Plaża
Autor Wiadomość
 Batman 
The Dark Knight


Informacje
Imię i nazwisko: Bruce Wayne
Miasto: Gotham City
Wiek: 45 lat
Frakcja: Justice League
Karta Postaci: Klik
Relacje: Klik
Wysłany: 2018-06-17, 13:00   Plaża



Plaża w Amnesty Bay. Nie jest ona szczególnie duża, ale wyjątkowa i mająca swoisty klimaty. To tutaj też w przeszłości bardzo często upijał się Arthur.
--------------------
I am vengeance, I am the night, I am Batman!
 
 
 Mera 


Informacje
Wysłany: 2018-06-17, 13:02   

Roześmiała się na głos widząc nietęgą minę Arthura, gdy w końcu uświadomił sobie co miała na myśli. Jego miny mówiły tak wiele. Właśnie tego brakowało pośród wysoko postawionych Altantczyków. Tej niebywałej swobody, szczerości i dobra. Tak, potrafiła w nim dojrzeć dobro nawet w momencie, gdy biedny się załamał na samą myśl o braku namiętnych zbliżeń.
Nie zamierzała jednak ciągnąć tego tematu. Ot, w czystej, kobiecej złośliwości zostawiła kochanka w niepewności, co skwitowała delikatnym pocałunkiem w zarośnięty policzek, gdzieś w okolicach rany. Cały czas o niej nie zapomniała.
Nie zamierzała również w żaden sposób się sprzeciwiać, gdy tak pewnie, a zarazem z ogromną dozą delikatności chwycił jej dłonie. Nie potrafiła się nadziwić, że tak silny mężczyzna potrafił zachować się w taki subtelny sposób. Nie chciała by ciągnął ją za sobą, dlatego wspomogła go poruszając nogami, a gdy już znalazła się na wysokości twarzy Arthura odruchowo objęła jego szyję. To co powiedział wywołało na jej twarzy śliczny uśmiech. Oczywiście mogła rzucić, że mówi tak tylko po to by ją przekonać, ale... ale po co? Wytrzymując to głębokie spojrzenie była gotowa przytaknąć na prawie wszystko. Widząc jak na nią patrzy czuła się wyjątkowo i zdała sobie sprawę, że żart i niepewność, którą w nim wywołała przestał mieć rację bytu. Sama nie wytrzymałaby bez jego bliskości, a już dłuższa nieobecność wpędzała ją w niebywałą tęsknotę, taką o którą wcześniej nigdy by się nie podejrzewała. Dlatego też tęsknie odpowiedziała na pocałunek, wkładając tam jeszcze więcej emocji niż wcześniej, a wszystko za sprawą tego gwałtownego przyciągnięcia, po którym to przylgnęła do ciała ukochanego.
- A więc Amnesty Bay - Odpowiedziała cały czas z uśmiechem, będąc już prawie pewną, że to dobry pomysł.
- To co? Kto pierwszy ten lepszy? - Ach ten błysk w oku. Nie czekała na odpowiedź. Może nie miała aż większych szans, ale lubiła rywalizację. Pomknęła czym prędzej ku górze. Za namową Arthura unikała głównych tras, aż w końcu z impetem wynurzyła się z wody. W tym samym momencie odrzuciła do tyłu piękne, rude pasma włosów, a gdy wzrok przyzwyczaił się do jasności rozejrzała się za ukochanym.
 
 
 Arthur Curry


Informacje
Wysłany: 2018-06-24, 22:59   

Męska duma nakazywała Arthurowi użyć całych swoich sił by dać Merze jak największe wyzwanie w tym, wymyślonym przez nią, wyścigu, jednakże jego wewnętrzny kochanek mówił mu, że powinien dać jej wygrać. Dwie strony, rywalizujące o to, która z nich powinna przeważyć w tym momencie. Podrapał się po swoim bujnym zaroście. Kobieta już zaczęła się od niego oddalać, ale nie był to dystans, którego nie mógłby nadrobić. Zapewne będzie bardzo zła jak jej się podłoży, a przynajmniej pomyśli, że dla niej gra na innych zasadach, lecz jeżeli jednak się postara, to zatęskni się na tej plaży na śmierć... Pozostało mu jedynie znaleźć jakiś kompromis. Wtedy przypomniały mu się pewne stworzonka żyjące parę kilometrów od Amnesty Bay...
Po chwili, obierając sobie nieco zmodyfikowaną wersję trasy, którą zapewne będzie podróżować kobieta jego życia, wyruszył w drogę, pozostawiając za sobą coś w rodzaju małego wiru, wywołanego szybką pracą jego nóg i rąk. Po drodze układał sobie w głowie długą listę miejsc, które zamierzał jej pokazać. Rozważał czy najpierw pokazać jej piękne widoki z latarni, czy też zaprowadzić do jego ulubionej kawiarni. Nie miał prawa popełnić ani jednej wtopy, bardzo chciał ją przekonać, że powierzchnia to także wspaniałe miejsce, z którym Atlantyda powinna chociaż spróbować nawiązać współpracę. Zero presji, co?


Okazało się, że Merze w znalezieniu Arthura o wiele bardziej niż jej wzrok, pomoże jej słuch. Mogła usłyszeć za sobą grzmiący głos wołający: "Tutaj!". Gdyby zachciała się odwrócić, mogłaby ujrzeć swojego kochanka, leżącego bez trzymanki na delfinie wyskakującym z wody pod delikatnym kątem. Pozwolił sobie nawet oprzeć głowę o swoją pięść, opierając drugą dłoń na swoim pasie, przybierając pozę parodiującą te z okładek magazynów. Jednakże, w ułamku sekundy, uderzyła tragedia. Poteżny Aquaman spadł z głośnym pluskiem z gładkiego grzbietu swojego wierzchowca. Taki drobny upadek nie groził mu niczym poza małym uszczerbkiem na dumie. Po chwili łeb blondyna wyłonił się znad błękitnej tafli morza, zbiżając się powoli do brzegu. Objął rudowłosą jednym ramieniem, drugim wskazując w stronę oceanu, na pokaz wyskoków i akrobacji, w wykonaniu grupki delfinów.
- Starzy przyjaciele. To jedne z pierwszych istot, z którymi potrafiłem się komunikować telepatycznie. Mieszkają w okolicy, więc postanowiłem ich zaprosić - Odkaszlnął i oderwał wzrok od Mery, starając się patrzeć gdziekolwiek indziej. Zupełnie jakby się czegoś wstydził - Mam nadzieję, że to ci się spodobało. Miało spełnić rolę przystawki do występu, który przygotowali dla nas moi koledzy na wieczór - w końcu pokonał swoje odruchy obronne i ponownie spojrzał na rudowłosą - Bo zostaniesz na wieczór? Jak nie dłużej...
 
 
 Mera 


Informacje
Wysłany: 2018-07-30, 22:01   

Pościg wbrew pozorom nie trwał długo. Wystarczyło znać tor oraz umiejscowienie podwodnych prądów by dość sprawnie wybić się ku górze, a Mera ocean znała całkiem dobrze. Może nie każdy zakamarek, ale drogi do Amnesty Bay miała opanowane. Opanowaną miała również orientacje w terenie, więc pomimo pędu w jaki wpadła, sprawnie odpychając się od wody rękoma, miarowo, a zarazem bardzo żywo przebierając nogami, parła przed siebie tak szybko jak tylko potrafiła z siebie wykrzesać. Co prawda w pierwszych chwilach spodziewała się, że dopadnie ją gdzieś w połowie drogi i ich podróż na powierzchnie odrobinę się przedłuży, ale Arthur planował coś zgoła innego. Bardzo innego.
Pierwsze zaczerpnięcie tchu nie należało do przyjemnych. Musiała się przyzwyczaić do oddychania na powierzchni. Powietrze wdzierało się w płuca dość gwałtownie i na nic się zdały starania o powolne tchnienie, gdy właśnie przed kilkoma sekundami zakończyła intensywny maraton. Podpłynęła już spokojniej do brzegu szukając wzrokiem ukochanego.
Nie zdążyła się porządnie rozejrzeć, a już usłyszała dobiegający z oddali głos Orina. Od razu zwróciła twarz w tamtym kierunku i zamarła. To co zobaczyła wprawiło ją nie tylko w osłupienie. Na twarzy Mery pojawiła się oznaka konsternacji, a po chwili w oczach rozkwitło rozbawienie. Zasłoniła dłonią usta, by aby czasem nie parsknąć śmiechem i z pozy jaką przyjął i z tego jak wygłupy Arthura potoczyły się dalej. Nie martwiła się, że przy takim upadku odniósł jakikolwiek uszczerbek na zdrowiu, bo wiedziała, że delfiny nigdy by mu na to nie pozwoliły, a i ukochany wbrew pozorom należał do mężczyzn całkiem zwinnych. Mimo to baaardzo się ucieszyła, gdy ponownie ujrzała złotą grzywę ukochanego. W pełni usatysfakcjonowana natomiast była w momencie, gdy objął ją ramieniem.
Nie potrafiła oderwać wzroku od nieco zawstydzonego oblicza Arthura, przeczesała jego mokre włosy, odgarniając niesforne kosmyki z twarzy. Jej pasma włosów w zaskakujący sposób zdążyły już obeschnąć i pięknie falowały przy każdym, nawet delikatnym podmuchu wiatru. Strój również zdawał się być zupełnie suchym i pięknie mienił się w blasku wyglądającego zza chmur słońca.
Podążyła wzrokiem w kierunku imponującego pokazu jaki zgotowały im delfiny. Uśmiechnęła się tak jak mogła uśmiechnąć się kobieta widząca coś co sprawiało jej ogromną przyjemność. Poczuła również wyjątkowość tej sceny, ponieważ wiedziała, że to na co patrzyła działo się tylko i wyłącznie dla niej. Dla nich.
Wysłuchała jego słów i po tym doceniła to wszystko jeszcze bardziej. Spojrzała na dumne rysy twarzy Arthura i uniosła dłoń by ująć jego podbródek, chcąc go ponownie nakierować na siebie, ale w tym samym momencie blondyn uraczył ją całą swoją uwagą, dlatego po prostu zewnętrzna stroną pogłaskała jego policzek.
- Masz wspaniałych przyjaciół. Koniecznie musisz mi opowiedzieć w jakich okolicznościach zorientowałeś się, że umiesz z nimi rozmawiać, ale... wieczór? Dłużej? - Nie kryła swojego zaniepokojenia. Badawcze spojrzenie prześwietlało Arthura, a w głowie rozwinęła się długa, naprawdę długa lista obowiązków jakimi powinna się zając w królestwie.
- Co kombinujesz? - Zmrużyła powieki jeszcze bardziej pogłębiając spojrzenie.
 
 
 Wonder Woman


Informacje
Wysłany: 2018-10-29, 10:56   

Po krótkiej rozmowie z matką, Diana usiadła za sterami samolotu i już po kilku minutach przebiła magiczną zaporę Themyscyry.
W czasie tych kilku dni, które spędziła wśród Amazonek, układała plan jak zacząć działać. Co zrobić, by Darkseid przestał zagrażać Ziemi. Myślała tez o tym, czy mimo wszystko nie porozmawiać ponownie z Clarkiem, jednak wiedziała że nie przyniesie to skutku - w niektórych sprawach był bardziej uparty od niej i Batmana razem wziętych.
Wiedziała jednak, ze musi działać i spróbować przekonać do swoich racji tych którzy są bezstronni - miała świadomość tego, że mimo wszystko nie poradzi sobie ze wszystkim sama.
Postanowiła zacząć od Aquamana - w końcu jego najłatwiej było znaleźć. I miała nadzieję, że nie będzie też musiała go zbyt długo przekonywać.
Skierowała się więc w kierunku Amnesty Bay - wiedziała, że przebywał tam częściej niż często, liczyła że będzie miała szczęście i go tutaj znajdzie.
Wylądowała zgrabnie kawałek od samej plaży. Nie wiedziała na ile teren pozwoli jej na bezpieczne manewry, a mimo jej zdolności nie lubiła podejmować ryzyka, które było kompletnie bezsensowne.
Wystarczyło przejść kilkaset metrów, by go usłyszeć. Diana uśmiechnęła się sama do siebie - nie był sam, więc pewnie przeszkodzi mu w randce. Trudno, będzie musiał jakoś to udźwignąć.
Zatrzymała się w niewielkiej odległości o rozmawiającej pary, obserwując ich przez chwilę. Chciała sprawdzić kim jest towarzyszka Arthura. Cóż, nie wglądała na słabą niewiastę...
Nie czkając skierowała się ku nim, jednak z jej twarzy niewiele można było odczytać. No, może tylko to, ze nie miała złych zamiarów.
-Cieszę się, ze jesteś taki przewidywalny, Arthurze. To miejsce było pierwszym, które przyszło mi do głowy, kiedy o Tobie pomyślałam, i popatrz - jesteś.
Im bliżej nich była, tym kąciki jej ust podnosiły się wyżej. Nie można było tego nazwać szerokim uśmiechem, jednak kobieta ucieszyła się na widok przyjaciela.
Rozejrzała się dookoła, wiatr szarpał jej włosy, a fale rozbijały się o brzeg. Z pewnością, gdyby nie okoliczności, zachwyciłaby się tym widokiem. Surowe piękno, praktycznie bez ludzkiej ingerencji.
Diana przez chwilę milczała, jednak nie pozwoliła sobie na długą przerwę - tak jakby nie chciała dać dojść do głosu Aquamanowi i jego towarzyszce. Nie wiedziała nic o kobiecie, nie wiedziała ile tak naprawdę może przy niej powiedzieć. Ile powiedział jej sam Curry.
-Potrzebuję Ciebie, Arthurze. Ziemia Ciebie potrzebuje. - zaczęła, może nieco zbyt dramatycznie.
-Wiesz o Supermanie, prawda? Nie wiem co o tym sądzisz, ale uważam, że on... Nie ma racji. Naprawdę mamy siedzieć z założonymi rękami i patrzeć jak ON zniszczy wszystko?
Kolejna chwila milczenia pozwoliła jej złapać oddech.
-Nie możemy czekać na to, aż on zbierze siły i zaatakuje. Wydaje mi się... Wydaje mi się, że jest osłabiony. Musimy to wykorzystać.
 
 
 Arthur Curry


Informacje
Wysłany: Wczoraj 22:28   

Jego palce przeczesały czerwone pasma włosów kobiety z Xebel. Oświetlone wznoszącym się nad linią horyzontu słońcem, przybierały jaskrawy kolor jesiennych liści, natychmiastowo przyciągając jego uwagę. Nie spodziewał się, że cokolwiek w Merze, znanej ze swojej niechęci do powierzchni, będzie mu przypominało lata spędzone na powierzchni z ojcem. Dało mu to nadzieję, że jednak uda mu się ją przekonać, że nie wszystko co piękne musi się znajdować pod poziomem morza, nawet jeżeli był to prosty efekt wizualny.
Słysząc jak Mera zaczyna badać jego intencje, szukając odpowiedzi na jego twarzy i w jego słowach. Uśmiechnął się, ukazując między wargami cienką linię zębów. Powoli skierował głowę na twarz rudowłosej i odwzajemnił jej spojrzenie, patrząc na nią spokojnym i na swój sposób pobłażliwym wzrokiem.
- Och, Merciu, ja… - Zamarł w miejscu nim zdążył dokończyć zdanie. Usłyszał kroki na piasku gdzieś za nimi. Momentalnie spoważniał i odwrócił się, starając się możliwie jak najbardziej zasłonić partnerkę swoim ciałem. Duma nakazywała mu pierwszemu stawić czoła niebezpieczeństwu, zaś serce mówiło mu, że powinien chronić syrenę, nawet własnym kosztem. Na szczęście jego obawy szybko zostały rozwiane, kiedy ujrzał znajomą twarz i usłyszał równie znajomy głos.
- A ja cieszę się, że jesteś taka nieprzewidywalna, Diano. Nie spodziewałem się ciebie w tym miejscu, a popatrz - jesteś - sparodiował jej słowa, rozluźniając swoją wcześniej napiętą postawę. Nie miał tym nic złego na myśli, zwyczajnie się droczył, jak to już zdarzało mu się przy wielu okazjach. Ponownie odwrócił się do Mery, starając się rozwiać jej wszystkie zmartwienia pogodnym wyrazem twarzy. Położył rękę na jej łopatce, zaś drugą wskazał na Wonder Woman.
- Mero, pozwól, że przedstawię ci Dianę, to Wonder Woman, o której ci tyle mówiłem. Wspaniała wojowniczka i przyjaciółka - Jak zwykle, zaczął mówić w superlatywach. Następnie wskazał na Xebeliankę, tym razem przenosząc wzrok z niej na amazonkę.
-Diano, to Mera. Najwspanialsza istota jaką można spotkać wśród wszystkich siedmiu mórz. Zaufaj mi, ciężko ci będzie uwierzyć, że nie jest jedną z amazonek - zaśmiał się, po czym dał kobietą chwilę na przywitanie.
Nagłe nadejście Diany nie przeszkadzało mu, nawet jeżeli ciężko było mu znaleźć ten jeden dzień na spędzenie z Merą. Wielu w takich okolicznościach byłoby złych na przerywanie ich randki, ale on wolał patrzeć na pozytywy. Niecodziennie można przedstawić sobie dwie wspaniałe kobiety, racja? W powietrzu wisiało jednak to nieodparte wrażenie, że zaraz może wcale nie być tak przyjemnie. Rzadko przychodzi się niezapowiedzianie “ot tak”, zazwyczaj kryje się za tym jakiś motyw, biznes. Tym razem nie było inaczej, kobieta przedstawiła sprawę, która była powodem jej przybycia. Arthur westchnął cicho. Cała radość ulotniła się z jego twarzy, co zostało odzwierciedlone w jego postawie, gdzie wcześniej była otwarta i witająca, teraz stała się zamknięta, z rękoma spleconymi na piersii. Tyle było z jego “neutralności”, mógł się spodziewać, że chciała pogadać właśnie o TYM, w końcu ostatnimi czasy tylko tym żyła. Rzucił smutne spojrzenie Merze, która znała już jego stanowisko.
- Rozumiem - odpowiedział ponuro, odwracając się od Diany. Postawił jedną nogę na kamieniu, stojącym w miejscu gdzie woda spotyka się z brzegiem, oparł łokieć o zgięte kolano, spoglądając na horyzont, gdzie woda stykała się z niebem. Lubił ten widok, to trochę jak patrzenie w lustro - to była jasna linia łącząca dwa światy, które naraz są od siebie tak daleko, ale też tak blisko. Pozwalała mu się skupić, zebrać myśli.
- Wydaje mi się - Przerwał moment ciszy, na który sobie pozwolił - że oboje się mylicie. Obecnie Liga nie jest w żadnej pozycji by negocjować pokój na swoich warunkach. Darkseid jest zbyt dumny i w zbyt wygodnej pozycji by po prostu podkulić ogon. Pokój nie jest dla niego póki co opcją, musi wygrać. Chce udowodnić, że pomimo porażki sprzed roku, jest silnym przywódcą, to sprawa honoru. Superman jest zbyt naiwny, jeżeli myśli, że coś wskóra drogą dyplomacji - Arthur jako następca tronu pobierał nauki dotyczące dyplomacji i rządzenia, wiedział o czym mówi. Jednak jego ekspertyza nie kończyła się w tym zakresie. Odwrócił głowę, tym razem patrząc Dianie prosto w oczy.
- ...Ale ty też jesteś zbyt naiwna. Uczono mnie: “Jeżeli jesteś silny, udawaj słabego, jeżeli jesteś aktywny, udawaj bierność.”. Darkseid wie dokładnie to samo. Dopóki nie znasz jego faktycznej sytuacji w stu procentach, nie masz żadnej pewności, że to nie pułapka. Zastanawiałaś się co się stanie jeżeli on CHCE, żebyśmy poszli do niego? Żebyśmy walczyli na jego warunkach? Nie zatrzymam Cię, ale czy naprawdę chcesz ryzykować życiem swoich towarzyszy? Nie zrozum mnie jednak źle - trzeba zadać potężny cios Apokolips, jeżeli chcemy pokoju, ale najpierw musimy być lepiej poinformowani - stwierdził, powoli odwracając się w stronę kobiety.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu  
Zasady Postowania Opcje
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

 
Jumpbox
Skocz do:  


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Theme Abreo_LoteQ Created by Phantom © 2008-2009


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1
Strona wygenerowana w 0,03 sekundy. Zapytań do SQL: 8