DC Universe
» Rozgrywka » Star City » Domy » Shadowcrest


Shadowcrest
Autor Wiadomość
 Sara Lance 
Ta-er al-Safer


Informacje
Imię i nazwisko: Sara Lance
Pseudonim: White Canary
Miasto: Star City
Wiek: 29 lat
Frakcja: Heroes - Team Arrow
Multikonta: Harper (jeszcze)
Karta Postaci: Klik
Relacje: Klik
Wysłany: 2018-04-10, 00:42   

Przez próg się nie wita: złota zasada gościnności. Zrozumiała więc, dlaczego Zee... albo raczej John w ciele Zee... Zee w ciele Johna tylko czekała na to, aby ją przytulić kiedy wejdzie przez próg. Sam szok na jej twarzy wyrażał więcej niż tysiąc słów, które mogłaby powiedzieć w przeciągu najbliższych kilku minut. Z pewnością zawierałyby one wszystkie jej odczucia w związku z tą sytuacją, pytania, a także najważniejsze: dlaczego akurat ją wybrano do tej roli?
Ale nie kłopociła się z mówieniem. Nie miała po co, w końcu sytuacja im jest znana, po co ma jeszcze bardziej to gmatwać i wtrącać do tego swoje odczucia? Oczywiście, i tak coś na ten temat powie, bo nie ma szans żeby tego nie zrobiła, to jest oczywiste. Ale kiedy ona ma to zrobić, kiedy zdecydowanie wyższa od niej Zatatine (tę ksywkę trzeba dopracować...) ją przytulała w niedźwiedzim uścisku - o co nigdy by ją nie podejrzewała, szczególnie przy jej niepojętej nieśmiałości? Nie będzie się wyrywać, bo de facto... z jednej strony głupio było postąpić w ten sposób, nawet bez zrozumienia obecnej sytuacji. Przecież zarówno z Johnem, jak i Zatanną miała epizod w życiu.
- Też mi dobrze was widzieć! - rzuciła natychmiast, trochę przygłuszył jej słowa fakt, że twarz dziewczyny pochłonęły ciuchy wyższego od niej mężczyzny. - No dobrze, tylko w jaki sposób ja mam wam pomóc? - zapytała, kiedy rytuał tulenia już miała za sobą. - Czyli tak, ty jesteś Zee... w ciele Johna, tak? I to ty do mnie dzwoniłaś? To chyba zrozumiałam i zdążyłam zakodować. Od... jakiego czasu tak już tkwicie i...
Przestała mówić, bo poczuła dotyk na ramieniu. Przez to, że szedł... szła bez założonych butów i bez postukiwania obcasem o drewnianą podłogę, nie zauważyła jak porusza z gracją wychudzonej na amen gazeli z ranną nogą.
Uniosła brwi i spojrzała na Johnzee (tak, to już brzmi lepiej). Jej dłoń powędrowała w górę, a palec w chwilę już wskazał na niepowstrzymującą zalotów, damską wersję Constantine'a.
- Tak, teraz mam przynajmniej pewność, że to Constantine. Tobie wystarczy przytulenie, o co cię nie podejrzewałam, a on oczywiście musi zachowywać się tak, jakby bal popaprańców nie był wizytą w obskurnym miejscu - rzuciła, odwracając wzrok gdzieś na bok. - Tak, też się cieszę na twój widok, ale chyba teraz są ważniejsze sprawy niż wspominanie czegoś, co było dobre dwa tygodnie temu. - Zagłuszyła bicie swojego serca próbujące ją nakłonić do odwzajemnienia zalotów Constantine'a na rzecz ważniejszych spraw. Nigdy, ale to przenigdy nie przekładała uczuć ponad bieżące sprawy wagi życia i śmierci - a ta na takową wyglądała.
Poważnym spojrzeniem omiotła Zee i Johna, oczekując na oczywiste, stosowne wyjaśnienia.
--------------------

#ADE5F7
 
 
 Zatanna 
Mistress of Magic


Informacje
Imię i nazwisko: Zatanna Zatara
Pseudonim: Zat, Zee, Zann
Miasto: Gotham
Wiek: 31
Frakcja: Heroes | Justice League
Multikonta: Artemis, Luna
Karta Postaci: Klik
Relacje: Klik
Wysłany: 2018-04-18, 21:32   

Praktycznie dostrzegła, jak zaczął znów zagłębiać się w jej wspomnienia, ale przynajmniej w bitwie na śnieżki nie było nic, co chciałaby ukryć. Późniejsze wydarzenia nie były jego sprawą i to wolałaby zachować tylko dla siebie, ale sama zabawa śniegiem była w porządku. No ale potem jego myśli przeskoczyły na jakąś pralnię. Ten temat zainteresował ją dosyć mocno, ale darowała sobie wypytywanie i szukanie odpowiedzi. Tego dowie się później, albo spyta, albo przegrzebie mu myśli. żaden problem. Teraz jednak mogli ruszyć z naprawianiem tego bałaganu, który się zrobił. Szok na twarzy Sary był świetnie widoczny i zdała sobie sprawę, że będzie musiała jej dokładniej wyjaśnić, co tu się dzieje.

Zanim jednak zdążyła zacząć odpowiadać na pytania Sary, John postanowił radośnie marnować resztki jej energii i zacząć zarywać do Sary. Praktycznie się w niej zagotowało i to dość mocno.
- To, że jeszcze nie dostał ode mnie po twarzy, zawdzięcza tylko temu, że jest niechcianym rezydentem mojego ciała. Nie będę robić SOBIE krzywdy. – poinformowała Sarę, starając się nie dać po sobie poznać, jak bardzo zaczyna ją trafiać szlag. – John, do Sary będziesz zarywać, jak wrócisz do własnego ciała. Wtedy też ją możesz macać ile wlezie. A póki jesteś w moim ciele, to chociaż udawaj, że Ci zależy na powrocie do własnego. – syknęła, w zasadzie sama nie wiedząc, o co konkretnie się wścieka.

Prawdopodobnie o wszystko, do tego dochodziły ich zmieszane emocje i jeden wielki galimatias osobowościowy. W zasadzie teraz była Sarze winna o wiele więcej wyjaśnień niż jeszcze chwilę temu. Zaprowadziła blondynkę do salonu, wskazując jej miejsce, by usiadła. Opowieść była raczej z tych długich.
- Tak może w ramach podstawowych wyjaśnień – jak już sama zauważyłaś, zamieniliśmy się ciałami. Problem w tym, że nie do końca, znaczy tak jakby mamy część osobowości prawidłowego ciała. Znaczy – jak zaczniemy się zachowywać w zupełnie odrębny sposób, niż jesteś przyzwyczajona, to się nie przejmuj. Jak naprawimy ten burdel, wszystko wróci do normy. – zaczęła wyjaśnienia. – Przed chwilą stłukłam go po tyłku, to sobie wyobraź. Mniejsza. – uśmiechnęła się dosyć krzywo na wspomnienie reakcji Johna. No, nie można powiedzieć, że to nie było zabawne. – Prawie wszystko z tego jest winą mojej własnej nieostrożności i chęci niedopuszczenia do pewnych nieprzyjemnych wydarzeń. Zamieniliśmy się ciałami jakoś… z godzinkę, góra dwie temu. Nie zwracaj uwagi na zegary, nie działają. Musimy jak najszybciej wrócić do własnych ciał, John okazuje się miał raka płuc, którego wyleczył pakt z demonem. Pakt przestał obowiązywać, znaczy zostało mi góra kilka godzin życia, po to w obrębie posiadłości rzuciłam zaklęcie zatrzymania czasu, co powstrzymało chorobę. Nie możemy też wyjść na zewnątrz, bo zaklęcie przestanie działać. Właśnie dlatego poprosiłam Cię o pomoc. Uważam, że może nam pomóc niejaka Morgaine le Fey. Chciałabym Cię prosić, żebyś po prostu poszła do niej i w moim imieniu poprosiła o pomoc. W moim, nie w Johna, to bardzo ważne. – na wszelki wypadek wolała to zaakcentować. Wątpiła, żeby wiedźma chciała pomóc Johnowi.

- Chwilowo nie wiem jeszcze, gdzie jej szukać, więc… Idę pogrzebać w bibliotece, a Ty, jeśli mogę Cię o to prosić, popilnuj tego… idiotę, żeby nie forsował się za bardzo, bo to się dla mnie skończy miesięcznym odsypianiem, na co nie mogę sobie pozwolić. Jak masz jakieś pytania, to wal, John Ci wszystko wyjaśni.ewentualnie zapyta telepatycznie mnie dorzuciła w myślach. Była prawie pewna, wnioskując po myślach Johna, jego zachowaniu i komentarzu Sary, że też się ze sobą przespali. Choć to drugie akurat trochę zabolało, głównie pod tym kątem, że znów dała się nabrać i mu uwierzyła. Naiwna idiotka. podsumowała swoje zachowanie i potelepała się do biblioteki.

Zaraz potem zakopała się w księgach, skutecznie dzieląc uwagę pomiędzy informacje w nich zawarte, a myśli Constantine’a. Wolała jednak wiedzieć, co odstawia, będąc w jej ciele. Zwłaszcza, że został sam z Sarą. Znajdywane przez nią informacje były w większości bajkami lub legendami, ogólnie mało prawdopodobną fikcją literacką, choć zdarzały się drobne wzmianki, zwłaszcza z bardzo starych, magicznych Białych Kruków, które mogły nieść w sobie ziarnko prawdy.
--------------------
 
 
 
 John Constantine 
The best Con-man in universe


Informacje
Imię i nazwisko: John Constantine
Pseudonim: John Constantine
Miasto: Liverpool
Wiek: 65
Frakcja: Heroes
Multikonta: Arsenal
Wysłany: 2018-04-25, 09:56   

Dobra, zachował się głupio, ale jeśli tak o tym pomyśleć to wina najprawdopodobniej leżała zwyczajnie w błędnych odczytach mózgu, który obecnie starał się przestawić z kobiecych na męskie hormony, a najwyraźniej nie szło mu to za dobrze. John nie zwykł powstrzymywać swoich komentarzy względem płci przeciwnej, ale teraz, kiedy jego funkcje życiowe były bardziej kobiece niż męskie wszystko diabli wzięli. Na dodatek, jakby takich odchyłów w zachowaniach było mało poczuł, jak słowa kobiet autentycznie go ranią i wprawiają w złość. John Constantine nawet nie zwróciłby uwagi na nazywanie go per idioto, ale to ciało i ten umysł działały inaczej - były na swój sposób bardziej szczere, nie umiał tak dobrze kontrolować swoich emocji i odczuć. Zacisnął drobniejsze od swoich dłonie w piąstki i strzyknął śliną przez zęby, gdzieś w kierunku progu, który przekroczyła Sara. Odwrócił się na pięcie i ruszył do kanapy, gdzie usiadł i bez słowa przyłożył palec do skroni, myśląc intensywnie.

Nie miał jeszcze jasnego planu. Jego wersja z oszukaniem demonów mogła się faktycznie udać, ale równocześnie miała sporą dozę ryzyka. W swoim ciele mógł polegać na swojej mimice, pokerowej grze - ale w tej sytuacji? Nie, ciało Zatanny nie nadawało się do tego w żaden sposób. Niemal był jej wdzięczny, że go powstrzymała. Niemniej nie pozwoli jej teraz odwalić całej brudnej roboty, co to, to nie. Dlatego kompletnie ignorując otoczenie przyłożył po dwa palce do obu skroni i zaczął szeptać, z początku powoli, a potem szybciej i szybciej, ale wciąż nie podnosząc tonu głosu. Jego, czy też raczej jej czarne włosy zafalowały delikatnie, poczuł coś jakby przeskakujące po nich iskierki, jakby naładowały się elektrycznie. Powolnym ruchem odjął dłonie od głowy, prostując ramiona przed sobą i wykonał kilkukrotnie gest jakby chciał strzepać z palców kropelki wody po umyciu ich.

- Zee! Zlokalizowałem Etrigana! - krzyknął, nie widząc w pobliżu czarodziejki w jego ciele. Zdziwił się jak łatwo przyszło mu tak silne podniesienie głosu, ale z drugiej strony - non stop używała swojego głosu, więc z pewnością miała go potężniejszego niż on sam. - Po nitce do celu, nie? Mogę go tu przyzwać, jest z tej samej... no, powiedźmy rodzinki, co nasza przepotężna wybawicielka. Potencjalna wybawicielka. Nie ważne. Demon został zaklęty w to, kim teraz jest za pomocą zaklęcia samego Merlina, nie? To jeśli udałoby nam się skatalizować to, wyodrębnić i może nawet zawrzeć w krysztale to użyjemy tego jako swego rodzaju magicznego telefonu. Chyba... Tak, nie no, powinno zadziałać. O ile wiedźma odbierze.

Podrapał się po tyle głowy jakby jeszcze nie będąc pewnym tego, czy to faktycznie się uda. Plan zawsze mógłby być użyty jako awaryjny, wiązał się bowiem z przyzwaniem naprawdę potężnej kreatury. Odpowiednio przygotowany jednak John mógł się z nim dogadać, swoje już razem przeżyli i jest szansa, że dałby nawet egzorcyście szansę na poprowadzenie z nim dialogu.
--------------------
 
 
 Sara Lance 
Ta-er al-Safer


Informacje
Imię i nazwisko: Sara Lance
Pseudonim: White Canary
Miasto: Star City
Wiek: 29 lat
Frakcja: Heroes - Team Arrow
Multikonta: Harper (jeszcze)
Karta Postaci: Klik
Relacje: Klik
Wysłany: 2018-04-30, 21:11   

Nieukrywanie blondynka również nie chciała pamiętać co miało miejsce w tamtym... Nie ważne. Sama to nie bez powodu nazywała Balem Popaprańców. Bo jak inaczej nazwać sesyjkę upstrzoną o różnego rodzaju ekscesy i przyjemności, która do tego jeszcze miała miejsce w pralni psychiatryka? Do tej pory zastanawiał się, jak ona tam wylądowała. Ach, no tak: zrobiła sobie chwilową przerwę na odpoczynek między przelotem z jednego miejsca do drugiego. Dostała liścik z prośbą o spotkanie właśnie w psychiatryku i tak to się skończyło. Jakim cudem ona nie odmówiła? Może uległa temu brytyjskiemu akcentowi? Sama woli to nazywać wpływem jakiegoś dziwnego zaklęci. Prawda była jednak zdeczka... inna.
Wysłuchała wszystko, dosłownie wszystko co mówiła Zatanna, próbując poukładać te wszystkie magiczne rzeczy. Były one dość pokrętne, jeszcze do tego przez ten angielski akcent stawiający człowieka na nogi i wręcz wywołujący dreszcze. Nie powinna się tak cieszyć na to wszystko. Ten głos nakłonił ją do miłej zabawy, a teraz wyjaśnia jej o co chodzi ze zmianą ciał i jak to może się skończyć. I dlaczego nie może stąd wyjść. Ach, czyli że... musi to jak najszybciej odkręcić żeby tylko nie stracić żadnego z nich.
I nie oszaleć.
Ale chyba to pierwsze będzie o wiele prostsze niż to drugie. Bo jak tu nie oszaleć będąc pomiędzy dwiema bliskimi sobie osobami, zarówno bliskimi jej jak i sobie samym. I jak tu nie oszaleć kiedy drama wisiała w powietrzu? Szczególnie gdyby Constantine powiedział jej o Balu Popaprańców, a Zee by mu wspomniała jak skończyły się Himalaje (I tak nie powie, bo jeszcze nie skończyłyśmy zabawy).
Z tego całego wywodu jednak wyciągnęła imię Morgaine le Fey. Uniosła lekko brwi bo było ono dość niespotykane, z pewnością nie przeoczy kogoś o takim gdyby je usłyszała w tłumie. Poza tym, było ono dość ważne w jej zadaniu. No dobrze, ona bardziej się nadaje do zadań polegających na sprzątnięciu celu, nie na porwaniu... czy ściąganiu do odpowiedniego miejsca. Należy do Ligi Zabójców, nie do Ligi Porywaczy. Ciekawe, jakich technik by się w niej nauczyła...
- W porządku. Zajmę się tym... w twoim imieniu. W imieniu Zatanny w ciele Johna - odparła, jedynie lekko się uśmiechając w jej kierunku. I pomimo jej doświadczenia, nie był on w pełni taki... szczery. Nie tyle z powodu samego zadania, a z powodu ciążącej na niej odpowiedzialności.
Po tym musiała się pogodzić z zostawieniem jej sam na sam z Johnem w ciele Zatanny. To nie było wcale nic dobrego, ale raczej będzie się wstrzymywał przez myśl, że Zee bardzo szybko dotrze do prawdy.
I została z nim. Nie rozumiała zupełnie co on ma na myśli, zupełnie w końcu nie kojarząc arkanów i tym podobnych, znanych im bardziej niż jej zagadnień. Poprawiła dłonią swoje włosy delikatnie i puściła jemu-jej krótki i wyraźnie niezbyt pozytywny uśmiech.
- A może bardziej w języku, który zrozumie osoba nieznająca się na magii? - poprosiła krótko i zwięźle. - Bo na razie rozumiem to tak, że jakiś demon został zamknięty przez Merlina - i nie ukrywam że to miano wcale mnie nie zadowala z pewnych bardzo osobistych względów - i że może nam teoretycznie pomóc... ale chyba uznam to za głośne myślenie. Tak, i to chyba będzie najlepsze wyjście - dodała po chwili, kiwając lekko głową na potwierdzenie swojej decyzji. Założyła ręce i oparła się o tył kanapy, wydmuchując delikatnie niewielki obłoczek powietrza nosem.
- Poza tym, John, uświadomiłeś mi coś niedawno... Ty i Zee - rzuciła po niedługim milczeniu. Stała tyłem do niego, a wzrok kierowała gdzieś w stronę obrazu zawieszonego na ścianie. Wątpiła szczerze, że tymi słowami zwróci na siebie jego uwagę, ale warto spróbować. Musiała w końcu zająć czymś ten czas... chociaż był zatrzymany i w tym miejscu nie płynął. Więc w sumie to nie marnowała czasu.
--------------------

#ADE5F7
 
 
 Zatanna 
Mistress of Magic


Informacje
Imię i nazwisko: Zatanna Zatara
Pseudonim: Zat, Zee, Zann
Miasto: Gotham
Wiek: 31
Frakcja: Heroes | Justice League
Multikonta: Artemis, Luna
Karta Postaci: Klik
Relacje: Klik
Wysłany: 2018-05-21, 13:58   

Teoretycznie zaklęcie działało tylko na nią i na Johna, ale tego już Sarze nie powiedziała. Zresztą nawet nie była pewna, ile w tym prawdy. Wszystkie zaklęcia, wiedza i plany zaczynały jej się mieszać. Zapewne większość tego była wynikiem zwyczajnego zmęczenia, umysł także przecież musi raz na jakiś czas odpocząć, ale na pewno spory wpływ na jej stan miała także ta nieszczęsna zamiana. Z takich zaklęć nigdy nie przychodziło nic dobrego. Rozejrzała się po bibliotece, dochodząc do wniosku, że przeszukiwanie wszystkich ksiąg po kolei będzie totalną drogą przez mękę. I potrwa zapewne wieki. Zastanowiła się dobrą chwilę, od czego zacząć właściwie poszukiwania. Morgaine była postacią z pogranicza legend, baśni i rzeczywistości, więc znalezienie dobrego punktu zaczepienia było wręcz podstawą. Zaczęła wertować jedną z ksiąg o czasach arturiańskich, z nadzieją, że uda jej się znaleźć cokolwiek. Akurat właśnie ten moment wybrał sobie John ze znalezieniem Etrigana. Ale jego wyjaśnienia… Westchnęła głęboko.
Naprawdę uważasz, że demon będzie w stanie znaleźć Morgaine? Bo ja jakoś nie sądzę, nie wspominając o jego urazie do czarowników i czarownic. Sam powiedziałeś, Merlin go zaklął. Więc prędzej skontaktujemy się z Merlinem niż z Morgaine. Poza tym wydajesz się być bardzo pewny tego, że nam pomoże. odpowiedziała mu w myślach. Nie chciało jej się krzyczeć przez pół domu.
Poza tym jej wzrok padł na ulotkę z wystawy. Miała w zasadzie na nią iść, ale teraz to nie było możliwe… Zaraz. Ulotka. Złapała ją w ręce i zaczęła powoli zagłębiać się w tekst. Wystawa przedmiotów z prawdopodobnych czasów Króla Artura połączona wraz z prelekcją. Na twarzy Zee-Johna pojawił się szeroki uśmiech. Mogła się założyć, że Morgaine tam będzie. Sama na jej miejscu poszłaby posłuchać, jakich bzdur mówią o tamtych czasach. Zresztą niejeden raz chodziła na wykłady o magii, tylko po to, żeby potem mieć się z czego śmiać. Bez wahania, szybkim krokiem wróciła do salonu.
- Chyba coś mam. Wystawa przedmiotów z czasów arturiańskich wraz z prelekcją jakiegoś profesorka. Mogę się założyć, że tam znajdziemy Morgaine. Na pewno przyjdzie posłuchać, jak wiele bzdur mówią o tych czasach. – położyła ulotkę na stole i uśmiechnęła się szeroko do Sary. Zdecydowanie odzyskała trochę energii. Przypomniała sobie też pytanie blondynki o Etrigana.
- Generalnie to Merlin, ten prawdziwy, przyzwał demona do walki z pewnym czarownikiem i związał go nierozerwalnie z życiem umierającego rycerza. Klątwa trwa do dzisiaj, jak sądzę obydwaj panowie zdążyli się już z tym pogodzić, chociaż na początku mieli ciężko. – przetłumaczyła na szybko Sarze. – Teoretycznie możliwe byłoby znalezienie osoby, która klątwę rzuciła, ale nic nam to nie da, bo czaru użył Merlin, a nie Morgaine. – dorzuciła, podsuwając jej ulotkę. – Jeśli jej tu nie będzie, to będziemy musieli użyć artefaktów i innych cięższych zaklęć. Wolałabym tego nie robić.
--------------------
 
 
 
 John Constantine 
The best Con-man in universe


Informacje
Imię i nazwisko: John Constantine
Pseudonim: John Constantine
Miasto: Liverpool
Wiek: 65
Frakcja: Heroes
Multikonta: Arsenal
Wysłany: 2018-05-22, 21:18   

- Kochane, zaraz udzieli mi się wasz gorszy okres i zacznę wrzeszczeć, płakać, tupać i cholera wie co jeszcze, pewnie skandować klątwy od tyłu - mruknął słysząc jak kobiety wszystko zaczynają ogarniać. Nie żeby to uwłaczało jego godności, był przecież specjalistą od podświadomego zmuszania ludzi do robienia rzeczy za niego. Tak było łatwiej, wygodniej i o wiele bezpieczniej. Tyle, że tutaj sprawy były innej natury, skrewili oboje - zarówno on jak i czarodziejka. Nie było sensu dochodzić kto był czemu winny, kto bardziej kogo pogrążył. W tej chwili John siedział w ciele jednej z najseksowniejszych kobiet całego uniwersum, druga z tego top dziesięć też kręciła się wraz ze swymi biodrami obok, a on... nawet nie do końca miał chęć już tym się aż tak fascynować. Zaczynała boleć go głowa i czuł jakby zbierało mu się na mdłości.

- Jak wy opieracie się tej silnej pokusie? Mówię o chęci zjedzenia czekolady - powiedział kładąc dłoń na brzuchu i masując go. Przetarł jednak zaraz oczy i zacisnął dłonie w piąstki, starając się skupić na ile tylko mógł - Cholerny strój z przeciągiem - powiedział podciągając dekolt ku górze - Skupić się nie idzie. Dobra, czyli masz trop. Cudnie, świetnie. Widzisz, jest tylko problem. Nie ruszymy się stąd, a Sara nie ma dużej wprawy w tropieniu istot pokroju... tego pokroju. Trzeba więc myśleć poza schematem, trzeba myśleć jak kilkusetletnia kobieta z kompleksem wyższości, która zawsze była stawiana na drugim miejscu, po Merlinie. Zapewne ma feministyczne zapędy. Moja wizja jest taka, że Sara będzie musiała namierzyć i sprowokować najbardziej seksowną kobietę na całej tej imprezie. Dasz radę to zrobić, luv. Wiem to.

Wiedział jakie głupoty gada, nie wiedział tylko dlaczego je gada. Bo chyba gadał tylko po to by gadać, aby gadaniem zagłuszyć ciszę i usprawiedliwić się. Za dużo gadania? Trudno. Nie miał wprawy w opanowywaniu kobiecych odruchów, jego psychika zaczynała wariować, bariery między ich umysłami coraz silniej były nadwyrężane, słabły. To oznaczało, że Zatanna niebawem będzie w stanie ujrzeć wszystko to, co kiedykolwiek widział John. Dotknie jego mroku (nie doszukiwać się podtekstu, błagam) i nie będzie już taka sama jak dawniej (i tak wiem, że go szukaliście - podtekstu w sensie).
--------------------
 
 
 Sara Lance 
Ta-er al-Safer


Informacje
Imię i nazwisko: Sara Lance
Pseudonim: White Canary
Miasto: Star City
Wiek: 29 lat
Frakcja: Heroes - Team Arrow
Multikonta: Harper (jeszcze)
Karta Postaci: Klik
Relacje: Klik
Wysłany: 2018-05-26, 07:16   

Podteksty zawsze są obecne, nawet w takich niepozornych zdaniach jak "poszli razem" czy "idę do łóżka", o ile oczywiście ktoś z kim rozmawia X jest w stanie się ich wszędzie doszukać. Wszędzie, bez wyjątków. Chociaż Sara potrafiła je odnaleźć, to jednak nie doszukiwała się ich w najzwyczajniejszych i najprostszych zdaniach jakie mówi druga osoba. Zazwyczaj podtekst zdradzała mimika, gorzej jak ktoś miał pokerową twarz. Najprościej w świecie nie ma trudności w odnalezieniu tych prostych, ale tych trudniejszych się nie doszukuje.
- Przeżyłam już wiele z dziewczynami, chyba wolę nie wiedzieć jak się zachowuje mężczyzna w czasie okresu - dodała żartobliwie i jednocześnie dość uszczypliwie. Oczywiście nie miała nic do Johna, w końcu była mu dłużna bardzo dużo, wręcz życie. Jak to dobrze, że Oliver sprowadził taką a nie inną pomoc, chociaż nie spodziewała się żeby kiedykolwiek ponownie go spotkała aby spłacić dług. Nie spodziewała się go spotkać jeden raz, a co dopiero dwa. W końcu Bal Popaprańców również miał miejsce, nie wyprą się go.
Na całe szczęście na ratunek i odsiecz przybyła Zatanna, już z planem działania. A przynajmniej jakimś tropem, który będzie w stanie doprowadzić Sarę do celu. Raczej nie będzie pomagała na siłę ogarniać Johna przed wybuchem kobiecomęskiej histerii, nie oczekiwała tego od niej aż tak bardzo, dochodząc do wniosku że fajnie byłoby jakby zrozumiał jak to jest w kobiecej skórze. Gorzej, jeśli zostanie w tym ciele na stałe, a żeby do tego nie dopuścić potrzebna będzie Sara. Miała odnaleźć tę o charakterystycznym imieniu.
- Nie narzekaj na przeciąg - rzuciła z uśmieszkiem w kierunku Johnzee, chwytając w palce ulotkę położoną chwilę temu na stole. Obrzuciła ją szybko wzrokiem, wyłapując najważniejsze i najpotrzebniejsze w zadaniu rzeczy. Data, godzina, czas i miejsce. Zaraz po tym zagięła ją w pół i schowała w wewnętrznej kieszeni kurtki, jeszcze jej się przyda a na pewno nie zapamięta tych wszystkich danych na długi czas. Lepiej mieć pewność niż główkować.
- Wystarczyło mi powiedzieć, że ten Merlin nie miał na imię Malcolm i już jestem spokojniejsza - skierowała się ze spokojem do Zatanny, chociaż bardziej obszerne wytłumaczenie było równie dobrze co zwięzłe i lakoniczne stwierdzenie podobne do jej. - Resztę możecie mi śmiało wyjaśnić jak tylko sprowadzę Morgaine - poprosiła, chyba dalej nie rozumiejąc kwestii tej klątwy, a teraz nie było chyba czasu na tak obszerne wyjaśnienia. Nawet, jeśli paradoksalnie tutaj nie płynął co sama wcześniej zaznaczała Zeejohn, wciąż było go mało.
A kiedy chodzi o tę drugą personę, mężczyznę uwięzionego w ciele kobiety silącego się na udawanie angielskiego akcentu, spojrzała na niego z politowaniem. On oczywiście w nią wierzył, ale kto powiedział że będzie ją uwodzić? Może nie będzie to potrzebne, poza tym kobieta miała i tak wielki rozgardiasz w swoim życiu miłosnym i chyba lepiej nie ryzykować dołączania do niego kolejnej, do tego jeszcze wiekowej wiedźmy.
- A czy masz jakiś inny pomysł poza wykorzystaniem moich umiejętności kokieterii? - skierowała się do niego, zakładając ręce. - Może jest coś, na co szczególnie reaguje? Magia? Artefakty? Wy raczej powinniście to wiedzieć, nie mylę się? - I tutaj spojrzała znacząco na Zeejohna, bo w końcu to ona znała Morgaine, a przynajmniej tak jej się wydawało skoro próbowała odgadnąć co może myśleć wiekowa wiedźma z czasów arturiańskich. Może nie tyle co próbowała odgadnąć, co wiedziała co mogłoby to być.
--------------------

#ADE5F7
 
 
 Zatanna 
Mistress of Magic


Informacje
Imię i nazwisko: Zatanna Zatara
Pseudonim: Zat, Zee, Zann
Miasto: Gotham
Wiek: 31
Frakcja: Heroes | Justice League
Multikonta: Artemis, Luna
Karta Postaci: Klik
Relacje: Klik
Wysłany: 2018-06-18, 01:09   

- A nawet nie próbuj, Johnny. - rzuciła ostrzegawczym tonem, patrząc w jego stronę. - Facet w czasie okresu pewnie byłby zaciekawiony tym co się dzieje... - zastanowiła się krótką chwilkę nad słowami Sary. Nie no, dlaczego nie, to byłby ciekawy pomysł, pokazać facetowi, co czują kobiety w czasie okresu. No ale z drugiej strony to był John, a to, co John byłby w stanie zrobić w takim stanie niespecjalnie budziło przyjemne myśli. - Ale to jest John, Sara, i ja chyba wolę nie wiedzieć. - powiedziała cichym, aczkolwiek zmęczonym głosem. Była zmęczona całą tą sytuacją, całym tym cyrkiem i wszystkim tym, co się stało. Wciąż też nie miała pojęcia, co sądzić na temat tych wszystkich wydarzeń.
- Nie mam do Ciebie siły, John. Czekolada jest potrzebna. Daje energię. Po coś na stole leżą dwie tabliczki. - przełknęła hasło "idioto". Naprawdę miała ochotę go ochrzanić, że wcale jej nie pomagał, a wydawało się, że nawet nie próbuje tego robić. Z drugiej strony wiedziała też, że jej obecny stan psychiczny mógł być spowodowany tym całym połączeniem, więc stopowała negatywne emocje, jak tylko była w stanie. Ani Sara ani John nie zasługiwali na jej wybuch zwłaszcza, że to ona dość porządnie pokpiła sprawę na samym początku. Przynajmniej Sara zdecydowała się pomóc.
- Tu nie ma żadnych przeciągów... A przynajmniej ja ich nie czuję. - uśmiechnęła się mimowolnie. No kto kazał Johnowi ubierać jej "strój bohaterki"? Trzeba było zostać w dżinsach i swetrze, to by teraz nie narzekał. Powiedzenie mu tego jednak byłoby niczym kopanie leżącego, a Zatanna miała na tyle własnego charakteru, żeby nie robić takich świństw. Chociaż jak tak dalej pójdzie, to może być nieciekawie.
- W zasadzie to "Merlin" było jego imieniem... - powiedziała z lekkim namysłem w głosie. - Na pewno będzie słuchać, jakich bzdur mówi prelegent, tego jestem pewna. Może zadawać podchwytliwe pytania, może nawet próbować go ośmieszyć. Zapewne też będzie tam, gdzie jakieś magiczne artefakty, w końcu to czarownica, tak? I to potężna. W razie czego po prostu dzwoń... Ah i tak według rycin wyglądała Morgaine, ale... Ile to warte, to nie można stwierdzić. - podała Sarze księgę, którą wciąż trzymała w dłoniach z rysunkiem kobiety, który to rysunek miał przedstawiać Morgaine. Jakoś niespecjalnie była przekonana, że to ona.
--------------------
 
 
 
 John Constantine 
The best Con-man in universe


Informacje
Imię i nazwisko: John Constantine
Pseudonim: John Constantine
Miasto: Liverpool
Wiek: 65
Frakcja: Heroes
Multikonta: Arsenal
Wysłany: 2018-07-02, 16:11   

Dobra, pora się ogarnąć kolego. Nie ma sensu tracić czasu na takie głupoty, a panienki też dostatecznie już się ze mnie ponaśmiewały. Pora najwyższa podziałać coś na własną rękę, Zee i tak czy siak będzie czepiała się wszystkiego - skrzywił się czując ucisk w podbrzuszu - Teraz przynajmniej wiem czemu bywa taka oschła. Jakby co miesiąc krwawił ze swojego przyrodzenia też nie skakałbym z uciechy na własny widok.

- W sporym skrócie wiadomo o niej nie za wiele, ale dość aby stwierdzić, że nawet cała nasza trójka nie ma szans mierzyć się z nią. Dlatego zagramy to jak tylko najmilej się da. Z interesujących nas faktów - wyprostował palce u dłoni i wymieniając kolejne cechy odginał po kolei każdy z nich - Jest jedną z pierwszych Homo Magi, to taka... ekskluzywna rasa magików. Zee jest jedną z nich, tak jak i cała jej rodzina. Nie, ja nie jestem jednym z nich - uprzedził możliwe pytanie uśmiechając się pod nosem - Miała dziecko z Królem Arturem, taaaak, tym Arturem i tym królem, nazwane Mordredem. Wychowała go na zabójcę swego ojca, prawdziwie kochająca matka. Merlin pokonał ją, ale ceną za to było wezwanie wcześniej nadmienionego Etrigana. Co tam jeszcze... Też jest brytyjką, z pewnością się z nią dogadam, o ile też słuchała Sex Pistols. Pasuje do jej charakteru. Hmm... jest singielką, przynajmniej nie słyszałem nic o tym, by się z kimś zeszła. Coś chcesz dodać?

Ostatnie słowa skierował do Zatanny, która do tej pory o dziwo nie przerwała mu. Sam zaś olbrzymim wysiłkiem woli powstrzymał się od sięgnięcia ponownie po słodką czekoladę, a zamiast tego przymknął oczy i wymamrotawszy kilka słów o dziwnym brzmieniu sprawił, że na jego ramionach zmaterializował się czarny prochowiec. Zaklął widocznie niezadowolony z efektu.

- Brakuje mi tylko kuszy na wodę święconą - wymamrotał, ale opatulił się nowym ubraniem poprawiając długie, ciemne włosy na swojej głowie, które ponownie zaczęły wchodzić mu do oczu.
--------------------
 
 
 Sara Lance 
Ta-er al-Safer


Informacje
Imię i nazwisko: Sara Lance
Pseudonim: White Canary
Miasto: Star City
Wiek: 29 lat
Frakcja: Heroes - Team Arrow
Multikonta: Harper (jeszcze)
Karta Postaci: Klik
Relacje: Klik
Wysłany: 2018-07-07, 07:11   

- Nie znam go tak dobrze jak ty, Zee - odparła, puszczając zadziornie oczko.
Mimo epizodu z obydwojgiem jaki miała okazję odbyć Sara, nie miała nic przeciwko aby ewentualnie byli razem. Bardzo ewentualnie. Widziała bardzo wyraźnie nastawienie Johna do kobiet i jego bezpośredni sposób podrywania płci pięknej, ale musiał być jakiś powód, dla którego ciągle powracał do Zatanny, że znają się od tylu lat i nie pożarli się jeszcze o nic. Oczywiście na tyle aby się chcieć pozabijać wzajemnie.
W przeciwieństwie do niektórych, wolała się skupić na sposobie udzielenia pomocy biednym czarodziejom i czarodziejkom cierpiącym z powodu zamiany ciał. Chwyciła rycinę w dłoń i zaczęła ją oglądać, próbując zapamiętać jak najwięcej z tych malunków. Nie było to trudne, musiała się w końcu nauczyć rozpoznawać swoje cele kiedy jeszcze należała do Ligi... a przynajmniej aktywnie należała przed swoją śmiercią.
- Jeśli nie będziesz miała nic przeciwko, wezmę jej portret żeby nie zaczepić nieodpowiedniej osoby. - Powstrzymała się przed komentarzem, że wyglądała dość ładnie. Praca to praca, przyjemność to przyjemność, trzeba było umieć je oddzielać. Czasami jednak nie zawsze to wychodziło, co John i Sara ostatnio odczuli. - Przynajmniej będę miała porównanie czy na pewno jest taka niepodobna do podań - dodała już z nutką żartu, po czym zwinęła kartkę w rulon i wetknęła do wewnętrznej kieszeni kurtki.
W tym czasie Constantine kontynuował swój wywód dla wyjaśnienia tego wszystkiego. Zrozumiała wiele, w tym o aby nie wdawać się w konflikt z Morgaine, bo przegrana była murowana. Nawet oni by nie byli w stanie powstrzymać rozwścieczonej Homo Magus (Cholera, nie dopisuj tutaj skojarzeń z kart!), więc już prościej będzie z nią na spokojnie porozmawiać bez żadnej agresji.
- Naprawdę sądzisz, że tak wiekowa kobieta zainteresowałaby się dzisiejszą kulturą muzyczną? - odezwała się do Johnzee z jawną kpiną. Wątpiła aby wiekowe osoby interesowały się dzisiejszymi zwyczajami kulturowymi, chociaż niewątpliwie powinny.
Za chwilę jednak się zreflektowała w oczekiwaniu aż Zatanna doda coś jeszcze w sprawie Morgaine.
- A jest może jakiś sposób, dzięki któremu upewnimy ją w pokojowości mojej wizyty? Bo nie ukrywam, przez tyle lat ile żyje, mogła odkryć tak wiekową... - urwała. Zdała sobie sprawę z tego, że nie wyjawiała Zatannie informacji o swoim życiu z okresu po zniknięciu z Obliviona. - Może jakiś znak, dzięki któremu rozpozna że jestem od was? - poprawiła się. Miała nadzieję, że nie nie będą ciągnęli urwanego przez nią tematu. Constantine jednak miał prawo się domyślać, w końcu Oliver mu napomknął o Jamie łazarza. Musieli mu powiedzieć co miało miejsce aby wiedział co robić.

EDIT 20/07, tl;dr: opuszczam wątek
Była już zwarta i gotowa, mogła ruszać praktycznie natychmiast. Coś jednak jej przeszkodziło. Nagle z kieszeni jej spodni dobiegł sygnał telefonu. Wiedziała doskonale, kto taki dzwonił: Felicity. Specjalnie ustawiła inny dzwonek aby wiedzieć czy przypadkiem nie szykuje się ważna sprawa i to nie typu "hej, pora na kolację, co myślisz o tym lokalu?", a coś bardziej "Sara, Thea ma kłopoty" albo coś tego pokroju.
A skoro dzwoniła, musiała iść. Wyraźnie potrzebowali wszystkich. Tylko skąd ona... No tak, Thea pewnie powiedziała, w końcu doskonale sobie zdawała sprawę z powrotu Sary, a Roy raczej by się tak nie kwapił do mówienia by kontaktować się ponownie z resztą drużyny.
Miała dylemat moralny, bo co rusz patrzyła na milczących przyjaciół wyczekując na odpowiedź i przerzucała wzrok na telefon. Po tym jak rozmowę odrzucił automat ze względu na bezczynność, została zasypana wiadomościami aby pomogła w mieście.
Musiała zrezygnować z ogromnym bólem serca, chociaż obiecała tak ważnym osobom pomoc.
- Jak widzicie, ktoś nie może znieść mojej nieobecności.. Muszę pomóc gdzie indziej - w jej głosie słyszalne było srogie poczucie winy. - Za dużo by wyjaśnić... - Nagle wskazała na Johnzee dłonią trzymającą telefon. - On ci może wyjaśnić. Jest w to, w pewnym sensie, po uszy.
Nie powinna ich teraz zostawiać, ale to zrobiła. Hej, czas u nich przecież stoi w Shadowcrest. Pewnie zdąży wrócić z zadania nim cokolwiek złego się stanie, a może nawet do tego czasu zdołają rozwiązać ten problem samemu.
Uniosła przepraszająco dłonie, po czym wycofała się i wyszła, wracając na swój motor. Ukłucie w sercu jednak pozostało.
--------------------

#ADE5F7
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu Strona 2 z 2 
Zasady Postowania Opcje
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

 
Jumpbox
Skocz do:  


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Theme Abreo_LoteQ Created by Phantom © 2008-2009


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 9