Magazyn North Refrigeration
Autor Wiadomość
 Batman 
The Dark Knight


Informacje
Imię i nazwisko: Bruce Wayne
Miasto: Gotham City
Wiek: 45 lat
Frakcja: Justice League
Karta Postaci: Klik
Relacje: Klik
Wysłany: 2018-04-01, 17:43   Magazyn North Refrigeration




Jeden z wielu magazynów North Refrigeration należący do Oswalda Cobblepota aka Pingwina. Nie jest to jednak zwykły magazyn jakich setki, bo w jego podziemiach znajduje się tajne laboratorium.
--------------------
I am vengeance, I am the night, I am Batman!
 
 
 Black Bat 


Informacje
Imię i nazwisko: Cassandra Cain-Wayne
Pseudonim: Black Bat
Miasto: Gotham
Wiek: 19
Frakcja: Heroes
Karta Postaci: Klik
Wysłany: 2018-04-02, 00:06   

Następna noc po przyjeździe do Bludhaven zaczęła się pracowicie. Swingowała od jednego budynku do drugiego obijając mordy tylko po to by praktycznie się niczego nie dowiedzieć. Nawet największy zakapior z tych których spotkała był tak zastraszony, że wolał się oddać w ręce policji, niż sprzedać kilka istotnych informacji. Dlatego coraz bardziej niepocieszona oraz coraz bardziej brutalna przenosiła się z miejsce na miejsce, na dodatek w taki sposób, by nie znaleźć się w obrębie zainteresowania swojego brata. Ach, właśnie. Jedyna przydatna nowina jaką wyciągnęła to to, że Nightwing cały czas działał w mieście, stąd ta ostrożność oraz groźba, by przy napomknięciu policji kto ich załatwił był podpis syna Batmana, a nie jej. Czy to podziałało? Nie miała czasu by dopilnować.
Tylko ostatni przystanek przyniósł jakąś wiadomość. Dobrą wiadomość. Trop prowadził do jednej z opuszczonych fabryk na skraju miasta. To tam podobno Cain wraz ze swoją 'świtą' pracował nad armią takich jak ona, albo prawie takich jak ona. Dziewczyny za sprawą podejrzanego specyfiku uzyskiwały niebywałą siłę, coś na kształt siły jaką dysponowali meta ludzie. Nie wiedziała dokładnie po co, ale mogła się domyślić. ...Ale to co zobaczyła przeszło najśmielsze... wręcz fatalne oczekiwania.
Początkowo szło całkiem nieźle. Włamanie się do na pierwszy rzut oka opuszczonego magazynu nie było trudne co z każdym krokiem sam widok przypominał scenę z horroru. Zabrudzone szpitalne łóżka z przytwierdzającymi pasami. Gdzieniegdzie pozostałości po mrożących krew w żyłach przyborach i nie była tu mowa tylko o strzykawkach. Z jednej z nich nawet ściągnęła resztkę płynu umieszczając kropelki w specjalnym pojemniku przy pasku. Chodziło o coś co nawet ją przyprawiało o nieprzyjemne dreszcze.
Przesuwając się bezszelestnie w ciemności poczuła bardzo nieprzyjemny zapach. Wiedziała, że ma przed sobą ostatnie pomieszczenie. Największe i najbardziej oddalone. Już wcześniej wydawało się, że usłyszała stamtąd stłumiony rumor i wcale się nie myliła, ale to przez te kilka sekund przestało mieć jakiekolwiek znaczenie.
Uchyliła mordkę pod maską, gdy za drzwiami ujrzała stos ciał. Kobiety i mężczyźni. Tak jakby minęła się z kimś kto własnie wymordował cały szpital wraz z kadrą. Tak jakby najszybszym zatarciem śladów tej organizacji to wywalenie wszystkich na śmietnik, bez żadnego szacunku. Bez poszanowania ludzkiego życia.
Kilka sekund zajęło zanim się zorientowała, że jeden z nich przetrwał. To najwyraźniej on stał za hałasem jaki słyszała wcześniej. Mężczyzna był ledwo żywy, a i tak sunął po podłodze do bladego światła, rzucanego przez latarnie za oknem. Bat nie musiała się spieszyć. Zaszła mu drogę, a gdy już nie miał wyjścia nogą odwróciła na plecy. Przykucnęła obok wcześniej sprawdzając czy nie trzyma w dłoniach czegoś co mogłoby jej zaszkodzić.
Mężczyzna miał szpitalny kitel więc najwyraźniej należał do 'kadry Frankensteina'. Na początku pomyślała, że jest przerażony nią, ale nic bardziej mylnego. Zmrużył oczy przyglądając się masce i jakby odetchnął, a potem się rozpłakał.
- Kto wam to zrobił? Mów! - Krzyknęła wzbudzając w sobie największe pokłady ostrego głosu. Mężczyzna trząsł się z przerażenia i kiwał głową tak jakby zaprzeczał już wszystkiemu. Nie widziała gotowości do współpracy, więc warknęła jeszcze głośniej.
- Mam zawezwać kartkę czy pozwolić ci zdechnąć tu z resztą trupów - Wskazała kciukiem za siebie. Nadal sama myśl wzbudzała w niej odrazę do kogoś kto to zrobił, ale postanowiła odepchnąć to na drugi, czy trzeci plan. Zresztą już więcej nie musiała grozić. Argument przekonał, a mężczyzna nie bez wzdrygnięcia wspomniał o mężczyźnie z maską na twarzy. Gdy zapytała o cechy maski, zasugerował, że jedyną cechą jest jej zmienność, a to już dało jakiś trop. Trop, który całkowicie zaskoczył.
Niestety mężczyzna nie przetrwał nocy. Wiedziała, bo obserwowała akcje ratowniczą siedząc na dachu na przeciwko szpitala. Jedyne co po nim został to kartka z adresem z jego kalendarza. Kolejne laboratorium. Kolejny magazyn.
To tam późną nocą się zaczaiła. Wcześniej zbadała teren, ale najwyraźniej był pusty. Może jednak się pomyliła? Trop jednak prowadził właśnie tutaj i to z kilku źródeł, bo w okolicach tych magazynów był widziany mężczyzna 'ze zmienną twarzą'.
--------------------
 
 
 Rorschach 


Informacje
Imię i nazwisko: Walter Kovacs
Pseudonim: ~Rorschach
Miasto: Nowy Jork
Wiek: 39
Frakcja: Anti-Heroes
Multikonta: Jesse Custer
Wysłany: 2018-04-02, 13:14   

"~Dziennik Rorschacha: 27.03.2018r, 22:14:
... Nienawidzę tego miasta. Blüdhaven to jeszcze gorsza nora niż Nowy Jork. Pełno tutaj... Ludzi. Tego całego przepychu, w dodatku jest pilnowane przez tych wszystkich pajacy w kostiumach z nietoperzami. Niestety musiałem się tutaj udać, ponieważ trop, który badałem ostatnio zaprowadził mnie dokładnie w to miejsce. To dość ciężka sprawa, ale wydaje mi się, że wiem, kto jest winny. Wiem też na pewno, że moja twarz będzie ostatnią rzeczą jaką ten człowiek ujrzy w swoim życiu..."

Rorschach szedł wolnym krokiem jedną z bocznych uliczek. Na całe szczęście był aktualnie w tej części miasta w której nie przebywało zbyt wiele osób. Podobno zbyt niebezpiecznie - na pewno nie dla niego. Poprawił dłonią kapelusz i rozejrzał się po okolicy. Od jakiegoś czasu odnosił dziwne wrażenie, jakby... Jakby miało wydarzyć się coś niespodziewanego. Nie to, że się bał - był zbyt pewien siebie, by odczuwać strach. Wiedział, że poradzi sobie z każdą przeciwnością losu.
Odchrząknął i ukrył dłonie w kieszeniach brązowego płaszcza. Zmierzał w stronę kolejnego tropu, magazynu w którym mógł ukrywać się sprawca. Miał nadzieję, że go tam spotka. Uśmiechnął się pod nosem na myśl o tym co z nim zrobi, nie zamierzał dać mu spokoju przez wiele godzin. Już wyobrażał sobie jak jego ostrze rozcina jego skórę jak masło, wyobrażał sobie jego krzyki.... No, ale najpierw trzeba było go dorwać.
Znalazł się w pobliżu wyżej wspomnianego miejsca, więc wyjął zza pasa obydwa pistolety i sprawdził, czy są załadowane, odbezpieczone. Schował je z powrotem na miejsce, po czym przesunął palcami po tylnej części pasa sprawdzając, czy jego nóż dalej tam jest. Taki odruch. Przeważnie nie używał broni, ponieważ sam był najlepszą, ale... Coś mu podpowiadało, że tym razem może mu się przydać.
Wreszcie dotarł do końca ulicy, wiedział doskonale, że jego cel znajduje się za rogiem. Oparł się plecami o ścianę jednego z budynków i odetchnął kilka razy głęboko. Wychylił się zza winkla i obrzucił spojrzeniem drzwi magazynu. Co ciekawe - nikt go nie pilnował. Nie uspokoiło go to. Prawdopodobnie czeka go walka w środku, a doskonale wiedział, że lepiej się bronić na otwartej przestrzeni... Przynajmniej jeśli chodzi o walkę wręcz.
--------------------
 
 
 Black Bat 


Informacje
Imię i nazwisko: Cassandra Cain-Wayne
Pseudonim: Black Bat
Miasto: Gotham
Wiek: 19
Frakcja: Heroes
Karta Postaci: Klik
Wysłany: 2018-04-05, 17:35   

W żadnych powieściach jakie słuchała, czy to w przygodach Sherlocka Holmesa, czy w tych bardziej dynamicznych o Jamesie Bondzie nikt nigdy nie wspomniał co robił główny bohater, gdy przeciwnik nie pojawiał się przez... jedną czy nawet dwie godziny.
Nie żeby brakowało jej w życiu akcji. Jakby nie patrzeć była w ciągłym ruchu, mając zawsze jakiś cel i powód by buszować po nocach w niepoznanym wcześniej mieście. Bludhaven do tak zupełnie obcych nie należało. Odwiedziła je może z dwa razy. Zwykle u boku ojca walcząc i zarazem wspomagając starszego brata w boju. Nigdy nie pozbyła się wrażenia, że traktował ją z dozą nieufności, ale... może to i dobrze. Może tylko on potrafił przejrzeć na oczy i zobaczyć coś czego nie widzieli inni? Coś czego może nie chcieli zobaczyć?
żeby całkowicie się nie zanudzić zrobiła dwie rundki w okół budynku. Skacząc po dachach, pilnując się cienia, analizowała różne plany dokładnie tak jak uczył ją ojciec. A z nim akurat rozumiała się bez słów. Właściwie to dosłownie bez słów, bo początkowo komunikacja werbalna była dla niej jak nazwa chińskiej zupy z Azji. Ni hu hu nic nie rozumiała. Miała natomiast niesamowicie rozwiniętą smykałkę do komunikacji niewerbalnej. Od najmłodszych lat trening Cass skupiał się właśnie na tym by poznać zamiary przeciwnika, zanim on wykona jakikolwiek ruch. Dopiero po dłuższym czasie za sprawą nowej rodziny nauczyła się korzystać również z takiego udogodnienia jak rozmowa. Co prawda częściej jej słuchając niż mówiąc, ale zawsze. ...Swoją drogą, dopiero wtedy się zorientowała jak czasami słowa przeczą temu co mówi ciało. Zauważyła też, że często nie warto im ufać.
Zapoznała się z budynkiem sprawdzając jego możliwości oraz zastawiając nieszkodliwe pułapki. Przecież nie będzie siedzieć z założonymi rękoma czekając na to co przyniesie spotkanie z ... no właśnie, z kim? Z wrogiem? Z tego co wiedziała wizerunek mężczyzny przystawał do jednej osoby, której nigdy nie poznała, aczkolwiek chciała poznać. W końcu był jednym z niewielu najlepszych detektywów z imponującymi umiejętnościami. Jedyne co mogła żałować to tego, że jak już się zjawi to poznają się w takich, a nie innych okolicznościach, bo raczej nie spodziewała się, że pójdzie gładko. Wręcz przeciwnie.
Zamuliła na dachu obserwując okolice, aż w końcu dostrzegła cień. Poprawiła okular w małej lornetce, żeby wyostrzyć obraz, a zarazem upewnić się, że osobnik to ktoś na kogo czekała.
Ten kapelusz, ten płaszcz, ta majacząca w cieniu maska. Nie mogła się mylić a zarazem poczuła zawód, że jednak to on, że ...że jednak się zjawił.
Obserwowała ze swojej kryjówki jak po krótkich oględzinach sprawdził broń i tył paska gdzie, jak mogła się domyślić schował nóż, dzięki temu mniej więcej wiedziała jaką przyjąć strategię. Wbrew planom Rorschacha, a przynajmniej wnioskując po jego zachowaniu mężczyzna najwyraźniej liczył na spotkanie na zewnątrz magazynu, dlatego cichcem wróciła do środka. Chowając się w cieniu, stojąc gdzieś na żeliwnej konstrukcji podtrzymującej dach wymierzyła batarangiem w stos beczek i drewnianych skrzyń, które załamały się i zrobiły potężny rumor. Miała nadzieje, że to zwabi go do środka.
--------------------
 
 
 Rorschach 


Informacje
Imię i nazwisko: Walter Kovacs
Pseudonim: ~Rorschach
Miasto: Nowy Jork
Wiek: 39
Frakcja: Anti-Heroes
Multikonta: Jesse Custer
Wysłany: 2018-04-06, 19:13   

Mężczyzna pozostawał oparty o ścianę budynku, analizował tysiące możliwości dostania się do budynku, w głowie układał także ewentualną drogę ucieczki - zawsze lepiej takową mieć, prawda?
Poprawił dłonią kapelusz i wreszcie wychylił się zza ściany budynku ruszając wolnym krokiem w jego kierunku. Nie zdążył zrobić nawet kilku kroków, gdy usłyszał hałas. Dość duży, jakby coś potężnego zwaliło się na podłogę. Prawa dłoń odruchowo powędrowała w kierunku jednego z pistoletów, lewa natomiast znalazła się blisko rękojeści ostrza. Nie był głupi - nie trudno było się domyślić, że ten hałas może być próbą zwabienia go do środka. W końcu... Akurat, gdy się tutaj znalazł? Być może był wcześniej obserwowany? Tylko przez kogo? Przez człowieka, którego ścigał? Było to możliwe. Mimo wszystko... Jak mógł nie skorzystać z tego zaproszenia?
Nie był jednak takim idiotą, by w takiej sytuacji skorzystać z frontowych drzwi...
Wyjął zza pazuchy jeden ze swoich gadżetów - a mianowicie pistolet, który miotał liną z hakiem. Wystrzelił w górę tak, że hak zaczepił się o krawędź dachu i podciągnął się na linie do góry lądując bezpiecznie na budynku. Wybrał jedno z nich i zajrzał przez nie, by wybrać miejsce swojego lądowania. Padło na jedną z żeliwnych belek. Cofnął się o parę kroków i wyciągnął obydwa pistolety - oba były odbezpieczone, oraz załadowane.
Rozbiegł się i wyskoczył w powietrze, w locie oddał dwa strzały w szybę sprawiając, że ta pękła. Nie zamierzał się skradać - nie dzisiaj.
Opadł na jednej z belek, co jak co, ale takiego rodzaju akrobacje miał opanowane do perfekcji. Przykucnął i rozejrzał się szybko oceniając sytuację - szukał wzrokiem potencjalnych przeciwników, gdyby tylko kogoś zauważył prawdopodobnie od razu zaczął by strzelać. Był również przygotowany na ewentualny unik, kątem oka dostrzegł stos skrzyń na który mógł śmiało zeskoczyć z belki, gdyby okazało się, że nie ma innego wyjścia.
--------------------
 
 
 Black Bat 


Informacje
Imię i nazwisko: Cassandra Cain-Wayne
Pseudonim: Black Bat
Miasto: Gotham
Wiek: 19
Frakcja: Heroes
Karta Postaci: Klik
Wysłany: 2018-04-12, 19:43   

Przez to, że uciekła do wnętrza budynku nie miała okazji by panować nad otoczeniem, ale nadstawiła nietoperze ucho. Rorschach zupełnie ją zaskoczył. Całą swoją uwagę skupiła na drzwiach wejściowych oraz oknach. Była przygotowana na to, że mężczyzna nie skorzysta z jej 'zaproszenia' i sam będzie chciał ją wykurzyć, wrzucając do środka gaz łzawiący czy inne cholerstwo, po którym padnie jak mucha psiknięta Raidem. Widziała to ostatnio w reklamie siedząc w jednym z śniadaniowych barów. Zatrzymała się by zjeść naleśniki, które zupełnie nie przystawały do tego jakie robił Alfred za którym bardzo tęskniła.
Ale dobra. Nie o tym. Od kiedy nauczyła się mówić i pisać głowa Cass zaczęła pęcznieć od przemyśleń, a przecież musiała się skupić na tym co miało ją spotkać. Niczym przyczajony tygrys ukryty smok wlepiała wzrok w drzwi wejściowe, do którego planowo (okay, według jej wątłego planu) miał zbliżyć się Rorschach. Wszystko jednak trwało za długo. Cholera o wiele za długo. Z tego co mogła się domyślić, sądząc po tempie jakie reprezentował oraz podejrzliwości mężczyzna miał zajrzeć dokładnie za 3...2...1... Huh?
Przechyliła łepek w bok niczym zdziwiony niecodziennym zachowaniem pana, wyjadającego z jego miski żarcie kundel. Dopiero sekundę później zdała sobie sprawę, że charakterystyczny dźwięk na dachu to nic innego jak dobrze znane uderzenie haka o twarde, betonowe podłoże. Ten moment przesunięcia metalu sprawił, że powędrowała spojrzeniem dokładnie w to miejsce gdzie stanął mężczyzna, a chwilę później znalazł się ... może nie na wyciągnięcie ręki, ale długiego kopa z pół obrotu. Nie wiedziała czy dostrzegł ją w cieniu, stojąc właściwie kilka kroków przed nią, ale nie zamierzała ryzykować. I tak dała mu za dużo czasu, ponieważ przy najmniejszym poruszeniu, przy zdradliwym szeleście pelerynki zmierzającej w jego stronę mężczyzna strzelił, ale nie zranił jej mocno. Cass natomiast skoczyła do przodu, by zachwiać jego równowagę. Nie wymierzyła ciosu. Jeszcze nie. Chwyciła się poły płaszcza, a skok wycelowała tak by spadli razem na stos drewnianych skrzyń.
- Dlaczego ich zabiłeś?! - Krzyknęła.
--------------------
 
 
 Rorschach 


Informacje
Imię i nazwisko: Walter Kovacs
Pseudonim: ~Rorschach
Miasto: Nowy Jork
Wiek: 39
Frakcja: Anti-Heroes
Multikonta: Jesse Custer
Wysłany: 2018-04-12, 20:49   

W zasadzie całkiem wygodnie byłoby mu na tej belce... No, całkiem wygodnie, gdyby nie ta mała przeszkoda w postaci kolejnego pajaca w stroju nietoperza. Cholera jasna, ile ich mogło być? Czy to jakaś nowa moda, której on nie znał? Może powinien zacząć czytać gazety, czy coś, może bardziej by się go bali, gdyby sam wyglądał jak nietoperz? Hmm... W sumie nie było mu to potrzebne - i tak raczej nie narzekał na brak strachu ze strony przeciwników.
Tak, czy inaczej - wracając do naszych bohaterów kochanych postaci...
Ledwo zdązył znaleźć się na wyżej wspomnianej belce, gdy jego wzrok napotkał kobietę ubraną jak jakieś nocne zwierzę. Jego dwa pistolety natychmiast skierowały się w jej stronę, nawet udało mu się nacisnąć na spust, jednak pociski nie dosięgły celu. Zamiast tego poczuł uścisk jej dłoni na swoich ramionach, oraz napór jej ciała na swoje. W innym wypadku może nawet byłby zadowolony z takiego obrotu spraw, ale nie w tej chwili. Poczuł, jak traci równowagę, jego dłonie zacisnęły się na jej ciele i oboje zaczęli spadać w doł. W jego głowie powoli zaczęły pojawiać się plany - oczyma wyobraźni widział, jak łamie jej ręce, jak jej kark pęka pod naporem jego dłoni, ale na razie... Cóż, mimo obrazów widzianych w głowie poczuł dość mocno jedno z realnych odczuć - mianowicie ból. Drewniane skrzynie łamały się pod jego plecami, łamiące się drewno dość mocno wbijało się w jego plecy, możliwe nawet, że z jego ust wydało się kilka drobnych krzyków, lub jęków.
- Bo na to zasługiwali! - odparł, a raczej wykrzyczał leżąc pod nią. Podniósł nieco głowę, a plamy na jego twarzy nie przestawały się ruszać.
- Przeważnie podoba mi się, jak leży na mnie kobieta, ale teraz... Hmpf..- dodał po chwili nie odrywając od niej spojrzenia, po czym bezczelnie - jak przystało na Casanovę, Alvaro zrzucił ją z siebie na bok i odkaszlnął kilka razy. Kurwa... Gdyby ktoś spytał go, czy żaden odłamek nie wbił mu się w ciało nie mógłby dać sobie za to obciąć ręki. Kobieta leżała obok niego, a on przeniósł na nią powoli wzrok podziwiając jej strój.
- Wy... Wy macie jakiś, kurwa, fetysz na te nietoperze?! - powiedział podnosząc się, a wspomnieniami wrócił do momentu w którym poznał Mrocznego Rycerza. Kurwa... To była jakaś jego dziewczyna, czy siostra? Możliwe.
--------------------
 
 
 Black Bat 


Informacje
Imię i nazwisko: Cassandra Cain-Wayne
Pseudonim: Black Bat
Miasto: Gotham
Wiek: 19
Frakcja: Heroes
Karta Postaci: Klik
Wysłany: 2018-04-14, 11:41   

Ciężko powiedzieć czy i Cass wyglądała zadowoloną z obrotu sprawy. Jej maska raczej nie zdradzała prawie żadnej mimiki, a przynajmniej nie w takiej ciemnicy. Co prawda przez nagryzione zębem czasu i zaniedbaniem okna wpadało wątłe światło latarni, ale to raczej potęgowało przerażający wygląd szwów na materiale czy dużych, postrzępionych oczodołów, przez które patrzyła. Miała przestraszyć przeciwnika. Miała siać grozę! Wzbudzać lęk! Jej maska miała przyprawiać o nieprzyjemną gęsią skórkę! Miała... miała być straszna...
...Ale najwyraźniej nie dla Rorschacha.
Okay.
Na szczęście znajdowała się o wiele lepszej pozycji. Wiedziała, że ją złapie zanim zdążył to zrobić i pozwoliła na ten krok, wiedząc, że ma za mało czasu by ich obrócić, aby to ona torowała własnymi plecami ścieżkę ku podłodze. Ku jego szczęściu Cass nie ważyła nie wiadomo ile. Pas w talii co prawda był wypełniony batsowymi szpargalami od batarangów po liny i inne bardzo potrzebne bat zabawki, ale to również nie dodawało jej aż tak do ciężaru ciała. Dodatkowo upadek zamortyzowała odpowiednio podpierając się na ramionach Rorschacha.
- Zasługiwali na więzienie, a nie na śmierć! Kim jesteś by to osądzać?? - Krzyknęła w odpowiedzi pochylając się nad mężczyzną.
- Przez ciebie nie uzyskam żadnych informacji - Dodała rozzłoszczonym głosem.
Wpatrywała się w jego maskę nie mogąc się skupić na tych ciągle poruszających się plamach. Za każdym razem gdy zmieniał się obrazek Cass poszukiwała tam "czegoś", co mogło przypominać "coś". Wkurzające, a zarazem cholernie fascynujące, a może nawet za bardzo skoro dała się zrzucić na bok.
Zaskoczył komentarzem. Nie do końca wiedziała jak to odebrać, a z racji swojej... no cóż ...małej wiedzy na temat słów i ich znaczenia przekrzywiła głowę i zapytała:
- A co to jest ten... fetysz? - Nadal oczywiście udawała złą i niedobrą. I cały czas była przygotowana na atak, aczkolwiek... nie wyglądał jakby miał w ogóle chęć...
--------------------
 
 
 Jean-Paul Valley


Informacje
Imię i nazwisko: Jean-Paul Valley Jr.
Wiek: 38
Frakcja: Anti-heroes
Multikonta: Vondell Saunders, Black Adam
Karta Postaci: Klik
Relacje: Klik
Wysłany: 2018-04-14, 14:06   

Krew od zawsze była głównym motywem w życiu Jean-Paul Valleya. Od urodzenia, a nawet jeszcze przed nim był przygotowywany do roli egzekutora woli ludzi sterujących jego życiem. Jego przeznaczeniem było zostanie mieczem sprawiedliwości, który ścinał głowy grzeszników. Jego ciało i umysł, zostały zaprojektowane by stał się idealną maszyną do zabijania. Już w momencie jego narodzin, w jego jaźni zostały zaprogramowane odruchy jak odbierać życie. Był inkarnacją Azraela, Anioła Zemsty i jego świętą misją było plamienie ziemi krwią winnych.
Minęło ponad 10 lat, odkąd sprzeciwił się woli swoich twórców i zwrócił przeciwko nim ich własną broń - siebie. Zakon św. Dumasa, który manipulował nim, mącił w głowie i kierował zarówno jego czynami jak i myślami został wycięty w pień tymi samymi dłońmi, które mu wiernie służyły przez wiele lat. Anioł Zemsty zrealizował swoją prawdziwą powinność.
Niestety Valleyowi nie było dane długo cieszyć się wolnością. Był to najpiękniejszy okres w jego życiu, czuł że w końcu znalazł ścieżkę, która była słuszna. A przede wszystkim sam nią wybrał. Poznał ludzi tak bardzo podobnych do niego, że niemal traktował ich jak rodzinę. Było to zasługą Batmana, to on dał mu cel.
Jednak nie trwało to długo. Szybko zamienił jedną lożę kierującą jego życiem na drugą. Zakon św. Dumasa zniknął a jego miejsce w życiu Jean-Paula zajęła Liga Zabójców. Ponownie stracił swoją tożsamość, własny cel i pierwszych ludzi, którym zaczynał ufać. W końcu człowiek zaprojektowany do likwidowania celów mistycznych organizacji, nie mógł samowolnie kroczyć po świecie. Ktoś musiał kierować jego uwagę, w odpowiednią stronę.
Jednak tym razem został też odarty ze wspomnień. Nie wiedział kim jest, co robił zanim znalazła go Liga, cholera nawet nie wiedział ile ma lat. Wiedział jedno, że jego zadaniem było wypełnianie woli lidera Ligi Zabójców. Nic innego się nie liczyło, nawet jego osobiste potrzeby.
Najpierw był narzędziem w ręku samego Ra's Al-Ghula. Trzymany w tajemnicy, używany w wyjątkowych sytuacjach. Jego znakiem firmowym była mordercza cisza nim uderzył. Teraz Ra's nie żył, nie wiadomo czy był to permanentny stan rzeczy, czy chwilowy. Nie było to istotne, Liga miała nowego lidera. Dusana Al-Ghula.
Ostatnią wolą jego ojca, było przekazanie władzy Batmanowi. Jean-Paulowi coś mówiło to imię, ale jak większość rzeczy, było spowite mgłą, której nie mógł rozwiać jakkolwiek mocno by się nie starał. Wolał myśleć, że było to po to by ograniczyć niepotrzebne rozkojarzenia. Liczyło się tylko następne zadanie.
I w taki sposób Valley wylądował w Blüdhaven. Kolejna osoba, której przeznaczeniem było umrzeć z ręki Jean-Paula gryzła piach. On sam siedział na skraju jednego z wysokich budynków w okolicy magazynów. W jednej dłoni trzymał kawałek materiału, którym czyścił swój miecz z krwi wroga Ligi. Widok miasta nocą go uspokajał, przynosił mu ukojenie, którego łaknął jak powietrza. Przez wizjer swojej maski, widział wszystko, każdy detal tego krajobrazu był dostępny do podziwiania.
Jednym z detali, który nie umknął uwadze Valleya była drobna sylwetka, która poruszając się dachami zmierzała w kierunku magazynów. Zadanie zostało wypełnione, jednak w Jean-Paulu odezwało się przeczucie, które kazało mu chociaż sprawdzić co się działo. Termowizja w hełmie, pozwoliła Valleyowi na niepostrzeżenie śledzenie tajemniczej osoby z odległości większej niż bezpiecznej.
Tajemnicza sylwetka zniknęła wewnątrz magazynu North Refrigeration. Jednak zanim to zrobiła, okrążyła go dwa razy, rozstawiając pułapki w losowych miejscach. Jean-Paul oznaczył je i rozbroił jedną z nich, chowając ją potem do jednej z sakw.
Gdy tajemnicza postać zatrzymała się na dachu, Jean-Paul w końcu miał okazję przyjrzeć jej się dokładniej. Był zaskoczony, gdy rozpoznał Black Bat. Widział jej zdjęcia i dokumenty, jakie na jej temat miała zgromadzona Liga. Dusan często trzymał Valleya w pobliżu, choć niewidocznego dla postronnych. Słyszał więc wiele, wiedział co się działo z Ligą. Batman odmówił przejęcia dowództwa na Ligą. Ra's przewidując taki obrót spraw, nakazał mordowanie jednej pary z dzieckiem w miejscu zwanym Crime Alley. Jean-Paul wiedział też, że Mroczny Rycerz zwlekał, a Dusan zaczynał być coraz bardziej niecierpliwy. Może Obrońca Gotham potrzebował delikatnej motywacji?
Valley skontaktował się z Ligą i złożył szybki raport. Nie miał zamiaru podejmować żadnych działań, bez autoryzacji. Po chwili przyszła wiadomość ,,Wyślij wiadomość. Zaatakuj z zaskoczenia. Nie zabijaj, lecz niech zrozumieją, że kończy im się czas".
Jean-Paul zdał sobie sprawę, że Black Bat wyraźnie na kogoś czeka. W końcu pojawiła się kolejna osoba, chowając się za jednym z budynków. Oprogramowanie hełmu przeskanowało przybysza i zidentyfikowało go jako Rorshacha, wyświetlając dostępne informacje na jego temat.
Skomplikowało to sytuację. Valley nie wiedział co robi tutaj ta para. Postanowił narazie nie podejmować żadnych działań, tylko obserwować.
Patrzył jak detektyw użył linki z hakiem i zaatakował Black Bat. Postanowił wykorzystać okazję, że skupili się na sobie i powoli, uważając by nie zostać zauważonym, przemieścił się bliżej nich. Kucnął na jednej z żeliwnych belek pod sufitem, po drugiej stronie magazynu. Był pewny, że nie dał się zauważyć. Z tej pozycji, mógł szybko wkroczyć do akcji, gdyby sytuacja tego wymagała. Z jego wytycznych wynikało, że Black Bat miała nie umrzeć, jednak nie wspominały nic o Rorshachu. Póki co, wywiązała się między nimi walka w której żadna ze stron nie przechyliła jeszcze szali zwycięstwa na swoją stronę.
Valley czekał więc dalej, obserwując uważnie przez wizjer wydarzenia w dole, będąc gotowym do ataku w każdej chwili.
--------------------

,,You have no secrets from me because you have no secrets from God! I am his righteous blade, the last to die, his Angel of Death... I am Azrael!"
 
 
 Rorschach 


Informacje
Imię i nazwisko: Walter Kovacs
Pseudonim: ~Rorschach
Miasto: Nowy Jork
Wiek: 39
Frakcja: Anti-Heroes
Multikonta: Jesse Custer
Wysłany: 2018-04-17, 20:42   

No tak, dzięki masce Pani przebranej za nietoperka nie można było odczytać jej emocji, dostrzec niczego na jej twarzy. Z resztą podobnie jak na twarzy Rorschacha, choć ta nie była maską. To był prawdziwy on, Walter Kovacs umarł przecież już dawno temu, ustąpił miejsca komuś znacznie lepszemu. Człowiekowi, który wymierzał karę, sędziemu, oraz katowi w jednym. Muszę przyznać, że było mu kurewsko dobrze w tej roli i nigdy nie zamierzał jej porzucić.
To prawda - pozwolił znaleźć jej się na o wiele lepszej pozycji, właściwie miała go przez pewien moment w garści, ale coś podpowiedziało mu, że wcale nie wywiąże się między nimi walka. A nawet jeśli, to nie wyjdzie na tym jakoś okropnie źle.
- Kim jestem? Jestem człowiekiem, który zadaje ból takim śmieciom. Jestem ostatnią rzeczą, którą widzą przed śmiercią, jestem kimś kogo się boją! - wychrypiał, po czym odetchnął nieco głębiej. Powinien się uspokoić, gniew nigdy nie był dobrym rozwiązaniem. Co prawda dawał więcej siły, ale przez to uczucie przestawało się myśleć racjonalnie. Co mógł poradzić na to, że był takim nerwusem?
- Informacji..? - zapytał dość podejrzliwie po paru chwilach. Aha. Wszystko nabierało jasności. Zabił jej potencjalne źródło informacji, ale czego szukała? Czyżby tego samego co on? Może również zajmowała się tą sprawą, może wiedziała coś do czego on nie dotarł? W tej chwili mogła stać się kolejnym źródłem informacji, więc powinien zrobić wszystko, by zmusić ją do gadania. Chyba na chwilę obecną lepsza będzie rozmowa, chociaż jeśli będzie trzeba użyć siły... Był na to gotów.
Podniósł się powoli nie odrywając od niej spojrzenia. Dalej była niebezpieczna, choć tak jak mówiłem wcześniej - jej postawa nie była ofensywna, a przynajmniej nie na tyle, by zaczął się poważnie obawiać.
Jego dłoń znalazła się na jego prawym boku. Poczuł ból, gdy nacisnął palcem na skórę. Miał mocno potłuczone biodro, plecy pewnie też, ale raczej nic nie przebiło jego ciała, więc nie było najgorzej. Takie siniaki to drobiazg.
No, a po chwili to ona go zaskoczyła.
- Hmpf... Fetysz? To... Kurwa, to takie zboczenie. Z resztą nie wiem, weź poczytaj jakiś słownik, czy coś. W sklepach z kostiumami dla pajaców nie mają książek? - rzucił jak zwykle w cyniczny i złośliwy sposób, po czym poprawił prawą dłonią kapelusz.
Właściwie... Czemu w ogóle jej to tłumaczył?! Rorschach, opanuj się. Jesteś przecież pierdolonym socjopatą, a nie nauczycielem języka angielskiego...
- Mówiłaś coś o informacjach. Może będziemy w stanie sobie pomóc. Powiedz mi czego szukasz i dlaczego się tutaj znalazłaś, a może dowiesz się czegoś ode mnie. - powiedział, lecz ostatnie słowa były wypowiedziane w znacznie cichszy sposób, niż te pierwsze. Obrócił się gwałtownie, mógłby przysiąc, że usłyszał jakiś dźwięk. Rozejrzał się po pomieszczeniu, ale nikogo nie ujrzał. No pięknie. Do tego wszystkiego zaczynał mieć halucynacje?
--------------------
 
 
 Black Bat 


Informacje
Imię i nazwisko: Cassandra Cain-Wayne
Pseudonim: Black Bat
Miasto: Gotham
Wiek: 19
Frakcja: Heroes
Karta Postaci: Klik
Wysłany: 2018-04-19, 08:55   

- Strach ma prowadzić do przemiany nie do śmierci - Rzuciła zachrypniętym głosem, tak jakby dalej próbowała go przestraszyć albo/i przekonać. Ciężko powiedzieć czy sama w to wierzyła, bo... co chciała uczynić, gdy spotka już swojego ojca? Widziała to. Widziała co robił, kogo tworzył... i dlaczego. Czy taki ktoś powinien mieć prawo do stąpania po tym ziemskim padole? ...A drugiej strony już nieraz zabiła. Granica została już przekroczona. Nie można było nic z tym zrobić, tylko raz po raz dawać jej szanse. Albo i nie.
Póki co naszpikowana ideałami, powtarzała je w głowie tak głośno. Wydzierała się na Rorschacha tak głośno. No nie mógł jej nie uwierzyć, że dokładnie taka nuta gra pierwsze skrzypce w duszy młodej bat-dziewczyny. Nieaktualnej bat-dziewczyny. Mężczyzna mógł zwrócić uwagę, jeżeli miał okazję by porównać, a zapewne miał, że strój Cass różni się od tego typowego uniformu bat babki. Cała twarz skrywała się za maską i wyglądała na jedną z tych, wykrzywionych, demonicznych min prosto z piekła.
Rorschachowa również miejscami sprawiała takie wrażenie. Cassandra wpatrywała się w nią nieufnie i na pewno nie tak zahipnotyzowana jak wcześniej w bezustannie przemieszczające się plamy na jasnym materiale.
Bat wstała o wiele sprawniej niż mężczyzna, właściwie w tym samym momencie co on. Kątem oka zbadała otoczenie, ponieważ przez kilka niewyjaśnionych sekund wypracowana intuicja podpowiedziała, że nie są sami. Może by nawet podążyła tą myślową ścieżką, gdyby nie ...wyjaśnienia pewnego słowa. Bat pożałowała, że zapytała. Niby po tonie głosu mogła wywnioskować w jaki sposób jest nastawiony, ale nie potrafiła się powstrzymać. Nie wiedziała czy próbował ją obrazić czy faktycznie przez ten czas ja jej nie było powstała nowa super-hiro grupa o nazwie "Fetyszyści". Za te złośliwości miała mu ochotę przyfasolić (Jak pierwszy raz poznała to słowo...nie mogła przestać się śmiać. Nieomal roześmiała się teraz. Do swoich myśli.) i nawet miała na to plan, ale mężczyzna w końcu zasugerował, że coś wie. Jeżeli myślał, że pierwsza zacznie gadać to bardzo się mylił. Właściwie już mu chciała dać do zrozumienia, że panowie przodem, ale sama powędrowała wzrokiem dokładnie w to samo miejsce co Rorschach. Niezamierzała dać sie nabrać na takie zagrywki, dlatego gdy do niej wróci spotka się z jej pięścią wymierzoną prosto w nos.
- Ty pierwszy. Kogo ścigasz?! Za co? -
--------------------
 
 
 Rorschach 


Informacje
Imię i nazwisko: Walter Kovacs
Pseudonim: ~Rorschach
Miasto: Nowy Jork
Wiek: 39
Frakcja: Anti-Heroes
Multikonta: Jesse Custer
Wysłany: 2018-05-22, 18:04   

Parsknął cichym śmiechem nie odrywając od niej spojrzenia.
- Działasz po swojemu? To działaj. Nie wpierdalaj się w moje metody. - rzucił sucho otrzepując płaszcz. Naprawdę zaczynała mu działać na nerwy - ona i ten jej sztucznie zachrypnięty głos. Powinna już dawno zdać sobie sprawę z tego, że nie zrobiła na nim absolutnie żadnego wrażenia.
Rorschach nie był idealny - to prawda, ale działał zgodnie ze swoim własnym kodeksem moralnym. Nie zabijał każdego - tylko i wyłącznie tych najgorszych. Gwałcicieli, morderców dzieci... Inni trafiali do więzienia - tam gdzie ich miejsce. Czy można było stwierdzić jednoznacznie, że jest złym człowiekiem? Nie jestem pewien, mimo tego, że on uważał się za potwora.
Kovacs już dawno słyszał o tej całej Bat - rodzince, ale nie specjalnie miał okazję się z nimi spotkać. Nie licząc ojca chrzestnego - Pana Groźnego Nietoperza z Gotham.
Nie interesowali go, dla niego byli bandą pajaców, chociaż... Nie można było im odmówić tego, że odwalali kawał dobrej roboty. Tylko ta cała śpiewka o nie zabijaniu... Nie trafiało to do niego.
Jeśli chodzi o wyjaśnianie jej znaczenia słowa fetysz... Albo była strasznie młoda, albo głupia i niedouczona. Albo jedno i drugie, ale nie miało to teraz większego znaczenia. Temat został skończony, a on nie zamierzał go ponownie poruszać. Zignorował również podejrzenia o obecności innej osoby w magazynie, chociaż... Był gotowy na każdą ewentualność - zawsze był przygotowany. W jego głowie już dawno powstało tysiąc planów ucieczki z tego miejsca, oraz ewentualnej defensywy.
Gdy tylko wrócił do niej spojrzeniem, zaraz po rozejrzeniu się po pomieszczeniu napotkał pięść zmierzającą prosto w jego kierunku, ale tym razem był na to przygotowany. Uskoczył nieco w bok i warknął cicho, ale nie zamierzał jej oddawać.
- Jeszcze. Kurwa. Raz. - wychrypiał autentycznie zdenerwowany. Myślał, że na razie skończyli z walką, ale jeśli koniecznie tego chciała... Mógł zerwać jej tą maskę i wyciąć jej nożem na czole swoje imię. Ta Panna była niereformowalna, czy ona nie wiedziała kiedy przestać!?
- Będziemy się bawić teraz w słowne przepychanki? Dałem Ci propozycję, mówisz co wiesz, ja odpowiadam tym samym, albo rozchodzimy się i prowadzimy tę sprawę osobno. Wybór należy do Ciebie Bat - Panienko.
--------------------
 
 
 Black Bat 


Informacje
Imię i nazwisko: Cassandra Cain-Wayne
Pseudonim: Black Bat
Miasto: Gotham
Wiek: 19
Frakcja: Heroes
Karta Postaci: Klik
Wysłany: 2018-05-31, 09:19   

Hej, to nie był sztucznie zachrypnięty głos. Nie jej wina, że gdzieś po drodze złapało ją choróbsko, dlatego tak skrzypiała jak zardzewiałe drzwi... no ale nieważne. Niech mu będzie. Sam zresztą nie brzmiał jak słowik, czy diwa z arii operowej, więc kim jest by oceniać?
Jego przekleństwa oraz agresja również nie robiła na niej wrażenia, a zasady... Zasady, którymi tak się szczycił bardzo przystawały do tych, którymi tak bardzo kierował się jeden z jej "braci". Czy miała go za złola? Może troszkę, ale nawet Rorschach posiadał w sobie mniej złości niż Todd. Z tego co zdążyła wyszperać o mężczyźnie jeszcze wcześniej zanim udała się w pościg za ojcem to to, że nie wszystkich traktował kulką w łeb, więc hej mogło być gorzej...
I może była głupia tak jak zauważył lub/i niedouczona - co również było prawdą, w końcu Cain na jej edukacje poświęcił ... właściwie nie poświęcił ani krzty czasu, ale miała całkiem nieźle rozbudowaną intuicję i potrafiła dostrzec dobro tam gdzie na pierwszy rzut oka widać raczej coś przeciwnego. Oczywiście nie zamierzała o tym mówić, bo i Rorschach nie wyglądał na osobę, która lubiła o tym słuchać, ani ona nie była fanem rozmów. Już nie wspominając rzewnych dyskusjach o emocjach, a gdy mało wylewny człowiek, na dodatek wyśmienity detektyw proponuje współpracę to nie powinna skorzystać? Może kolejny raz wykazywała się nadmierną naiwnością, ale prawda była taka, że... sama sobie nie radziła. Popełniła największe głupstwo wybierając się na wyprawę zupełnie bez żadnego wsparcia, nie korzystając ani z pomocy Batmana, ani Oracle, ani Stef, ani pozostałej, aczkolwiek raczej mniej chętnej do pomocy rodzinie. Pierwszy raz w życiu doświadczyła poczucia wielkiej frustracji, gdy co krok na swojej drodze napotykała stos ciał i sama nie mogła nic z tym zrobić. Większość walk jakie stoczyła kończyła się ucieczką "rozmówcy". Czasami czegoś tam się dowiedziała, ale z rzadka. Może nie bez powodu spotkała się z Rorschachem? Głupio teraz odzywać się do rodziny skoro zapierając się rękoma i nogami zarzekała się, że z rodzonym ojcem chce spotkać się sama, że tylko ona może tego dokonać...
Bat opuściła gardę i całą swoją możliwą mową ciała dała mu do zrozumienia, że koniec z walką.
- ścigam ich od kilku miesięcy, ale dobrze się ukrywają. Za dobrze - Zaczęła mówić.
- Poluje na organizację zajmującą się produkcją metaludzi. Po przeszkoleniu mają działać jako zawodowi mordercy - Dookreśliła pokrótce nie zaznaczając, że niechlubnym twórcą tego projektu jest jej ojciec i że to ona pierwsza była jego tworem.
Rozmowa między nimi nie trwała długo. Wymienili się informacjami i rozstali we względnej zgodzie umawiając na kolejny termin spotkania.

/zt
--------------------
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu  
Zasady Postowania Opcje
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

 
Jumpbox
Skocz do:  


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Theme Abreo_LoteQ Created by Phantom © 2008-2009


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 8