DC Universe
» Rozgrywka » Star City » Ciemny zaułek


Ciemny zaułek
Autor Wiadomość
 Dinah Lance


Informacje
Wysłany: 2018-07-09, 02:53   

"Dinah, Dinah, co Cię wzięło, że wpadłaś na tak dziwaczny pomysł? Większość bohaterów na twoim miejscu po prostu wyszłaby na patrol i poszukała sobie jakichś przestępców, ale nieeeee, ty musisz być inna i bawisz się w swoją własną przynętę."
To właśnie te myśli pojawiły się w jej głowie, kiedy zaczęła sobie zdawać sobie sprawę jak bardzo nieskuteczna była ta nowa metoda łapania kryminalistów. Liczyła, że ubierze długi płaszcz, by zakryć kabaretki i opryszkowie tego miasta sami zaczną do niej lgnąć, myśląc, ze atakują jakąś bezbronną lalę. Jak się jednak okazało, rzeczywistość była zgoła inna. Błądziła śmierdzącymi bocznymi uliczkami miasta, marznąc przez zimny, nocny wiatr.
- Ten płaszcz jest do niczego. Nawet mnie nie ogrzewa - poczuła, że niedługo zacznie się trząść z zimna. Musiała jakoś się rozgrzać...
- Spokojnie, my już Cię ogrzejemy, śliczna - usłyszała za swoimi plecami wyniszczony przez papierosy męski głos. Oho, rozgrzewka przyszła. Stojący za nią "dżentelmen" i dwójka jego kolegów zapewne oczekiwali, że dziewczyna, którą obrali sobie za cel, obróci się do nich z przerażoną miną, jednakże zamiast tego, obdarowała ich szerokim uśmiechem. W pierwszej chwili byli widocznie zmieszani, próbując zrozumieć czemu ktoś kto znalazł się w tej sytuacji może się z niej cieszyć. Jeden z nich, chudy po lewej od tego, który ją zaczepił, wykonał krok do tyłu.
- Rick, czy mi się wydaje czy ona nie jest... Może lepiej ją zostawmy?- wykrztusił z siebie, dokładnie lustrując kobietę.
W międzyczasie, blondynka poruszyła barkami, zmuszając wiszący na jej ramionach płaszcz do powolnego zsuwania się z jej rąk. Wpatrywała się w tych rzezimieszków, jednak w jej oczach zamiast skupienia, widniało rozbawienie, wynikające z tego jak długo była spragniona akcji. Po chwili kawałek ubrania, który do tej pory skutecznie zasłaniał jej kostium, opadł na ziemię.
- Błagam Cię. To tylko jedna dziewczyna na nas trzech... - odpowiedział mu jego kolega z wyniszczonym przez papierosy głosem. Czuł się pewnie przez nóż, którym gestykulował kiedy wypowiadał te słowa. Jednakże w ułamku sekundy poczuł jak ktoś łapie jego ramię. Oczywiście, chodziło tu o Canary, która sprawnie przyciągnęła go do siebie, by następnie uderzyć go łokciem prosto w twarz. Po chwili, pozbawiony przytomności, padł u jej stóp. Nie zniechęciło to jego kolegi do zaatakowania jej. Podbiegł z nożem, próbując dźgnąć ją w brzuch. Dinah w mgnieniu oka znalazła na to odpowiedź. Lewą ręką przyłożyła swoje przedramię do jego przedramienia, starając się je podnieść, zaś prawą chwyciła za kark i pociągnęła w dół, zmuszając go do pochylenia się. Zaczęła gwałtownie uderzać kolanem w jego brzuch, po czym puściła go i uderzyła w głowę. Kolejny z głowy.
Ostatni z nich, po prostu stał, sparaliżowany strachem. Wyglądał tak niegroźnie, że kobiecie aż zrobiło się przykro. Położyła nogę na jednym z jego poległych towarzyszy, opierając się rękoma o swoje kolano.
- Nie jesteś stworzony do tego życia, co? - podniosła brwi w akcie rozbawienia.
 
 
 Oliver Queen 


Informacje
Imię i nazwisko: Oliver Jonas Queen
Pseudonim: Green Arrow, Al Sah-him
Miasto: Star City
Wiek: 31 lat
Frakcja: Bohaterowie
Multikonta: Captain Cold, Phillip O'Connell
Wysłany: 2018-07-28, 17:21   

Motor byłby o wiele lepszym środkiem transportu, ale zejście z obleganego przez policjantów wieżowca zmusiło go do oddalenia się od pojazdu, a chociaż ten był postawiony z dala od budynku i tak, aby nie rzucać się w oczy, to i tak śmierć tylu osób zrobiła zbyt duże zamieszanie przyciągając większą ilość stróżów prawa odcinających go od szybkiej podróży. Musiał więc zacisnąć zęby i iść pieszo do kryjówki, aby opatrzyć nogę, z której pomimo opatrunku sączyła się krew niezbyt wyraźnie, ale widoczna na ciemnym ubraniu przy lepszym przyjrzeniu się. Na szczęście nikt go nie widział, to dopiero byłoby żenujące, gdyby spotkał go… ktokolwiek. Bohater, bo taką renomę zdołał już zyskać, który jest dotkliwie postrzelony idzie ulicami niczym zwykły śmiertelnik. Wiele cywili miało błędną wizję swoich obrońców jako bogów. Takich, którzy nigdy nie zawodzą i zawsze są nienaruszeni przez zbirów. Prawda bywała bolesna! A obecnie Oliver i tak czuł, że zawiódł i nie potrzebował dodatkowego powodu do gnębienia się. Niestety los postanowił mu jeszcze trochę podokuczać, bo skręcając w ciemny zaułek dla uniknięcia przypadkowych cywili usłyszał znajomy głos. Chociaż nie niszczył on rzeczy dookoła, to znał go na tyle dobrze, że nie pomylił z nikim innym. Chyba, że z jej siostrą.
Przeszedł kawałek dalej i wyszedł tuż za plecami Black Canary spoglądając na scenę poturbowania kilku podchmielonych zbirów i jednego, który chyba potrzebował brązowych spodni. I to od widoku samej Black Canary.
- Jakiś problem? – odezwał się potwierdzając, że nie jest jedynie eteryczną formą przywidzenia się chudemu mężczyźnie oraz ujawniając się kobiecie, która na pewno i tak nie dałaby się tak łatwo zaskoczyć kimkolwiek zachodzącym ją od tyłu. Niemniej, jeśli sami powaleni, rośli mężczyźni i stojąca nad nimi blondynka nie sprawiali, że trzeci z bandy chciał uciekać, gdzie pieprz rośnie, to skutecznie zrobił to Green Arrow, którego sława mogła rozchodzić się równie głośno, co Batmana w Gotham. Miał wrażenie, że czasami i jego ludzie opisywali bardziej demonicznie. Jakby specjalnie ubarwiając opowieść o tym, czego to on nie umie, aby pokazać iż wygranie jest niemożliwe. Tylko po to, aby udowodnić, że po prostu nie mieli szans i to nie wstyd było oberwać. Nie żeby na to narzekał, ale pewnego razu mogło się to obrócić przeciw niemu.
Skoro mężczyzna nie sprawiał wrażenia kogoś niebezpiecznego, to przeniósł swój wzrok na kobietę. Zlustrował ją od blond czupryny po buty, gdzie leżał czysty materiał nie pasujący do otoczenia. Uniósł brew spoglądając znów na twarz Kanarka zastanawiając się czy faktycznie robiła to, co myśli.
--------------------
 
 
 Dinah Lance


Informacje
Wysłany: 2018-07-28, 19:32   

Szybko zorientowała się, że znajduje się za nią jakaś osoba. Słyszała jak owa postać regularnie stawia kroki, zbliżając się do niej. Kto to mógł być? Czy to był przestępca, na tyle głupi by rozpocząć walkę, której nie ma szans wygrać? Ci przestępcy nigdy się nie nauczą, są jak lemingi, widzą jak ich koledzy spadają z klifu na twardą ziemię, ale i tak idą za nimi. Nie reagowała. Zauważyła, że to idealna okazja na wypróbowanie tej fajnej rzeczy, którą robi Batman, kiedy ktoś zachodzi go od tyłu, a on bez patrzenia uderza tego delikwenta w twarz. Tak, to będzie piękne.
Jej pięść już miała iść w ruch gdy usłyszała jego głos. Jego słowa nie zadziałały tylko na złoczyńcę, Dinah poczuła jak ciarki przechodzą jej po plecach. Green Arrow nie był pierwszą osobą, którą by osądziła o zachodzenie jej do tyłu i prawie go uderzyła. Jak dobrze, że potrafiła nad sobą zapanować, inaczej już musiałaby szykować się na ucieczkę przed strzałami. Za to jej kolega z przestępczego półświatka, w końcu postanowił brać nogi za pas.
Kobieta odwróciła się w stronę zakapturzonego mężczyzny. Na jej twarzy wymalowany był udawany grymas niezadowolenia. Skrzyżowała ręce na piersi, przesuwając ciężar ciała na lewą nogę.
- Tak, mam problem. Właśnie przegoniłeś mojego partnera na tę noc - wykonała parę kroków, aż stanęła obok niego - A gdzie ja teraz znajdę jakieś zastępstwo za niego? - W teatralnym geście, przyłożyła palec wskazujący prawej ręki na policzku, jakby naprawdę miała jakiś problem. Może ta jeszcze młoda noc nie będzie całkowitą porażką, jeżeli uda jej się namówić Arrowa na pomoc przy walce. Podobno w dobrym towarzystwie nawet patrzenie jak farba schnie potrafi być zabawne! Miała jednak jeden problem. Szmaragdowy łucznik stał tak jakoś dziwnie, niepewnie, zupełnie nie jak on. Nie komentowała tego jeszcze, może to nic poważnego. Zrozumiała co się dzieje dopiero kiedy schyliła się po swój płaszcz (zimno nadal było nie do zniesienia) i ujrzała improwizowany opatrunek na jego nodze. Nie ważne jaka rana kryła się za nim, musiała być paskudna by zmusić go do przyjęcia takiej postawy.
- Jesteś ranny - zagaiła, wstając na równe nogi - Kto Cię tak urządził? - zaczęła wsuwać ramiona w rękawy płaszcza.
 
 
 Oliver Queen 


Informacje
Imię i nazwisko: Oliver Jonas Queen
Pseudonim: Green Arrow, Al Sah-him
Miasto: Star City
Wiek: 31 lat
Frakcja: Bohaterowie
Multikonta: Captain Cold, Phillip O'Connell
Wysłany: 2018-08-05, 19:37   

Wiele z tych lemingów, niczym najwyraźniej Dinah, mieli w sobie za dużo pewności i zbytnio wierzyli w swoje umiejętności. Nie ma im się co dziwić, przy dziewczynie jeszcze bardziej tacy się wydawali zuchwali. Ale tym przyjemniej czasem było popatrzeć, jak dostawali niezły łomot od dużo drobniejszej blondynki. A co się tyczy zachodzenia jej od tyłu… Może kiedyś z ciekawości to zrobi, aby sprawdzić jej zdolności. Zarówno zablokowanie jej ataku, jak i oberwanie mogłoby być równie interesujące. Teraz jednak niekoniecznie miał ochoty na sparing z Kanarkiem.
Podążył wzrokiem za uciekającym koleżką, który najwyraźniej odzyskał sprawność i zabrał nogi za pas nie będąc głupim lemingiem biegnącym w przepaść. Niech korzysta z tego, że upiekło mu się i nie skończył we fiolecie i błękicie. Jakby nie patrzeć, może to wystarczy by sobie odpuścił zaczepianie bezbronnych niewiast na ulicy. Po chwili zaś skierował spojrzenie na stojącą dużo bliżej kobietę, która nie wyglądała na zbyt zadowoloną z przerwania jej konwersacji.
- W morzu jest jeszcze sporo ryb. A temu wystarczy strachu do nauki. – O dziwo, to Arrow w tym duecie wykazywał mniejszą chęć okładania każdego podrzędnego typa spod ciemnej gwiazdy. Ale nauczył się, że niekiedy złe towarzystwo może mieć złe skutki na bogu ducha winnego człowieka. Zdecydowanie tchórza, który nie umie się postawić, ale nadal nie zasługującego na obijanie do nieprzytomności. - Zresztą, naprawdę musiałabyś się z nim bawić całą noc? – zażartował unosząc brew w niemym rozbawieniu, że miałaby tak długo zajmować się kimś takim. Jego koledzy chyba byli bardziej wymagający. Dobry humor jednak przygasł, kiedy skomentowana została jego rana, lub raczej prowizoryczny opatrunek. Nie trzeba było być łucznikiem, aby go dostrzec, czego powinien mieć świadomość.
- Draśniecie. – skomentował nie mając zamiaru przyznać się do postrzału. Ale akurat w tym byli pewnie podobni i ona także nie przyznałaby się do ciężkiej rany, którą można zbagatelizować, pomimo tego jak źle się z nią poruszać, a co dopiero walczyć.
Na pytanie odnośnie sprawcy nie umiał jednoznacznie odpowiedzieć, a przy okazji nadal gryzło go to, że go zwyczajnie nie złapał. Plama na dumie, do której musi się jeszcze przyznać i to przed Kanarkiem.
- Najemnik. Niestety nie zdążyłem zaprosić go na kawę, by porozmawiać. – odpowiedział w końcu układając usta w grymas kwaśnego uśmiechu.
--------------------
 
 
 Dinah Lance


Informacje
Wysłany: 2018-10-16, 00:14   

Zagięcie Dinah to spore wyzwanie, nawet dla najsprytniejszych osobników. Arrow osiągnął jednak właśnie to. Okazało się, że kluczem do sukcesu nie był spryt, a raczej jego kompletny brak, przynajmniej w interakcjach międzyludzkich. Przechyliła głowę, wbiła w niego niepewne jak na nią spojrzenie i uśmiechnęła się wąskim, wymuszonym uśmiechem. Chciała mu tym pokazać, że zrozumiała żart, czekała aż on też się zaśmieje, żeby potwierdzić, że to tylko głupi żarcik i naprawdę nie jest taki grzeczny. Nie zaśmiał się. Mówił to na serio. Kiedy zdała sobie z tego sprawę, opadły jej ręce, dosłownie. Jej postawa zupełnie nie ukrywała zmieszania, które teraz odczuwała. Cholera, a już była tak dumna z tego jak jej wyszło…
Po chwili ciszy “zresetowała się”, wracając do wcześniejszej, wykazującej pewność siebie, postawy. Nie powinna się poddawać przegraniem jednej, małej, nieznaczącej walki. Nie robiła sobie na nic większych nadziei, zwyczajnie chciała poflirtować tak dla sportu, lecz najwidoczniej nie przyjdzie jej dzisiaj tego zrobić, a przynajmniej dopóki bohater Star City nie przestanie zachowywać się jak ściana.
- Racja, szproteczko, nie mogę narzekać na brak opcji - westchnęła. Jednak jego obojętność jeszcze nie do końca przestała ją obchodzić. To całkiem ironiczne, jakby się nad tym zastanowić - Nie, pewnie nie wytrzymałby całą noc… - odpowiedziała też na drugie jego pytanie. Oparła się ramieniem o ścianę jednego z okolicznych budynków - A co? Myślisz, że ty byś wytrzymał ze mną całą noc? Tak… poza misją - rzuciła zadziornie, mając nadzieję, że rozedrze wszelkie wątpliwości co do wydźwięku jej wcześniejszych wypowiedzi.
Ich relacja zawsze była dla niej bardzo ciekawa. Na misji, muszą na sobie polegać, wręcz bezgranicznie, nawet jakby wycelował w jej głowę strzałą, nie poczułaby się zagrożona. Jednak w życiu… prywatnym, o ile można tak nazwać relację z osobą, która przy każdym spotkaniu z tobą kryje się za maską i pseudonimem, miała wrażenie, że wcale się nie znali. Zaczęła nawet podejrzewać, że specjalnie trzyma ją na długość ręki od siebie, w trosce o swoją sekretną tożsamość albo by chronić przed czymś Kanarka. Nie mogło przecież chodzić o czystą niechęć, racja? Takie przemyślenia zawsze ją raniły gdzieś głęboko w środku. Lubiła go, ale czy mogła liczyć na to samo w zamian? Nie rozumiała jak mogła wiedzieć wszystko o jego stylu walki, zrozumieć jego plany bez słów, a nawet znać każdy rodzaj strzały w jego kołczanie, ale mimo tego nie wiedziała o nim prawie niczego.
Nie powinna się teraz tym przejmować. Jakoś rana na nodze łucznika wydawała jej się ciupkę ważniejsza od opery mydlanej, którą układała sobie w głowie.
- “Tis but a scratch” - mruknęła pod nosem, słysząc jak Arrow próbuje jej wmówić, że to nic poważnego. Oby przez to “draśnięcie” jej czarny rycerz nie musiał mieć potem amputacji. Nie miała ochoty podczas misji biegać wszędzie z Arrowem “na barana”. Stanęła obok niego i chwyciła go pod pachę po przeciwnej stronie, oferując mu by oparł rękę na jej ramionach. Tak będzie mu łatwiej chodzić.
- Cóż, skoro z nim ci nie wyszło, będziesz musiał się zadowolić wyjściem na kawę ze mną. Wezmę cię do siebie, trzeba cię załatać… Nieco bardziej profesjonalnie - spojrzała kątem oka na jego tymczasowy “bandaż” - No, idziemy!

// Daj dla nas z/t w swoim poście, muszę ogarnąć jeszcze dom dla Dinah.
 
 
 Oliver Queen 


Informacje
Imię i nazwisko: Oliver Jonas Queen
Pseudonim: Green Arrow, Al Sah-him
Miasto: Star City
Wiek: 31 lat
Frakcja: Bohaterowie
Multikonta: Captain Cold, Phillip O'Connell
Wysłany: 2018-11-15, 15:10   

Choć minęło sporo czasu od kiedy wrócił do życia po pięciu latach od swojego rejsu na jachcie, to nie dało mu się już całkiem wrócić do tego zabawnego i luźnego usposobienia, jakie mogła pamiętać Dinah. Zmienił się na stałe i choć każdy mógłby mówić, ze on też przeszedł piekło, a umie zachowywać się normalnie, to nie miało żadnego realnego przełożenia się na Olivera, który był jak każdy człowiek inny i inaczej przeżywał swoje dramaty odciskające na nim swoje piętno. Naprawdę starał się wrócić do normalności i nauczyć na nowo poczucia humoru. Czasami mu to wychodziło, a czasami jednak wychodziło na jaw jego upośledzenie w tej kwestii. Wielki Oliver Queen, przerażający, a zarazem budzący nadzieję Green Arrow, umiał świetnie walczyć, ale brakowało mu tak trywialnej rzeczy w arsenale talentów, jak umiejętność dogadania się z innymi. Na jego szczęście bliskie osoby już chyba do tego przywykły i nadrabiały w większości za niego te umiejętności komunikacji, ale czasami, szczególnie mając na sobie kaptur, zdarzały się takie niezręczności ze zbyt poważnym podejściem do sprawy. Możliwe, że nawet zmieszałby się tym nieporozumieniem, ale… Nie miał mu kto wyjaśnić zawiłości żartu Black Canary. Chwilowo, bo przy jej następnych słowach zaczął trochę bardziej rozumieć cały sens i odruchowo pochylił głowę ciesząc się z kaptura, który jednak zasłaniał jego twarz przed możliwymi oznakami zakłopotania na twarzy.
- Najlepiej będzie to sprawdzić w praktyce. – Odchrząknął zaraz i podniósł znów wzrok na nią. Flirtowanie, że też kiedyś był w tym mistrzem! Teraz gdyby nie jego ładna buzia i pokaźny portfel, to byłby wyśmiewany przez każdą napotkaną kobietę. Niby nie była to umiejętność potrzebna dla mściciela, ale i tak głupio było uświadomić sobie, jak musiało się idiotycznie wyglądać z perspektywy Canary. Na szczęście jednak temat zszedł na bardziej służbowe tory. Przynajmniej na tyle, na ile pozwalało to blondynce poczucie jej humoru.
Przyjmowanie pomocy było kolejną niezręcznością. Zawahał się, ale jednak postanowił skorzystać z niej jako podpory. Oczywiście i tak starając się w większej części nie obciążać jej za bardzo swoim ciężarem. Nawet nie dlatego, że była od niego drobniejsza, ale dla samej świadomości, że przecież wcale nie potrzebował aż takiej troski. Zszycia go jednak nie odmówił, przyda mu się akurat taka pomoc. Chociaż mógłby zrobić to sam! Przy niej jednak czuł, że nie ma sensu oponować i protestować. I chyba trochę nie chciał? W końcu ilu facetów marzyłoby o byciu zszywanym przez seksowną blondynkę?
- Kawa z tobą brzmi jakoś bardziej ciekawie. – przyznał mimowolnie dając się prowadzić do jej domu.

Z tematu. Oboje.
Przepraszam także za taką zwłokę w odpisywaniu.
--------------------
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu Strona 2 z 2 
Zasady Postowania Opcje
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

 
Jumpbox
Skocz do:  


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Theme Abreo_LoteQ Created by Phantom © 2008-2009


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 9