I'm blue dabedi dabedei
Autor Wiadomość
 Milagro


Informacje
Imię i nazwisko: Milagro Reyes
Miasto: El Paso
Wiek: 12
Multikonta: Jedwabek, Omen
Karta Postaci: Klik
Wysłany: 2018-10-15, 01:32   I'm blue dabedi dabedei

El Paso, Luty 2016


Od wycieczki na Odym biła się z myślami. Wiedziała, że nie będzie w stanie dochować tak wielkiej tajemnicy przed nikim z rodziny. Przecież gdyby w El Paso nagle pojawił się nowy bohater Jaime od razu by ją w nim rozpoznał. Nie mówiąc już o mamie, detektywie większym niż sam Batman! Pamiętała też tę chryję, kiedy się okazało, że w bracie siedzi kosmiczny pasożyt. Brrrr. Prawie się zastanawiała, czy może jeszcze wyrzucić pierścień do rzeki, żeby tego uniknąć. Leżała w łóżku, już dawno było po 22 i już dawno powinna była spać, ale jakoś nie mogła. Obracała błyskotkę w palcach oglądając ją w świetle lampki nocnej. Minutę, dwie, dwanaście. Zerwała się do siadu z zaciętą miną. Zdecydowała. Nie będzie tego przeciągać, bo dostanie ze stresu zmarszczek przed osiemnastką. Wstała z łóżka, wsadziła pierścień do kieszeni w spodniach piżamy i wyszła boso z pokoju zmierzając do sąsiadującego na paluszkach, byle tylko nie zaalarmować rodziców. Nie miała zamiaru dzielić się sekretem od razu z całą rodziną, wolała się najpierw ograniczyć do kogoś, kto niedawno miał podobny problem i kto ją zrozumie. No i jak otworzy się przed bratem, to nadchodząca burza rozłoży się przynajmniej na dwie osoby.
- Jaime, śpisz? - zapytała pukając. Tym razem nie chodziło o potwory spod łóżka. Z resztą, kiedy chodziło o potwory spod łóżka zazwyczaj nie pukała. Ogólnie nieczęsto pukała, więc już sam fakt, że się zdarzyło był podejrzany - Mogę wejść?
--------------------
 
 
 Jaime Reyes 


Informacje
Imię i nazwisko: Jaime Reyes
Pseudonim: Blue Beetle
Miasto: El Paso
Wiek: 16 lat
Frakcja: Heroes
Multikonta: Beast Boy, Martian Manhunter
Karta Postaci: Klik
Wysłany: 2018-10-15, 20:33   

Późna godzina, światła pogaszone, cała rodzina prawdopodobnie już śpi… Co o tej porze mógł robić nastolatek w fazie dojrzewania, poznający nowe sfery życia? Oczywiście oglądać seriale! Jaime leżał w łóżku z laptopem, który wyświetlał jakiś show z gatunku sci-fi. Miał na sobie tylko bokserki, a w uszach tkwiły słuchawki. Skarabeusz na jego plecach pobłyskiwał słabą poświatą pochodzącą z ekranu laptopa.
Godzenie ratowania miasta z dobrymi wynikami w szkole było ciężkim zadaniem. Z tego powodu Jaime miał też mniej czasu dla siebie i swojego geekowskiego hobby. Weźmy na przykład ten serial. Był jakieś pół sezonu do tyłu, a Paco i Brenda już ledwo powstrzymywali się ze spoilerami. Tego ranka udało mu się całkiem dobrze napisać test z historii, na który uczył się prawie tydzień, dlatego uznał, że może sobie pozwolić na nadrobienie paru odcinków.
Jednak jego plany zostały pokrzyżowane przez pukanie do drzwi. Latynos przypuszczał, że matka przyszła go pogonić do spania, bo jakoś się zorientowała, że jeszcze nie śpi (nie zgadywał nawet, w jaki sposób mogła się tego domyślić, z tym trzeba się po prostu pogodzić) albo chciała sprawdzić, czy znowu nie wymknął się bez słowa, by walczyć ze zbirami. Jednak rzeczywistość okazała się całkowicie inna.
Nastolatek zdziwił się, że siostra jeszcze nie śpi. Choć to wcale nie pierwszy raz, gdy przychodziła do niego o podobnej porze. Wyciągnął słuchawki z uszu, zatrzymał serial i zamknął laptopa odkładając go na szafkę nocną. Zaraz po tym wygramolił się z łóżka i podszedł do drzwi, zapalając światło. Nacisnął klamkę i spojrzał na dziewczynkę, która stała tuż przed nim. Wyglądała na trochę zmartwioną. Uśmiechnął się do niej lekko.
- Co jest, szkrabie? Masz pająka w pokoju? - zagadnął. Jeszcze kilka miesięcy temu łapanie insektów w pokoju siostry było dla niego aktem heroizmu, czasem nawet wyzwaniem!
- Wchodź - zaprosił młodą, przepuszczając ją do pokoju, gdy zorientował się, że nie chodzi o żadnego pająka. Zamknął za nią drzwi i przyjrzał się jej pytająco.
--------------------

¡¿?!
 
 
 Milagro


Informacje
Imię i nazwisko: Milagro Reyes
Miasto: El Paso
Wiek: 12
Multikonta: Jedwabek, Omen
Karta Postaci: Klik
Wysłany: 2018-10-15, 23:59   

Wczłapała do pokoju brata trochę się ociągając i stanęła na brzegu dywanu, gdzie było jej przynajmniej ciepło w bose nogi. No i tak stała podkurczając i rozprostowując palce u stóp. Milczała, stosunkowo długo, aż w końcu zebrała się na jako taką odwagę.
- Więęęęęęęc... - zaczęła niepewnie. Dopiero teraz zorientowała się, że mogła to jakoś zaplanować, zapisać sobie na kartce, czy coś. Improwizacja, szczególnie w stresowych sytuacjach niekoniecznie jej wychodziła - Tylko się nie śmiej, dobra? - śmiało Milagro, jeszcze miałaś szansę wmówić mu, że popuściłaś do łóżka, albo dostałaś pierwszego okresu. Cokolwiek, co będzie mniej żenujące i będzie miało mniejsze konsekwencje! Wyłamywała nerwowo palce, przestępowała z nogi na nogę i taksowała otoczenie rozbieganym wzrokiem. W końcu nabrała głęboko powietrza, przetrzymała je kilka sekund w płucach, żeby się uspokoić, po czym kontynuowała.
- Mam przedmiot z kosmosu. Taki jak skarabeusz. No dobra, nie dokładnie taki sam - mieszała się w zeznaniach - Nie gada do mnie. No może czasami, ale wtedy całkiem na głos. No i mogę go zdjąć! - powoli orientowała się, że niczego nie wyjaśnia, a cała sytuacja staje się jeszcze bardziej pogmatwana. Zrobiła pauzę, wsadziła dłoń we włosy i zaczęła się drapać po głowie.
- Kojarzysz zielone latarnie? Te z Ligi Sprawiedliwych? Noooo to mam taki pierścień, jak one, tylko w innym kolorze - wyrzuciła z siebie po czym szybko, jakby w swojej obronie dodała - Ale to, że jest niebieski nie znaczy, że to jakaś podróbka. Nie znalazłam go w automacie z kulkami, ani w płatkach śniadaniowych. W Booster Flakes są tylko złote gwiazdki i karty z Goldem. - cały jej wywód brzmiał tak abstrakcyjnie, że sama by sobie nie zaufała. Spuściła wzrok wgapiając się w swoje, wciąż miętolące dywan palce u stóp. Gratulowała sobie w myślach durnego pomysłu, żeby przyznać się do posiadanych mocy tu, teraz, w taki sposób i bez przygotowania.
- Nie wierzysz mi ¿verdad? - zapytała zaciskając dłonie w piąstki, mnąc palcami piżamę i stojąc sztywno, wręcz na baczność czekała na werdykt, niczym na wyrok śmierci.
--------------------
 
 
 Jaime Reyes 


Informacje
Imię i nazwisko: Jaime Reyes
Pseudonim: Blue Beetle
Miasto: El Paso
Wiek: 16 lat
Frakcja: Heroes
Multikonta: Beast Boy, Martian Manhunter
Karta Postaci: Klik
Wysłany: 2018-10-16, 16:08   

Widząc, że Milagro długo zbiera się do wyjawienia celu odwiedzin, Jaime usiadł na łóżku, nie poganiając jej. Teraz ich twarze były na podobnej wysokości. Próbował odczytać z jej zachowania, co się stało. Ale opcji było zbyt wiele. Albo zbyt mało. Chłopak nie pamiętał, kiedy ostatnio jego siostra była przy nim tak stremowana. Wszystko wskazywało na to, że coś przeskrobała i potrzebuje jego pomocy, żeby to naprawić lub ukryć przed mamą.
Uniósł brew, gdy poprosiła, żeby się nie śmiał. Zazwyczaj takie polecenie tylko prowokowało do śmiechu. Jednak, gdy już przeszła do rzeczy, nie wydawało mu się to zabawne. Wyprostował się na łóżku, patrząc teraz na Milagro nieco z góry. Na jego twarzy malowała się konsternacja. Nie wiedział jeszcze, czy powinien brać to na poważnie. Równie dobrze Milagro mogła ubzdurać sobie jakąś zabawę, zainspirowana tym, co jego spotkało. Może po prostu w ten sposób chciała mieć poczucie, że nie jest od niego gorsza.
- Um… ¿Qué? - uśmiechnął się zakłopotany. Zastanawiał się, czy powinien teraz to jakoś drążyć i fantazjować razem z nią, czy delikatnie przywołać ją do porządku.
Dopiero, gdy wspomniała o Latarniach, zaczął rozważać, czy Milagro mówi prawdę. Zresztą, na to hasło Skarabeusz odczuwalnie się ożywił i wzmożył czujność. Dawno temu skreślił ją jako realne zagrożenie i zazwyczaj nie reagował na jej obecność. Teraz było inaczej. Zaczął skanować dziewczynkę i najwyraźniej wykrył coś nietypowego w jej kieszeni. Mały przedmiot o dużej mocy.
- Jaime, twoja krewna posiada obiekt, który musi zostać zniszczony. Stanowi dla nas bezpośrednie zagrożenie.
Jaime zmarszczył brwi słuchając informacji towarzysza. Wszystko wskazywało na to, że sprawa jest poważna. To nie żadna zabawa. Milagro znalazła prawdziwy pierścień latarni. Ale niebieski? Istnieją inne niż zielone? I zaraz. Jak to zniszczony?! Jakie zagrożenie?!
- Uruchamiam działo energetyczne o mocy...
- Nie, czekaj! - wrzasnął chłopak i zerwał się z łóżka jak poparzony. Skrzyżował ręce na piersi w taki sposób, żeby uwięzić pięści pod pachami. Nie dawało to gwarancji, że Skarabeusz nie wystrzeli bez jego zgody, ale przynajmniej miał częściową kontrolę nad swoimi ruchami.
- Wierzę ci - kiwnął głową z szeroko otwartymi oczami. Zaraz potem spojrzał na nią przepraszająco i dodał: - Ale chyba będzie lepiej, jeśli... go oddasz.
- Mądra decyzja, Jaime - zaaprobował Skarabeusz.
Nastolatek nie miał pojęcia, dlaczego Khaji Da zareagował tak gwałtownie na pierścień. Co prawda często miał bardzo radykalne pomysły, ale tym razem mocno przesadził. W końcu Latarnie są dobre, prawda? Może niebieskie są inne? Latynos planował to jeszcze przedyskutować ze Skarabeuszem. Jednak sam również był w szoku. Jak jego siostra weszła w posiadanie tak potężnego przedmiotu? Znając ją, pewnie chciała go używać. Ale Jaime uważał, że była na to za młoda. Zbyt duże ryzyko, że stanie się jej krzywda. Sam ledwo sobie radził, zwłaszcza na początku. Jednak on nie miał wyboru - stał się dosłownie nierozłączny ze Skarabeuszem. Z pierścieniem sprawa wygląda inaczej.
--------------------

¡¿?!
 
 
 Milagro


Informacje
Imię i nazwisko: Milagro Reyes
Miasto: El Paso
Wiek: 12
Multikonta: Jedwabek, Omen
Karta Postaci: Klik
Wysłany: 2018-10-18, 01:54   

Spodziewała się jakiejś pogadanki moralizującej, że niby za młoda, za słaba, że to wielka odpowiedzialność i takie tam. Oczekiwała natomiast wsparcia i zrozumienia. Otrzymała za to rozdzierający krzyk i dziwną prośbę. Przecież czekała! Cofnęła się przestraszona gwałtowną reakcją brata tak szybko, że aż z hukiem wpadła na stojące za nią krzesło biurowe. Patrzyła się swoimi szeroko rozwartymi oczami w jego szeroko rozwarte oczy.
- Oddam? Niby komu? - zapytała podejrzliwie marszcząc brwi, jednocześnie wsadziła obie dłonie do kieszeni, a prawą zacisnęła na znajdującym się tam pierścieniu. Coś było ewidentnie nie tak. Zdawała sobie sprawę, jak niezwykła i potężna jest ta błyskotka, w końcu przeleciała za jej pomocą pół kosmosu w tę i z powrotem w jeden wieczór. Doskonale wiedziała, że to broń. Nie jakiś nieszkodliwy pistolet na wodę, a obiekt wielokrotnie bardziej niebezpieczny niż tysiąc głowic atomowych. Ale w czyich rękach taka broń była bardziej bezpieczna? Osoby wybranej do jej posiadania i jako tako przeszkolonej, czy jakiegoś laika, który jest zaledwie o kilka lat starszy? Do tego wszystkiego dochodziła jeszcze TA wizja. O nie! Nie odda nikomu pierścienia dopóki ten ktoś nie urwie jej z nim ręki. Zachowanie Jaime'go było konsternujące tym bardziej, że nie potrafiła zrozumieć powodu, a jedynym, jaki przychodził jej na myśl była... zazdrość? Czyżby braciszek był zły, że być może nie tylko on jeden w rodzinie ma supermoce? Jakoś to do niego nie pasowało.
- Dla kogo lepiej? O co ci w ogóle chodzi? - zacisnęła usta w cienką linię i patrząc spod byka zaczęła się bardzo powoli wycofywać w kierunku drzwi. Żałowała, że w ogóle przyszła do niego ze swoim problemem. Teraz fakt posiadania pierścienia przerastał ją jeszcze bardziej, a do tego dochodziło uczucie kompletnego braku zrozumienia i niedocenienie. Szybująca po wizycie na Odymie samoocena właśnie runęła z hukiem wbijając się na trzy piętra pod ziemię tylko i aż dlatego, że zabrakło jej aprobaty ze strony brata.
--------------------
 
 
 Jaime Reyes 


Informacje
Imię i nazwisko: Jaime Reyes
Pseudonim: Blue Beetle
Miasto: El Paso
Wiek: 16 lat
Frakcja: Heroes
Multikonta: Beast Boy, Martian Manhunter
Karta Postaci: Klik
Wysłany: 2018-10-18, 20:34   

Jaime wciąż nie potrafił przywyknąć do formy komunikacji Khaji Da. Jego łącze działało tylko w jedną stronę. On nie mógł mu odpowiadać telepatycznie. Kiedy tworzono Skarabeusza, pewnie nie przewidziano, że nosiciel może próbować się z nim porozumiewać. W założeniu miał być całkowicie posłuszny. Każda rozmowa ze Skarabeuszem dla postronnych była zlepkiem słów wyrwanym z kontekstu. Tak było i tym razem.
Jego raptowna reakcja na bodźce Skarabeusza przestraszyła Milagro. Trudno jej się dziwić. Nie mogła słyszeć głosu Khaji Da i nie zdawała sobie sprawy, jak blisko była od wysadzenia w powietrze. Zapewne wraz z pierścieniem i połową domu. Chłopak westchnął i rozluźnił się lekko. Uwolnił ręce, ale co chwilę je naprężał, jakby chciał zapobiec jakimś niekontrolowanym ruchom.
- Perdoname - przeprosił cicho. - Skarabeusz lubi proste rozwiązania.
- Preferuję skuteczne i permanentne rozwiązania - doprecyzował Khaji Da, ale Jaime nie zamierzał tego przekazywać. Później mu wyjaśni (po raz kolejny), że jego “skuteczność” nie jest warta ludzkiego życia.
- Słuchaj… Ten pierścień to poważna sprawa. Fajnie, że go znalazłaś, ale uważasz, że jesteś odpowiednią osobą do używania go? Masz dopiero dziesięć lat. - Nie potrafił ukryć powątpiewania w głosie.
Dobrze wiedział, co chodziło jej po głowie. Zamierzała sama dzierżyć pierścień i zwalczać przestępców. Jak jej hermano. Od dłuższego czasu już fantazjowała na ten temat. Jej zabawy były urocze. Ale teraz, gdy jej wymysły stały się nagle tak realne, trzeba zacząć się tym przejmować. I oczywiście jak na razie Jaime nie mógł dopuścić do siebie myśli, że jego młodsza siostrzyczka mogłaby razem z nich łapać niebezpiecznych przestępców.
Zastanawiał się, komu powinni przekazać pierścień. Bo jednak mimo nalegań Skarabeusza nie zamierzał go niszczyć. Niebieski pierścień wydawał się czymś bardziej niezwykłym niż nawet zielony pierścień. Ktoś doświadczony powinien się temu przyjrzeć. Może Ted? Nie, on pewnie spróbuje go przerobić na jakąś zabawkę do swojego arsenału. Ale zawsze można go poprosić o jakiś kontakt z Ligą.
- Myślę, że najlepiej go przekazać Zielonym Latarniom. Oni będą wiedzieli, co z tym zrobić - wyjaśnił.
- Błąd! Musisz unikać Korpusu Zielonych Latarni za wszelką cenę, Jaime! Zwłaszcza, kiedy mają przewagę liczebną - zaprotestował Khaji Da.
- Z tobą pogadam później, amigo - odparł Jaime patrząc wymownie w sufit. Najwyraźniej Skarabeusz odczuwał jakiś paniczny lęk w stosunku do Latarni. Nastolatek mógł się tylko domyślać, że jako wynalazek inwazyjnej rasy nie ma zbyt dobrych relacji z kosmicznymi stróżami porządku.
Wrócił wzrokiem do siostry. Miał nadzieję (wątłą, ale jednak), że zrozumie jego intencje i przyzna mu rację. Ale był też gotowy na falę sprzeciwu. Nawet ciekawiło go, jakich argumentów użyje, żeby go przekonać. Na niektóre był już gotowy. Oby tylko nie musiał odbierać jej pierścienia siłą.
--------------------

¡¿?!
 
 
 Milagro


Informacje
Imię i nazwisko: Milagro Reyes
Miasto: El Paso
Wiek: 12
Multikonta: Jedwabek, Omen
Karta Postaci: Klik
Wysłany: 2018-10-21, 15:24   

Wiedząc, jak blisko była od wysadzenia w powietrze prawdopodobnie byłaby jeszcze bardziej przestraszona, a tak przeszło jej po względnym uspokojeniu się brata i przeprosinach. Kiwnęła głową na znak zrozumienia. Wciąż trochę obawiała się posiadającego własną wolę kosmicznego pasożyta i jego potencjalnych, prostych rozwiązań, szczególnie gdy Jaime widocznie tracił nad nim kontrolę. Wysłuchała jego wywodu, wątpliwości oraz proponowanego rozwiązania stosunkowo spokojnie, założyła tylko ręce na piersiach wciąż trzymając pierścień w zaciśniętej, prawej dłoni. Zaciśniętej tak bardzo, że aż bielały jej knykcie.
- Nikomu go nie oddam - stwierdziła po dłuższej pauzie, wyraźnie naburmuszona. Patrzyła mu w oczy wzrokiem stanowczym, butnym ozdobionym drobnymi iskierkami złości - To on znalazł mnie. Jestem jedyną osobą na świecie, która może go używać - oznajmiła niczym najoczywistszą prawdę, po czym dodała już ciszej i półgębkiem, spoglądając gdzieś w bok, w kąt pokoju - Dałabym ci nawet spróbować, jakbym się nie bała, że go zabierzesz.
Gdy przeszła jej już trochę ekscytacja związana z nowymi mocami i podróżami międzygwiezdnymi sama nawet zastanawiała się, czy nie lepiej byłoby oddać pierścienia własnemu korpusowi na kilkuletnie przechowanie, aczkolwiek doszła do wniosku, że musiał istnieć powód, czemu otrzymała go tak wcześnie. Nie miała zamiaru się do tych rozważań jednak przyznawać, bo tylko przyznałaby bratu i jego obawom rację. Starsze latarnie wierzyły z resztą bezgranicznie w nieomylność błyskotek, więc jej samej też się trochę udzieliło. Dodatkowo lepiej mieć w sektorze słabą, zbyt młodą i niedoświadczoną latarnię na wszelki wypadek niż żadną, prawda? Gdyby Jaime to wiedział i znał stosunki między poszczególnymi korpusami, to by nawet nie zaproponował przekazywania przedmiotu Zielonym, bo te po skontaktowaniu się z odpowiednim kolorem najprawdopodobniej zwyczajnie oddałyby go prawowitej właścicielce. No dobrze, te ziemskie pewnie by się najpierw zawahały.
- No i nie zawsze będę miała dziesięć lat - powiedziała wciąż obrażonym tonem podchodząc z powrotem te kilka kroków do stojącego przy biurku krzesła, odwracając je frontem w kierunku brata i na nim siadając. Mebel był dla niej stanowczo za wysoki, więc nogami majtała w powietrzu, kilkanaście centymetrów nad ziemią. Może i zawsze chciała być superbohaterem, jednak do tej pory było to tylko głupie marzenie, beztroskie zabawy i wygłupy. Od kiedy to marzenie się urzeczywistniło jej spojrzenie na superbohaterstwo stało się odrobinę bardziej dojrzałe. Wszystkie dzieci, które chcą się stać strażakami, policjantami, balerinami, czy księżniczkami pomijają w swoich wyobrażeniach wszelkie wady tych zawodów. Dziesięcioletnie księżniczki, nawet te, które posiadają kucyka, niekoniecznie muszą być zadowolone ze swojego statusu, a na pewno nie czerpią z niego samej przyjemności.
- A na razie nie mam zamiaru bić się z przestępcami w El Paso, jeśli o to ci chodzi - sama wątpiła, czy zdoła podołać takim wyzwaniom, nawet z pomocą artefaktu - Niby z chęcią bym pomogła, ale... Mama by mnie za to zabiła. Ciebie dwa razy. Z resztą dajesz sobie sam radę, nie potrzebujesz compinche - powiedziała wzruszając ramionami, a w jej głosie pomimo zdenerwowania wątpliwościami i brakiem wsparcia dało się wychwycić nutkę dumy z heroicznych poczynań braciszka.
- Może... może i jeszcze nie jestem najbardziej odpowiednią osobą - przyznała spuszczając głowę - ale skoro głównym problemem jest wiek, to do bycia latarnią przecież dorosnę, jak do twojego roweru z wysoką ramą.
--------------------
 
 
 Jaime Reyes 


Informacje
Imię i nazwisko: Jaime Reyes
Pseudonim: Blue Beetle
Miasto: El Paso
Wiek: 16 lat
Frakcja: Heroes
Multikonta: Beast Boy, Martian Manhunter
Karta Postaci: Klik
Wysłany: 2018-10-26, 21:30   

Jaime przewrócił oczami i spojrzał z politowaniem na siostrę. Jej sprzeciw był do przewidzenia. Zdziwiłby się, gdyby od razu mu przytaknęła. Póki jednak Milagro nie poparła tego buntu jakimiś sensownymi argumentami, brzmiał on jak desperacka i dziecinna próba postawienia na swoim. Nastolatek już zbierał odpowiednie słowa, by przemówić jej do rozumu, gdy nagle wypaliła, że została wybrana przez pierścień.
Na chwilę go zatkało. Uchylił lekko usta w niemym “och”. To zmieniało postać rzeczy. Nie miał bladego pojęcia, jak działają pierścienie Latarni. Zresztą, zanim Milagro przyszła do jego pokoju, nie wiedział nawet, że istnieją jakieś inne korpusy poza zielonym i żółtym. Tak więc zaskoczeniem dla niego było, że pierścień sam sobie dobiera dzierżyciela.
Usiadł ponownie na łóżku, uświadamiając sobie jak znikoma jest jego wiedza na temat kosmicznych strażników. Ale wciąż mógł poddawać niektóre kwestie w wątpliwość. Skąd mogli wiedzieć, że pierścień wybrał właściwie? Może po prostu trafił w ręce najbliższej osoby, którą okazała się Milagro? Nie miał do niej żalu, że nie chciała mu go podać. Sam się obawiał, że Khaji Da od razu wykorzysta tę sposobność do zniszczenia “zagrożenia”. Nawet go jeszcze nie widział, ale nie wątpił, że młoda faktycznie go ma.
- Czyli też jesteś kosmicznym “elegido”. To jakaś nowa rodzinna tradycja? - mimowolnie uśmiechnął się pod nosem. Był bardziej zadumany niż rozbawiony.
Wciąż nie był pewien, dlaczego Skarabeusz wybrał akurat jego, pomimo kilku rozmów na ten temat. Jednak na pewno nie mógł zaprzeczyć, że to była selekcja, nie przypadek. Kordowi przez wiele lat nie udało się uruchomić urządzenia, zresztą Paco i Brenda też wcześniej znaleźli się w zasięgu Skarabeusza, ale to nie do nich się przyczepił. Milagro też chyba nie była jakaś wyjątkowa. Dość typowa dziewczynka, choć z buńczucznością odziedziczoną po matce. Oboje nie mogli mieć pewności co do tego, że są najbardziej odpowiednimi osobami do władania potężną kosmiczną technologią.
Kiedy siostra mówiła dalej, Jaime zauważył, że już zdążyła sobie to wszystko przemyśleć. I to całkiem rozsądnie jak na czwartoklasistkę. Był pod wrażeniem. Wciąż jednak miał spore wątpliwości.
- To… Bardzo dojrzałe podejście. Ale jakoś ciężko mi sobie wyobrazić, że mając takie cacko pod nosem potrafiłabyś się powstrzymać przed używaniem go przez kilka lat - powiedział, patrząc na nią znacząco. Szczerze mówiąc, nie wierzył, żeby wytrzymała choćby tydzień. Kalendarze adwentowe opróżniała w kilka dni. Choć to może nie jest najsprawiedliwsze porównanie... Zresztą, mogła ściągnąć na siebie kłopoty przez samo posiadanie pierścienia. Wystarczy, że dowie się o nim ktoś nieodpowiedni, a nie jest to tylko kwestia tego, czy Milagro potrafi trzymać język za zębami.
Uśmiechnął się lekko słysząc cichy komplement siostry. Przypomniał sobie, jak wiele sukcesów zawdzięczał pomocy innych osób i uśmiechowi losu. Jednak wolał o tym nie mówić, bo zamiast się przestraszyć, Milagro mogłaby uznać, że przyda mu się jej wsparcie.
- Bueno - wypalił po chwili milczenia, którą zajęło mu ponowne przemyślenie sytuacji. - Skoro twierdzisz, że zostałaś wybrana, to wstępnie załóżmy, że możesz zatrzymać pierścień. PERO. Musisz powiedzieć o tym rodzicom. Mama lepiej niż ja dopilnuje, żebyś przestrzegała swojego postanowienia. Segundo - skontaktujemy się z kimś, kto zna się na Latarniach. Wolę wiedzieć, czy to nie wiąże się z jakimś haczykiem. No i przy odrobinie szczęścia znajdziesz kogoś, kto będzie potrafił cię trenować w odpowiedni sposób.
Chyba musiał się pogodzić z faktem, że już niedługo jego siostra razem z nim będzie ratowała miasto. Może nawet świat. Jeszcze nie była na to gotowa, ale zamiast podcinać jej skrzydła, lepiej zadbać o jej rozwój. Jaime miał tylko nadzieję, że to się nie odwróci przeciwko niemu. Skarabeusz widocznie nienajlepiej dogadywał się z Latarniami. Może i uda się go do nich przyzwyczaić, ale gorzej, jeśli się okaże, że miał rację i spróbują go zamknąć w jakimś kosmicznym więzieniu. Chociaż, gdyby uznawali go za przestępcę, już chyba dawno by po niego przylecieli, prawda?
--------------------

¡¿?!
 
 
 Milagro


Informacje
Imię i nazwisko: Milagro Reyes
Miasto: El Paso
Wiek: 12
Multikonta: Jedwabek, Omen
Karta Postaci: Klik
Wysłany: 2018-11-17, 01:21   

Podciągnęła kolana pod brodę stawiając do tej pory dyndające stopy na krześle. Kiwnęła głową. Tak, zdecydowanie była wybrańcem, jedyną niebieską latarnią na cały sektor. Jedyną w promieniu kilkuset lat świetlnych. Jej samej było ciężko uwierzyć, że na całej Ziemi i kilku innych planetach w okolicy nie ma nawet jednej istoty bardziej nadającej się do tej roli. Teoretycznie znała kryteria wyboru pierścienia, ale nie bardzo rozumiała w jaki sposób je niby spełnia. Inne, spotkane na Odymie latarnie były najczęściej mędrcami, pustelnikami, kosmicznymi świętymi, czy przywódcami duchowymi, a tych na samej Ziemi przecież nie brakowało. Pozostawało jej mieć nadzieję, że błyskotka się nie myliła, albo chociaż w jakiś dziwny sposób przewidywała przyszłość i wiedziała, że Milagro zostanie kiedyś żeńskim Gandhim, albo chociaż Matką Teresą.
- Nigdy nie powiedziałam, że nie będę go używać - odpowiedziała cicho, kładąc podbródek na kolanach i obejmując swoje nogi ramionami. Wciąż nie wypuszczała pierścienia z zaciśniętej piąstki - Co komu dobrego przyniesie trzymanie go w sejfie do quinceañera? - zapytała unosząc jedną brew - Po prostu nie mam zamiaru się z nikim bić. Da się pomagać innym bez użycia przemocy i nie robiąc sobie od razu wrogów. Z mocami, czy bez, ale z mocami lepiej, łatwiej i szybciej - Już same obowiązki związane z wolontariatem w zoo wydawały się jej tysiąc razy prostsze. Przeniesienie dziesięciokilogramowych worków z karmą, kiedy jest się jakoś pięć razy silniejszym, albo zdjęcie z drzewa gibona do badań, kiedy umie się latać to wręcz pikuś. Poza tym nie tylko zwierzęta potrzebowały pomocy. Ewakuacja z terenów zagrożonych pożarem w Kalifornii, czy naprawa zniszczeń po huraganie we Florydzie to niekoniecznie były sprawy, którymi zajmowali się profesjonalni bohaterowie, a jednocześnie dobre, względnie bezpieczne okazje do samodzielnego treningu i oswajania się z nowymi mocami. Widać, że zdążyła sobie to wszystko przemyśleć. Oczywiście, że zdążyła! Przez ostatnie tygodnie sprawa pierścienia zaprzątała jej głowę non stop. Prawie zawaliła z tego wszystkiego kartkówkę z fizyki, bo nie mogła się skupić na nauce. Przemyślała praktycznie wszystko, no może poza faktem, że samo w sobie posiadanie tak potężnego przedmiotu mogło się równać tarapatom. Zwyczajnie nie mieściło jej się w głowie, że ktokolwiek chciałby atakować korpus pacyfistów w całym kosmosie kojarzony pozytywnie. Nie zrozumiałaby takiego zachowania tak samo, jak nie rozumiała wypisywanego sprayem na ścianach "fuck the police", a więc nawet nie pomyślała o takiej ewentualności.
- Nie obiecuję, że nie będę go używać, ale przysięgam, że nie będę się narażać na niebezpieczeństwo - oświadczyła wzniosłym tonem, prostując się i patrząc mu pewnie w oczy. Uśmiechnęła się, gdy brat zgodził się na zatrzymanie przez nią pierścienia, aczkolwiek uśmiech ten natychmiast zrzedł i przeobraził się w cienką kreskę zaciśniętych ust. Mama! Brrr! To właśnie jej reakcji na kosmiczny pierścień obawiała się najbardziej, a dotychczasowe zachowanie Jaime wcale jej nie uspokajało. Gorzej, hermano zareagował znacznie ostrzej niż się spodziewała, co tylko potęgowało jej strach.
- Pójdziesz... pójdziesz ze mną powiedzieć rodzicom? - zapytała się ze spuszczonym wzrokiem. Po zadanym pytaniu podniosła go i spojrzała na brata szczenięcymi oczkami. Nie oczekiwała, że Jaime przyzna się za nią, po prostu potrzebowała wsparcia, nawet symbolicznego, poczucia, że jeśli sytuacja stanie się całkiem zła to ktokolwiek stanie po jej stronie.
- Znam kilka Latarni! - rzuciła pamiętając o przyspieszonym szkoleniu na Odymie - Tylko poza układem słonecznym, nie wiem, czy trafię tam drugi raz... - stwierdziła strapiona, nie bardzo zdając sobie sprawę, że przyznała się właśnie do podróży międzygwiezdnych - Te na Ziemi są chyba wszystkie w Lidze. Myślisz, że da się z nimi skontaktować? - dla niej tak prominentni członkowie Ligi Sprawiedliwych, jak Batman, Superman, Wonder Woman, czy dowolna z Zielonych Latarni były osobami wręcz nieosiągalnymi, idolami i sławami, na które można było patrzeć tylko z daleka. Nawet jeśli wybrał ją pierścień, to był to przecież zupełnie inny kolor, a więc zielonych mógł albo w ogóle nie interesować, albo mogły się na nim nie znać. Z jakiegoś, sobie tylko znanego powodu wierzyła jednak, że prośby Jaime nawet tacy Bohaterowie nie zignorują. Przecież znał on już jednego członka Ligi osobiście!
--------------------
 
 
 Jaime Reyes 


Informacje
Imię i nazwisko: Jaime Reyes
Pseudonim: Blue Beetle
Miasto: El Paso
Wiek: 16 lat
Frakcja: Heroes
Multikonta: Beast Boy, Martian Manhunter
Karta Postaci: Klik
Wysłany: 2018-11-22, 19:12   

Chłopak przewrócił oczami z politowaniem, gdy siostra oznajmiła, że nie zamierza całkowicie zrezygnować z używania pierścienia na kilka lat. Oczywiście. Teraz to miało sens. Dobrze, że Jaime się upewnił.
- Na pewno uniknęłabyś wielu kłopotów - odparł, choć nie liczył, że to ją przekona. - Myślisz, że jak ty nikogo nie zaatakujesz, to nikt nie zaatakuje ciebie? Wystarczy, że świat się dowie, o małej Latarnii z nietypowym kolorem, która ściąga kotki z drzew i już ktoś może zechcieć zdobyć twój pierścień. Twój wiek będzie tylko zachęcał zbirów do próbowania.
Był pewien, że Niebieska Latarnia szybko stanie się sensacją. W dodatku pewnie na większą skalę niż Niebieski Żuk. Ale nie kierował się zazdrością narzucając jej ograniczenia. Po prostu się o nią martwił. Kosmiczna broń, czy portfel wypchany milionem dolarów - nie ważne, które z nich nosiłaby jawnie przy sobie Milagro, niektórzy przestępcy mogliby uznać ją za równie łatwy sposób na wzbogacenie się. To tylko jedna z pobudek, która mogłaby kierować kimś, kto zechciałby się dorwać do pierścienia. Dopóki młoda nie nauczy się bronić, Jaime wolał, żeby nikt niepowołany nie dowiedział się o nowej latarni na Ziemi. Nawet obietnice, że będzie na siebie uważała, go nie przekonywały.
Uśmiechnął się ponuro widząc przerażenie siostry na myśl o rozmowie z mamą. Zupełnie, jakby nie miała iść na spotkanie z troskliwą rodzicielką, tylko wprost przed oblicze śmierci. Jaime doskonale znał to uczucie. Pamiętał, jak sam zdecydował wyznać prawdę rodzicom. Dwa dni próbował się do tego przemóc. W końcu uznał, że lepiej się przyznać samemu, niż czekać, aż rodzice go na czymś przyłapią, czy dowiedzą się w inny sposób. A nie ulegało wątpliwości, że mama w końcu odkryje jego sekret. Za każdym razem, gdy wybierał się na “staż do pana Korda”, miał nieomylne przeczucie, że mama coś węszy. Zresztą Ted też nieraz musiał wymyślać przed nią wymówki.
- Jasne, że pójdę. Nie mógłbym tego przegapić - powiedział uszczypliwie, ale widząc, że hermana naprawdę się tym denerwuje, wstał i pogłaskał ją po ramieniu. - Będzie dobrze.
Sam starał się w to wierzyć. Z jednej strony może mama przemówi Milagro do rozumu, ale z drugiej, miał przeczucie, że to jemu się oberwie za całą sytuację. Może powinien zacząć tę rozmowę od “TO NIE MOJA WINA!”? Choć Milagro mogła to uznać za mało podtrzymujące na duchu…
Zainteresowała go informacja, że hermana zna jakieś Latarnie. A więc znalezienie jej nauczyciela mogło być łatwiejsze, niż przypuszczał… Zaraz. Czy ona powiedziała...
-Poza czym…?! - powtórzył zaskoczony. Przez chwilę wpatrywał się w nią wielkimi oczami, zastanawiając się, czy dobrze usłyszał.
- Powiedziała “poza układem słonecznym” - upewnił go Skarabeusz. - Odym znajduje się w sektorze 2628, w układzie gwiezdnym Polaris.
- Odym? - Jaime mruknął pod nosem marszcząc brwi. Jednak zaraz potrząsnął głową i wysnuł docelowy wniosek. - Byłaś już w kosmosie?!
Jemu zdarzyło się parę razy wylecieć poza orbitę, ale nigdy nie oddalił się tak bardzo od Ziemi, jak Milagro według informacji jej i Khaji Da.
- ... Wow. - Nie wiedział, jak inaczej mógł to skomentować. - O tym lepiej nie mów mamie. Ale ja chętnie posłucham. Jak tam było? Jakie są Niebieskie Latarnie?
Uśmiechnął się lekko i wrócił na łóżko, siadając z łokciami wspartymi na kolanach. Wciąż był w szoku, ale ciekawość zwyciężała.
- Myślę, że jak ładnie poproszę Teda, to pomoże nam skontaktować się z nimi - oznajmił. Drugi Beetle, jako oficjalny członek Ligi Sprawiedliwych, teoretycznie nie powinien mieć dobre źródło komunikacji z Latarniami. Jaime zakładał, że nie zignorują wiadomości o nowej dzierżycielce pierścienia na Ziemi. I to w dodatku niebieskiego pierścienia. Miał tylko nadzieję, że ten kolor nie oznacza problemów. A przynajmniej nie większych niż sam fakt posiadania kosmicznej broni przez dziesięciolatkę. Liczył na to, że ktoś zechce pomóc Milagro w opanowaniu nowych umiejętności. Na pewno Zielone Latarnie zajmą się tym lepiej niż on.
--------------------

¡¿?!
 
 
 Milagro


Informacje
Imię i nazwisko: Milagro Reyes
Miasto: El Paso
Wiek: 12
Multikonta: Jedwabek, Omen
Karta Postaci: Klik
Wysłany: 2018-12-03, 12:37   

To był tylko dotyk, taki krótki, w akompaniamencie zaledwie dwóch słów, ale ta głaszcząca ręka podniosła ją na duchu do stopnia, w którym nawet uśmiechnęła się z ulgą. Dokładnie tego potrzebowała od samego początku: zaakceptowania jej samodzielnej decyzji i wsparcia. Wyraźnie się rozluźniła, odchyliła nawet do tyłu opierając plecy na oparciu biurowego krzesła.
- Uhum! - przytaknęła - Dwa razy! Raz niechcący i raz z ciekawości. Wiedziałeś, że amerykańska flaga na Księżycu rzeczywiście całkiem wyblakła? - zapytała z entuzjazmem, jakby się właśnie chwaliła odkryciem nowego kontynentu, albo chociaż nowego pierwiastka chemicznego.
- Skąd wiesz, że Odym? - zerwała się do prostego siadu zaskoczona. W wieku dziesięciu lat słuch ma się jeszcze na tyle dobry, by słyszeć wysokie tony, na granicy ultradźwięków i mruczenie pod nosem na graniczy szeptu. Nie było to podejrzliwe zaskoczenie, a raczej to z rodzaju pozytywnych. Zawsze uważała hermano za niesamowicie mądrego, w końcu to on wytłumaczył jej procenty i jak skutecznie mnożyć na placach przez dziewięć, mimo to nie spodziewała się po nim znajomości najważniejszych, nieznanych ludzkości planet Drogi Mlecznej. Miała się już nawet zapytać, czy Jaime już kiedyś odwiedził Odym, jednak jego kolejne pytania zdecydowanie temu przeczyły.
- Jak było? - powtórzyła zastanawiając się nad wyborem najtrafniejszych słów. Rozwarła do tej pory kurczowo zaciśniętą dłoń i zajrzała do środka, na schowany w niej przedmiot. Przypatrywała mu się dobre kilka sekund aż w końcu potrząsnęła głową odrzucając włosy z twarzy i spojrzała na Jaime oczami pełnymi ekscytacji - Niesamowicie! - zawołała na tyle głośno, że mogła tym okrzykiem nawet obudzić rodziców - Jeśli Ziemia jest błękitną planetą, to Odym jest najbłękitniejszą - kontynuowała już odrobinę ciszej - W ogóle wszystko wygląda tam obłędnie. Rośliny mają taaaakie wielkie liście i czasem tak dziwnie pokręcone kwiaty i owoce, że można je pomylić ze zwierzętami, które są jeszcze dziwaczniejsze! Każdy chyba-ptak, jakiego widziałam był piękniejszy i bardziej kolorowy niż najbardziej pstrokate, ziemskie papugi i wiesz, że w ogóle się nie bały? Jadły mi nawet z ręki. Miały niby dosyć straszne, dinozaurzaste dzioby, ale nie straciłam żadnego palca - opowiadała w międzyczasie zakładając pierścień na środkowy palec prawej ręki oraz wstając z krzesła. Chodziła po całym pokoju i zawzięcie gestykulowała próbując jak najdokładniej opisać tę Cameronowską Pandorę na LSD.
- Na całej planecie nie ma nawet jednego miasta, nawet jednego budynku. Niebieskie Latarnie żyją w zgodzie z przyrodą i podobno te ważne i tak nie mają czasu na przesiadywanie na planecie. Te które mimo wszystko były na Odymie kręciły się głównie wokół Baterii i były, hmmm, niesamowicie miłe. Tak szczerze. W sumie ciężko ocenić wyraz twarzy kosmitów z wieloma oczami, trąbą zamiast nosa, albo kilkoma głowami, ale większość uśmiechała się witając mnie i wydawała się być zaciekawiona - opowiadała z taką nonszalancją, jakby właśnie streszczała wycieczkę szkolną do rezerwatu Indian, a nie kontakt z obcymi formami życia w odległym układzie gwiezdnym.
- Oprowadzili mnie po okolicy, opowiedzieli trochę o korpusie, pokazali z grubsza jak używać pierścienia, dali prowiant na drogę i odesłali z powrotem na Ziemię. Było fajnie! Szkoda tylko, że tak krótko - zakończyła robiąc strapioną minkę. Prawdę mówiąc trening odbyty na Odymie był bardziej prezentacją możliwości pierścienia, krótką instrukcją niż rzeczywiście fundamentalnym kursem pokrywającym każdy, możliwy aspekt działania broni. Milagro wciąż czuła się z mocami dosyć niepewnie, jak już latała to nie do końca kontrolowanie, czasem się zataczając, jak tworzyła konstrukty, to tylko przy niesamowitym skupieniu, a zdalne zajrzenie do kosmicznej encyklopedii zajęło jej pięć dni tylko po to, żeby stwierdzić, że i tak nic nie rozumie.
- Gracias - powiedziała siadając koło Jaime na łóżku, obejmując go i ściskając z całej siły. Do tej pory każda z Latarni, które spotkała była dla niej życzliwa i pomocna, więc teoretycznie nie miała żadnych powodów do obaw, nawet była trochę podekscytowana możliwością spotkania z jednym z prawdziwych bohaterów. Mimo to każda do tej pory spotkana Latarnia była niebieską i nie człowiekiem. Gdzieś głęboko w podświadomości ogarniał ją być może irracjonalny niepokój. Bezpodstawna trema? Kto wie?
--------------------
  
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu  
Zasady Postowania Opcje
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

 
Jumpbox
Skocz do:  


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Theme Abreo_LoteQ Created by Phantom © 2008-2009


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 8