DC Universe
» Rozgrywka » Gotham City » Wayne Manor » Kuchnia


Kuchnia
Autor Wiadomość
 Alfred Pennyworth


Informacje
Wysłany: 2018-07-09, 01:40   

Alfred pokręcił subtelnie głową, w reakcji na słowa pani Kyle. Znał odpowiedź na to pytanie na tyle dobrze, że prawie sam udzielił odpowiedzi na jej pytanie. Oczywiście jego wysoka kultura osobista pozwoliła mu oprzeć się tej chęci. Skoro o niej mowa, to zaczął u siebie zauważać małe pęknięcia w jego stoickiej postawie. Na zewnątrz były to małe rzeczy, jak to wcześniejsze pokręcenie głową, lecz w jego głowie i sercu płonął istny pożar. Nienawidził takich sytuacji, kiedy ktoś stawiał Bruce'a w niemożliwej sytuacji. Sam chętnie by założył strój i uporał się z problemem, byleby ściągnąć choć trochę ciężaru z jego barków. Niestety były to jego nierozsądne fantazje, takie, które nauczył się szybko i bezwzględnie wygaszać.
Złożył szmatkę i ułożył ją na blacie. Nie miał powodów by ją trzymać, chyba, że poczułby potrzebę by ścisnąć coś bardzo mocno w nagłym przypływie gniewu. Nie wykluczał możliwości wystąpienia takiej sytuacji, patrząc na to jak póki co idzie ta rozmowa, ale z drugiej strony nie miał w planach siedzieć tu cały dzień ze szmatką w ręku.
Prychnął i napiął się, niczym łuk, który miał właśnie trafić strzałą w mrocznego rycerza. Takich głupot i naiwności spodziewał się już raczej po Robinach. Pokręcił głową, tym razem nawet nie bawiąc się w jakąkolwiek subtelność i umieścił dłoń na swojej twarzy, wkuwając wzrok w mężczyznę.
- Paniczu Bruce... Kogo próbujesz teraz oszukać? Mnie, pannę Kyle, czy samego siebie?- powiedział, w jego głosie wisiała nutka sarkazmu - O ile ich czyny są bardziej szatańskie niż ludzkie, członkowie ligi to nadal ludzie. Ludzie mają swoje przekonania, emocje i własną inicjatywę. To co zaproponuję może Ci się nie spodobać, ale postaw się w sytuacji przeciętnego członka ligi. Jak wyobrażasz sobie swojego przywódcę, czego od niego oczekujesz? - Chwycił jabłko stojące na stole za nim. Podniósł je i obejrzał. Z jednej strony było zaczęło się już powoli psuć, zaś z drugiej wyglądało na przepyszny, świeży owoc - Jesteś tradycjonalistą, więc oczekujesz, że będzie podążał tą samą ścieżką co poprzedni przywódca, zacznie zlecać zabójstwa na najlepiej chronionych VIPów, będzie uczył zupełnej bezwzględności, braku szacunku do życia... Czy to brzmi jak Batman? Nie, nie brzmi i nie waż się sugerować, że choć w najmniejszym stopniu taki jest - Płynnym ruchem wyciągnął swój nóż sprężynowy, przykładając jego ostrze do jabłka - Jako członek ligi, nie byłbyś zbyt szczęśliwy z racji pracowania dla kogoś, z kim absolutnie się nie zgadzasz, kogoś kim może nawet gardzisz. Co robią obywatele, kiedy rząd państwa ich nie zadowala? Rebelia, rewolucja, bunt, nazwij to jak chcesz. Oczywiście, ludzie z ligi to indywidua i o ile słowo Ra'sa to dla niektórych świętość, co z tymi, którzy jedną odważą się mu przeciwstawić, zjednoczeni pod jednym, silnym liderem, który jednak im odpowiada, powiedzmy synowi poprzedniego przywódcy, który zawsze chciał być jak on i zwyczajnie... - W tym momencie przyłożył jabłko do blatu i nacisnął na nie mocno nożem. Ostrze szybko przecinało owoc na dwie połówki, ten ruch został uwieńczony bardzo nieprzyjemnym stuknięciem metalowego narzędzia o stół. Bruce mógł się domyślić co symbolizowało jabłko i dwie połówki. Nie wierzył, że musiał mu to mówić. Nie zamierzał zakazywać mu podjęcia jego decyzji, w końcu nie miał jak, a nawet zamierza go wspierać. Chciał jedynie upewnić się, że Wayne pomyśli o wszystkim, każdym najmniejszym detalu.
Selina podeszła do tej konwersacji ze zgoła innej strony. Postanowiła wykorzystać emocje Bruce'a, zwłaszcza te związane z młodym Damianem. Starzec zdążył już zauważyć, że jego podejście do swojego syna różni się od tego jak traktował resztę cudownych chłopców. Aż ciężko mu było domyślić się jak on na to zareaguje, a przecież zawsze mógł choć trochę oszacować jak będzie brzmiała odpowiedź jego starego przyjaciela. Jeżeli nie zmieni zdania, o Robin będzie musiał zostać gdzieś wysłany na dłuższy okres czasu, aż będzie gotowy zrozumieć co się dzieje, może mógłby trafić pod opiekę Tytanów. Alfred głęboko w środku bał się, że liga może mieć zły wpływ na czternastolatka, cofając cały postęp jaki zrobił w stawaniu się lepszą osobą.
 
 
 Batman 
The Dark Knight


Informacje
Imię i nazwisko: Bruce Wayne
Miasto: Gotham City
Wiek: 45 lat
Frakcja: Justice League
Karta Postaci: Klik
Relacje: Klik
Wysłany: 2018-07-10, 16:07   

Bruce nie był w najmniejszym stopniu zdziwiony emocjonalną reakcją Seliny, czy spokojną a przynajmniej z pozoru, Alfreda. Czemu z pozoru? Bo chyba jednak emocje i poniosły w pewnym momencie gdy zaczął mówić o ewentualnym działaniu Ligi, ale o tym troszkę później. Wayne najpierw w tym swoim stoickim spokoju wysłuchał słów Kotki, nie przerywał jej i spokojnie poczekał aż skończy. Nie próbował jej przyciągnąć z powrotem bo nie było na to szans, zwłaszcza teraz kiedy wręcz płonęła ze wściekłości. - Nie Sel. Nie moje ręce będą się zaciskać, ale będzie to moja wina. Te rodziny będą ginąć ze względu na mnie, więc to tak jakbym to ja zaciskał dłonie na ich szyjach. - Selina, Alfred i każdy kto zna Bruce'a wie doskonale że nie byłby w stanie żyć z myślą że ktoś przez niego zginął - do dziś ma do siebie żal za Jasona, czy nawet za Barbarę, gdzie przecież Joker nie uderzał bezpośrednio w niego, a w Gordona, chociaż chciał coś udowodnić właśnie Batmanowi. Wiedział że Kotka będzie czuć się zawiedziona, chociaż czy zawiedzenie to dobre słowo? Może, ale bardziej chodziło o to że bała się że go straci, wiele razy podczas ostrych kłótni gdzie Bruce kończył z poharataną twarzą wykrzykiwała że w końcu zginie. Podobnie Alfred, Bruce wie, że im mężczyzna jest starszy tym martwi się o niego coraz bardziej i do pewnych spraw podchodzi coraz to bardziej emocjonalnie. - Nie wiem Cat. Nie wiem co z Damianem. - Oczywistym było że jeśli Bruce się zdecyduje na przejęcie Ligi to Damian nie może się o tym dowiedzieć, a przynajmniej nie od razu. Najlepszą opcją byłoby wysłanie go do Tytanów. Jeśli podejmie decyzję będzie musiał się skontaktować z Dickiem w tej sprawie. Następnie Alfred doszedł do słowa, Bruce jemu też nie wchodził w słowo, dał starszemu mężczyźnie spokojnie dokończyć, samemu w między czasie wstając z krzesła i podchodząc do okna. Gdy Alfred skończył Bruce dłuższą chwilę milczał wpatrując się przez okno. W końcu jednak przerwał ciszę nie odwracając się jednak do swoich rozmówców. - Jesteś w błędzie Alfredzie. Członkowie Ligi to ludzie tylko w teorii, są to tak naprawdę maszyny, maszyny które zostały zaprogramowane do zabijania, owszem... ale także do przestrzegania regulaminu wyrytego przez Ra'sa. Przejmując ich. Zostając nowym Ra's al Ghulem. - Cholernie ciężko przechodziło mu to przez gardło, a jeśli byli uważni mogli zauważyć jak mocno zaciska swoje dłonie - tak mocno że jeśli teraz kogokolwiek by złapał nią to połamałby kości. Selina i Alfred odczuwali swoje emocje, mogli się domyślać co co odczuwa Bruce, ale tak naprawdę nie mieli pojęcia co tak odczuwał, jak bardzo się w nim kotłowało, jak bardzo w tym momencie nienawidził siebie i tego kim jest. Miał pomagać ludziom, a przez niego jest tylko same cierpienie. - Masz za to rację że na pewno będzie niewielka grupa która pójdzie za Dusanem i jestem przekonany że tu jest podstęp, że będzie próbował przejąć Ligę, ale wolę ojca musi wypełnić i to jest moja przewaga. Jest to moja przewaga ze względu właśnie na to że dla znacznej większości Ligi słowo Ra'sa jest świętością i przez to że ja jestem jego wybrańcem równie święte będzie moje słowo. To tylko można wykorzystać, a później... później gdy już wszystko się uspokoi. Gdy pokonamy wojska Darkseida, a także samego Dusana... - Bruce w końcu odwrócił się do Alfreda i Seliny, spoglądając najpierw w oczy mężczyźnie, a później kobiecie. - A wtedy ja mianuję kogoś na mojego następce, kogoś kto będzie bardziej ludzki... kogoś kto na dobre zmieni kierunek Ligi. - Na pierwszy rzut oka można pomyśleć że brzmi to jak albo łatwy plan, albo niespełnione marzenie, ale nic nie jest tylko czarne i białe. Nie będzie to łatwe ale jest to do zrobienia. Oczywiście Bruce nie miał na myśli także Talii, która jest równie szalona jak Dusan, ale już jej siostra wchodziłaby w grę. Może to co mówił nie miały sensu dla jego rozmówców, może wydawało im się że to jest ścieżka z której Wayne już nie zejdzie i naprawdę rozumiał to, ale sam mimo wszystko wiedział o Lidze dużo więcej niż oni, był na początku swojej drogi jej członkiem, wie jak to działa, a z Ra'sem mierzył się już niezliczoną ilość razy i wie kim on jest... a właściwie był dla Ligi.
--------------------
I am vengeance, I am the night, I am Batman!
 
 
 Catwoman 


Informacje
Wysłany: 2018-07-17, 13:53   

Brakowało jej słów by opisać jak w wielkim błędzie był Bruce. Zastanawiała się czy jest w ogóle sens cokolwiek mówić. Niby próbował zasugerować, że spotkali się tutaj w trójkę, ponieważ liczył się z ich zdaniem, a sama zaczęła mieć wrażenie, że to tylko pozory. Bruce podjął decyzję już wcześniej, a ta rzewna rozmowa to nic innego jak wyraz kurtuazji. Może była wobec niego niesprawiedliwa, ale w tym momencie miała to gdzieś. Selina była gotowa sięgnąć w najgorsze zakamarki złości by odwieść go od tego planu. Co gorsza wiedziała, że to nic nie da, więc poczucie bezsilności jeszcze bardziej podjudzało zły nastrój.
Alfred starał się przemówić do rozsądku Bruce'a, a Selina do zgoła innych emocji. Na poważnie zaczęła się zastanawiać czy Wayne potrafi być szczęśliwy. Czy sama ma na tyle siły by go uszczęśliwić i czy takie szczęście jest mu potrzebne? Kochała go, bezapelacyjnie go kochała. Kochała go bardziej niż siebie, a każdy wie, że w jej przypadku to bardzo poważna deklaracja, ale taka była prawda. Miała wątpliwości. Tak wiele razy odchodziła, wściekała się i zarzekała, że nigdy więcej, a jednak dalej prowokowała najbardziej perfidnie jak tylko się dało. Robiąc mu na złość i sobie i najlepiej całemu światu, bo chciała by ból jaki przeżywała odczuł również cały świat. Oj, Selina byłaby naprawdę złą królową, ale w tym swoim szaleństwie kochała go najmocniej jak się dało, dlatego z trudem przychodziła myśl, że mógłby zająć się czymś jeszcze. Czymś co dorzuci do kotła. Czymś co przeleje czarę goryczy. Czymś co go najzwyczajniej w świecie złamie, zabije, pogrąży albo wszystko na raz i niekoniecznie w tej kolejności.
- Nie wiesz, czyli nie zamierzasz mu powiedzieć. Nazywaj rzeczy po imieniu, Bat - Za długo się znali i za dużo czasu włożyła w to by nauczyć się czytać i w jego myślach i między słowami, by nie domyślić się co naprawdę w trawie piszczy.
- To droga do utraty zaufania syna, Bat. Byłabym ostrożna - Dorzuciła mając satysfakcje, że znalazła gdzieś tzw. dziurę w całym.
- świetnie, zostań nowym Ras al Ghulem. Niedługo będziesz miał więcej przydomków niż ta platynowa blondyna z Gry o Tron - Skąd to wiedziała? Cóż wbrew pozorom Sel całkiem nieźle odnajdowała się w popkulturze, zresztą coś trzeba robić, gdy na mieście nie ma nic ciekawego do opędzlowania, a Bat wpadał w trans bycia najlepszym detektywem.
- Yhym i mianujesz kogoś komu zaufasz "w pełni" i na pewno nie będziesz tam biegał jak kot z pęcherzem by kontrolować jego lub jej ruchy. Jasne. Przecież to oczywiste - Chyba nie myślał, że się nabierze, a nawet gdyby taka durna myśl przeszła mu przez głowę to dobitny sarkazm na pewno wyprostował.
- Tą całą 'dyskusją' uświadomiłeś mi tylko jedno, Bruce... - Dramatyczna, przedłużona pauza wraz z przeciągłym, na pierwszy rzut oka mało wzruszonym spojrzeniem, ale znał ją na tyle by mieć pewność, że w środku kipi złością.
- ...że niepotrzebnie tak wcześnie wstawałam - Jak dla niej dyskusja była zakończona. Poinformował ich o swoich zamiarach i za nic w świecie nie chciał posłuchać rozsądnych argumentów ani jej, ani Alfreda, dlatego odwróciła się na pięcie i wyszyła z kuchni. Będąc już na korytarzu zbiegły się za nią trzy kotki, które pomknęły za swoją panią po schodach. Trudno powiedzieć skąd się tu wzięły...

//zt
--------------------
 
 
 Alfred Pennyworth


Informacje
Wysłany: 2018-08-06, 19:59   

Sprawa Damiana naprawdę nie podobała się starcowi. Podejmował już z Bruce'm wiele trudnych decyzji, czasami poświęcając przy tym część swojej moralności, ale zawsze najtrudniejsze było dla niego okłamywanie reszty rodziny. Oczywiście, to nie pierwszy raz, kiedy do tego doszło, ale zawsze gdy podejmowali tę decyzję, robili to sami w zaciszu batjaskini. Tym razem było inaczej, przez obecność trzeciej osoby, która uświadamiała im naprawdę co robią i jakie mogą być tego konsekwencje. Znali je, ale zawsze udawało im się je zepchnąć głęboko w swoje podświadomości, tym razem musieli zmierzyć się z nimi bezpośrednio. Słowa Seliny sprawiły, że Alfred opuścił głowę, patrząc pustym wzrokiem na punkt, gdzie na podłodze przecinają się fugi. Nie oznaczało to jednak, że zmienił decyzję, jeżeli chłopiec dowie się o tym zajściu, sytuacja może stać się nawet bardziej problematyczna, tyle było pewne. Nie komentował jednak całego zajścia, widział jak emocjonalnie podeszła do tego panna Kyle i wolał nie dolewać oliwy do ognia. Wolałby także nie paradować po posiadłości z zadrapaniami na twarzy.
Pennyworth najchętniej skarciłby werbalnie swojego "panicza" za wypuszczanie ze swoich ust takich głupot jak "Zostanę nowym Ra's al Ghulem", jednakże kobieta ponownie go ubiegła w tym działaniu. Zapewne użyłby zupełnie innych słów i argumentów, ale solidaryzował się w jej złości i dezaprobacie. Jednak, w przeciwieństwie do brunetki, odpuścił Wayne'owi całkiem szybko. Nadal się z nim nie zgadzał, ale rozumiał wojnę jaka musiała toczyć się w jego świadomości i jak cierpi.
- Sir, nie jesteś i nigdy nie będziesz jak Ra's. Nie mów tak nawet - powiedział z przekonaniem. Alfred, zazwyczaj porozumiewający się pomrukami, podniósł ton swojego głosu, jakby dawał wykład na uniwersytecie. To była jedna z tych rzeczy, w które zawsze wierzył, nawet kiedy inni (w tym sam Bruce) uważali, że jest inaczej, on zawsze stał przy swoim.
Plan na zarządzanie ligą wydawał się być całkiem rozsądny. W rzeczy samej, następne parę tygodni, a może nawet miesięcy, będzie bardzo burzliwe, zgodnie z analizą schematu inwazji Apokolips, zabójcy będą mieli dużo roboty na swoich rękach, za dużo by narzekać na niechęc Batmana do zabijania. Bruce zapewne posiada parę planów zapasowych na wypadek, gdyby ten nie zadziałał, więc póki co Alfred nie musiał przejmować się szczegółami. Zastanawiał się jednak kto byłby w stanie odmienić tak bestialską organizację jak Liga Zabójców i komu Batman na tyle ufał. Selina miała podobne przemyślenia, choć spojrzała na tę sytuację nieco inaczej. Alfred o mało się nie uśmiechnął, kiedy to właśnie przez jej słowa przypomniało mu się, że miał przekazać Bruce'owi raport o działaniu Tytanów, a także poszczególnych członków Ligi Sprawiedliwości. Osobiście uważał, że kobieta przesadza z jej oskarżeniami. O ile modus operandi Batmana faktycznie zawsze zakłada dokładną obserwację swoich sprzymierzeńców, to interweniuje jedynie w krytycznych sytuacjach, bądź jeżeli zostanie o to poproszony. Według niego brzmiało to rozsądnie.
Siwowłosego zmartwiła postawa jaką Selina okazała przy wychodzeniu. Ostatnie czego potrzebowali w tej chwili to sprzeczka. Kobieta postanowiła jednak powrócić do swojego łóżka. Dobrze, że cała sytuacja nie skończyła się niczym poważniejszym. Odprowadził kobietę wzrokiem z kuchni, aż zniknęła za rogiem. Przetarł jedną z soczewek swoich okularów, przy okazji nawiązując małą pogawędkę, skoro emocje nieco już zeszły:
- Wybrałeś sobie całkiem... fascynującą kobietę, Bruce - Ponownie założył okulary na nos, w końcu nawiązując kontakt wzrokowy z rozmówcą - Nie przejmuj się, była w szoku i nieco ją poniosło. Potrzebujesz czegoś?
 
 
 Batman 
The Dark Knight


Informacje
Imię i nazwisko: Bruce Wayne
Miasto: Gotham City
Wiek: 45 lat
Frakcja: Justice League
Karta Postaci: Klik
Relacje: Klik
Wysłany: 2018-11-14, 16:25   

Wbrew pozorom Bruce'owi też nie przychodziło łatwo oszukiwanie najbliższych, jednak czasami nie ma innego wyjścia. I mimo, że większość takich decyzji podejmowali wspólnie z Alfredem, to bywały i takie, które podejmował sam Bruce. Tym razem jednak było inaczej, tym razem potrzebował rady, a także może nawet wsparcia dwóch najbliższych mu osób, chociaż czy tak naprawdę chodziło o wsparcie? Przecież wiedział, że ani Alfred, ani tym bardziej Selina nie poprą go w tym pomyśle. Może jednak chodziło o coś innego? Może nie chciał już więcej ukrywać przed najbliższymi tego co się dzieje? Prawda jest taka, że od kiedy Bruce i Selina oficjalnie zaczęli być parą to w mężczyźnie zaczęły zachodzić pewne zmiany. Pewne jednak nie oznaczają zmiany o 180 stopni, więc są rzeczy, które zachowają swój status quo i właśnie dlatego Bruce nie mógł mieć na rękach krwi tych wszystkich ludzi. To była jedna z najtrudniejszych decyzji jaką w życiu musiał podjąć. I to też nie było tak, że zamknął się w wielkiej bańce przez którą nie przechodziły ich argumenty, ba, w dużej części się nawet z nimi zgadzał, ale nie dawały one niestety żadnego rozwiązania. Swoją drogą Bruce też chyba pierwszy raz miał okazję dostrzec jak wielki jest kontrast pomiędzy dwojgiem najbliższych mu ludzi. W końcu Alfred i Selina mieli takie same zdanie, ale reagowali na słowa Wayne'a zupełnie inaczej. - Nie jestem Alfredzie. I nigdy nie będę. Ale muszę przejąć jego rolę by nie doszło do rozlewu krwi. Wiesz doskonale jak działa Liga i wiesz, że nie są to puste słowa Ja jednak temu mogę zapobiec... ja i tylko ja Alfredzie. - To był jedyny rozsądny plan jaki przyszedł do głowy Bruce'owi a chyba nikt nie miał wątpliwości, że spędził nad główkowaniem wiele godzin, dlatego mimo iż na pierwszy rzut oka taki się nie wydaje to powinni mu zaufać, że ma dopracowany każdy jego szczegół. Nawet najdrobniejszy. Tak jak to komu przekazałby później miano Ra's al Ghula. Właściwie jest tylko jedna taka osoba która jest w szeregach Ligi od urodzenia, jest tzw. swoją za którą na pewno pójdą, a będzie w stanie zmienić jej obliczę. W każdym razie Selina już nie bardzo tego chciała słuchać, więc wściekła ruszyła w stronę schodów, kierując się z powrotem do sypialni. - Bardzo fascynującą. - Powtórzył po Pennyworthcie i nawet na jego twarzy pojawił się niewielki uśmiech. - Nie Alfredzie, dziękuję. Jesteś wolny. Ja za to mam jeszcze coś do załatwienia. - Powiedział spoglądając w stronę schodów. Nie było wątpliwości, że jeszcze raz spróbuje porozmawiać na spokojnie z Seliną co może się skończyć różnie, ale na pewno nie będzie to gorsze niż jakby pomknął teraz do jaskini ignorując Kotkę.

ZT x2
--------------------
I am vengeance, I am the night, I am Batman!
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu Strona 2 z 2 
Zasady Postowania Opcje
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

 
Jumpbox
Skocz do:  


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Theme Abreo_LoteQ Created by Phantom © 2008-2009


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1
Strona wygenerowana w 0,03 sekundy. Zapytań do SQL: 9