DC Universe
» Rozgrywka » Star City » Verdant


Verdant
Autor Wiadomość
 Sara Lance 
Ta-er al-Safer


Informacje
Imię i nazwisko: Sara Lance
Pseudonim: White Canary
Miasto: Star City
Wiek: 29 lat
Grupa: Heroes - Team Arrow
Karta Postaci: Klik
Relacje: Klik
Wysłany: 2018-03-05, 16:00   

Ona? Nawet nie zareagowała na wymioty, nawet nie wzdrygnęła się kiedy opowiadał takie rzeczy o swoich zamiarach. Najprościej w świecie nie ruszały ją takie widoki czy takie słowa, chociaż gdzieś w środku poczuła współczucie i chęć zrozumienia, dlaczego z jego ust wypłynęły takie słowa. Dlaczego mówił o kimś dla niego - wyraźnie - bardzo ważnym? Od razu przez myśl przeszło jej, że chodziło mu o kogoś spoza drużyny. O ile nic się nie zmieniło przez ostatnie miesiące oczywiście, bo z tego co się zdążyła zorientować, każdy był cały i zdrowy. Ostatnie dwa miesiące spędziła całkowicie odcięta od świata, bez żadnego kontaktu z drużyną - z resztą całkowicie celowo, ale jej przerwa była zupełnie czymś innym, co teraz odróżniało ją i Roya. On, w czasie jej nieobecności stracił w życiu za wiele aby dało się to zliczyć. Tutaj już nie chodziło o własną utratę życia, nad którą rozpaczał każdy. On stracił kogoś o wiele ważniejszego, a one zupełnie nie miały świadomości, kogo takiego. Może Thea wiedziała, w końcu byli swego czasu razem jako para, tak samo wiedziała o jego uzależnieniu w przeciwieństwie do Lance. Wygląda na to, że najmniej doinformowana jest właśnie ona.

Wiedziała, że jej słowa do niego na pewno nie przemówią, a przynajmniej nie tak jak powinny. O tyle dobrze, że była tu jeszcze osoba, z którą Roy ma wyraźnie lepszy kontakt. Zdecydowanie lepszy kontakt, warto zauważyć. W końcu do Sary już zdążył przystawić broń, a do niej? Wahał się chyba. Widziała to aż zbyt wyraźnie.

- Jestem tu pierwszy raz od dłuższego czasu - stwierdziła prosto, wiedząc że w tym stanie ciężko z jego zrozumieniem niektórych kwestii mówionych. Nie będzie mu wyjaśniała całego tego wywodu o tym, czemu przez ponad rok była zupełnie nieobecna w życiu Drużyny, bo i tak przez głód narkotykowy zrozumie tylko to, co chce załapać. I tak istnieje ryzyko, że zrozumie tylko pół jej odpowiedzi bądź przekręci na swoje. - O kogo mu może chodzić? - skierowała się jednak do Queen mając nadzieję, że albo jej odpowie, albo przekieruje pytanie do niego.

Chciała dodać coś jeszcze, ale wtedy znowu miał atak. Od razu w jej oczy rzucił się błysk diody z mechanicznego ramienia, co było dla niej natychmiastowym sygnałem żeby zareagować, a przynajmniej przygotować się do ewentualnej walki. Nie minęły trzy sekundy, a Sara już miała w rękach obie metalowe pałki i stała krok za Speedy, gotowa do akcji. Największym błędem w tym momencie będzie podejście do niego. Wolała zachować ostrożność, bo skoro z taką łatwością rozwalił stół, również i ją wyśle na tamten świat. Szczególnie skoro ma takie a nie inne problemy z rozwagą.
--------------------

#ADE5F7
 
 
 Thea Queen 
The fastest archer


Informacje
Imię i nazwisko: Thea Daerden Queen
Pseudonim: Speedy, Mia Merlyn
Miasto: Star City
Wiek: 25 lat
Grupa: Team Arrow
Multikonta: Lisa Snart, Mur, Huntress, [Carol Ferris]
Karta Postaci: Klik
Relacje: Klik
Wysłany: 2018-03-14, 22:16   

Lata pracy nad sobą najwyraźniej nie poszły na marne, bo mimo wszystko Thea potrafiła zachować względny spokój. Choć jednak na zewnątrz wyglądała niczym profesjonalistka, to kłamstwem byłoby stwierdzenie, że emocje w żaden sposób na nią nie oddziaływały. Na razie trzymała je w pewien sposób na smyczy, jednak trudno było powiedzieć, w którym momencie w końcu się zerwą. Byłoby to... problematyczne. Roy potrzebował pomocy. Nieważne, co stało się kiedyś i w jakim był stanie, trzeba było mu pomóc. Poza tym miło by było ograniczyć straty do minimum – zarówno w przypadku sprzętu, jak i ludzi.
Próbowała wyłapać sens słów Roya, jednak niezbyt dobrze jej to szło. Czegoś potrzebował. I szukał mordercy. Jednak... czyjego? Kto kogo zabił? Dlaczego aż tak Roy się tym przejmował? I czego potrzebował stąd? Najłatwiej chyba było najpierw go uspokoić, a potem powoli przejść do odpowiedzi, jednak i to nie było proste.
W momencie, gdy Thea usłyszała, że mężczyzna szuka winnego w Sarze, odruchowo stanęła tak, by zasłonić kobietę. Coś podświadomie jej mówiło, że nawet w takim stanie była względnie bezpieczna, czego nie można było powiedzieć o Kanarku. No... pomijając fakt, że ta umiała się bronić. Thea nie miała jednak ochoty na rozdzielanie walczącej dwójki ani na patrzenie, jak kryjówka kończy zdewastowana. Na pewno dało się to załatwić w inny sposób.
Słysząc pytanie Sary, zerknęła na nią przelotnie i pokręciła głową, dając do zrozumienia, że sama nie ma bladego pojęcia, o kogo może chodzić. "Maleńka"... Wbrew sobie Thea poczuła lekkie ukłucie zazdrości. Starała się jakoś odseparować od życia Roya i zająć swoim własnym, więc niezbyt kojarzyła, co się z nim działo, szczególnie ostatnio. Jeśli ułożył sobie przez ten czas życie, nie powinna mieć nic przeciwko. To, co było między nimi, już dawno się skończyło. Nie powinna więc się też złościć, nawet jeśli gniew wciąż w niej buzował, ale równocześnie miała chyba wciąż prawo, by... po prostu się martwić. Szczególnie gdy wyglądało na to, że cokolwiek, co mężczyźnie udało się przez ostatnie lata osiągnąć, zdobyć czy ułożyć, całkiem legło w gruzach.
Wzięła głębszy wdech i ponownie bliżej do niego podeszła, nawet jeśli nie było to do końca mądre. Jej uwadze nie umknęło ramię, jednak – ponownie – nie było teraz czasu na pytania.
Roy — powtórzyła jego imię, tym razem łagodniej. Chciała zwrócić jego uwagę i tym drobnym impulsem choć trochę do niego dotrzeć. Doskonale wiedziała, jak czasem trudne to bywa, jeśli chodziło o narkomanów. W końcu kiedyś sama była taka. — Możemy ci pomóc. Twoje rzeczy wciąż są, po prostu nie tutaj. A jeśli się uspokoisz i wytłumaczysz, o co chodzi, możemy ci pomóc tym bardziej. Ja mogę ci pomóc.
Odsunęła cały gniew gdzieś daleko. Nawet jeśli w pierwszej chwili miała na to ochotę, nie mogła mu teraz robić wyrzutów. Naprawdę by sobie nie wybaczyła, gdyby ponownie wszystko się posypało przez jej upór i dumę.
Mając świadomość, jak bardzo jest to ryzykowane, położyła niepewnie i delikatnie swoją dłoń na jego ramieniu. Tym, które nie błyskało niebezpieczną czerwienią.
Spójrz na mnie, Roy. Nie jesteś teraz wśród wrogów. Przecież wiesz. Przecież nas znasz.
--------------------
 
 
 
 Arsenal 
Cavalery is here!


Informacje
Imię i nazwisko: Roy William Harper, Junior
Pseudonim: Obecnie: Arsenal. Kiedyś: Speedy, Red Arrow
Miasto: Star City
Wiek: 23
Grupa: Heroes / Dawniej: Team Arrow
Wysłany: 2018-03-16, 11:53   

- Thea, to nie jest dobry pomysł - wydyszał, już nieco przytomniej, a łzy napierały, próbowały przelać się przez zaciśnięte z całej siły powieki - Po prostu zostawcie mnie teraz. Jesteś ostatnią osobą, która powinna mnie tak teraz oglądać.

Po tych słowach zacisnął silnie pięści i spróbował uspokoić oddech. Nie udało mu się, a dłoń na jego ramieniu wbrew pozorom wcale mu tego nie ułatwiała. Za to jego cybernetyczne ramię tak bardzo zaczęło drażnić i\szarpać jego nerwy, że musiał sięgnąć do niego zdrową dłonią. Przekręcił w kilku miejscach coś na ramieniu, dało się słyszeć trzaski i ocieranie się o siebie metalu, a po chwili pstryknięcie, kiedy to metal odskoczył wychodząc gładko z ciała Roya. Uniósł je w lewej ręce i ułożył przed swoją i Thei twarzą. Trzymał je w ten sposób kilka sekund, po czym zerknął na swoją byłą dziewczynę.

- Fajna sztuczka, co? - powiedział gorzkim tonem z czymś, co było jedynie parodią uśmiechu - Mogę tego używać jak drapaczki po plecach, wiesz? Cholernie użyteczne. Naprawdę fajna zabawka. Daje sporo frajdy. Tylko ten... ten ból - słowa płynęły z jego ust powoli, póki co zdawał się tak naprawdę mówić bardziej do siebie niż do kobiet obecnych z nim w pomieszczeniu -Nie zagoi się to, nie odrośnie. Nawet proteza nie działa w pełni. Tkanka została naruszona i zatruta, wiesz? Jakimś świństwem. Uniemożliwia gojenie się i zrastanie się ran.

-[b] żeby było weselej
- dodał, a na jego twarzy pojawił się uśmiech. Szaleńczy i obłąkańczy - to ten specyfik drażni całą strukturę nerwową. Nawet proste zaciśnięcie palców boli tak, jakby Ci wbijano szpile w uszy. Albo jakby, jakby Ci... jakby wbijali drzazgi pod paznokcie, a potem je zdejmowali. Gołe palce, bez paznokci... Samo mięso. Samo mięso, to moje ramię. Pół sekundy i nie miałem ramienia. Jeszcze mniej i nie miałem... nie miałem mojej małej... mojej malutkiej, mojej kochanej... szalone, prawda? Jestem szalony? Jestem?!

Spojrzał wprost na nią, jego oczy płonęły, niemal dało się w nich dostrzec ogień odbijający się w źrenicach. Patrzył na Theę z wyczekiwaniem, jak skazaniec oczekujący wyroku. Stoczył się na sam dół po raz kolejny, tym razem jednak wykopał sam sobie dół, w którym zaczął się zakopywać. Znowu zaczął pić, znowu zaczął brać narkotyki. A teraz chciał okraść swoich dawnych przyjaciół i byłą dziewczynę. Wiedział, że jest szalony, ale szczerze? Nie chciał tego zmieniać. Nie chciał znowu zakładać maski, ani dosłownie, ani w przenośni.
--------------------
Hello sweety.
 
 
 Sara Lance 
Ta-er al-Safer


Informacje
Imię i nazwisko: Sara Lance
Pseudonim: White Canary
Miasto: Star City
Wiek: 29 lat
Grupa: Heroes - Team Arrow
Karta Postaci: Klik
Relacje: Klik
Wysłany: 2018-03-17, 01:48   

Obserwowała rozwoj wydarzeń bardzo uważnie, uważając aby niczego nie przeoczyć. żadnego ruchu, drgnięcia, zmiany mimiki twarzy. W tym stanie nie potrafiła zaufać mu na tyle, aby pozostawić go samego sobie. Dopiero co miał wybuch nieopanowanej agresji i ucierpiał na tym niewinny stół, który na litość boską nie zrobił nikomu krzywdy. Nie złamał nikomu najmniejszego paluszka u stopy, nikt się na nim nie wywrócił i nie wybił zębów. No dobra, kilka osób na niego wpadło, ale to na poprzednie jego wersje. W sumie to czemu ja się rozczulam nad stołem? Royowi zawinił, skoro go rozwalił. Zupełnie, jak laptop Ziobrze. W końcu doszło do morderstwa stołu i w związku z tą wielką zbrodnią, która miała miejsce, uruchomiony zostanie cały aparat państwa aby ścigać Harpera za to brutalne morderstwo.

I teraz, ku zaskoczeniu Sary, odłączył cybernetyczne ramię. Co prawda to prawda: szło się domyślić, że taka możliwość występuje. Dla niej technika jest wciąż zagadką, chociaż już i tak była bliżej niż dalej, ale takie protezy? Wiele się zmieniło od ostatniego spotkania, o tym już dawno wiedziała, ale teraz zostało to szczególnie podkreślone przez uniesienie brwi. Same słowa Harpera przekonały ją do tego, że już nastąpiła poprawa w jego zachowaniu względem tego sprzed kilku chwil.

Słuchała go uważnie, aby nie umknęło zupełnie nic. Tak jak obserwowała jego zachowanie chwilę temu żeby przypadkiem nie przyszło mu do głowy zaatakowanie Thei tą mechaniczną ręką, tak teraz słuchała jego słów aby wyłonić jakiekolwiek kolejne informacje. Nawet ten uśmiech nie dawał jej żadnego zapewnienia o spokojnym rozwoju sytuacji. Podeszła do drugiego, nietkniętego przez Roya stołu, odłożyła swoje bronie i oparła się o blat rękoma. Doszła do wniosku, że z każdym kolejnym słowem chłopaka rozumiała coraz mniej. Spojrzała porozumiewawczo na Theę, mając ogromną nadzieję na to, że coś jej powie na temat ostatnich wydarzeń. Ale już ostatnio skończyło się to kompletnym fiaskiem.

- Może zaczniemy jednak od początku? Kto? - zapytała, ale po chwili pokręciła stanowczo głową. - Kto ci to zrobił? Ręki nie odzyskasz, ale zemstę za nia możesz mieć - dodała dla poprawki. I chociaż nie powinna go do tego zachęcać, sama odczuwała chęć zemsty za swoją własną śmierć. Nie mówiła tego otwarcie, ale gdzieś w środku gotowało się w niej, że sprawca tego czynu po prostu żyje. Rozumiała więc pragnienia rudowłosego, chyba nawet bardziej niż kto inny. - I równie ważne: kto zginął? O kim mówisz? Chcemy wiedzieć, kim jest ta "Malutka", bo może nam to pomóc w działaniu. - Posłała mu spojrzenie jakby chciała powiedzieć "doskonale wiem, o czym mówisz, ale musisz wziąć się w garść to ci pomożemy". Nie było to jednak takie proste, nie była w końcu telepatą aby mu to w ten sposób przekazać.
--------------------

#ADE5F7
 
 
 Thea Queen 
The fastest archer


Informacje
Imię i nazwisko: Thea Daerden Queen
Pseudonim: Speedy, Mia Merlyn
Miasto: Star City
Wiek: 25 lat
Grupa: Team Arrow
Multikonta: Lisa Snart, Mur, Huntress, [Carol Ferris]
Karta Postaci: Klik
Relacje: Klik
Wysłany: 2018-03-22, 04:38   

A ja myślę, że wręcz przeciwnie — stanowczo zaoponowała. Domyślała się, że to musiało być dla niego w pewien sposób wstydliwe, upokarzające lub że po prostu nie chciał jeszcze bardziej niszczyć swojego obrazu w jej głowie. Z drugiej jednak strony... kto, jak nie ona, powinien go teraz widzieć i mu pomóc? Wiele się między nimi stało, zarówno tych dobrych, jak i złych rzeczy. Nieraz widzieli się nawzajem w najgorszym stanie, nawet jeśli żadne nie chciało się tak pokazać przed drugim. Po to były bliskie osoby, by pomagać w takich chwilach, czyż nie? Choć można było poddać pod wątpliwość, czy ich wciąż to dotyczyło... Poróżniło ich więcej, niż byli w stanie zaakceptować. Kłamstwem jednak by było, gdyby powiedzieć, że wciąż im na sobie nie zależało.
Widząc, co Roy robi ze swoją ręką, a raczej... protezą, Thea spięła się, czując, jak nieprzyjemny dreszcz przechodzi przez jej ciało. Fakt, zwróciła uwagę, że coś jest nie tak z ramieniem Roya, ale nie spodziewała się całkowitego jego braku. A może... nie chciała się tego spodziewać? Utrata kończyny nie była w końcu czymś łatwym do zaakceptowania. A gdy dodatkowo Roy dodał związane z tym szczegóły, Thea już całkiem zapomniała o gniewie, umiejąc się tylko zastanawiać nad tym, co dokładnie się stało, że jej były facet jest w takim stanie. W co się znowu wpakował...?
Pytania Sary były logiczne i jak najbardziej na miejscu. Prawdopodobnie sama Thea by je zadała, gdyby nie to, że nie była w stanie emocjonalnie zdystansować się od sytuacji, przez co wypadła z rezonu. Sarze było w tej sytuacji zdecydowanie łatwiej, w końcu nie była nigdy tak związana z Royem, jak właśnie ona. Ale to dobrze. Potrzeba było teraz zarówno kogoś, kto na spokojnie i z opanowaniem podejdzie do sytuacji, jak i kogoś, kto będzie w stanie oddziaływać na uczucia Roya. Odpowiednie połączenie tego dawało im choć cień szansy na sukces.
Dlatego też, choć Sara zadała te najważniejsze pytania, mające wyjaśnić sytuację, to Thea zajęła się clue wywodu mężczyzny. Na jego pytanie o własne szaleństwo, nie odwróciła wzroku. Wręcz przeciwnie – wciąż pewnie patrzyła w jego oczy, równocześnie redukując odległość między nimi tak, by mogła ująć twarz Roya w swoje dłonie. Czy pozwalała sobie na zbyt wiele? Może. Ale jak ktoś, komu swego czasu Arsenal oddał serce, chyba miała prawo chociaż do tego.
Nie jesteś szalony. — Czuć było, że wierzy we własne słowa. Mimo że widziała, że mężczyzna jest na granicy, wciąż wierzyła, że ten ma szansę na powrót. Nie było to coś prostego, oczywiście, ale na pewno nie niemożliwego. Zawsze była jakaś szansa, jakaś możliwość. Czy nie tego uczył ich Oliver? — Ty po prostu... bardzo cierpisz. Ale cierpienie jest normalne.
Pytaniem pozostawało, czy Roy nie poddał mu się za bardzo. Każdy miał prawo, by pozwolić sobie na przeżywanie swojego bólu, ale wszystko miało granice. Mężczyzna albo na niej oscylował, albo zdecydowanie ją przekroczył. Thea obstawiała to drugie.
Po prostu pozwól sobie pomóc. Powiedz nam.
--------------------
 
 
 
 Arsenal 
Cavalery is here!


Informacje
Imię i nazwisko: Roy William Harper, Junior
Pseudonim: Obecnie: Arsenal. Kiedyś: Speedy, Red Arrow
Miasto: Star City
Wiek: 23
Grupa: Heroes / Dawniej: Team Arrow
Wysłany: 2018-03-22, 09:36   

Zadawały mu pytania, a on nie był w stanie zebrać myśli. Uniósł swoje ramię na wysokość twarzy i patrzył jak ze szpikulca na jego końca, który wbijał sobie w mięso ciała skapuje powoli zielona maź. Jego zdrowe, lewe ramię drżało kiedy rozprostował palce, a cybernetyczna proteza uderzyła o ziemię. Niezbyt zgrabnym ruchem sięgnął do kieszeni kompletnie ignorując obie kobiety i wydobył z niej małą fiolkę z kapsułkami. Wyjął jedną z nich i szybko wsunął sobie w usta. Przełknął i odchylił głowę do tyłu, unosząc brodę, a przełknięta kapsułka trafiła do jego organizmu wypełniając je chwilowym spokojem. źrenice zabłyszczały mu, kurcząc się i rozszerzając naprzemiennie przez chwilę, po czym ustabilizowały się, a ich kolor wydawał się teraz jaśniejszy, a spojrzenie czystsze i przytomniejsze.

- Ta... "Maleńka" to moja córka. To była moja mała córeczka! - wydyszał, patrząc wprost w oczy Thei, która właśnie objęła jego twarz swoimi dłońmi - Moja mała Lian... Martwa. Nie ma jej, nie ma nikogo już. Rozumiecie?! - zerwał, wyrywając się z tych współczujących min - Zabił mi córkę!! Dziecko, moje dziecko! A ja nawet o tym nie wiedziałem... Nie mogłem nic zrobić, nie było mnie przy niej... Nie pożegnałem się nawet, nie powiedziałem jej, że ją kocham po raz ostatni. Nie okłamałem jej, że wszystko będzie dobrze, nie uspokoiłem. Była sama, rozumiecie?! SAMA! Pięcioletnie dziecko umierało samo do cholery! Nikt... nikt nie trzymał jej wtedy w ramionach, nikt nie pogłaskał, nie przytulił, nie pomógł.

Jego głos załamał się, sam nie wiedział, czy to z poczucia bezsiły i smutku, czy może narastającego w nim gniewu i wściekłości. Zapewne wszystkie te uczucia i emocje były przyczyną. Popatrzył po obu kobietach i zgrzytnął zębami, splunął za siebie i wbił sobie z powrotem protezę w ramię, mięśnie na twarzy drgnęły mu z bólu, oczy zaszkliły się jeszcze bardziej, a całe ciało zaczęło po prostu drżeć tak, jakby miał gorączkę.

- Nie potrzebne mi współczucie - powiedział odwracając się do nich tyłem i kierując się w stronę miejsca, gdzie trzymali gadżety i broń - Mam dość słuchania ludzi mówiących mi jak powinienem teraz postąpić. Jestem chory od słuchania tego! - znalazł kołczan, a w środku strzały. Przerzucił sobie go przez plecy, a do kieszeni zaczął pchać trybiki, śrubki i co tylko znalazł na stole laboratoryjnym. Potrzebował materiałów, z których wykona kolejne strzały - Więc przedstawienie skończone. Zabieram swoje rzeczy i żegnam.

Normalnie nigdy nie chciałby tak potraktować nikogo, ale ból i strata były tak silne, że przyćmiły jego empatię. Chciał tylko się stąd wydostać, zdobyć nową działkę narkotyku, kupić kolejne butelki whisky i tak spędzić dzień, może od czasu do czasu grzebiąc przy swoich strzałach tworząc coraz to nowsze i bardziej śmiercionośne wersje pocisków. Nie miał ochoty patrzeć w twarze innych osób, pełne albo pogardy, albo współczucia i żalu. Na pewno nie chciał teraz patrzeć na Theę, przypominała mu zbyt wiele z dawnych, szczęśliwych lat. A teraz nie był szczęśliwy i nie chciał być. Chciał tylko znowu odlecieć.
--------------------
Hello sweety.
 
 
 Sara Lance 
Ta-er al-Safer


Informacje
Imię i nazwisko: Sara Lance
Pseudonim: White Canary
Miasto: Star City
Wiek: 29 lat
Grupa: Heroes - Team Arrow
Karta Postaci: Klik
Relacje: Klik
Wysłany: 2018-03-23, 11:33   

Tak jak jeszcze niedawno to ona zadała wszelkie potrzebne pytania, tak teraz milczała jak grób, słuchając odpowiedzi. Nie wchodziła mu w słowo z czystej grzeczności, jaką nie grzeszy. Czasami potrafiła naprawdę, przerwać komuś zanim cokolwiek powie, ale tylko w przypadku jak sprawa jest niecierpiąca jakiegokolwiek powstrzymania. Teraz jednak nie miała nic do dodania, a jego słowa doprowadziły ją do zastanowienia. Pamiętała swoje spotkanie z ojcem po tych latach, kiedy była uznawana za zmarłą. Porównując ich reakcje zdała sobie sprawę, że dokładnie tak samo czuł się ojciec. Stracił swoją ukochaną córeczkę, zaczął obwiniać o to Olivera. Roy wcale się nie różni od Quentina pod tym kątem. On też uciekł w nałogi, chcąc zapomnieć o stracie. Też obwiniał cały świat. Przynajmniej tak słyszała od swojej siostry.

Ale w jego przypadku nie dojdzie do nagłego odnalezienia kochanej córeczki. Ona nie zaginęła na morzu z szansą na uratowanie, chociaż oficjalnie każdy zginął. Lian zginęła.

Zacisnęła zęby, odsuwając się od stołu i obserwując jego dalsze poczynania. Najpierw przyłączył protezę, co wyglądało naprawdę boleśnie, odsunął się od Thei, co wzbudziło jej podejrzenia czy przypadkiem czegoś nie spróbuje. Na całe szczęście było już w miarę dobrze, nie próbował jej krzywdzić. Zajął się sobą, oprzytomniał. Szkoda, że dopiero teraz cokolwiek stało się zrozumiałe. W końcu wydało się czego potrzebował: sprzętu. Sprzętu potrzebnego mu w zemście. Odwróciła się tyłem do blatu, o który się oparła pośladkami i dłońmi, naciskając na krawędź jego powierzchni.

- Nie potrzebujesz pomocy jako pocieszenia, a pomocy w załatwieniu winowajcy - stwierdziła poważnie, obserwując jak nogi wiodą go prosto do góry. Sara nie była od pocieszania w takich sprawach, wolała szczerze podejść do takich spraw bezpośrednio. Takiemu człowiekowi nie pomożesz pocieszaniem go. - I, nie wiem jak Thea, ale mogę pomóc. Jesteś, a przynajmniej byłeś częścią naszej drużyny. Drużyna działa razem, i tym podobne, ale nie chodzi mi teraz o pocieszanie, to oczywiste. - Nie oczekiwała, że zgodzi się i zostanie. Nie będzie przecież go tutaj trzymała na siłę, szczególnie po takim pokazie. To wcale nie pomoże, a nawet i zaszkodz.
--------------------

#ADE5F7
 
 
 Thea Queen 
The fastest archer


Informacje
Imię i nazwisko: Thea Daerden Queen
Pseudonim: Speedy, Mia Merlyn
Miasto: Star City
Wiek: 25 lat
Grupa: Team Arrow
Multikonta: Lisa Snart, Mur, Huntress, [Carol Ferris]
Karta Postaci: Klik
Relacje: Klik
Wysłany: 2018-04-01, 05:28   

Starała się nie zwracać uwagi na ramię mężczyzny. Czy była to oznaka słabości, tchórzostwa? Możliwe. Jednak w tej chwili zbyt wiele miała na głowie, by próbować sobie radzić z pogodzeniem się z kolejną rzeczą. Już samo pojawienie się Roya wytrąciło ją z równowagi, jego stan wcale nie polepszał sprawy, a stracone ramię wydawało się być mało znaczące w porównaniu do ogółu sytuacji. Jeszcze jakoś się z tym oswoi... po prostu nie teraz.
Decyzja o skupieniu się na meritum sprawy szybko okazała się słuszna, gdy tylko wyszło na jaw, o co chodzi. Dłonie Thei zadrżały, a kobieta opuściła je mimowolnie.
"Córka".
Wszystko nagle ułożyło się w logiczną całość, ale wcale nie pomogło to poskładać się Thei, wręcz przeciwnie – dawno nie było w niej tylu sprzecznych emocji. Mieszanka zazdrości, goryczy, współczucia, bólu, niezrozumienia i poczucia niesprawiedliwości zakotłowała się, na chwilę ściskając kobietę za gardło. Zbladła, wyglądając, jakby zaraz miała zasłabnąć.
...córka? — wyrwało się jej, choć zaraz pożałowała, że na to pozwoliła. Nie było teraz ważne, co działo się przez ostatnie lata. Ważne było to, że zostało zabite niewinne dziecko. Dziecko Roya. Przez chwilę Thea czuła się, jakby oberwała czymś ciężkim w głowę, a słowa mężczyzny nie dawały jej spokoju. Im bardziej opisywał sytuację, tym gorzej się czuła, nie mogąc znieść myśli, że to wszystko faktycznie miało miejsce. W tym wszystkim nawet nie zwróciła uwagi, kiedy Roy na nowo podłączył swoje ramię.
Mimo wszystko potrafiła zmusić się do otrzeźwienia. Pewnie kiedyś coś takiego całkiem by ją przygniotło, jednak teraz umiała skupić się na byciu praktyczną. Użalanie się nad sytuacją w końcu nie rozwiązywało problemów.
Powiodła wzrokiem za Royem, obserwując jego poczynania i słuchając tego, co mówił. Rzuciła też krótkie spojrzenie Sarze, gdy ta się odezwała. W końcu postanowiła dodać i coś od siebie.
Jak już mówiłam, możemy pomóc. — Zadbała, by jej głos na nowo brzmiał pewnie i stanowczo. — Nawet jeśli sytuacja tak wygląda, nie jesteś w tym sam. Nigdy nie byłeś.
Nawet w tym najgorszym czasie, gdy związek jej i Roya całkiem się rwał, Thea do końca próbowała mu pomóc. Głównie to było powodem większości ich kłótni, gdy mężczyzna zwyczajnie tę pomoc odpychał. Ciekawe, czy tym razem będzie inaczej...
Mimo to w obecnym stanie wiele nie zdziałasz. Sam zginiesz, a jej nie pomścisz. Chyba nie tego chcesz? — Spróbowała po raz ostatni przemówić mu do rozsądku. Nie powinien nigdzie iść w takim stanie, a już szczególnie wplątywać się w walki. Może podświadomie chciał zginąć, jednak... jak mogłaby mu na to pozwolić?
--------------------
 
 
 
 Arsenal 
Cavalery is here!


Informacje
Imię i nazwisko: Roy William Harper, Junior
Pseudonim: Obecnie: Arsenal. Kiedyś: Speedy, Red Arrow
Miasto: Star City
Wiek: 23
Grupa: Heroes / Dawniej: Team Arrow
Wysłany: 2018-04-06, 09:34   

Co tutaj się właściwie zaczęło dziać? Jego umysł płatał mu figle, winny był sam sobie – za długo brał, za wiele na raz, niemal każda dawka była tą skrają, ociupinka więcej i padłby trupem. To był szczyt głupoty, bo robił to świadomie, ale tak naprawdę to czym ryzykował? śmiercią? Przynajmniej byłaby szybka, to i tak więcej, niż sobie zasłużył, na pewno we własnych oczach. A teraz? Teraz słowa kobiet i te ich miny, dziwna determinacja i wrażenie, że chcą zrobić faktycznie to, co on chce dawały mu to doświadczane do tej pory rzadko uczucie bycia... zrozumianym? Nie, to nie to, nie wiedziały o tym, co przechodzi. To raczej była akceptacja, taka nieuzasadniona. Głównie widział to w oczach Thei, która patrzyła nagle na niego tak jak kiedyś. Z mieszaniną wszystkiego – od troski, przez strach, po coś na kształt zawodu. I ona, jako jedna z niewielu miała prawo tak na niego patrzeć, jej niemy osąd nie sprawiał, że chciał wyrwać jej wnętrzności, a faktycznie spuścił pod nim głowę i poczuł się zażenowany.

I wtedy uderzyło go coś jeszcze. Wreszcie zaczął kojarzyć kim jest druga kobieta. Widział ją kilkukrotnie, słyszał jak Oliver o niej wspominał. Sara, siostra Dinah... Kobiety, która nie zadawała pytań, która po prostu przytuliła go, gdy tego potrzebował, dała mu swój czas i swoją akceptację, która trzymała go z całych sił, gdy dopadały go ataki, która po prostu była obok. A najlepsze w tym wszystkim jest to, że wtedy prawie go nie znała, a mimo to przyjęła go, kiedy jego mentor go odtrącił. Roy nie był typem człowieka lubiącego wspominać łzawe historyjki, ale ten moment jego życia był punktem zwrotnym. Kolejnym takim punktem był ten wieczór i sesja treningowa w kryjówce z Theą.

- Ja... Ty... Wy...? - słowa przechodziły z trudem przez jego zaciśnięte gardło, mówienie sprawiało mu wyraźną trudność, ale mimo to walczył z tym, próbował coś przekazać - Przenocujesz mnie tu? - powiedział wreszcie patrząc w podłogę, gdzieś w bok. Nigdy nie posunąłby się do żebrania czy prób wzbudzania współczucia, ale teraz faktycznie czuł się zdruzgotany przez obecność swojej pierwszej dziewczyny - Tylko dzisiaj. Jeśli wrócę na zewnątrz, jeśli wrócę w tamten świat to... - ponownie urwał, nie mogąc wydusić z siebie już ani jednego więcej słowa.

Jego gardło było ściśnięte tak mocno, że miał problemy z płynnym oddychaniem. Kiedy otworzył usta, aby złapać nieco powietrza dało się słyszeć coś jakby charkot. Mężczyzna cofnął się dwa kroki do tyłu i wyciągnął z kieszeni podniesione wcześniej pistolety. Spojrzał na nie jakby pierwszy raz w życiu je zobaczył i niemal z obrzydzeniem odłożył je na blat stołu, którego jeszcze nie rozwalił w jakimś napadzie furii. Nigdy nie posuwał się aż to takiego poziomu, aby musieć korzystać z broni palnej, zawsze wystarczał mu łuk i strzały. Rany, jakich doznał były dużo głębsze niż tylko strata ramienia i ból po utracie członka rodziny - został cięty głęboko w swoją psychikę i sam nigdy tej szramy nie zagoi. Dlatego musiał przełknąć swoją dumę i przyjąć pomoc, bo następnej okazji zapewne nie będzie.

- Jesteś siostrą Dinah, prawda? - powiedział, chcąc zmienić niewygodny i trudny temat - Pozdrów ją ode mnie, jeśli ją spotkasz. I... nie mówi jej o tym. - rozłożył dłonie wskazując na siebie. - To złamałoby jej serce. Jest dla mnie jak siostra. Nie chcę, aby znowu mnie takiego zobaczyła, rozumiesz? - spojrzał na Sarę niemal błagalnie. Cóż, atak furii i wściekłości minął, teraz najwyraźniej przepełniło go poczucie winy i zażenowania.
--------------------
Hello sweety.
 
 
 Sara Lance 
Ta-er al-Safer


Informacje
Imię i nazwisko: Sara Lance
Pseudonim: White Canary
Miasto: Star City
Wiek: 29 lat
Grupa: Heroes - Team Arrow
Karta Postaci: Klik
Relacje: Klik
Wysłany: 2018-04-07, 07:19   

Jaka ulga: sytuacja przybrała zdecydowanie spokojniejszy obrót. Wściekłość i irytacja ustąpiły, tak samo jak głód. Wyraźnie ból musiał doprowadzić do oprzytomnienia, całkowicie wyzwolił jego umysł. Teraz zaczął myśleć trzeźwo. W końcu powiedział im, co tak naprawdę się wtedy stało. Jednak Thea miała ogromny wpływ na Roya, co szczerze blondynka teraz doceniła. Mogła więc podejść do tego już na spokojnie, nie musiała się martwić o zdrowie czy życie przyjaciółki. Odetchnęła z ulgą.
Poczuła wibracje telefonu w kieszeni. Nie chciała przeszkadzać im w rozmowie, ale teraz wyglądało na to, że nawet nie musi w niej uczestniczyć. Co jednak na nią zadziałało to wyświetlony numer telefonu. Zatanna? Po takim czasie? No, nie spodziewała się. Odeszła na bok, dając Thei oraz Royowi porozmawiać na temat noclegu. Mimika twarzy Sary oraz wypowiadane przez nią słowa wyraźnie jednak sugerowały, że rozmowa musi należeć do tych z gatunku osobliwych. Szybko jej zeszło, bo to jednak nie był temat na połączenie telefoniczne, więc wróciła akurat jak Harper zagadnął ją o Dinah.
No tak, to jest temat z pokroju tych dość skomplikowanych. W sumie to od swojego powrotu nie pokazała się ani ojcu, ani siostrze. Teraz mogli myśleć że miała ich gdzieś, ewentualnie że znowu coś jej się stało. Ale w końcu.. odeszła aby ich ochronić przed swoją rządzą krwi wciąż niezmiernie ją dręczącą.
- Znając Dinah, ona z pewnością się domyśli - skierowała się do chłopaka, przechylając lekko głowę w jego kierunku. - Ale dobrze. Przekażę jej wszystko co powiedziałeś, nie licząc oczywiście tego, że miałeś atak i bierzesz. Oczywiście jeśli ją spotkam w najbliższym czasie zanim ty się z nią zobaczysz. - Uniosła telefon na wysokość głowy i lekko nim machnęła. - Bo, jak słyszeliście muszę jechać i nie wiem, ile może to zająć. Zobaczymy się niedługo, w to nie wątpię. - Zerknęła w tym momencie na Theę, po czym schowała swoją broń z pasem, u boku. - Opiekuj się nim.
Powiedziała te słowa z oczywistego powodu. Jak zostało wspomniane wcześniej, przecież dziewczyna bardzo na niego oddziaływała i być może uda jej się nad nim zapanować. Thei ufała pomimo wydarzeń sprzed roku. Nie ma w niej tego ziarna zła, które widziała w Merlynie.
Westchnęła ciężko, odwracając przy tym nieznacznie głowę. Nie powinna w ten sposób wychodzić, ale obiecała w końcu dopiąć sprawy na ostatni guzik i ruszyć. Odwróciła się i odsunęła od jednego z niewielu ostałych po furii Roya stołów. A po tym zostało jej tyle aby ruszyć w kierunku schodów, wsiąść na motor i odjechać.


z/t
--------------------

#ADE5F7
 
 
 Thea Queen 
The fastest archer


Informacje
Imię i nazwisko: Thea Daerden Queen
Pseudonim: Speedy, Mia Merlyn
Miasto: Star City
Wiek: 25 lat
Grupa: Team Arrow
Multikonta: Lisa Snart, Mur, Huntress, [Carol Ferris]
Karta Postaci: Klik
Relacje: Klik
Wysłany: 2018-04-29, 01:53   

Cały czas dokładnie obserwowała Roya i wychwytywała nawet najdrobniejsze zmiany w jego zachowaniu. Mogła się pochwalić, że należała do osób, które naprawdę dobrze mężczyznę znały i rozumiały. Potrafiła zauważyć więcej niż inni, czasem nawet więcej niż Oliver. Miało to swoje wady i zalety. Z jednej strony mogła pomóc, skoro wiedziała, że pomoc jest potrzebna, a także łatwo dojść do tego, o co właściwie chodzi, zaś z drugiej... wiedza bywała prawdziwym brzemieniem. Szczególnie gdy miało się świadomość, że nie można nic zrobić, a i tak widziało się ból drugiej osoby. Bezsilność. Jedna z rzeczy, których Thea nienawidziła najbardziej.
Tym razem jednak nie miała na co narzekać. Roy uspokajał się, jego furia i głód mijały, na nowo odsłaniając człowieka, którym tak naprawdę był. Zauważyła, że był nie tylko zagubiony i zrozpaczony, ale także… zawstydzony. Jakby dotarło do niego, jakie głupoty zrobił. Jakby było mu wstyd za to, kim się stał. W pewien sposób był to dobry znak – przestał być obojętny na świat wokół siebie. "Przestał być obojętny na mnie", powiedział jakiś cichy, arogancki głosik wewnątrz niej.
Gdy Roy zadał pytanie o nocleg, twarz Thei złagodniała już całkiem. Jak mogłaby się nie zgodzić lub chociaż dać mu do myślenia, że jest tu niechciany? Wiedziała, jakim problemem było dla niego, by o to spytać. Naprawdę doceniała, że w ogóle był w stanie to zrobić. Jej odpowiedź była oczywista, choćby przez wzgląd na to, co kiedyś ich łączyło.
Możesz być tu tak długo, jak tylko potrzebujesz. Nie mam zamiaru cię wyganiać, a i tak korzystam z tej kryjówki obecnie jedynie ja. Wiem… wiem, że czasem potrzeba schować się przed światem, odizolować od wszystkiego chociaż na chwilę, wziąć oddech. Jeśli to miejsce może ci w tym pomóc… czuj się jak u siebie. — Posłała mu ciepły uśmiech. Nawet jeśli ich znajomość nie zakończyła się dobrze, nawet jeśli Roy pokłócił się z Oliverem, nawet jeśli nie mieli ze sobą kontaktu przez te wszystkie lata… to i tak Roy nie przestał być jednym z nich. Przynajmniej w odczuciu Thei. Choć może to raczej była kwestia tego, że dla niej samej nigdy nie przestał być kimś ważnym?
Zarejestrowała, że Sara na chwilę odłączyła się od rozmowy, by odebrać telefon, jednak nie poświęciła temu większej uwagi, nawet nie próbując skupić się na tym, o czym kobieta mówi. Dopiero więc słowa blondynki skierowane bezpośrednio do nich uświadomiły łuczniczkę, że ta wychodzi. Mimo wszystko... choć ceniła towarzystwo i przyjaźń Sary, przeszło Thei przez myśl, że tak może będzie lepiej. łatwiej jej będzie porozmawiać z Royem, wyjaśnić wszystko, zająć się tą sprawą. Może nie od razu, ale czuła, że potrzebują rozmowy na osobności.
Nie musisz mi mówić — rzuciła z pewnym siebie uśmiechem do Sary. — Powodzenia, cokolwiek masz do zrobienia.
Miała nadzieję, że telefon, który kobieta odebrała przed chwilą, nie był zapowiedzią kolejnych kłopotów. Naprawdę tego teraz nie potrzebowali...
--------------------
 
 
 
 Arsenal 
Cavalery is here!


Informacje
Imię i nazwisko: Roy William Harper, Junior
Pseudonim: Obecnie: Arsenal. Kiedyś: Speedy, Red Arrow
Miasto: Star City
Wiek: 23
Grupa: Heroes / Dawniej: Team Arrow
Wysłany: 2018-05-25, 09:35   

Wszystko się posypało i to w przeciągu jakiego czasu? Kilku sekund. Tylko tyle wystarczyło, aby jedna osoba zrujnowała całe życie do tej pory budowane przez chłopaka. Nieistotne, zemstą zajmie się innego dnia, teraz zdawał sobie sprawę z faktu, że w takim stanie nic nie wskura, że potrzebuje wrócić do dawnej formy. O ile kusiło go, aby i tym razem zwrócić się w tej sprawie do Dinah, siostry Sary, o tyle wiedział jak bardzo zaboli ją jego widok tak zniszczonego. Widok, który już kiedyś oglądała, dlatego Thea wydawała mu się dużo lepszym wyborem – nie osądziła go, przynajmniej nie na głos i sprawiała wrażenie chętnej do pomocy.

Wyprostował się tylko po to, aby znowu się skulić i zatrząść. Drgawki były nieregularne, świadczyły o tym, że jego organizm domaga się swojej porcji trucizny. Musiał to przetrzymać w jakiś sposób, dlatego skulony, z kolanami pod brodą wcisnął się w kąt, między jeden ze stołów a ścianę. Wyjścia Sary nawet nie odnotował, było mu to kompletnie obojętne. Jego palce chodziły chaotycznie, przebierały w powietrzu jakby nie mogły się zdecydować, czy grają na pianinie czy gitarze. Raz po raz zdarzało się, że kości w dłoni otarły się z charakterystycznym dźwiękiem o siebie, a knykcie strzyknęły.

- Co tutaj się działo, odkąd... zniknąłem? - spytał, aby w jakiś sposób przerwać narastającą ciszę i poniekąd po to, aby oderwać też swoje myśli od niezbyt przyjemnych pomysłów i wspomnień. - Gdzie jest reszta? Co się stało, że reszta opuściła to miejsce?

Pytania zadawał powoli, zbierając co drugie słowo oddech i wysiłkiem woli powstrzymując napinające się i kurczące mięśnie, które non stop chciały się trząść. Zacisnął pięści jeszcze mocniej, na tyle silnie, że aż go to zabolało. Ból otrzeźwił nieco jego świadomość, dał czystszy umysł i jaśniejszą wizję na sytuację. Diody w ramieniu wygasły kompletnie sugerując, że jego stan jest stabilniejszy i z pewną dozą szczęścia nic więcej nie zdemoluje.
--------------------
Hello sweety.
 
 
 Thea Queen 
The fastest archer


Informacje
Imię i nazwisko: Thea Daerden Queen
Pseudonim: Speedy, Mia Merlyn
Miasto: Star City
Wiek: 25 lat
Grupa: Team Arrow
Multikonta: Lisa Snart, Mur, Huntress, [Carol Ferris]
Karta Postaci: Klik
Relacje: Klik
Wysłany: 2018-06-21, 21:43   

Najgorsza dla Thei była świadomość, że nie jest w stanie pomóc Royowi z jego obecnym stanem. Bezsilność. Znowu. Gdy było się na głodzie, jedynie kolejna dawka narkotyku dawała ulgę, a taka opcja w ogóle nie wchodziła w grę. Pozostawało… przeczekać. Przetrwać agonalny wręcz ból, który momentami zdawał się nie do zniesienia, a który Thea wciąż doskonale pamiętała z czasów, gdy sama rzucała narkotyki. Były chwile, podczas których nic nie miało znaczenia – ani myśli o bliskich, ani o własnej przyszłości, kiedy była gotowa odrzucić wszystko, co dawał jej świat, byle tylko wrócić do nałogu. Do dziś nie do końca rozumiała, w jaki sposób udało się jej z tego wyjść. Ale skoro jej udało się kiedyś, to Royowi też może się udać. Zawsze pozostawała jakaś szansa. Nawet mimo okropnego stanu psychicznego, w jakim w tym momencie znajdował się mężczyzna. Jednak chociaż na to kobieta mogła coś poradzić…
Na razie jednak po prostu oparła się tyłem o stół obok Roya, będąc dla niego na wyciągnięcie ręki, ale równocześnie dając mu przestrzeń, jeżeli takiej by potrzebował. Nie chciała narzucać się z jakąkolwiek bliskością, bo trudno było ocenić, czy w takim stanie dobrze na to zareaguje. Równocześnie… sama nie była pewna, na ile sobie pozwolić. Gdzieś tam w głębi pozostawała pewna niezręczność, dająca o sobie znać. Przypominająca o tym, co się wydarzyło.
Oliver przeniósł kryjówkę. Zwyczajnie uznał, że inne miejsce nada się do tego lepiej. Z tej czasem wciąż korzysta z resztą… ale na co dzień jest to po prostu moja miejscówka. Wiesz, zdecydowanie wygodniej mi korzystać z tej, skoro pracuję na górze — rzuciła lekko, starając się choć trochę poprawić atmosferę. — No i w międzyczasie nasz skład trochę się powiększył. Mamy nową łuczniczkę, Artemis. Przyznaję się, ja ją do nas ściągnęłam. Ale to dobra dziewczyna. Zdolna i dobra.
Spojrzała przed siebie, nie skupiając wzroku na żadnym konkretnym punkcie, jakby oddała się własnym myślom. O czym powinna jeszcze wspomnieć? O śmierci i powrocie Sary? O tym, że jej własny ojciec jednak żyje? Czy to było ważne na ten moment… lub w ogóle potrzebne?
Ogólnie… jakoś sobie radzimy. Bywa gorzej lub lepiej. Sama staram się czasem działać na własną rękę, ale wciąż tworzymy "Team Arrow". — Uśmiechnęła się lekko pod nosem, wyobrażając sobie, jak Ollie by się irytował za użycie tej nazwy. To był jednak krótki uśmiech. Bo teraz powinna być kolej, by to ona spytała, co z Royem działo się przez ten czas, ale czy to w ogóle był dobry pomysł? Nie chciała, by na nowo pogrążał się w złych wspomnieniach. — ...ale wiesz. Trochę ciebie brakowało.
--------------------
 
 
 
 Arsenal 
Cavalery is here!


Informacje
Imię i nazwisko: Roy William Harper, Junior
Pseudonim: Obecnie: Arsenal. Kiedyś: Speedy, Red Arrow
Miasto: Star City
Wiek: 23
Grupa: Heroes / Dawniej: Team Arrow
Wysłany: 2018-11-20, 10:28   

- To wszystko… Ah! Sama widzisz, jak skończyłem ja sam. To nie jest coś, co naprawi się samymi słowami – wydusił z siebie po chwili patrząc martwym i zimnym spojrzeniem obojętnego na wszystko mężczyzny przed siebie – Wyobraź sobie, że przelewasz wszystkie swoje uczucia, emocje, całą swoją motywację i chęć do życia, po prostu całe swoje istnienie w jedną rzecz lub istotę. Coś, co staje się urzeczywistnieniem twojej woli, chęci i nadziei na przyszłość. – Przymknął oczy na moment się uśmiechając się, kiedy pod powiekami na ułamek sekundy pojawił mu się szeroki, dziecięcy uśmiech.

- A teraz wyobraź sobie, że w jedną chwilę tracisz to wszystko, że ta nadzieja umiera Ci na rękach i widzisz, jak wraz z jej życiem ulatuje też twoja chęć do życia. Nie masz już tego celu, który kiedyś Ci przyświecał – mówił, słowa same płynęły z jego ust. Od dawna przed nikim się nie otwierał i duszone przez te wszystkie tygodnie emocje wreszcie znalazły ujście.

Starał się nie załamać przy kobiecie kompletnie. Kontrolował się na tyle, na ile umiał, ale jego dłoń i tak drżała, przynajmniej ta prawdziwa, bo sztuczna po prostu leżała obok, na jego udzie, nieruchoma. Przez myśli zaczęły mu przechodzić na nowo wszystkie te koszmary, które miały miejsce tuż przed wydarzeniami tamtego dnia, gdy stracił córkę. Ale mimo to zacisnął na powrót zęby i skupił całą swoją siłę woli tylko po to, by nie zacząć bluzgać, wściekać się lub płakać. Po zaczerpnięciu głęboko powietrza wypuścił je powoli z płuc i spojrzał pod swoje stopy, od niechcenia kopiąc fragment odłupanego drewna.

- Znaleźliście zastępstwo na moje miejsce – odparł suchym głosem, w którym na pewno nie było wdzięczności – Rozumiem. Eh…
--------------------
Hello sweety.
 
 
 Thea Queen 
The fastest archer


Informacje
Imię i nazwisko: Thea Daerden Queen
Pseudonim: Speedy, Mia Merlyn
Miasto: Star City
Wiek: 25 lat
Grupa: Team Arrow
Multikonta: Lisa Snart, Mur, Huntress, [Carol Ferris]
Karta Postaci: Klik
Relacje: Klik
Wysłany: 2018-12-11, 00:12   

...wiem. Niczego nie da się naprawić samymi słowami. Trzeba do tego tytanicznej pracy, chęci, wsparcia, czasu, ale… od czegoś musisz zacząć. — Podniosła na niego spojrzenie. Mówiła spokojnie, ale z wyraźną pewnością we własne słowa. Jak mogłoby być inaczej, kiedy w jej przypadku nie można było zarzucić jej używania pustych sloganów? Wiedziała, czym jest przejść przez piekło. Strata bliskich, narkotyki, odwyk, świat, który z dnia na dzień wywracał się do góry nogami… Życie jej nie rozpieszczało, nawet jeśli urodziła się jako córka milionerów.
Nie chciała jednak porównywać swojego bólu do bólu Roya. Każdy miał swoje problemy i inaczej do nich podchodził, nie można więc było stworzyć recepty na szczęście czy chociażby obiektywnie stwierdzić kto ma gorzej. Jedynym, do czego zamierzała wykorzystać teraz własne doświadczenia, było to, by pokazać mężczyźnie, że jest ktoś, kto przeszedł podobną drogę, kto jest obok. Kto postara się zrozumieć i pomóc, nie bagatelizując problemu.
Nie powiem, że wiem przez co przeszedłeś. Prawdę mówiąc… nie potrafię sobie wyobrazić, jak to jest stracić córkę, jak okropne to musi być. Wiem jednak, czym jest po prostu strata bliskiej osoby i… nie życzyłabym tego najgorszemu wrogowi. Tym bardziej… przyjacielowi. — Przez krótką chwilę nie wiedziała, jakiego słowa użyć w stosunku do Roya. Łączyła ich zagmatwana przeszłość, na którą nie było określenia. Mimo wszystko, nawet wliczając wszystkie wyrzuty i żale, jakie odczuwała w stosunku do niego, wciąż był jej w jakiś sposób bliski. Niektórych osób po prostu nie dało się wykreślić z życia. — Naprawdę mi przykro, że coś takiego cię spotkało. I że… że nikogo z nas nie było wtedy przy tobie. Przepraszam.
Po chwili zawahania położyła dłoń na jego ramieniu. Czuła, jak mężczyzna drży, próbując zapanować nad emocjami. Chciała w jakikolwiek sposób okazać mu wsparcie, równocześnie nie przekraczając pewnych granic. Nie bardzo wiedziała, na ile może sobie pozwolić.
...co? Nie. — Zmarszczyła nieco brwi, słysząc jego uwagę. Gdy pomyślała nad tym, faktycznie mogło to tak zabrzmieć, jednak myśl o tym wyjątkowo ją irytowała. W końcu… Artemis była pełnoprawnym członkiem i została przyjęta ze względu na to, jaką jest osobą, a nie na wakat w drużynie. — Nie jest twoim zastępstwem. Jest sobą. Zapracowała własnymi siłami, by stać się jedną z nas. Przyjęlibyśmy ją bez względu na to, czy byłbyś wciąż w drużynie, czy nie. Nikt nie zamierzał cię zastąpić. Nikt nigdy nie byłby tobą.
--------------------
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu Strona 2 z 2 
Zasady Postowania Opcje
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

 
Jumpbox
Skocz do:  


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Theme Abreo_LoteQ Created by Phantom © 2008-2009


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 8