, gdy dobiegła ją fala niepokoju poprzedzająca przybycie Kita. Kolejny Tytan, którego nie znała. Albo nie pamiętała. Potrząsnęła głową odrzucając spadające jej na twarz rude pukle włosów.
- Chciałabym... chciałabym móc z całą pewnością powiedzieć, że nie, nie jestem - odparła starając się patrzeć zielonemu mniej więcej w oczy, po czym zwróciła się do Raven.
- Na razie zakładam, że Lilith Clay - odpowiedziała zarówno na pytanie Raven, jak i na powitanie Eterinty, które rozwiało jej wątpliwości. Z całej grupki powinna była kojarzyć jedynie Logana - Tak jest łatwiej, bo... jeśli nie, to - uśmiechnęła się smutno i wzruszyła lekko ramionami - to nie mam zielonego pojęcia.
Zamilkła. Kim mogła być? Klonem? Zaginioną, złą siostrą bliźniaczką? Androidem? Iluzją? Duchem? Kimś zupełnie innym o przypadkowo takich samych zdolnościach? Było tyle możliwości, a nawet jeśli ostatecznie okazałoby się, że jest oryginałem wciąż pozostawało tyle niewiadomych i pytań. Co jeśli w dalszym ciągu była marionetką? Co jeśli współpracowała z Harvestem jeszcze za czasów bycia Tytanem i wcale nie została porwana, a odeszła z własnej woli? Spochmurniała i zacisnęła dłonie mnąc materiał okrywającego ją płaszcza.
- Jestem tutaj, żeby się dowiedzieć - oznajmiła. Jeśli jej nie wpuszczą, to będzie najwyżej koczować pod drzwiami na kogoś ze starej gwardii. Dicka, Donnę, ostatecznie nawet Roya - I żeby naprawić chociaż część tego, co zepsułam - dodała znacznie ciszej. Te dzieciaki, które spotkała na mieście z Wally'm dostały namiary na wieżę. Nie mogła dopuścić do sytuacji, w której przyjdą odzyskać wspomnienia i nie zastaną jedynej osoby, która mogłaby im je zwrócić.
  Temat: Partnerzy biznesowi
Omen

Odpowiedzi: 8
Wyświetleń: 427

PostForum: Retrospekcje   Wysłany: 2019-03-11, 20:00   Temat: Partnerzy biznesowi
Gdy cała ta żałosna trupa ruszała się, opatrywała i zbierała do drogi mimo jej wyraźnego rozkazu, by stać w miejscu i dokończyć sprawę wymiany stała bez słowa, bez ruchu, w ciszy zaciskając usta oraz pięści i powoli gasnąć. Uspokajała się. Nie odpowiedziała na przytyk, że można pomieszać jej w głowie. Była zbyt pewna swoich mocy, by dopuścić do siebie taką myśl. Nie odpowiedziała na pośrednie nazwanie jej potworem. SPRAWA była ważniejsza niż kilka dzieciaków. Większość z tych młodych metaludzi otrzymywała od N.O.W.H.E.R.E. lepsze warunki życia niż w krajach, z których zostały porwane. To że niektórym się nie powiodło? Trudno. Taka kolej rzeczy. W Jemenie pewnie i tak umarliby z głodu.
- Doskonale Cię znam poruczniku Garett Dark. Być może lepiej niż ty sam siebie. Znam ciebie, znam twoją przeszłość, twoje dzieciństwo, każdą chwilę twojego życia, każdą bitwę, każdego znajomego, twoją rodzinę... dla jej i twojego dobra: do niezobaczenia - rozbrzmiało w jego umyśle, gdy ciężarówka ruszyła i zaczęła się toczyć w kierunku bazy. Lilith natomiast odwróciła się ku helikopterowi i grupce przerażonych dzieciaków.
- Klu shay' sawf yakun jayid - wydukała wyuczoną, uspokajającą formułkę po arabsku. Wolała uniknąć ingerencji w umysły nowych nabytków jeśli nie była ona konieczna. Wraz z jednym z podwładnych zaprowadziła dzieciaki do helikoptera tłumacząc im łamanym językiem, że są pomocą humanitarną i wszystko będzie w jak najlepszym porządku, a wewnątrz pojazdu, po zamknięciu drzwi pozbawiła je pęt i okrywających twarze worków, rozdała wodę i zapewniła o czekającym w "nowym domu" posiłku. Drugi z podwładnych w międzyczasie polał benzyną ciało nieszczęsnej ofiary Garetta i bezmyślnego poddaństwa rozkazom. Podpalił je, wsiadł do maszyny, a ta oderwała się od ziemi biorąc kurs na Antarktykę.
Lilith nie miała zamiaru płacić. Nie za taką fuszerkę.

//Koniec wątku
  Temat: Partnerzy biznesowi
Omen

Odpowiedzi: 8
Wyświetleń: 427

PostForum: Retrospekcje   Wysłany: 2019-02-28, 12:59   Temat: Partnerzy biznesowi
To była normalna cena za ludzki, żywy towar z potencjalnymi meta-mocami. Jakby rozłożyć te dzieciaki na części pierwsze i sprzedać jako organy też można by było utargować ponad milion. Wciąż wypisywała coś na urządzeniu, którego obsługa na ślepo pomimo treningu przychodziła jej z trudnością, kiedy wyczuła negatywne, mordercze zamiary. Automatycznie zabłysnęła zielonym światłem otaczając się telekinetyczną, kuloodporną, drugą skórą. Zanim zdążyła zrozumieć kto, gdzie, wobec kogo i dlaczego rozległ się strzał, a jej głowę przeszył ogromny ból, wizja śmierci i paniczny strach.
- Aaaaah! - krzyknęła wypuszczając urządzenie z dłoni na ziemię, łapiąc się obydwoma dłońmi za skronie i opadając na kolano. Na odzew ze strony towarzyszących dziewczynie podwładnych nie trzeba było długo czekać. Po pojedynczym strzale z colta rozległy się dwie serie z krótkich, półautomatycznych karabinków. Jedna ostrzegawcza, pod nogi tych członków oddziału Garetta, którzy stali z daleka od dzieci w akompaniamencie już nie sugestii, a rozkazu:
- Ręce precz od broni! Do góry! Mam je widzieć!
Druga seria nie była ostrzegawcza i miała na celu Garetta, a dokładniej jego prawą dłoń trzymającą pistolet. Z tak niewielkiej odległości co najmniej dwie kule ugodziły go w przedramię.
- Rzuć broń! - zakomunikował strzelający do porucznika mężczyzna. To była tylko formalność. tą ręką Garett już niczego przez najbliższy czas nie potrzyma. Pierwszy z żołnierzy N.O.W.H.E.R.E podniósł broń biorąc na muszkę kolejno każdego członka oddziału stojącego w pobliżu furgonetki, którą przyjechali, drugi natomiast, uznając, że ranny Dark nie jest już zagrożeniem odwrócił się ku pilnującemu dzieciaków Duńczykowi stojącemu koło helikoptera. Trafiony chłopaczek umarł wręcz natychmiast, jednak jego ciało wciąż trzęsło się na ziemi w pośmiertnych konwulsjach. Pozostałe dziewięć dzieciaków szlochało i wykrzykiwało w panicznym strachu pojedyncze słowa po arabsku, niektóre się modliły.
Gdy ciało przestało się ruszać i wysyłać związane ze śmiercią odczucia Lilith oderwała dłonie od skroni, podniosła twarz. Spod ciemnych okularów wypływały zabarwione na czerwono łzy spływając powoli po policzkach. Oparła dłoń na udzie i podniosła się z klęczek cedząc przekleństwa przez zęby:
- Ty pieprzony kutasiarzu! Jebany matkojebco! KTO CI KURWA POZWOLIŁ STRZELAĆ!? - pytanie zostało wykrzyczane zarówno fizycznie, jak i mentalnie: rozbrzmiewając echem w umysłach całego oddziału z taką mocą, że zagłuszało ich własne myśli - OHUJAŁEŚ!? CO TO ZA ZJEBANY POMYSŁ WYCIĄGAĆ PIERDOLONĄ BROŃ I CELOWAĆ MI ZA PLECY!? Gdybym nie była pieprzonym telepatą nawet nie wiedziałabym, kto jest celem kurwo i nie zdążyłabym powstrzymać moich ludzi! Leżałbyś skurwielu właśnie martwy w kałuży własnej krwi i odchodów! Tam gdzie twoje miejsce szmaciarzu!!!- świeciła na zielono tak intensywnie, że jej aura wydawała się być wręcz płynna, a pojedyncze, zielone nitki światła falowały nawet na odległość kilkunastu metrów przenikając przez wszystko, co spotkały na swojej drodze.
- Jeszcze jedna taka akcja, a ujebię ci skurwielu obydwie ręce i będziesz się do końca życia podcierał zębami!? - jej mentalny, wkurwiony głos był znacznie niższy, niż jej naturalny tembr. Wręcz niepokojąco niski, jakby grobowy i rozbrzmiewający ze wszystkich stron na raz, a jednocześnie z wnętrza głowy słuchających.
- NIKT NIC KURWA NIE ROBI! NIKT SIĘ KURWA NIE RUSZA! Kończymy tę jebaną transakcję, a pozwolę wam wrócić do domu żywym!
  Temat: Partnerzy biznesowi
Omen

Odpowiedzi: 8
Wyświetleń: 427

PostForum: Retrospekcje   Wysłany: 2019-02-17, 13:41   Temat: Partnerzy biznesowi
Właśnie doskonale wiedziała z kim rozmawia, ale ilość posiadanych przez Garetta medali, trupów na koncie i krajów, które zwiedził z karabinem w ręku kompletnie jej nie obchodziła. Poświęcenie dla kraju? Pfy! Chyba napychanie kieszeni amerykańskich korporacji. Ten gość nawet się nie zastanawiał po co robi za żołnierza. Robił to dla przyjemności wmawiając sobie, że jest czymś więcej, niż tylko wykorzystywanym przez ważniejszych od siebie, tępym workiem mięśni strzelającym do wszystkiego, co się rusza na zawołanie. Bohater? - pomyślała w odpowiedzi na dostające się do jej umysłu myśli. Chyba pies merdający ogonem, bo został nagrodzony smakołykami o pompatycznych nazwach. Wiedza o otrzymanych orderach nie wzbudziła w niej ani respektu, ani sympatii wobec Garetta. Nie spędziła z tym człowiekiem nawet pięciu minut, a już ją odrzucał. Brzydziła się nim. Skrzywiła się marszcząc nos w odpowiedzi na coś w rodzaju zaproszenia(?) oraz na zapach tytoniowego dymu.
- Najpierw twierdzisz, że jestem dzieciakiem, a teraz wychodzisz z propozycją wspólnego żłopania alkoholu? - zapytała z drwiną w głosie - Nie, dziękuję - dodała chłodno po chwili milczenia. Nie była ciekawa. W ogóle. Najchętniej wyłączyłaby się na jego myśli, nie chcąc słyszeć więcej durnego przekonania o własnej wyższości, ale się nie dało. Pozostawało jej zatem jak najszybciej zakończyć transakcję, był jednak jeden problem.
- To nie był rozkaz, zaledwie sugestia - skomentowała jego obruszenie się. Skoro lubił prażyć swoich podwładnych w morderczym słońcu Półwyspu Arabskiego, to niech praży, nie jej to sprawa - Pozwolę sobie zasugerować przejście do interesów - kontynuowała wyciągając z kieszeni kurtki niewielkie urządzenie w pancernym etui i stukając palcami w klawiaturę - Półtora miliona dolarów amerykańskich za głowę, ale... za tego nie zapłacę - wskazała na dosyć drobnego, wychudzonego dzieciaka na skraju grupki - To nie jest Abd al-Karim Mudżawar. Nie ma żadnej gwarancji, że będzie przydatny.
Nie wyczuwała intencji okłamania jej, ani wcześniej, ani teraz. To mogła być zwykła pomyłka, albo głupi pomysł kogoś o wyższej randze niż Garett. Mimo wszystko nie miała zamiaru płacić za dzieciaka, który był tylko podobny do tego z listy.
  Temat: Otoczenie
Omen

Odpowiedzi: 24
Wyświetleń: 1390

PostForum: Titans Tower   Wysłany: 2019-02-03, 14:24   Temat: Otoczenie
"Jeść! Jeść! Jeść!" - rozlegało się na całej szerokości telepatycznego spektrum praktycznie zagłuszając wszelkie myśli istot bardziej rozumnych niż Jedwabek. Głównie dlatego nie wyłapała przepozytywnego nastawienia Logana i głównie dlatego aż tak zaskoczyła ją jego bezpośredniość. Uściśnięta rozwarła szerzej oczy. Dotyk spotęgował mimowolnie nawiązane połączenie telepatyczne, a Lilith zalała fala informacji. Te wszystkie przegrane potyczki w Mortal Combat, to miękkie futro jego niedźwiedziej formy, te wspólne przygotowywanie czegoś zjadliwego na bazie tofu, te wszystkie wspomnienia jednoznacznie wskazujące na to, że... Powinnam go znać! Dziewczynę zalała kolejna fala smutku. Na nowo została przytłoczona wiedzą, jak wiele jestestwa straciła. Trzeba być wyjątkowo zdolnym, by zapomnieć całkowicie o człowieku, którego znało się całkiem dobrze. A do tego tak charakterystycznym człowieku.
- Ja... nie. Niestety nie - odparła. Aktualnie poszukiwania rodziców musiały zostać odłożone w czasie na rzecz szukania zagubionej siebie. Do wszystkich ran, jakie miała doszło jeszcze pęknięte serce ściskające się w jej klatce piersiowej, ale tego Raven już nie naprawi tak łatwo, jak reszty. Jak mogła go przeprosić za brak pamięci o nim? Czy takie przeprosiny są w ogóle możliwe do przyjęcia? Czemu pamięta o chamskim i gburowatym Roy'u, a o tak sympatycznym i ewidentnie bliskim Tytanie już nie?
- Nie będę tego jadła - odparła w odpowiedzi na rozczarowanie Logana i na myśli Jedwabka wrzucając temu drugiemu bułkę z kiełbaską do rozwartej buzi. Dla osób, które przemyśleń robala (na szczęście dla ich zdrowia psychicznego) nie słyszały brzmiało to jak wyrwane z kontekstu oświadczenie. Nie potrafiła sobie wybaczyć niepamiętania o wegetarianizmie, nie potrafiła sobie wybaczyć nieznania Logana, szczególnie, gdy on okazywał taką troskę i oferował się zanieść ją do pokoju medycznego na własnych barkach. Użalałaby się nad sobą jeszcze dosyć długo, gdyby nie przejęcie inicjatywy przez Raven. Lilith nie odrzuciła oferty uleczenia, w końcu czemu miałaby to robić? Nawet jeśli dopiero poznała Rachel, to wiedziała, że ten sympatyczny, zielony kolega żywił do niej pozytywne uczucia, wiedziała też, że ta mroczna postać jest Tytanem, a sam fakt, że nie mogła dostać się do jej umysłu paradoksalnie ją uspokajał. Przy kakofonii wszechobecnych myśli każda osoba potrafiąca się zasłonić przed jej trzecim okiem była na wagę złota. Każda taka osoba dawała jej pewne poczucie normalności.
Na pusty wzrok Raven odpowiedziała równie pustym wzrokiem, który akurat niczego nie przeszywał, a jedynie niczego nie zauważał. Uczucie towarzyszące zasklepianiu się ran było osobliwe, aczkolwiek przyjemne. Lilith rozluźniła się poddając się kuracji. Pozwoliła sobie stanowczo na zbyt wiele luzu zbyt późno orientując się, że jej osobista, mentalna przestrzeń jest naruszana. Wszystko działo się tak szybko. Nie mając dostępu do umysłu Rachel nie była w stanie jednoznacznie określić, do których z jej wspomnień ta uzyskała dostęp, ale patrząc na sprawę realistycznie można się było spodziewać najgorszego. Trzeba było mieć spore szczęście, by w pamięci Lilith trafić na cokolwiek dobrego. Czy widziała obrazy z Kolonii? A może przemyt żywego towaru z bliskiego wschodu? Umawianie się z najgorszymi przestępcami w kwestii podziału władzy nad światem? Cokolwiek wpadło w ręce Raven było wystarczająco okropne, by wyprowadzić ją z równowagi i zaniepokoić resztę. Lilith cofnęła się równie gwałtownie w tym samym momencie, co Rae.
- Słucham!? - wyrwało jej się na oskarżenia, które dotknęły ją bardziej, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Niewyobrażalny ogrom siły woli kosztowało ją kurczowe trzymanie sie tych cieniutkich nitek miłych wspomnień, wmawianie sobie, że to jest prawda, że to są przebłyski z jej życia sprzed dwóch lat, że ci ludzie, których pamięta to jej przyjaciele. Ignorowanie obaw, że się okłamuje, zagłuszanie czarnych myśli, że przecież może nie mieć z Lilith Clay całkowicie nic wspólnego poza nikłym strzępkiem informacji na temat jej przeszłości pozwalało na utrzymanie jako takiej, chwiejnej równowagi ducha. "To nie może być ona" było ciosem, który ją tej równowagi skutecznie pozbawił.
- Nie będziesz mi czytać w myślach dopóki ci na to nie pozwolę! - warknęła pokrywając się od stóp do głów zielonym światłem, które ze szczególną siłą błysnęło z jej oczu. Zacisnęła dłonie, a na jej twarzy pojawił się grymas złości, w fizycznym świecie nie poruszyła się nawet o krok, jedynie drżała z wściekłości za to mentalnie z furią naparła na zamknięty umysł Raven aż chroniące go, szóstozmysłowe skobelki zaskrzypiały. Oplotła się wokół jej chronionego umysłu niczym wygłodniały wąż boa miażdżąc jedną telepatyczną barierę za drugą. To starcie trwało zaledwie pojedyncze sekundy. Wystarczająco długo, by Omen tknęło, że... nie tędy droga.
- Nie. To sprawiedliwe - powiedziała zaprzestając telepatycznego ataku i stopniowo gasnąc - Ja słyszę wasze cały czas - kontynuowała wyjaśniając na czym niby polega ta sprawiedliwość. Wypełniło ją przytłaczające poczucie winy. Zarówno za to, czego dopuściła się przed chwilą, jak i za praktycznie każdą chwilę swojego życia, o której pamiętała. Przygryzła wargę i odwróciła głowę patrząc się w pustkę w innym kierunku. Starała się, naprawdę się starała zatkać mentalne uszy. Próbowała nie słyszeć obaw jakie z pewnością zakłębiły się w umyśle tego chłopaka, który powitał ją z takim entuzjazmem. Usiłowała ogłuchnąć na gotowość na najgorsze niebieskowłosej dziewczyny. Bezskutecznie.
- Proszę, nie strzelaj - wydukała cicho, zwracając twarz w kierunku Plagi.
  Temat: Partnerzy biznesowi
Omen

Odpowiedzi: 8
Wyświetleń: 427

PostForum: Retrospekcje   Wysłany: 2019-01-28, 23:29   Temat: Partnerzy biznesowi
Przyjechali. Gdyby Lilith widziała zapewne śledziłaby nadjeżdżający samochód wzrokiem, zamiast tego cierpliwie czekała aż się zatrzymali, oderwała plecy od helikoptera i podeszła kilka kroków na spotkanie partnerów biznesowych. Gdy ci uporali się rozładunkiem przyjęła od Garetta teczkę z aktami i bez zajrzenia do środka podała ją za siebie do jednego z towarzyszących jej żołnierzy. I tak wiedziała, co było w środku. Przy okazji skomentowała jego butne słowa:
- Tam gdzie działam ja gbury wyzywające rozmówców od dzieciaków nie zostają porucznikami, poruczniku Dark - nie ukrywała irytacji wywołanej jego słowami. Co to w ogóle miało być za zaczęcie rozmowy? Chciał ją obrazić? Pokazać swoją męską, szowinistyczną wyższość, która buzowała w nim ze zdwojoną siłą po zaliczeniu przełożonej? Cokolwiek miało to być bardzo rozczarowało dziewczynę. Nie spodziewała się wiele po żołnierzach z przekupnych oddziałów bez sumienia, ale taki brak wychowania ewidentnie ją dotknął.
- Tam gdzie działam ja rozmowę o biznesie zaczyna się od przedstawienia się. Omen, prawa ręka Harvesta, lidera N.O.W.H.E.R.E. - kontynuowała skłaniając lekko głowę na powitanie. Ewidentnie karciła Garetta, ba, mówiła tonem pogardliwym i pełnym wyższości, widocznie nikt jej nie nauczył szacunku do starszych. Albo po prostu nie okazywała szacunku osobom, które jej zdaniem na ten szacunek nie zasługiwały.
- Może porucznik odesłać koleżankę, osobiście monitoruję obszar większy niż ona jest w stanie zobaczyć - przyznała się do niesprecyzowanych, nadnaturalnych zdolności. Jej zdaniem nie było sensu tego ukrywać. Niech wiedzą podrzędne żołnierzyki z kim mają do czynienia, ale niech nie wiedzą dokładnie. Niech okazują respekt, niech obleci ich niepokój i strach przed tym z czym się spotkali. Właśnie, strach! Czuła ten pochodzący od dzieciaków już od dłuższej chwili, ale gdy te zostały zmuszone do uklęknięcia na asfaltowej drodze w środku niczego ich przerażenie spotęgowało się do stopnia, który doprowadzał ją do mentalnych dreszczy. Nie była w stanie logicznie myśleć w takich warunkach. Zmarszczyła brwi.
- Pozwolisz może na zabranie dzieciaków z tego słońca nim przejdziemy do rozmowy o pieniądzach? - zapytała wskazując na znajdujący się za jej plecami helikopter. Troska o ich zdrowie i samopoczucie nie była całkiem udawana. Zadowolonym i wdzięcznym za ratunek metaludziom łatwiej się prało mózg, zdrowi częściej przeżywali eksperymenty, a nieprzerażeni aż tak Lilith nie irytowali.
  Temat: Otoczenie
Omen

Odpowiedzi: 24
Wyświetleń: 1390

PostForum: Titans Tower   Wysłany: 2019-01-17, 11:01   Temat: Otoczenie
I ruszyli! Lilith spodziewała się, przewidywała, że wyścig dwójki speedsterów nie wróżył niczego dobrego, ale nie zdążyła nawet zaoponować. Bart prowadził. Może dlatego, że Wally dawał mu fory, a może dlatego, że Wally biegł z obciążeniem w postaci dziewczyny, ewentualnie dlatego, że Wally przymierał głodem. Jego brzuch wydawał non stop dźwięki, jakby chłopak co i rusz, na nowo przekraczał prędkość dźwięku. W końcu nie wytrzymał i jakieś dwieście kilometrów przed Blüdhaven zakręcił na samoobsługową stację po całe naręcze hot-dogów. Te niecałe pół sekundy nieuwagi starczyło, by stracili Barta z oczu. Przeklął. W myślach. Ale Lilith i tak usłyszała.
Po jakichś dwunastu sekundach, pięciu hot-dogach i po zniknięciu Dicka znaleźli się pod wieżą. Wieżę pamiętała. Odstawiona na ziemię zachwiała się lekko z powodu rany w udzie i nagłego powrotu do zwyczajnej prędkości. Wally wcisnął jej w ręce jedną z bułek z parówką, rzucił coś o tym, że niedługo wróci, błyskawicznie poprosił resztę, by się nią zaopiekowali, nawet podziękował, ale wszystkie te słowa zlały się w jeden, niesamowicie szybki bełkot na miarę pytania o kartę vitay i zbierane punkty przez kasjerki na stacjach Orlenu. Potem zniknął. Żółta smuga pomknęła po wodzie w stronę miasta, a po Kid Flashu pozostał tylko wzniecony kurz.
- Hej. Jestem Lilith - zaczęła niepewnie po dłuższej chwili niezręcznej ciszy. Mimowolnie musnęła telepatycznie umysły obecnych: dwie osoby podatne, jedna natychmiast odsunęła się poza jej zasięg i... robak. Nie chciała naruszać ich prywatności, ale skorzystała ze zmysłów. Spojrzała przez oczy Plagi i Logana, rozpoznała otoczenie, ale nie obecnych. Żadnego z nich. Nowi? Sporo się zmieniło przez te dwa lata.
- Członek Tytanów po... dłuższych wakacjach - wyjaśniła kontynuując - Miło was poznać - uniosła wstrzemięźliwie prawą dłoń na znak powitania. Była i wyglądała na skołowaną. Skontaktowała się z Wally'm, bo to o nim pamiętała najwięcej i miała nadzieję wyciągnąć z niego kilka zapomnianych wspomnień, ale jakoś nie starczyło na to czasu i teraz została rzucona na głęboką wodę nie mogąc sobie przypomnieć, jak się pływa.
Stała, jak słup soli, sztywno, z posiłkiem od Wally'ego w ręku, patrząc się pusto gdzieś ponad całą trójką, w przestrzeń. Ranę na udzie zasłaniał płaszcz, ale włosy po lewej stronie twarzy miała sklejone zaschniętą krwią z rozciętej skroni. Wyglądała głupio, żałośnie, doskonale to wiedziała, widziała siebie przecież aż dwoma parami oczu.
- Czy ktoś mógłby mnie zaprowadzić do pokoju medycznego? - zapytała starając się uśmiechnąć, jakby miała wszystko pod kontrolą. Nie chciała się przyznać, że nie pamiętała, na którym piętrze się takowy znajduje. Nie chciała się też przyznać, że nie widziała i szukając go samotnie najprawdopodobniej nie trafiłaby nawet do wejścia do wieży. Kiedyś będzie musiała o tym powiedzieć, oby jak najpóźniej.
  Temat: Partnerzy biznesowi
Omen

Odpowiedzi: 8
Wyświetleń: 427

PostForum: Retrospekcje   Wysłany: 2019-01-14, 20:00   Temat: Partnerzy biznesowi
czerwiec 2016 okolice Adenu


Wojna domowa w Jemenie toczyła się już dobry rok i już dobry rok zapewniała stałą dostawę obiektów doświadczalnych dla N.O.W.H.E.R.E. Kto doliczy się kilkudziesięciu, czy nawet setki młodych zaginionych ludzi o nadprzyrodzonych zdolnościach przy tysiącach ofiar konfliktu? Nikt. I to właśnie dlatego Bliski Wschód był aktualnie głównym źródłem towaru. Na nieszczęście nierzadko wadliwego. Łasi na kasę, opłacani przez organizację najemnicy lecieli ostatnio w bambuko i co druga dostawa do niczego się nie nadawała. Dzieciaki albo nie miały żadnych predyspozycji na wykształcenie metagenu, albo były ranne, wycieńczone i na skraju śmierci. Miarka się przebrała, gdy przed kilkoma tygodniami piątka, z szóstki najnowszych nabytków wykitowała na malarię. Harvest zdenerwowany niekompetencją odbierających zamówienia podwładnych zdecydował się wysłać tym razem kogoś bardziej kompetentnego, zaufanego i bardziej przenikliwego - Omen. Nie była szczególnie zadowolona z przymusowej wycieczki, miała w końcu masę zadań w Kolonii, a nikt jej nie płacił za nadgodziny. Jak się tak głębiej zastanowić, to w ogóle jej nie płacono, ale czego się nie robi dla Sprawy? Sprawy, w którą wierzy się swoim całym wypranym i przeprogramowanym umysłem!
Obklejony znakami czerwonego krzyża i czerwonego półksiężyca Black-Hawk wylądował zgrabnie w umówionym miejscu, na pustej, zniszczonej walkami i minami wylotówce z Adenu na północ od miasta. Nie ma lepszego sposobu na ukrycie się w strefie działań wojennych niż podszycie się pod oddziały pomocy humanitarnej. Owszem, niektórzy i tak będą strzelali, ale skoro aktualnie walki obejmowały głównie okolice portu, to tutaj było stosunkowo bezpiecznie. Okolica była piaskowa i płaska, jak okiem sięgnąć, więc nie nadająca się zbytnio do zasadzki, a dopiero jakieś trzy kilometry w stronę miasta majaczyły pojedyncze zabudowania, w tym zdezelowana stacja benzynowa. Rotory świszczały coraz słabiej, aż całkowicie się zatrzymały, drzwi kabiny pilota rozsunęły się z sykiem, a z wnętrza pojazdu wychynęła drobna, kobieca postać w obcisłych, czarnych spodniach z wszytymi weń ochraniaczami na kolanach, wysokich, bojowych butach, czerwonym topie i cienkiej, chroniącej od słońca i wiatru czarnej kurtce z podwiniętymi rękawami. Jej blond włosy o czerwonych końcówkach nie były spięte i okalały jej drobną, bladą twarz, dodatkowo na nosie miała nieprzenikliwie czarne, okrągłe okulary przeciwsłoneczne.
- Jeszcze dwadzieścia minut - rzuciła do dwójki towarzyszących jej wojskowych (przynajmniej tak wyglądali w pełnym uzbrojeniu, kamizelkach kuloodpornych, hełmach i z krótkimi karabinami w rękach), którzy właśnie wychynęli za nią z wnętrza pojazdu. Poza nimi widać było jeszcze tylko nieopuszczającego swojego miejsca pilota, ale kto wie, czy nikt jeszcze nie siedzi w środku. Dziewczyna oparła się o metalową maszynę korzystając z rzucanego przez nią cienia i bez słowa czekała. Pozornie bezczynnie. W rzeczywistości jednak skanowała okolicę w promieniu 50-60 kilometrów w poszukiwaniu ludzkich jaźni, w szczególności tych, które mogłyby należeć do jej partnerów biznesowych. Oby się nie spóźnili. Nie tolerowała spóźnień.
  Temat: Tytani - Pierwsze Kroki: Omen
Omen

Odpowiedzi: 3
Wyświetleń: 217

PostForum: Retrospekcje   Wysłany: 2018-12-26, 02:16   Temat: Tytani - Pierwsze Kroki: Omen
Klub, jak klub, temu tutaj daleko było od elitarnego, ale Wally nie wybrał też żadnej zapadniętej dziury. Akurat na kieszeń siedemnastolatków. Kolorowy neon nie pozostawiał żadnych wątpliwości, co znajdowało się w środku, do którego dostać się można było długim korytarzem o czerwonych ścianach i podłodze pokrytą karminową, wydeptaną wykładziną. Po drodze znajdowała się szatnia, a w niej łysy, szeroki szatniarz-bramkarz taksujący każdego, wchodzącego tępym, znudzonym wzrokiem i inkasujący dziesięć dolarów za wejście (aczkolwiek tylko od mężczyzn). Korytarz kończył się sześcioma, oświetlonymi różowymi, LEDowymi lampkami schodkami, po których wchodziło się do głównej sali wypełnionej stołami, stolikami, fotelami i kanapami w różnych konstelacjach. Po prawej znajdował się długi bar z imponującym asortymentem, po lewej schody prowadzące na balkon i do VIPowskich loży oraz pokoi, a na wprost, w samym centrum podwyższona scena z zamontowaną na niej rurą. Standard. Całe pomieszczenie było dosyć ciemne, a rozświetlały je jedynie pojedyncze reflektory w kolorach różu i fioletu skierowane głównie na scenę, na której właśnie skończył się taniec, a tancerka zbierała porzucone części garderoby. Pomiędzy stołami kręciło się w kusych strojach kilkanaście dziewczyn o różnych typach urody proponując gościom drinki i inne usługi, a gdzieniegdzie pod ścianami stali ochroniarze pilnujący, by klienci zbytnio nie narzucali się "kelnerkom".
Do klubu dało się też dostać inaczej, od tyłu, przez zdecydowanie krótszy, ciemniejszy i mniej ozdobny korytarzyk. Wejścia do personelu nie pilnował żaden szatniarz, bo żeby tędy wejść trzeba było mieć własne klucze. Lilith siedziała na zapleczu już od dobrych dwudziestu minut przygotowując się do występu. Spieszyła się. Właściciel tego przybytku nie lubił spóźnień, a ostatnio czepiał się jej nawet za najdrobniejsze uchybienie. Doskonale wiedziała, czego od niej chciał, nie potrzebowała do tego zdolności telepatycznych. Była jedną z niewielu dziewczyn, które nie skorzystały z propozycji szybkiego awansu i nie wiedzieć czemu akurat z jej odmową Ben nie potrafił się pogodzić. Mściwy dupek.
Przebrała się już z ulicznych ciuchów w te bardziej przewiewne, do pracy, a teraz siedziała przed wielkim, stylizowanym na te Hollywoodzkie lustrem okolonym mnóstwem żarówek i nakładała cienie do powiek. Jeszcze miała jakieś piętnaście minut zanim będzie musiała wyjść na scenę, a potem rach-ciach, będzie po wszystkim. Jak co dzień. No może nie całkiem, jak co dzień. Dziś była wyjątkowo podekscytowana. Spodziewała się specjalnych gości, a jeśli ją moce nie myliły ci właśnie wchodzili.
  Temat: Ulice
Omen

Odpowiedzi: 23
Wyświetleń: 1027

PostForum: Central City   Wysłany: 2018-12-14, 12:43   Temat: Ulice
W reakcji na wybuch Christiny i podniesiony głos Warblade'a również cofnęła się o krok niefortunnie obciążając postrzeloną nogę. Zachwiała się i syknęła z bólu z trudem utrzymując równowagę. Pochyliła się kładąc lewą dłoń na udzie i uciskając wciąż krwawiącą ranę. Więcej oddawała w ramach Dni Honorowego Krwiodawstwa niż do tej pory z niej wyciekło, mimo to robiło jej się słabo. Zapewne na samą myśl, że tutaj nie ma raczej co liczyć na tabliczkę czekolady po wszystkim.
- Noooo, tak - odpowiedziała trochę ciszej, jednak wciąż słyszalnie - Przecież ci powiedziałam - dodała kuląc się i znacznie malejąc w stosunku do nachylającego się nad nią Wally'ego. Jak cały czas gryzły ją wyrzuty sumienia, tak teraz odgryzły jej chyba rękę aż po sam łokieć. Heloł Lilith! Jak mogłaś być aż taką egoistką? Jak mogłaś się przez pół roku zajmować sobą i swoją amnezją, kiedy z Kolonii wyszły dziesiątki dzieciaków w nie lepszym stanie niż ty sama!? W stanie, do którego ich osobiście doprowadziłaś.
- Nie mogliście od tego zacząć? Nie odmówiłabym, nie musielibyście wyciągać ciężkich dział, nie byłoby zniszczonej witryny na dworcu, wraku na wylotówce i nie zranilibyście mi znajomego... - odparła z wyrzutem. Desperacja, desperacją, ale przydałoby się chociaż trochę kontrolować.
- Porwanie to nie najlepszy sposób na rozpoczęcie dialogu - stwierdziła, po czym kąśliwie mruknęła pod nosem, że - Za to też są ujemne punkty - Nie wnikała w metody wychowawcze Wally'ego, ale osobiście uważała system punktacji zachowań na plus i na minus za dosyć kontrowersyjny. Nawet jeśli dzieciak miał jakieś zaburzenia, na co wskazywało jego specyficzne zachowanie, to miała wrażenie, że takie ocenianie nie ma prawa być efektywne.
- Nikt stąd nie pójdzie dopóki ona nas nie naprawi - wtrąciła się Mina, stanowczo, aczkolwiek w dosyć dziecinny sposób. Jej ton przypominał należący do dzieciaka, który zostawi nie tylko ziemniaki, ale również mięso i surówkę niezależnie od zachęt i argumentów babci. Jeśli cała czwórka była chociażby w połowie tak zdesperowana, jak Warblade i tak zdecydowana, jak Mina, to zapowiadało się sporo, jeszcze nudniejszej dla Barta, zabawy na środku ulicy.
- To może potrwać - oznajmiła Lilith, jakby to nie było oczywiste. Nigdy nie odwalała fuszerki, nawet jako prawa ręka arcyzłola, a więc pranie mózgu w jej wykonaniu było również (jakkolwiek to brzmi) dobrą robotą. Niby wiedziała, jak się za to zabrać, ale wielki, zagmatwany węzeł wciąż pozostaje wielki i zagmatwany, nawet jeśli się wie, gdzie znajdują się obydwa końce nitki. Umysły tych, tutaj były właśnie takimi węzłami. Jakby tego było mało wciąż dzwoniło jej w głowie po niedawnym, bliskim spotkaniu z podłogą, a wierzcie lub nie, maltretowanie czerepu psychika wcale nie wzmacnia jego zdolności.
- I może być nieprzyjemne - wyrwało jej się zanim zdążyła się ugryźć w język. Brawo Lilith! Mistrzowsko wzbudzasz zaufanie w osobach, które już mają cię za wroga. Mimo wszystko była to prawda. Samo grzebanie w umyśle nie boli, jeśli grzebany nie stawia się grzebiącemu, ale... N.O.W.H.E.R.E. nie porywało i nie wcielało w swoje szeregi dzieci chcianych, kochanych, z dobrych, szczęśliwych domów, których zniknięcie byłoby szybko zauważone i postawiłoby na nogi całą, okoliczną policję, a może nawet służby specjalne.
Oby tylko potem nie żałowali dowiedzenia się, gdzie są ich rodziny.
  Temat: Pakt o nieagresji
Omen

Odpowiedzi: 20
Wyświetleń: 655

PostForum: Retrospekcje   Wysłany: 2018-11-06, 10:42   Temat: Pakt o nieagresji
Omen była prawdopodobnie jednym z reprezentantów grupy śmiertelników nie tylko uważających, że wiedzą lepiej i więcej, ale również zazwyczaj lepiej i więcej wiedzących. Nieczęsto spotykała istoty bardziej doświadczone i wyedukowane niż ona sama, więc rzeczywiście mogła się czasem wydawać nieco arogancka.
Zarówno podczas uprzedniej argumentacji, jak i teraz na myśl przychodziło jej co najmniej kilkanaście imperiów istniejących znacznie dłużej niż naście lat, ba, znacznie dłużej niż pojedyncze ludzkie życie. Enchantress niekoniecznie się myliła, istniały, istnieją i będą istnieć kruche organizacje, jednak zdaniem Lilith akurat N.O.W.H.E.R.E. się do nich nie zaliczało, ale nie miała zamiaru się spierać. Już zdążyła wystarczająco wiele razy urazić demona, aż dziwne, że jeszcze się w ogóle do niej uśmiechał.
- Owszem - przyznała się do natłoku wszelkich spraw ze skruchą - Pozostaje mi mieć szczerą nadzieję, że podczas naszego kolejnego spotkania będzie ich znacznie mniej i będę w stanie zaoferować znacznie więcej czasu - dodała, po czym również podziękowała skłaniając się samą głową. Stwierdziła, że próba podania ręki mogła wydawać się niezręczna, skoro Enchantress wciąż lewitowała bliżej sufitu niż podłogi.
- W sprawie tożsamości podarków, jak i planów dotyczących Batmana skontaktuję się w najbliższym czasie - zapewniła wycofując się w kierunku drzwi. Przybyła z nią czwórka podniosła się z kolan i bez słowa ruszyła jej śladem. W drodze powrotnej z pubu dziewczyna mimowolnie zastanawiała się nad samodzielnym myśleniem, kontrolowaną wolą i przynależnością własnego umysłu. Wciąż nie zauważała w swoim zachowaniu niczego podejrzanego, mimo to ogarniały ją jakieś dziwne, jej zdaniem całkowicie bezpodstawne wątpliwości.
Zaledwie kilka dni po spotkaniu w skrzynce pocztowej June poza wyciągiem z banku, reklamą ubezpieczenia na życie i ulotką okolicznej pizzerii znalazła się koperta z aktami zawierającymi dokładne dane całej czwórki prezentów. W dokumentach zostały wspomniane zarówno posiadane moce: telekineza pozwalająca na kontrolę podstawowych ziemskich żywiołów (geo, hydro, pyro, aero), dotychczasowe szkolenie, a także ich aktualne dane osobowe: miejsce zamieszkania, zwód itd. Dziewczyny zostały rozsiane po większych miastach Wielkiej Brytanii przyjmując niezbyt rzucające się w oczy role.
Niestety, Enchantress nie doczekała się już żadnych kolejnych listów.
  Temat: Ulice
Omen

Odpowiedzi: 23
Wyświetleń: 1027

PostForum: Central City   Wysłany: 2018-11-06, 09:52   Temat: Ulice
Twarde lądowanie na pewno było miększe niż upadek plackiem na asfalt, mimo to z klatki piersiowej zgniecionej dziewczyny wydobyło się stłumione stęknięcie. Znała umiejętności Miny, więc nie musiała się rozglądać cudzymi oczami, by zorientować się, gdzie zostali wysłani: w sam środek gówna, z którego już została praktycznie wyrwana. Mimo wszystko rozejrzała się wykorzystując wzrok każdej osoby, do której umysłu mogła sięgnąć i zobaczyła pełen skład klubu swoich antyfanów, osobliwą kopułę, a także niesamowicie szybkiego dzieciaka. Hm? Czy to? Niemożliwe! Przecież nie było mnie tylko dwa lata! Nie pamiętała wielu rzeczy, ale akurat tego, że przed jej zniknięciem Wally nie miał żadnych potomków była stuprocentowo pewna. Chociaż... cholera wie, jak szybko dorastają speedsterzy. I kim jest Artemis!? Te myśli rozbrzmiewały w jej głowie samoistnie. Uciszyła je. Wiedziała, że to nie czas na takie rozważania, a już na pewno nie czas na szukanie informacji o Artemis i pochodzeniu Barta w umyśle Wall'ego. To nie jego, a pozostałych powinna skanować, to pozostałym powinna się wdzierać do podświadomości, żeby odczytać coś więcej niż na przykład powierzchowną, pełną wątpliwości myśl, która wręcz natychmiast została wyartykułowana.
- O nie, nie, nie, nie ma takiej opcji! TO jest Kid Flash! Nie będę walczył z Kid Flashem - wyrwało się magicznemu kowbojowi: Jamesowi z wyraźną pretensją w głosie - My jesteśmy ci dobrzy, prawda? Ona powinna być tą złą. Nie stanę w szranki ze znanym bohaterem - zdecydowanie zaoponował, a światło jego kryształowej kuli wyraźnie straciło na intensywności. Pod wpływem dotyku Barta ściana nie stała sztywno, a nieznacznie zafalowała, niczym tafla wody, albo luźno naciągnięta płachta widocznie tracąc swój atrybut pozornej nienaruszalności.
- Spokój. Utrzymaj barierę - rzucił rozkazująco Warblade - Oczywiście, że jest tą złą. Prawdopodobnie namieszała chłopakowi w głowie. Potrafi takie rzeczy - stwierdził wciąż zostając przy swojej teorii sprzed dworca - Dzieciakowi, który uważa to wszystko za grę zapewne też, to nie jest normalne - w ogóle go nie obchodziło, że mogą istnieć inne powody, z których Wally zadaje sobie trud ratowania Omen, albo przez które Bart jest taki, jaki jest. Dyskusja ta wyraźnie wskazywała na to, jak bardzo niezgrany jest ich zespół. Nie tylko nie potrafili zachować wzajemnie swoich sekretnych tożsamości, co z resztą całkiem skutecznie powtórzył Bart, ale też nie umieli się zwyczajnie dogadać w kluczowych momentach, co z resztą całkiem skutecznie powtórzył Bart... Przynajmniej szanse były wyrównane.
Podciągnęła kolana pod brodę uwalniając się z uścisku Wally'ego i samodzielnie stanęła na ziemi opierając większość ciężaru ciała na zdrowej nodze.
- Nie ingeruję w umysły innych. Nie wprowadzam stałych zmian. Już od dłuższego czasu. Nikomu - stanowczo zaprzeczyła wymysłom Warblade'a. Na dworcu jego słowa wzbudzały w niej strach przed straceniem zaufania West'a, tutaj jedynie irytację. Nie będzie jakiś metalowy człowiek rozpowszechniał o niej pomówień w celu wymuszenia na innych agresji wobec bliskich jej osób.
- Czego wy w ogóle ode mnie chcecie? - zapytała. Całkiem konwencjonalnie. Z powierzchownych myśli Miny oraz Jamesa mogła jednie wywnioskować, że chcą ją złapać: nie pozwolić jej zbiec, ale nie jaki był tego wszystkiego ostateczny cel. Owszem, mogła się zagłębić w ich umysły, zapewne znalazłaby odpowiedź, ale jednocześnie zaczęłaby intensywnie świecić, a co za tym idzie cała jej poprzednia wypowiedź straciłaby na wiarygodności. Może, nawet jeśli nie będą skorzy do odpowiedzi, sprowokowana pytaniem, upragniona informacja wypłynie chociaż na wierzch ich świadomości. Dobrze byłoby sobie w końcu cokolwiek wyjaśnić.
  Temat: Pakt o nieagresji
Omen

Odpowiedzi: 20
Wyświetleń: 655

PostForum: Retrospekcje   Wysłany: 2018-10-18, 11:54   Temat: Pakt o nieagresji
Oczywiście, że była szczęśliwa mogąc mieć Enchantresss za sojusznika, cieszyła się, że w razie czego będzie miała u boku istotę zdolną zmieść całe zastępy wyszkolonych wojowników w mgnieniu oka. Była też zdecydowanie ukontentowana stosunkowo cywilizowanym i racjonalnym zachowaniem tej istoty. Nie zmieniało to faktu, że wciąż trochę ją przerażała. Nie mój? - pomyślała nie przypominając sobie żadnych przeszczepów. Może Enu żyła te tysiące lat, ale Lilith znała od zaledwie kilkudziesięciu minut i na pewno wiedziała o niej mniej, niż wzajemnie, czytająca w myślach telepatka o demonie. Wyciągane przez nią wnioski mogły być błędne, lub zwyczajnie pochopne. Z resztą, w ciągu tych tysięcy lat wyraźnie nie nauczyła się konceptu przestrzeni osobistej, więc i w innych dziedzinach mogła mieć braki.
- Być może - skomentowała ważność osobistych przyrzeczeń i bezosobowość organizacji - Zazwyczaj jednak przeżywają swoich założycieli niosąc ich wole, przekonania i dążąc do pierwotnych celów pomimo składania się z całkiem nowych ludzi, pochodzących z całkiem nowego pokolenia. Za jakieś sześćdziesiąt lat mogę być osobiście bezużyteczna, a N.O.W.H.E.R.E. przeżywać czasy swojej świetności - stwierdziła argumentując zalety układania się z organizacją, miast z pojedynczym, żyjącym w porównaniu do Enchantress zaledwie chwilę człowiekiem.
- Chyba nie mamy już nic więcej do omówienia, prawda? - zapytała dając Enchantress szansę na wtrącenie jeszcze jakichś uwag - Co się tyczy zaś prezentów. Będą Ci bezwzględnie posłuszne, są też w stanie same wyjaśnić, co potrafią. Mogę ewentualnie zaoferować przechowanie ich do momentu, aż będziesz gotowa je odebrać, lub zorganizowanie im publicznej tożsamości, pod którą pozostaną w ukryciu czekając na rozkazy - dodała na sam koniec. Nie bardzo wiedziała, czy demon ma jakiś schowek na użytecznych ludzi, albo chociaż June posiada dostatecznie dużo miejsca w mieszkaniu, by pomieścić czwórkę, nowych współlokatorów. Decyzja należała jednak do samej obdarowanej, w końcu kwartet był oficjalnie jej własnością.
  Temat: Pakt o nieagresji
Omen

Odpowiedzi: 20
Wyświetleń: 655

PostForum: Retrospekcje   Wysłany: 2018-10-16, 09:59   Temat: Pakt o nieagresji
Podejrzenie o możliwość zdrady ją uraziło. Nie jakoś szczególnie mocno, to była dosyć zwyczajna obawa potencjalnego, przyszłego sojusznika. Zupełnie inaczej miała się sprawa ze stwierdzeniem, że Omen nie myśli samodzielnie. W dziewczynie wręcz się zagotowało.
- Słucham!? Wypraszam sobie! Nie jestem pod kontrolą żadnej magii, czy innej doktryny. Należę do N.O.W.H.E.R.E. z własnej, nieprzymuszonej woli. Jestem wręcz współtwórczynią organizacji. Jedynymi w niej osobami bez własnej woli są szeregowe jednostki niedostatecznie oddane sprawie, którym osobiście tę wolę nagięłam. Nie posiadamy silniejszego psychika niż ja. Gdybym była pod czyjąkolwiek kontrolą wiedziałabym - starała się nie krzyczeć, aczkolwiek wydawała się być wyraźnie obruszona, a jej ton głosu nacechowany był irytacją. Jej psychiczny stan podkreśliło jeszcze mimowolne zmięcie zdjęcia leżącego do tej pory na stole. Tak Omen, na pewno byś wiedziała. Tak, jesteś najsilniejszym psychikiem, któremu tak wyprano mózg, że brak wspomnień z dzieciństwa, czy w ogóle sprzed członkostwa w N.O.W.H.E.R.E. nie wzbudzał w tobie żadnych podejrzeń.
- Twierdząc, że nie ma tu mnie miałam na myśli, że nie przybyłam tu reprezentować własnych racji. Celem tego spotkania jest sojusz pomiędzy Enchantress, a organizacją. Nie wydaje mi się by istniał powód, by układać się jeszcze osobiście - postanowiła wyjaśnić uznając, że stąd wynikło nieporozumienie. Była całkowicie pewna swoich słów i przekonań, a wypowiedź Enu pozornie nie miała na nią innego wpływu niż wywołanie złości, aczkolwiek, gdzieś głęboko w podświadomości zasiała ziarno niepewności. Chociaż może niekoniecznie ziarno, raczej zaorała glebę pod ziarenka nadchodzące w przyszłości.
- Hmmm, racja - odpowiedziała reagując na powracający wątek Batmana - Miałam wtedy zamiar powiedzieć, że pomimo braku mocy jest jedną z najbardziej decyzyjnych osób w Lidze, wręcz jej głównym strategiem, więc jego strata na pewno byłaby bardzo odczuwalna dla tego zbiorowiska bohaterów.
  Temat: Pakt o nieagresji
Omen

Odpowiedzi: 20
Wyświetleń: 655

PostForum: Retrospekcje   Wysłany: 2018-10-15, 19:23   Temat: Pakt o nieagresji
Sadystka z tej Enchantress. Czy wszystkie demony od czasu do czasu bierze ochota na znęcanie się nad biednymi, zwyczajnymi i słabymi ludźmi? Nic dziwnego, że biedni, zwyczajni i słabi ludzie się ich boją.
- Owszem - odparła na zadane pytanie. Nie będzie przecież lecieć w zaparte, skoro to aż tak oczywiste. Z resztą nie miała w ogóle zamiaru okłamywać swojej rozmówczyni. Wysłuchała monologu urozmaiconego przeróżnymi bodźcami umysłowo-węchowymi i nagłą usługą fryzjerską zaciskając zęby aż do bólu. Przeklinała w duchu fakt, że od niedługiego czasu nie jest w stanie kontrolować swoich zdolności przez co chłonie wszelkie, okoliczne myśli, jak gąbka. Te krwawe wdzierały jej się do mózgu wręcz przemocą. Zaciągnęła się wyciągiem z trupów, stanowczo zbyt głęboko, a więc gdy tylko Enu się od niej odsunęła zaczęła spazmatycznie kasłać.
- Strach jest naturalną reakcją na nieznane, niezrozumiałe, potężne i brutalne. Nie żyję nawet trzydzieści lat, a ostatnia wielka wojna zakończyła się ponad siedemdziesiąt lat temu. To normalne, że masakryczne wizje wzbudzają we mnie niepokój - stwierdziła, odrobinę ochrypłym głosem, gdy już minął jej atak - Z resztą pomiędzy strachem, a szacunkiem i respektem znajduje się dosyć płynna granica. Fakt, że się Ciebie obawiam nie musi być jednoznaczny z nieszczerością - wyjaśniła. Samego Harvest'a też się lękała, jak z resztą większość armii. Tak było zdecydowanie łatwiej utrzymać meta-żołnierzy w ryzach.
- Co zaś tyczy się... zdrady, w tym pomieszczeniu nie ma Omen-mnie, jest Omen-reprezentantka N.O.W.H.E.R.E. Niosę wolę Harvest'a, jestem jego wolą, a ona jest również moją własną. Nie mogę być nielojalna wobec własnych, wspólnych z celem organizacji i jej lidera przekonań. Jako jego prawa ręka i znający jego myśli telepata zapewniam, że Harvest nie zhańbiłby się niewiernością - nie miała zatem czego się obawiać w kontekście konsekwencji zdrady, aczkolwiek Enu wzbudzała w niej lęk na wielu innych płaszczyznach. Mimo przyznania się do telepatycznych zdolności postanowiła nie kończyć wypowiedzi dotyczącej Batmana, nawet jeśli wiedziała, że przerwanie jej akurat w tym momencie rozczarowało rozmówczynię. Może to zabrzmi dziecinnie, aczkolwiek uraziło ją posądzenie o możliwość zdrady i dokładnie z tego powodu nie miała zamiaru dodatkowo iść Enchantress na rękę.
- Bardzo nas to cieszy - odparła na zaakceptowanie sojuszu podnosząc się ze swojego miejsca - Jakieś dodatkowe pytania? Życzenia? - dodała na koniec. Być może Enchantress pragnęłaby jakiejś innej drogi komunikacji, niż dotychczasowa korespondencja, albo miała już w głowie dokładny plan eliminacji Batmana...
 
Strona 1 z 4
Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Theme Abreo_LoteQ Created by Phantom © 2008-2009


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1
Strona wygenerowana w 0,03 sekundy. Zapytań do SQL: 15