DC Universe
» Rozgrywka » Blüdhaven » Titans Tower » Otoczenie


Otoczenie
Autor Wiadomość
 Jedwabek


Informacje
Imię i nazwisko: Larwiszon M-15
Pseudonim: Jedwabek
Multikonta: Omen, Milagro
Karta Postaci: Klik
Relacje: Klik
Wysłany: 2018-10-11, 02:24   Otoczenie



Jak powszechnie wiadomo, wieża znajduje się na wyspie. Na pierwszy rzut oka jest to zwyczajna, nudna wysepka, częściowo dzika i porośnięta drzewami oraz chaszczami. Z jednej strony ląd schodzi ku wodzie łagodnie, tworząc kamienistą, nastrojową plażę, tu mieści się też niewielka przystań z zaledwie kilkoma pomostami, z drugiej strony znajdują się majestatyczne klify. Niech te sielskie widoki was jednak nie zmylą. Dokładnie jak sama wieża, cała wyspa naszpikowana jest nowoczesną technologią. Od czujników ruchu, przez pułapki czyhające na nieproszonych gości, sekretne, tylne wyjścia, aż po wypasiony treningowy tor przeszkód. Czego tylko dusza zapragnie! (no może poza bungalowem z drinkami w okolicach plaży)



Ten czwarty obiad i trzy spleśniałe pączki na deser zagryzione ciężarkiem z pokoju treningowego to chyba jednak nie był najlepszy pomysł. Jedwabek czuł się zdecydowanie ociężały. To na pewno przez te pączki! - pomyślał nie dopuszczając do siebie myśli, że zjadł dziś kilka znacznie bardziej ciężkostrawnych posiłków. Wyczołgał się z salonu, jedno piętro przelazł nawet po schodach, aczkolwiek po pokonaniu kilkudziesięciu stopni odpuścił sobie i zjechał na sam parter windą, skąd już tylko kilka zgięć i wyprostowań dzieliło go od zewnątrz. Taaaak! Świeże powietrze zawsze smakuje dobrze! - stwierdził zaciągając się morską bryzą. Mimo całego, wchłoniętego na raz jodu wciąż go mdliło. Czołgał się bez celu, aż dotarł do betonowych płyt pokrywających teren, na którym znajdował się zaawansowany i zdecydowanie śmiertelny dla zwykłych śmiertelników tor przeszkód. Na szczęście dla robala był wyłączony. Do tej pory Jedwabek myślał całkowicie i dosłownie o niczym, aczkolwiek tutaj coś go strzeliło. Uznał, że jest za gruby. Popatrzył na swoje fałdki. Przypomniał sobie, co Raven mówiła Garfieldowi na temat cukrzycy. Strapił się. Postanowił, że będzie się odchudzał!
Jedna myśl, krótka, a jak zaskakująca! Zdecydował od razu zabrać sie za realizację swojego postanowienia, dopóki jeszcze miał motywację. Przemieścił się na linię startową toru. Przeciągnął się w jedną, a potem w drugą stronę i... START! - ruszył z zawrotną prędkością (jak na wyścigi winniczków). Najpierw lawirował wokół wyłączonych, zazwyczaj strzelających laserami wieżyczek strażniczych, potem dotarł do wyłączonych, stojących w miejscu gilotyn, następnie przeczołgał się po wyłączonej, zamkniętej zapadni... wszystko w rekordowym czasie. Tak, to był jego życiowy rekord, bo pierwszy raz w życiu sprawdzał się na tym torze. Na pewno będzie rozczarowany, gdy dowie się, że stoper również jest wyłączony.
 
 
 Dick Grayson


Informacje
Wysłany: 2018-10-11, 23:24   

Kiedy człowiek usłyszy jakieś nieznane słowo po raz pierwszy, zazwyczaj jego pierwszym instynktem jest zapoznanie się z jego znaczeniem. Definicje - bardzo je sobie cenimy, pozwalają nam zrozumieć i przyswoić sobie nowe wyrazy, byśmy mogli później używać ich samodzielnie. Niestety, to co znaczą niektóre słowa staje się z czasem tak oczywiste, że zapominamy o ich pierwotnym przekazie. Zapewne każda osoba jaką można zaczepić na ulicy, potrafi bezproblemowo skojarzyć czym jest człowiek, ale czy będzie w stanie podać dokładną definicję? Kiedy coś staje się częścią ciebie, przestajesz się tym interesować, uznajesz to za oczywistość, tym samym zapominając oryginalnego znaczenia tej rzeczy. Grayson zauważył, że dokładnie w ten sposób się zachowywał. Był liderem Tytanów już tak długo, że przestał analizować co to właściwie znaczy. Ostatnimi czasy jego drużyna działała jako zgrany zespół, z jedynie nieznacznymi zgrzytam, takimi jak kłótnie o to kto rozwalił więcej złych robotów. Ostatnio jednak zaczął zauważać zagrożenia dla ich wspólności, takie jak Deathstroke poszukujący Rose czy ta cała “Kate”, grożąca Raven, że wyśle ją do piekła. Czy to możliwe, że przez to jak dobrze byli zgrani, Dick rozleniwił się i zwyczajnie nie był w stanie poradzić sobie z tym jak zachwiano ich status quo? Zauważył, że obie sytuacje potraktował podobnie, obu dziewczynom polecił zostanie w wieży dla ich bezpieczeństwa, kiedy on będzie rozwiązywał ich problemy za nie. Czy naprawdę na tym polega przewodzenie? Zamykanie swoich ludzi jak księżniczki w jego nieprzeniknionej wieży, kiedy on, błędny rycerz, samodzielnie rusza walczyć ze smokiem? Liczył, że dzięki tej taktyce zażegna problem bez narażania innych i bez żadnych zaburzeń w funkcjonowaniu drużyny. Mimo swojej charakterystycznej wiary w siebie, nie mógł powstrzymać takiego złośliwego głosiku skrywającego się głęboko w jego świadomości. Mówił on mu, że jak nadal będzie tak postępował, team tylko na tym ucierpi.
Przetarł oczy palcami. Naprawdę nie miał już ochoty o tym myśleć. Może to jego obowiązek, ale to oznacza tym bardziej, że powinien odpocząć i przemyśleć to na spokojnie. Oczywiście, jak wiele innych jego obyczajów, relaks dla niego oznaczał coś nieco innego niż dla przeciętnego człowieka. Spojrzał przez okno, jego oczy od razu powędrowały znajomą ścieżką ku polu treningowemu tytanów. Przejechał językiem po dolnej wardze, kiwając przy tym głową, jakby właśnie ustalił sam ze sobą co zamierza zrobić. Przeskoczył łóżko w swoim pokoju. Kiedy tylko wylądował, już był gotowy wybić się ponownie, by wyskoczyć niczym rozmyta czarno-niebieska smuga ze swojego pokoju. Nawet kiedy siedział w windzie prowadzącej go na dół, nadal przeskakiwał z nogi na nogę. “Możesz wyciągnąć chłopca z cyrku, ale nie wyciągniesz cyrku z chłopca” - Właśnie tak Dick zawsze odpowiadał gdy ludzie byli zdziwieni jego niecodziennym zachowaniem. Uwielbiał ruch, prędkość i zmęczenie, dzięki tym trzem rzeczom czuł, że żyje, zawsze poprawiały mu humor, niezależnie od tego jak mroczne były negatywne myśli gromadzące się w jego głowie. Kiedy w końcu trafił na zielony trawnik, przewiesił sobie przez ramię ręcznik, który złapał pospiesznie kiedy akurat przebiegał koło sterty niedawno wypranych ubrań. Po drodze do celu pogwizdywał sobie jedną jego ulubionych cyrkowych melodii. Aktywował prosty program treningowy, wystukując paroma płynnymi ruchami odpowiednią komendę na konsoli. Nie musiał się nawet przy tym zatrzymywać. Interfejs odpowiedział mu pojedynczym mignięciem zielonej diody, sygnalizując, że tor jest już uzbrojony i w 100% operacyjny. Nacisnął przycisk aktywujący pole treningowe. Wtedy właśnie Nightwing zdał sobie sprawę, że przeoczył jeden, bardzo krytyczny detal. Była nim mała, bezbronna istotka pełzająca akurat pod miotaczami ognia. Bardzo znajoma, mała, bezbronna istotka. Urządzenie nad Jedwabkiem zaczęło syczeć złowrogo, wypuszczając już gaz. Teraz pomiędzy pupilkiem tytanów, a śmiercią stała jedynie jedna iskierka. Nagle, z buchnięciem, miotacze plunęły w dół stałym strumieniem ognia piekąc wszystko na swojej drodze… Na szczęście do tego grona nie należał już Jedwabek, w ostatniej chwili Dick pochwycił go w ramiona i przeturlał się wraz z nim po ziemi, zasłaniając go nawet swoim ciałem. Było blisko, wylądowali tuż poza zasięgiem broni. Pomarańczowe płomienie odbijały się w przestraszonych oczach chłopaka. Po chwili poświęconej na pozbieranie się, uśmiechnął się i przetarł czoło z potu.
- Fiu, już myślałem, że zostanie z ciebie tylko barbecue, glizdo ty mała… - położył się na podłodze, głaszcząc zwierzę po główce - Dobrze ci poszło, ale na twoim miejscu popracowałbym nad pracą nóg… - zażartował by nieco rozładować napięcie.
--------------------
 
 
 Beast Boy 
The Green Elf


Informacje
Imię i nazwisko: Garfield Logan
Pseudonim: Beast Boy, B.B.
Wiek: 19 lat
Grupa: Titans
Multikonta: Martian Manhunter, Blue Beetle
Karta Postaci: Klik
Relacje: Klik
Wysłany: 2018-10-15, 11:36   

Dziewczyny nadal sobie dogryzały, ale żadna z nich jeszcze nie podniosła ręki na drugą. W dodatku Raven sama zasugerowała, żeby Plague dołączyła do Tytanów, co wciąż zdumiewało Gara. Jednak nie wiedział do końca, co dalej. Rachel zaproponowała, żeby poszukać reszty Jeźdźców, a Kate chciała zająć się tym sama i wolała najpierw pogadać z Nightwingiem. Na czym ostatecznie stanęło? Zanim Beast Boy zdążył poprosić o doprecyzowanie, znalazł się w magicznym portalu, więc pozostało mu przekonać się na własne oczy.
Od razu rozpoznał miejsce, w którym się znaleźli. Wyspa Tytanów. Kilkadziesiąt metrów przed nimi wyrastała wielka wieża o kształcie litery “T”. Czyli padło na pogadankę z Nightwingiem. Chyba, że w międzyczasie Tytani złapali któregoś z Jeźdźców. Dziwne było to, że wylądowali na zewnątrz, a nie w środku wieży. Choć może lepiej przejść się kawałek, niż trafić do pokoju Dicka i przyłapać go na baraszkowaniu z Kori. BB naprawdę wolałby sobie oszczędzić takich widoków.
Jak się okazało, wcale nie musieli daleko szukać. Zielonoskóry usłyszał dość znaną mu symfonię uruchamianego toru treningowego. Spojrzał w tamtą stronę akurat w momencie, gdy Nightwing rzucał się w stronę miotaczy płomieni. Udało mu się przeturlać pod nimi zanim jeszcze się uaktywniły. Chyba znalazł sobie inny sposób na rozładowanie energii niż BB sobie wyobrażał. A raczej - starał się nie wyobrażać.
- Oto i nasz lider - zwrócił się do Kate, wskazując głową akrobatę, który właśnie rozłożył się na ziemi.
Dopiero, kiedy w trójkę zbliżyli się do niego, spiczastouchy zauważył, że Dick nie jest sam. Trzymał w objęciach Jedwabka. Co Larwiszon robił na ekstremalnym torze treningowym?
- Siemanko! Uczysz Jedwabka chwytów wrestlingowych? - zagadnął półżartem. A może faktycznie Grayson stwierdził, że pora nadać pupilowi narzeczonej jakąś przydatność bojową i zaczął go trenować?
- To jest Kate, o której opowiadałem - oznajmił, jednocześnie nagle odczuwając zmieszanie. -...i której Raven miała unikać, a ja miałem dać znać, gdy tylko ją zauważę… Hehe… Taaa…
Złożył ręce za plecami i spuścił na moment wzrok. Do tej pory nie zastanawiał się, co powie Nightwing, gdy dowie się o ich beztroskiej wycieczce do zoo. Zresztą, to było dla niego typowe - martwienie się o konsekwencje odkładał na potem. Żeby możliwie jak najbardziej odsunąć ochrzan, szybko pociągnął temat dalej.
- No więc Kate okazała się Plagą - jednym z Jeźdźców Apokalipsy! Czaisz? I twierdzi, że wcale nie chce wywołać końca świata, a wręcz chciałaby do nas dołączyć! - choć zabarwił wypowiedź podekscytowaniem, dla niego samego zabrzmiała ona dość naiwnie. Choć nie miało to związku z jego zaufaniem do Plague, bo dalej wierzył, że ma dobre zamiary. Po prostu nie potrafił dobrać odpowiednich słów, żeby wypowiedzieć się na jej temat przekonywujące.
- Zresztą, może niech lepiej sama Ci powie - uznał i uśmiechnął się zagrzewająco do niebieskowłosej.
--------------------

♪♫♪
b1d068
 
 
 Raven


Informacje
Imię i nazwisko: Rachel Roth
Pseudonim: Raven
Grupa: Titans
Karta Postaci: Klik
Wysłany: 2018-10-17, 07:55   

Wbrew pozorom otwieranie portalu i przemieszczanie się za sprawą magicznej teleportacji nie sprawiało jej już prawie żadnych problemów. Czasami w złości szło coś źle... albo szło coś bardzo źle, ale teraz była na tyle opanowana, że wylądowali dokładnie tam gdzie chcieli. Nie musiała znać dokładnego położenia Graysona co do centymetra, żeby się zjawić w jego otoczeniu. Wystarczyła silna więź, aura, wyszeptanie kilku inkantacji, koncentracja, a w przypadku gdy i o nią ciężko, wypowiedzenie na głos tych znaczących trzech słów oraz na sam koniec, bagatela - dusza na wpół przeżartą przez demona... a przynajmniej takie miała o sobie mniemanie Rachel, ale strach przed sobą dodawał sił, by walczyć o każdą chwilę wśród tych, którzy otoczyli ją troską, wśród przyjaciół.
Zanim zdążyli się zmaterializować Dick mógł poczuć znajomy zapach ozonu, a czas jakby na chwile stanął w miejscu. W tak dużym i hałaśliwym mieście jak Bludhaven ciężko o ciszę, a jednak przez ten ułamek sekundy, przed zjawieniem się wesołej gromadki świat zupełnie zamarł.
...A potem miało być tylko głośniej i głośniej... za sprawą gadającego Beasta. Zaraz po przeniesieniu od razu dostrzegli postać swojego lidera i zanim zdążył zadać jakiekolwiek pytanie Gar przejął role przodownika i wodzireja... i oczywiście wysypał się ze wszystkim, co było możliwe ściągając uwagę Dicka nie na to co trzeba, dlatego tak jak stała raczej z tyłu chowając twarz w cieniu kaptura tak wyszła na przód zsuwając go całkowicie z głowy i unosząc wzrok tak by patrzeć Graysonowi w oczy.
- A tak serio to był mój pomysł. Właściwie chciałam wyruszyć na poszukiwania sama, a Gar... - Wskazała głową na Beasta, celowo bagatelizując jego rolę w tym wszystkim, bo jeżeli miały paść jakiekolwiek pretensje to z całym szacunkiem należały się pannie Roth, dlatego cicho westchnęła i dokończyła:
- ...Napatoczył się niepotrzebnie i nie chciał się odczepić - Nie lubiła go w ten sposób odpychać, ale nie miała wyjścia. Tak było najlepiej. Nie było żadnego dobrego powodu by brał odpowiedzialność za jej czyny, nawet w połowie. Przewróciła wymownie wzrokiem jak typowa nastolatka, ale mówiła z powagą dorosłej osoby. Ten gest raził i w jej wydaniu mógł z jednej strony uspokoić, że w tej mrocznej osobowości gdzieś tli się dusza młodej dziewczyny, a z drugiej strony ...huh, troszkę creepy. Już pominęła milczeniem jakie miała powody ku temu, by iść tam sama, ponieważ był to temat wielokrotnie przedyskutowany z Dickiem, a skoro mieli jeszcze raz powtórzyć pewien schemat tłumaczeń to sądząc po jej minie wolała by zrobili to gdzieś później, na osobności. Albo wcale.
- Z tego co mogłam wyczuć to wiem, że Kate mówi prawdę. Co do zamiarów i tego kim... - Przeniosła spojrzenie na niebieskowłosą by jeszcze raz się upewnić.
- Kim naprawdę jest... chociaż wcale nie wygląda - Potwierdziła i powoli wróciła do Dicka. Patrząc na Plagę ciężko było dostrzec w niej coś co miało w sobie coś i z Apokalipsy, a na jeźdźca to raczej tez nie wyglądała.
W całej tej sytuacji największą ulgę znalazła w niczym niestrapionej minie Jedwabka. Pocieszne stworzenie w stosunku do którego próbowała nie zdradzać żadnych emocji podniosło ją na duchu na tyle, że po prostu podeszła do Graysona i zabrała mu z rąk Larwiszonka, by Nightwing miał swobodę w przywitaniu Plagi. Cholera, myślała, że jest ciut lżejszy.Trzymała go jak niemowlę tak by mógł obserwować całą sytuację. Był też jej tarczą, jak Dick będzie źle patrzył to schowa się za tym... niezmąconym, przeuroczym wzorkiem.
- ...Więc no, poznaj Plagę - Dodała już ciszej, bardziej do siebie.
--------------------
 
 
 Plague
First rider of Apocalypse


Informacje
Imię i nazwisko: Plague
Miasto: Gotham City
Wiek: Nikt nie policzy
Grupa: Cywil
Multikonta: Boomerang ll Magni ll Akira ll Rez
Karta Postaci: Klik
Relacje: Klik
Wysłany: 2018-10-17, 17:30   

Huh, cała ta teleportacja była jakaś podejrzana - niby ustalili, że skoczą do szefa "Tytanów", ale jakoś nie ufała tej całej Raven. A co jeżeli ją wkręcała i chciała wysłać ją do Piekła, albo innego podobnego wymiaru? Nie miała najlepszych stosunków z zarządem Piekła i jego obywatelami. Z resztą coś jej nie grało. Za szybko jej zaufali. Jednak tak średnia miała wyjście, weszła za nimi do portalu i miała nadzieję, że jej nie wykiwają. Na wszelki wypadek znów założyła maskę wrednej i sarkastycznej, lepiej nie ryzykować i nie dać się znów podejść.

Po chwili okazało się, że jednak nie trafili do piekła, a na jakąś wyspę z wielką wieżą. Kojarzyła ten budynek - przewijał się na internecie, jednak nie przykładała do niego większej uwagi, bardziej ciekawiły ją nagrania z koncertów różnych kapel. Musiała w końcu jakoś poznać kulturę tego świata. Na miejscu spotkali całkiem przystojnego bruneta, który na rękach trzymał zębatego robala. Dziwne, nie przypominała sobie, żeby takie wierzę występowało na Ziemi, ale cóż - może to jakiś mutant, czy coś? Cholera wie.
Sama nie pchała się, aby zaczynać rozmowę, na szczęście wyręczył ją w tym zielony i ta dziwna. Stojąc nieco z boku ze spokojem i wyrazem lekkiego uśmiechu obserwowała przebieg ich monologów, - szczególnie zielonego - jedynie co raz rozglądając się na boki i ewentualnie potakując. Nie chciało się jej nawet dogryzać Raven, choć posłała jej spojrzenie w stylu "Odpuść sobie", gdy mówiła o jej zamiarach.
Ogólnie nie wiedziała jak się zachować przy tym kolesiu, w końcu do niego zależało, czy przyjmą ją do tej dziwnej zbieraniny. Na wszelki wypadek jednak postanowiła nie palić, może on też miał alergie na fajki? To dziwne, ale zadawało się jej, że ludzie sporo palą - przynajmniej tak słyszała od tych, którzy przybyli do Nieba, choć ogólnie z nimi nie gadała.
Tak, czy siak była tutaj i musiała jakoś się "pokazać", choć jaka była każdy widział.
- Tak - dosadnie posumowała sposób w jaki opisali ją jej towarzysze - Dokładnie tak, jestem Plaga i zarażam najróżniejszymi chorobami - postąpiła kilka kroków do przodu i wyciągnęła rękę do chłopaka. Ciekawiło ją, czy odwzajemni gest.
- I moje intencje są szczere, chcę pomóc. - dodała posyłając puste spojrzenie w kierunku Raven.
--------------------
 
 
 Jedwabek


Informacje
Imię i nazwisko: Larwiszon M-15
Pseudonim: Jedwabek
Multikonta: Omen, Milagro
Karta Postaci: Klik
Relacje: Klik
Wysłany: 2018-10-18, 08:21   

Na ekstremalnym torze treningowym Larwiszon na szczęście nie robił za pieczeń. Poza tym to w sumie sam z siebie trenował dopóki mu nie przeszkodzono. Klasyczne chwyty wrestlingowe z jego anty-potężnymi odnóżami raczej nie wchodziły w grę, ale po serii ćwiczeń rozciągających mógłby próbować dusić przeciwników niczym wąż boa. Był zły na Nightwinga za zaprzepaszczenie życiowej szansy na ukończenie toru, a nawet gotowy wypróbować powyższy chwyt w zemście, aczkolwiek od razu praktycznie mu przebaczył dając się udobruchać głaskaniem po główce. Szeroko się uśmiechnął delektując się tą chwilą przyjemności, krótką, bo rączki, w których się znajdował szybko się zmieniły. Oczywiście, że był ciężki, przed niecałą godziną zjadł jeden z hantli Cyborga i jeszcze nie zdążył go całkiem strawić. Jak ja mam schudnąć, jak wy mnie cały czas nosicie? - pomyślał wywijając usteczka w podkówkę. Zamachał nóżkami bezskutecznie próbując się wyrwać, ale szybko zrezygnował.
W tym czasie cała czwórka nowo przybyłych stała gdzieś z tyłu, boku, podchodziła do Graysona, lub się cofała poruszając się po włączonym, ekstremalnym torze treningowym jeszcze bardziej beztrosko niż przed minutą sam Jedwabek. W czasie rozmowy miotaczom ognia skończył się czas, więc odcięły dopływ łatwopalnej mieszanki z cichym kliknięciem, a po nich aktywowała się kolejna stacja w bezpośrednim sąsiedztwie całej gromadki. Ruch chcącej się przywitać Plagi został wychwycony przez fotokomórkę, z ziemi wysunęły się cztery słupy-dyskobole i nie czekając na rozkaz, bez ostrzeżenia wypluły z siebie po jednym, wirującym, glinianym dysku każdy. Jedwabek po raz kolejny zamachał nóżkami, tym razem gwałtowniej, ostrzegawczo. Dyski były szybkie, były ciężkie, były w sumie dosyć niebezpieczne, no i leciały ze świstem w kierunku pleców "Kate".
 
 
 Dick Grayson


Informacje
Wysłany: 2018-10-27, 13:56   

Dotykanie Jedwabka chyba nigdy nie przestanie zadziwiać Dicka. Tekstura jego skóry była na tyle szorstka by dało się go komfortowo trzymać w dłoniach, lecz ciągle miało się wrażenie, że ten mały szkodnik lada moment prześlizgnie się przez palce i spadnie na ziemię. Samo jego ciało także było zastanawiające, bardzo łatwo wgniatało się pod naciskiem, jak poduszeczka, jednakże zawsze trzeba było uważać, bo nie wiadomo kiedy natrafisz w tej mięciutkiej istotce na hantlę Cyborga trawioną właśnie w jej żołądku. Skąd wiedział co je ich maskotka? Cóż, zaczął zauważać pewien wzór kiedy po każdej wizycie zwierzaka w siłowni, miał olbrzymie problemy ze znalezieniem niektórych ciężarków, zazwyczaj tych, które trzymają nisko, przy ziemi. Krótkie dochodzenie jednoznacznie stwierdziło, że to larwa była temu wszystkiemu winna. Nie mógł jednak jej ukarać(bo jak?), więc od tamtego czasu Batman pewnie musi zachodzić się w głowę czemu w raportach finansowych Tytanów figuruje podpunkt: “Fundusze na zastąpienie hantli zjedzonych przez Jedwabka”.
Nie przyszło mu jednak w spokoju nacieszyć się swoim towarzystwem zbyt długo. Jego ciało obeszła znajoma sensacja - nagły, na swój sposób ironicznie niepokojący, spokój. Bez ani jednego stopnia błędu, zwrócił wzrok bezpośrednio w kierunku, z którego dochodził szum tworzącej się właśnie wyrwy w czasoprzestrzeni. Zauważył trzy postacie stojące pośrodku portalu, wyróżnione od czarnego tła cienką białą poświatą. Szybko rozpoznał dwójkę z nich - nieznacznie pochylonego do przodu Beast Boya oraz najbardziej mieszającą się z mrokiem za nią Raven - jednakże nie miał zielonego pojęcia kim była osoba im towarzysząca. Miał jednak swoje podejrzenia. Lepiej, żeby były one błędne.
Jego ciekawość została zaspokojona kiedy rozdarcie w tkaninie rzeczywistości zniknęło, pozostawiając za sobą jedynie dwóch Tytanów i ich gościa. Uważne oczy Nightwinga szybko przeskanowały jej twarz, ubranie, postawę i pozostałe cechy charakterystyczne. Wyglądała na “typową punkówę”, jak to by ujął Logan. Kate. Jego wzrok utkwił na trwałe na dziewczynie, dla bezpieczeństwa, obserwując każde napięcie i rozluźnienie jej mięśni. Jednocześnie kątem oka obserwował mówiącego do niego BB.
-Właściwie to on nauczył mnie jak pobić mój własny rekord - Kiwnął głową w stronę ich pupilka. W tym żarcie była jednak szczypta prawdy; chyba nigdy wcześniej nie przebył toru treningowego tak szybko. Widocznie potrzebował jedynie dobrej motywacji.
Przyjął bezsłownie informacje o ich gościu. Faktycznie jej wygląd pasował do tego jak go sobie wyobrażał. Nie miał okazji się poprawnie przywitać, zarówno przez jego niezręczną pozycję jak i potok słów, który niedługo później wypłynął z ust zielonego bohatera. Spróbował powstrzymać go od mówienia dalej, kierując w jego stronę wewnętrzną stronę dłoni, lecz przez stres czy zwykłą nieuwagę, Beast Boy zdążył powiedzieć już wiele niewygodnych rzeczy. Nightwing wolałby by Tytani nie opowiadali o ich niesubordynacji i braku zorganizowania poza gronem drużyny. Sama opinia o nich i strach, który wzniecała w sercach złoczyńców, znacząco zmniejszała wskaźnik przestępczości w Blüdhaven. Wolał jej więc nie psuć, nawet w oczach pojedynczych osób, takie rzeczy mają tendencję do rozprzestrzeniania się. Na początku nie zamierzał karać Raven i Beast Boya za ignorowanie jego bezpośrednich rozkazów, poza reprymendą słowną (bo nadal muszą mieć swoje zasady, nawet jeżeli są przyjaciółmi), jednak teraz wyglądało na to, że będzie musiał dodać im po parę godzin robót domowych w wieży. Mimo drobnej irytacji, którą teraz poczuł, cieszył się, że wrócili w jednym kawałku, zwłaszcza Rachel, której grożono zesłaniem do piekła. Nie miał pojęcia jak by mieli ją stamtąd wyciągnąć.
Skoro już o niej mowa, powiedziała coś przez co Dick miał ochotę zamienić grymas, który wpłynął na jego twarz po słowach Garfielda, na szeroki uśmiech. Raven, nawet pomimo bycia, cóż, Raven, potrafiła być momentami strasznie urocza. Teraz brała na siebie całą winę. Powinien być ostry dla nich, naprawdę, w końcu narażali się niepotrzebnie, ale jakoś jej słowa zmiękczyły jego serce, chyba podaruje sobie narzucanie im kolejnych robót domowych. Opieprz jednak nadal ich czekał, aż taki miękki to on nie był.
Przechylił głowę na bok. Zgodnie z tym co powiedział Bestia i co potwierdziła Rachel, “Kate” twierdziła, że jest jeźdźcem apokalipsy. W ciągu swojego całego życia napotkał wiele dziwów, może nawet bardziej specyficznych od Plagi, ale nawet mimo tych doświadczeń, nadal był nieco sceptyczny. Oczyma, skrytymi za maską, nawiązał kontakt wzrokowy z niebieskowłosą dziewczyną.
- Jeźdźcy Apokalipsy, co? Mówisz o tych z Biblii? - Podniósł się z ziemi wraz z Jedwabkiem - Nigdy bym nie obstawiał, że akurat Plaga ze wszystkich byłaby taka ładna… Czym zasłużyliśmy sobie na ofertę współpracy? - Kąciki jego ust uniosły się w wzbudzający zaufanie uśmiech. Wręczył Raven Jedwabka na ręce, przejeżdżając ręką po chropowatej skórze na jego plecach na pożegnanie. Dopiero kiedy pozbył się ciężaru, który musiał trzymać, Kate mogła przyjrzeć się dokładniej jego postawie, stał wyprostowany z barkami skierowanymi do tyłu, w lekkim rozkroku. Zazwyczaj ludzie stojący w ten sposób wyglądają na bardzo spiętych, ale Grayson znalazł jakiś sposób by mimo tego wyglądać na całkiem rozluźnionego. Jego oczy nadal uważnie ją obserwowały, to jak się poruszała wyrażało pewną niepewność, zamknięcie się w sobie. Jego ręka drgnęła, jakby miał ją podać, ale zawahał się. Usłyszał ciche stękanie mechanizmów. Jego wzrok wręcz wystrzelił za plecy jeźdźca. Jego obawy się potwierdziły, tor przeszedł w następną fazę. Przez to całe zamieszanie nie miał czasu dezaktywować pola treningowego! Jego dłoń ruszyła ku dłoni Plagi, jakby za smagnięciem bicza, w ułamku sekundy chwytając jej przedramię w pewnym uścisku. Pociągnął ją do siebie, jednocześnie klękając, by sprowadzić ją do parteru. Powietrze nad nimi zostało przeszyte przez serię dysków, wypluwaną z pasją przez wieżyczki. Kiedy usłyszał jak biorą przerwę by załadować kolejne dyski, w jego wolnej ręce, jakby znikąd, zabłysnął pojedynczy batarang. Wyrzucił go zamaszystym ruchem ku konsoli, tak by zakręcił w locie i uderzył w przycisk awaryjny. Momentalnie ostrzał został wstrzymany, a wyrzutnie dysków potulnie schowały się pod poziom trawy.
Po tym zajściu cofnął rękę i tym razem uścisnął dłoń Plagi.
- A ja jestem Nightwingiem i ratuję ludzi - Przedstawił się, parodiując powitanie niebieskowłosej. Jego białe zęby zabłysnęły w szerokim uśmiechu. Nie wydawał się przestraszony całą sytuacją, takie akcje to dla niego norma. Pomógł dziewczynie wstać (o ile tego potrzebowała) i rozejrzał się po otoczeniu. Zauważył za swoimi plecami stertę porozbijanych kawałków gliny. Musiały uderzyć w okoliczne drzewa, Cyborg specjalnie wyznaczył trajektorię ich lotu tak, by nie opuściły wyspy i nie mogły nikomu zagrozić, zamiast tego rozbijając się na otoczeniu. Odwrócił się potem w stronę pozostałych dwóch Tytanów
- Wszystko w porządku?
--------------------
 
 
 Beast Boy 
The Green Elf


Informacje
Imię i nazwisko: Garfield Logan
Pseudonim: Beast Boy, B.B.
Wiek: 19 lat
Grupa: Titans
Multikonta: Martian Manhunter, Blue Beetle
Karta Postaci: Klik
Relacje: Klik
Wysłany: 2018-11-01, 23:53   

Słysząc odpowiedź Dicka, zielony uśmiechnął się i spojrzał z dumą na pupila. Nie miał pojęcia o jaki rekord chodzi Graysonowi, ale cieszyła go każda pochwała skierowana w stronę Jedwabka. Zawsze to miła odmiana od słuchania skarg na jego specyficzną dietę, która często składała się z cennych i istotnych przedmiotów, nieprzeznaczonych do spożycia. Ale trzeba przyznać, że odkąd Jedwabek zamieszkał na stałe w wieży, Tytani nauczyli się bardziej dbać o swój sprzęt. W każdym razie, Garfield miał sporo do przekazania, dlatego nie ciągnął rozmowy o Jedwabku.
I jak to często mu się zdarzało, wygadał za dużo. W stresujących sytuacjach, czy w obliczu groźnego rozmówcy, potrafił przemyśleć każde słowo przed wypowiedzeniem go. Jednak teraz, gdy był otoczony przyjaciółmi, w dobrze znanym miejscu, a ekscytacja związana ze świeżą przygodą sięgała zenitu, nie potrafił się powstrzymać. Wszelkie blokady w jego umyśle po prostu się rozstąpiły dając ujście każdej myśli, która przyszła mu do głowy.
Był już gotowy na reprymendę. Choć miał nadzieję, że Nightwing się z tym wstrzyma i najpierw zajmie się Plagą. Jednak najpierw wcięła się Raven. BB spojrzał na nią ze zdziwieniem. W sumie miała trochę racji. To nie był jego pomysł, żeby poszukać Kate na własną rękę i ryzykować życiem Rachel. Dziwne uczucie - nie być tym głównym winowajcą. I tak był skłonny wziąć zasłużoną część odpowiedzialności na siebie. Gdyby dostatecznie się zaparł i nie oddał naszyjnika, Raven nie znalazłaby Plagi (chyba, że sięgnęłaby po naprawdę brudne chwyty). Jednak, kiedy Rachel stwierdziła, że nie był potrzebny, poczuł ukłucie irytacji. Naprawdę ciężko było mu się powstrzymać, żeby jej wytknąć, że bez niego mogłoby się to skończyć tragicznie. Był prawie pewien, że dziewczyna zdaje sobie z tego sprawę, choć nie mógł tego odczytać z jej pokerowej twarzy. Ostatecznie postanowił się nie odzywać, bo uznał, że kłócenie się o to byłoby w tym momencie żenujące. Zacisnął szczęki i sapnął wbijając lekko naburmuszony wzrok w podłoże. Za bardzo go to ubodło, żeby docenić próbę uniewinnienia go. Przynajmniej na razie.
Mimo lekkiej irytacji jego uwagę przykuła wymiana uprzejmości między Dickiem a Kate. W sumie był zdumiony, że lider podchodził do niej w tak przyjazny sposób. Może nawet trochę za bardzo. Ciekawe co by powiedziała Kori, gdyby się dowiedziała, jak jej narzeczony komplementuje obcą zwiastunkę zagłady świata. I jeszcze się prężył w tym swoim obcisłym stroju. Od tego momentu Beast Boy czujnie przysłuchiwał się ich rozmowie i podejrzliwie spoglądał na Nightwinga. Czy to jakaś gra z jego strony, żeby wzbudzić zaufanie? Jakiś test? Garfield czasem miał wrażenie, że jego towarzysze noszą za dużo masek.
Jego zezwierzęcony słuch wyłapał klikanie wieżyczek być może nawet szybciej niż zareagował na nie Nightwing. Jedna z nich stała za plecami Raven, która trzymała w rękach Jedwabka. To na pewno utrudniało inkantacje. Nie biorąc pod uwagę, że dziewczyna wciąż mogła odlecieć lub po prostu się schylić (o ile zareagowałaby na czas), Gar rzucił się za nią, błyskawicznie zmieniając formę. Gliniany dysk ugodził w bark zielonego nosorożca, po czym roztrzaskał się na ziemi. Zwierzę poruszyło skórą na boku, jakby chciało odgonić natrętną muchę. Kątem oka zauważył, że Dick osłonił Kate, co zdecydowanie przyniosło mu ulgę. Kiedy tor został wyłączony, Beast Boy wrócił do swojej postaci i pomasował ramię. Oj, będzie po tym szmaragdowy siniak.
- Wybacz, że się niepotrzebnie napatoczyłem - rzucił z przekąsem do Raven, gdy już się upewnił, że jej i Jedwabkowi nic się nie stało. Od razu poprawił mu się humor, już nawet się nie gniewał na Rachel. Przeniósł wzrok na Nightwinga i kiwnął mu głową z lekkim uśmiechem.
- Gdybyś powiedział, że tor jest włączony, zaczęlibyśmy od rozgrzewki.
--------------------

♪♫♪
b1d068
 
 
 Raven


Informacje
Imię i nazwisko: Rachel Roth
Pseudonim: Raven
Grupa: Titans
Karta Postaci: Klik
Wysłany: 2018-11-04, 18:40   

Ściskając niezadowolonego Jedwabka miała w sobie, jak na nią bardzo wiele nadziei. Na pierwszym miejscu plasowała się ta, która dotyczyła jego apetytu, ale sądząc po ciężarze obłego ciała z pozoru mało urokliwy kosmita nie wyrażał żadnej chęci skonsumowania jej ulubionej bluzy. Co prawda miała ich kilka, jak nie kilkanaście, ale akurat tą lubiła najbardziej.
Drugie miejsce natomiast zajęła gradowa chmura zbierająca się nad nią i nad Loganem. Wyjątkowo nie chciała się aż tak mocno zagłębiać w emocje Dicka, ale nawet nie musiała. Nightwing wyraźnie emanował niezadowoleniem. Oczami wyobraźni widziała dodatkowe obowiązki jakimi ich zarzuca, a na dodatek znając Beasta i jego ...kreatywne podejście do porządków oraz jej nieustępliwość kłóciliby się dwa razy bardziej, wszystko by trwało dwa razy dłużej i ogólnie wspinając się na wyżyny cierpliwości starałaby się nie posłać go do Afryki. Niedawno czytała bardzo ciekawy artykuł o jednym plemieniu kanibali... Co prawda miała obawy, że z tą swoją, zwierzęcą charyzmą przekonałby krwistych ludożerców do zażerania się tofu, ale gimnastyka w takiej sytuacji oddałaby jej troszkę satysfakcji.
Na szczęście Grayson jak zwykle spojrzał na nią przychylnym wzrokiem, ale hej, obiecali sobie szczerość i postanowiła dotrzymać tejże obietnicy, a zarazem miała nadzieje na ugranie odrobiny litości, więc zabiegł przebiegł pomyślnie. Rzadko kiedy pozwalała sobie na uczucie ulgi, ale takową właśnie odczuła. Nie wiedziała jak długo ich lider będzie znosił jej wybryki, ale póki co podziwiała jego cierpliwość, a zarazem siłę i wiecznie pozytywne podejście, którym za wszelką cenę starała się nie zarazić. ...Ale zbyt długo nie mogło być pozytywnie.
Przez tyle lat, chcąc nie chcąc, obcowania wśród ludzi nauczyła się bardzo, ale to bardzo ignorować znaczące spojrzenia do tego stopnia, że praktycznie ich nie zauważała. Gdy Plaga postanowiła uraczyć ją kolejnym, myślami była już zupełnie gdzie indziej. Jasne, Kate miała prawo czuć się w jej towarzystwie mało komfortowo, ale na tym właśnie najbardziej zależało pannie Roth. I wszyscy doskonale dawali się nabrać na jej zagrywki. No, prawie wszyscy. A gdy mieli już te standardowe zerknięcia za sobą Rae w tym czasie mogła się już w pełni skupić na emocjach niebieskowłosej, wtedy kiedy ta zupełnie się tego nie spodziewała. Prychnęła w myślach widząc jakiemu testowi poddawała ich lidera, wyciągając dłoń w jego kierunku, mówiąc zarazem jakie zagrożenie niesie jej dotyk. Z wyraźnym grymasem niezadowolenia wspomniała jak ją dookreśliła, gdy sama zarządziła na nią w podobnym stylu zagrywkę. Tylko sama przed sobą przyznała, że była cholernie ciekawa reakcji Dicka.
I gdyby nie fakt, że emocje Beasta jeszcze bardziej przykuły jej uwagę, zapewne całą swoją uwagę poświęciła by temu wydarzeniu, jednak na kilka sekund przeniosła wzrok na sałatogłowego. Wyczuła u niego ...zazdrość? O Dicka? Kate? Huh, nie sądziła, że aż tak daleko to zaszło. Dopiero sekundę później i też od Beasta wyczuła, że coś tu bardzo nie gra. Atak nadszedł tak szybko, a nie mając jak zareagować w ten swój sposób stwierdziła, że uchroni chociaż Jedwabka. Nie zdążyła się zorientować jaką trajektorię lotu obrały dyski, więc jedyne co mogła w tym momencie zrobić to odwrócić się tyłem i skulić tak by chronić kosmiczną glizdkę.
Serce biło jak oszalałe. Czekała na ból, ale ten nie nadszedł. Spojrzała tylko w dół na swojego towarzysza sprawdzając czy aby czasem go nie zgniotła, a gdy okazało się, że jest cały odstawiła na twardą powierzchnie. Wyprostowała się powoli i zarzuciła kaptur na głowę przyjmując już swoją zwyczajową postawę wycofania. W nijaki sposób zareagowała na przekąs Beasta, bo i tak była przygotowana na coś bardziej dosadnego i podsumowującego jej postawę, ale najwyraźniej miał dzień litości. Właściwie powoli dochodziła do wniosku, że nic tu po niej i rozmyślała o powrocie do pokoju, by na spokojnie móc oddać się temu co lubiła najbardziej. Czytaniu książki, medytacji i ogólnie pojętej depresji.
--------------------
 
 
 Plague
First rider of Apocalypse


Informacje
Imię i nazwisko: Plague
Miasto: Gotham City
Wiek: Nikt nie policzy
Grupa: Cywil
Multikonta: Boomerang ll Magni ll Akira ll Rez
Karta Postaci: Klik
Relacje: Klik
Wysłany: 2018-11-10, 20:18   

Jeszcze raz spojrzała na całą czwórkę i ich potworka - wyglądali na zgraną ekipę. Miała nadzieję, że nie narobiła im problemów, faktem, że musieli samowolnie wyruszyć na jej spotkanie. Choć nawet jeżeli tak było, to demonica i zielony nie wyglądali na przejętych reprymendą od szefa - chyba liczyli się z takimi konsekwencjami. Tak, czy inaczej nie chciała robić im problemów, starczy, że sama jest chodzącym problemem.
- Tak, dokładanie tym samym, a raczej tą samą. - "tą samą jeźdźcem" nie brzmiałoby zbyt składnie, więc odpuściła sobie kolejny dziwny żart - Co mnie do was... - nie dane było jej dokończyć, gdyż Nightwing złapał ją za rękę i sprowadził na ziemię. Sama nie wiedziała, co się stało, wszystko działo się zbyt szybko. Jednak zachowanie przywódcy Tytanów nie wyglądało jak atak, - przynajmniej tak myślała - a jeżeli nim było, to zaraz mu odda. Choć cholera wie.
No dobra, nie chciał jej atakował, a nawet ją uratował! Ciekawy koleś.
- Widać ratujesz nie tylko ludzi - powiedziała z lekkim śmiechem w głosie i chwytając jego rękę podniosła się - Ta, spoko - wyciągnęła papierosy i odpaliła jednego.
- Więc wracając do moich intencji - wróciła do przerwanej przez atak dysków rozmowy paląc w międzyczasie papierosa - Chcę, aby to, do czego powstałam nie nastąpiło zbyt szybko. Wiesz, apokalipsa i te sprawy. Mam nadzieję, że jeżeli pomogę wam utrzymać w miarę stabilizację na Ziemi, to Ojciec nie odpali protokołu "Ogólny rozpierdol" i nie będę musiała was pozabijać - posłała mu szeroki uśmiech z zaciśniętymi wargami, taki typowo psychopatyczny. Oczywiście odegrany bardzo dobrze.
Co miała mu kłamać? Nie chciała niszczyć tej planety, skoro już się tu zadomowiła i uciekła na nią przed powalonym Ojcem i innymi Bogami. I to też nie tak, że była pacyfistką - potrafiła zrobić krzywdę osobom, które ją irytowały, ale też chciała zapobiec opcji, że będzie zmuszona do pozabijania niewinnych. I nie obchodziły ja te bajeczki o grzechach i innych dziwnych wymogach nadanych przez Ojca. Nikt nie był czysty, ale też nikt nie powinien być potępiony za jakieś głupoty. Ona była wyjątkiem - jej wolno było wszystko, bo przecież miała tylko jeden cel swojego istnienia.
Miała nadzieję, że Nightwing i reszta spojrzą na nią przychylnym okiem, szczególnie, że nie kłamała.
--------------------
 
 
 Jedwabek


Informacje
Imię i nazwisko: Larwiszon M-15
Pseudonim: Jedwabek
Multikonta: Omen, Milagro
Karta Postaci: Klik
Relacje: Klik
Wysłany: 2018-11-17, 02:07   

Przed oczami robaka przeleciało całe jego życie. Zarówno ta jego część, w której się wykluł, dorastał, spędzał czas z rodziną, w roju. Jak również ta w wieży, teoretycznie samotnie, bez braci i sióstr, ale zawsze otoczony miłością innych istot. Czy to koniec? - pomyślał przestając machać odnóżami i kuląc się w ramionach Raven. Te wszystkie smakołyki, których nie dane było mi skosztować! - pomyślał ze smutkiem i żalem dopiero na drugim miejscu stawiając członków Tytanów, których miał już nigdy więcej nie zobaczyć. Wtulił się w trzymającą ją dziewczynę czekając na ból i następującą po nim ciemność, ale te nigdy nie nadeszły. Uratowany! - pomyślał prze-szczęśliwy, gdy odstawiono go na pokrywającą tor betonową posadzkę. Postanowił nawet, że przez tydzień nie będzie wyjadał ukradkiem Loganowi tofu w podzięce za ocalenie życia.
Skoro znajdował się na ziemi, zarówno duchem, jak i ciałem, rozejrzał się, by rozeznać w sytuacji: Ile martwych? Ile rannych? Ile racji żywnościowych? Niestety na każde z tych pytań odpowiedź brzmiała: zero. Zaciągnął się świeżym powietrzem, skoro na całe szczęście wciąż mógł oddychać, a przy okazji również dymem tytoniowym, a także nieznaczną wonią wypitego wczoraj piwa oraz śladowym zapachem mieszanki różnych, zażytych na przestrzeni ostatnich miesięcy narkotyków. Tak, Jedwabek miał naprawdę dobry niuch. Zaciągnął się jeszcze raz. Rozpoznawał ten aromat, może nie był jakoś niesamowicie przyjemny, ale taki jakiś... bliski! Podreptał w kierunku Plagi i otaksował ją z odległości kilku centymetrów. Obwąchał jej jednego glana, potem drugiego. Zastanowił się. Eureka! Pachnie, jak Roy! - zauważył zadowolony ze swojego odkrycia. Uśmiechnął się trochę mniej strasznie niż Plaga, chociaż kto wie, jakie emocje wzbudza widok szeregu ostrych zębów i zaczął skakać jej do kolan niczym pragnący zabawy i drapania za uchem pies. Z tą różnicą, że nie miał uszu i nie był psem.
 
 
 Dick Grayson


Informacje
Wysłany: 2018-12-25, 00:16   

Cicha złość zaczęła zbierać się głęboko w Nightwingu z siłą tsunami wypełniającego niegdyś suchą dolinę. Pozwolił sobie być nieostrożnym i mógł przepłacić to zdrowiem Beast Boya, Raven, Jedwabka i jego de facto gościa. Powinien był ich ostrzec albo wyłączyć tor przeszkód. Gdyby nie Beast Boy i jego szybka reakcja, ten dzień mógłby stać się nagle o wiele bardziej ponury. Tak nie mogło być, nie mógł ufać szczęściu w takich sytuacjach. Lider Tytanów nie może popełniać pomyłek, a przynajmniej takich, za które płaci ktoś inny niż on. Zachował uśmiech na twarzy, ale był to jedynie teatralny gest. Najłatwiej (i możliwe, że jako jedynej) wyłapać to będzie Rachel dzięki jej empatii. Wiedział o tym, ale też wiedział, że nic na to nie poradzi. Nie zdziwiłby się, gdyby dziewczyna postanowiła nigdy nie wracać do tematu. On za to będzie ciągle o tym myślał. Kolejne zmartwienie na głowie, jakby ich mu brakowało. A miał wyjść się zrelaksować.
Jego wzrok skupił się na ramieniu Garfielda. Więc to właśnie w nie oberwał. W błękitnych oczach mężczyzny był to symbol, symbol jego niekompetencji. Miał nadzieję, że to nic poważnego, najwyżej siniak, o którym zielony niedługo zapomni, w przeciwieństwie do Dicka. Możliwe, że to pozostałość po jego dawnym mentorze, ale on także lubił kolekcjonować pamiątki, które miały przypominać mu o jego porażkach i sukcesach, ale w jego wypadku były to zazwyczaj rany na ciałach jego towarzyszy. Kolejny przykry okaz do kolekcji.
Z zamyślenia wyrwał go odpychający zapach zapalonego papierosa docierający do jego nozdrzy. Nigdy nie był specjalnym fanem używek w żadnej formie, od fajek przez piwo aż po narkotyki. Mimo tego nie komentował zachowania Kate, teraz ważniejsze było to, co miała do powiedzenia o swoich planach. Wielu mogłoby odebrać jej zwierzania jako szaleńczy bełkot, lecz połowa życia, którą Dick przeznaczył na walkę z szaleńcami i supernaturalnymi istotami, nauczyły go, że warto mieć otwarty umysł nawet na najdziwniejsze stwierdzenia. Chwycił się za brodę, zakrywając swoje usta palcem.
- Nie wiem jak to będzie z całym światem... - zaczął po chwili spędzonej na przemyśleniach - ...ale na pewno przyda nam się pomoc w Blüdhaven. Poza tym jesteśmy swojego rodzaju ekspertami w radzeniu sobie z ojcami, którzy chcą zniszczyć Ziemię. Dobrze, jesteś w tytanach, ale na razie na pół etatu.
Nie przejął się jej uśmiechem, zapewne ich tylko testowała. Ciekawe czy zdawała sobie sprawę, że to działa w obie strony i ona też jest testowana. Nightwing zaryzykował z przyjęciem jej między innymi dlatego, by mieć ją na oku na wypadek, gdyby faktycznie miała kogoś skrzywdzić. Właśnie rozłożył sobie planszę na kolejną grę, w którą się wplątał. Teraz przyjdzie mu grać zarówno z Rose, jak i z Plagą. Nie podobało mu się to, ale wiedział, że to najlepsza opcja.
Jego rękawica zapikała. Nacisnął przycisk na niej, po czym jego twarz zasłonił niebieski hologram, rzucający obraz na cząsteczki powietrza przed nim. Od strony reszty Tytanów była to płaska, jednolita przestrzeń, jednak dla niego był to wykaz pewnych ważnych informacji oraz grafik. Można było zauważyć, jak marszczy brwi nad maską. Nacisnął serię przycisków, szybko odbijając palce od każdego z klawiszy.
- A wiesz, że to była tylko rozgrzewka? - Odpowiedział na słowa Beast Boya - Twoim prawdziwym zadaniem będzie przedstawienie Kate podstawowych zasad i protokołów i oprowadzenie jej po wieży. Zacznij od pokoju medycznego, przy okazji możesz sprawdzić swoje ramię. Raven, pójdź z nimi, zajmij się Beast Boyem, jeżeli tego potrzebuje, potem możesz im towarzyszyć, jak chcesz. A co do Kate… Widzimy się niedługo na ewaluacji zdolności bojowych, rutyna dla nowych Tytanów - Zaczął organizować pracę drużyny szeregiem poleceń. Drzwi ich garażu podniosły się, a z nich wyjechał Nightcycle, który przyjechał prosto przed Dicka, niczym posłuszny pies. Jednym, zwinnym susem, wskoczył na motor.
- To nic wielkiego, mała misja zwiadowcza, złapię kogoś po drodze - wyjaśnił, zakładając na głowę hełm. Przekręcił prawą manetkę, wywołując głośny ryk z głębi silnika. ”Będziemy w kontakcie”, to ostatnie słowa, jakie padły z jego ust, nim wystrzelił z zawrotną prędkością przed siebie, po drodze przejechał po resztkach ceramicznych dysków, aż zniknął za linią drzew.

z/t
--------------------
 
 
 Omen


Informacje
Imię i nazwisko: Lilith Clay
Pseudonim: Omen
Wiek: 22
Multikonta: Jedwabek, Milagro, Firestorm
Karta Postaci: Klik
Relacje: Klik
Wysłany: 2019-01-17, 11:01   

I ruszyli! Lilith spodziewała się, przewidywała, że wyścig dwójki speedsterów nie wróżył niczego dobrego, ale nie zdążyła nawet zaoponować. Bart prowadził. Może dlatego, że Wally dawał mu fory, a może dlatego, że Wally biegł z obciążeniem w postaci dziewczyny, ewentualnie dlatego, że Wally przymierał głodem. Jego brzuch wydawał non stop dźwięki, jakby chłopak co i rusz, na nowo przekraczał prędkość dźwięku. W końcu nie wytrzymał i jakieś dwieście kilometrów przed Blüdhaven zakręcił na samoobsługową stację po całe naręcze hot-dogów. Te niecałe pół sekundy nieuwagi starczyło, by stracili Barta z oczu. Przeklął. W myślach. Ale Lilith i tak usłyszała.
Po jakichś dwunastu sekundach, pięciu hot-dogach i po zniknięciu Dicka znaleźli się pod wieżą. Wieżę pamiętała. Odstawiona na ziemię zachwiała się lekko z powodu rany w udzie i nagłego powrotu do zwyczajnej prędkości. Wally wcisnął jej w ręce jedną z bułek z parówką, rzucił coś o tym, że niedługo wróci, błyskawicznie poprosił resztę, by się nią zaopiekowali, nawet podziękował, ale wszystkie te słowa zlały się w jeden, niesamowicie szybki bełkot na miarę pytania o kartę vitay i zbierane punkty przez kasjerki na stacjach Orlenu. Potem zniknął. Żółta smuga pomknęła po wodzie w stronę miasta, a po Kid Flashu pozostał tylko wzniecony kurz.
- Hej. Jestem Lilith - zaczęła niepewnie po dłuższej chwili niezręcznej ciszy. Mimowolnie musnęła telepatycznie umysły obecnych: dwie osoby podatne, jedna natychmiast odsunęła się poza jej zasięg i... robak. Nie chciała naruszać ich prywatności, ale skorzystała ze zmysłów. Spojrzała przez oczy Plagi i Logana, rozpoznała otoczenie, ale nie obecnych. Żadnego z nich. Nowi? Sporo się zmieniło przez te dwa lata.
- Członek Tytanów po... dłuższych wakacjach - wyjaśniła kontynuując - Miło was poznać - uniosła wstrzemięźliwie prawą dłoń na znak powitania. Była i wyglądała na skołowaną. Skontaktowała się z Wally'm, bo to o nim pamiętała najwięcej i miała nadzieję wyciągnąć z niego kilka zapomnianych wspomnień, ale jakoś nie starczyło na to czasu i teraz została rzucona na głęboką wodę nie mogąc sobie przypomnieć, jak się pływa.
Stała, jak słup soli, sztywno, z posiłkiem od Wally'ego w ręku, patrząc się pusto gdzieś ponad całą trójką, w przestrzeń. Ranę na udzie zasłaniał płaszcz, ale włosy po lewej stronie twarzy miała sklejone zaschniętą krwią z rozciętej skroni. Wyglądała głupio, żałośnie, doskonale to wiedziała, widziała siebie przecież aż dwoma parami oczu.
- Czy ktoś mógłby mnie zaprowadzić do pokoju medycznego? - zapytała starając się uśmiechnąć, jakby miała wszystko pod kontrolą. Nie chciała się przyznać, że nie pamiętała, na którym piętrze się takowy znajduje. Nie chciała się też przyznać, że nie widziała i szukając go samotnie najprawdopodobniej nie trafiłaby nawet do wejścia do wieży. Kiedyś będzie musiała o tym powiedzieć, oby jak najpóźniej.
--------------------

Ask a bird how she sings, and she will answer by singing
#19d83f
 
 
 Beast Boy 
The Green Elf


Informacje
Imię i nazwisko: Garfield Logan
Pseudonim: Beast Boy, B.B.
Wiek: 19 lat
Grupa: Titans
Multikonta: Martian Manhunter, Blue Beetle
Karta Postaci: Klik
Relacje: Klik
Wysłany: 2019-01-20, 21:54   

Garfield poczuł, że coś jest nie tak, gdy Raven nie zareagowała ani na jego pomoc, ani na zaczepkę. Po prostu się wycofała. W takich momentach zawsze miał wrażenie, że coś zawalił. Wolał, żeby Rachel rzuciła jakąś ciętą ripostę, które najczęściej były naprawdę mocne, niż żeby się w ogóle nie odzywała. Już prawie zapomniał, że jeszcze przed chwilą miał do niej żal o bagatelizowanie jego udziału w spotkaniu z Plagą. Wciąż nie zdawał sobie sprawy, że nie zrobiła tego, żeby mu dopiec. Więc teraz zastanawiał się, czy jakiś odłamek dysku nie ugodził jej w głowę. Może źle ocenił jej stan. Wówczas jego komentarz nie byłby już tak dobitny, tylko po prostu idiotyczny i chamski. Na samą myśl o takim scenariuszu było mu głupio.
- Rae, wszystko gra? - zapytał trochę zmartwiony. Wolał się co do tego upewnić.
Po chwili wrócił wzrokiem do Nightwinga i Plague. Lider chyba już nie był w takim flirciarskim nastroju, jak przed atakiem dysków. Lepiej dla niego! BB od dawna bardzo kibicował jemu i Kori jako parze. Oboje byli dla niego jak rodzina. Zwłaszcza Starfire, z którą mógł rozmawiać o wszystkim i nawet jeśli nie rozumiała do końcu tematu, cierpliwie go wysłuchiwała. Zasługiwała na szczęście. A skoro Grayson się z nią zaręczył już jakiś czas temu, powinien trochę przystopować w kontaktach z innymi kobietami. Logan miał nadzieję, że nie musi mu o tym przypominać.
A tak poza tym, Kate została przyjęta. Wow, gładko poszło. Garfield od razu chciał jej pogratulować i przywitać ją w drużynie, ale w tym samym czasie odezwał się komunikator Nightwinga. Większość drużyny miała już wyuczone, by w takiej sytuacji mu nie przeszkadzać, żeby mógł jak najszybciej zbadać sprawę i ocenić, ilu Tytanów do tego potrzebuje. Dlatego Beast Boy ograniczył się do szerokiego uśmiechu i uniesienia obu kciuków w górę. Dick doczytał wiadomość do końca i wyglądało na to, że jedyna robota, jaką mu przydzielił to oprowadzenie nowej Tytanki po wieży. Dosyć ironiczne, że zlecił omówienie zasad osobie, która najczęściej je zaniedbywała. Na szczęście w zakres jego zadania nie wchodziło sprzątanie. Więc w sumie nie czekało go nic nieprzyjemnego.
- Moje ramię ma się świetnie! - oznajmił dziarsko i poklepał się mocno po obitej części ciała, minimalnie się krzywiąc. Jednak bolało bardziej niż zakładał, ale nie zamierzał się do tego przyznawać. Później pojawił się motocykl i Nightwing odjechał w badassowym stylu.
Zaległa kilkusekundowa cisza. W tym momencie największy ruch powodował Jedwabek brykający przy Kate. Chyba już ją polubił. Albo po prostu miał ochotę na papierosa, tylko nie do palenia. Gar już nabrał powietrza w usta, żeby zaprosić dziewczyny do budynku, ale wtedy nagle pojawił się Wally. Speedster i jego gadanina zupełnie odwróciły uwagę zielonoskórego od kolejnej niewiasty, która znalazła się na miejscu. Niewiele dało się zrozumieć z tego, co powiedział West, a przynajmniej nie od razu Loganowi udało się to przetrawić. Dlatego głównie potakiwał zdezorientowany do momentu, aż Kid Flash odbiegł. Wtedy dopiero mógł skupić się na rudowłosej. Aż uchylił usta z wrażenia.
- Lilith! - wykrzyknął jej imię w tym samym momencie, gdy sama je miała podać. Bez namysłu podbiegł do niej i uściskał ją. W ogóle nie brał pod uwagę, że mogła go nie rozpoznać. Trudno go z kimś pomylić. Za to Raven i Plague dołączyły do Tytanów pod nieobecność telepatki, więc uznał, że to im się przedstawia. Po chwili Garfield cofnął się, by dać jej trochę przestrzeni. - Jak dobrze cię widzieć! Już myślałem, że nigdy nie wrócisz! Udało ci się znaleźć rodziców?
Dopiero w oczekiwaniu na odpowiedź, przyjrzał jej się dokładniej. Miała inną fryzurę niż kiedyś. Krótsze i nie takie proste. Zauważył też kilka innych szczegółów. W pierwszej kolejności hotdoga. Sam zapach pieczonego mięsa drażnił go w nos. Ukłuło go rozczarowanie, bo pamiętał jeszcze, jak kilka lat temu udało mu się ją przekonać do wegetarianizmu. Wówczas był z tego dumny i cieszył się, że nie jest w tym sam. Pewnie poruszyłby ten temat, ale kolejnym zapachem, jaki jego czuły nos z łatwością wykrywał, była woń krwi. Dopiero wtedy zorientował się, że przyjaciółka jest ranna .
- Wybacz, głupek ze mnie! Wskakuj! - rzucił i zmienił się w zielonego kuca, by wygodnie przetransportować Omen w odpowiednie miejsce. Mogłaby mieć problem, by wspiąć się na grzbiet konia, dlatego BB postawił na coś bardziej przyziemnego. Dopiero po chwili, możliwe, że już z Lilith na barkach. uświadomił sobie, że pod ręką mają jeszcze wygodniejszy środek transportu. Spojrzał pytająco na Raven. W sumie głupio było mu prosić ją o pomoc. To już byłby co najmniej trzeci portal wytworzony przez nią tego dnia. Nie chciał jej zamęczać. Zresztą, Omen nie była zbyt ciężka, na spokojnie mógłby ją zanieść na miejsce.
--------------------

♪♫♪
b1d068
 
 
 Raven


Informacje
Imię i nazwisko: Rachel Roth
Pseudonim: Raven
Grupa: Titans
Karta Postaci: Klik
Wysłany: 2019-01-26, 13:19   

Mimowolnie, choć przecież nikomu się nie przyzna, na swój pokręcony sposób poczuła dziwną więź z Plagą. Słowa jakie padły z ust dziewczyny to wypisz wymaluj słowa, które od kiedy pamięta powtarzała w głowie non stop. to Ojciec nie odpali protokołu "Ogólny rozpierdol" i nie będę musiała was pozabijać - powtórzyła jeszcze raz w myślach. To wszystko zresztą poniekąd perfekcyjnie zostało zaznaczone przez Dicka. Oj tak, coś na ten temat wiedzieli. Wiedzieli, ba, poznali na własnej skórze, a wyrzuty w związku z tym doświadczeniem oraz tego jaki uszczerbek na zdrowiu przez to ponieśli dźwigała i pielęgnowała po dzisiejszy dzień. I może nikt jej tego nigdy nie wypominał, i może dali jej szanse, ale Rae cały czas się bała, że przyjdzie chwila, gdy będzie zmuszona zrobić złe rzeczy, że nie będzie potrafiła nad tym zapanować i jej najbliżsi zginą z jej ręki. Przez myśl przemknęło czy czasem tajemnicza dziewczyna nie jest równie tajemniczą jej siostrą, ale nie wyczuwała podmuchu demonicznej aury, w końcu miała okazję przyjrzeć się niebieskowłosej, gdy wszyscy ględzili tak radośnie. Może nawet w wizualnym sensie również były podobne? Co by łączyło się w jakąś całość, skoro Gar darzył ją niewyobrażalnie irytującą sympatią. Na koniec ten psychopatyczny oraz mało przekonujący ją uśmiech, który zaprezentowała nie był godny Kinga, którego namiętnie czytała by wprawić się w jeszcze bardziej mroczny i nieufny nastrój. I może właśnie dlatego nie spotkał się z przekonującym przejęciem, a może dlatego, że tylko ona w tym jakże szanownym gronie wyczuwała prawdziwe emocje zebranych. Tak samo jak bagatelizowanie bólu przez Garifielda.
- Wszystko okay - Rzuciła oschle na jego troskę, aczkolwiek czy mógł być pewien, że nie oberwała? Cała postura dziewczyny była skryta pod materiałem długiej, mało naturalnie falującej peleryny. Twarz natomiast przysłaniał cień z kaptura. Jego ból natomiast wyczuwała wyraźnie. Cóż za niebywały pech błądzić tak wśród pozorów i wiedzieć wszystko, a zarazem stać gdzieś z boku z zaciśniętymi mocno wargami, aby nic nie powiedzieć, aby nie rzucić za dużo. Nie denerwować się. Im bardziej o tym myślała, tym bardziej lewitowała nad ziemią analizując całą sytuacje, aż w końcu co innego przykuło uwagę młodej demonicy.
Coś z oddali. Coś jakby chciało się włamać, spenetrować jej umysł, sprawdzić ją, sprawdzić ich wszystkich. Pozostałych nie zdążyła zblokować, ale swój umysł zamknęła na kilka solidnych spustów. Nie minął ułamek sekundy jak uraczył ich Wally z nieznaną dziewczyną, ale nie zdążyła się ucieszyć na jego widok, bo w kolejnym ułamku już go nie było. Nie zdziwiła się aż nadto, chłopak zwykle za bardzo się spieszył, ale tym razem naprawdę chciała by został. Nie czuła się swobodnie w towarzystwie tak wielu obcych osób. Reakcja Logana troszkę pomogła. Przejął na siebie kwestie powitań, a słowa rudowłosej zostały podparte jego wylewnym przywitaniem. Umysł Lilith emanował bólem, ale nie musiała aż tak głęboko wnikać by z tej odległości dostrzec ślady krwi na jej twarzy.
Co innego również bardziej zastanowiło. Może Gary aż krzyczał całym swoim jestestwem, że przecież się znają, obrzucając radością dookoła niczym... ach, może jednak bez porównań, ale Lilith, bo tak się przedstawiła dziewczyna, zupełnie tego nie odwzajemniała. Odsunęła to jednak na bok, zrzucając na karb bólu jaki z sobą przyniosła i sądząc po śladach krwi oraz odczuciom towarzyszącym trzeba było zareagować od razu, bez czekania na wizytę w sali medycznej.
- Pozwólcie, że pomogę - Podfrunęła do Omen i opadła na ziemię dopiero kilka kroków przed nią.
- Mów mi Raven. Mogę cię uleczyć - Zawahała się, ale już zaraz uniosła promieniującą purpurowym światłem dłoń i ostrożnie ułożyła ją na czole dziewczyny. Kciuk zatrzymał się gdzieś pomiędzy oczami, a pozostała część oparła się na jej zakrwawionym policzku. Pusty wzrok Rae przeszywał spojrzenie zielonych tęczówek Omen. Teraz miała okazję dostrzec jej bladą twarz w blasku fioletowej poświaty, która zalała jej twarz prosto z żarzących się purpurą oczu. Pod nosem mamrotała mantrę w nieznanym języku i właściwie cała koncentracja padła tylko i wyłącznie na dziewczynę. Skutkiem ubocznym każdej próby uleczenia był wgląd we wspomnienia danej osoby i to zobaczyła w głowie Omen... przeszło jej najśmielsze, wywołujące trwogę oczekiwania.
Wszystko działo się tak szybko. Obraz dzieci... uwięzionych w okropnych warunkach
Myślała... miała nadzieje - co może zabrzmieć dość absurdalnie, że zobaczy tam młodą Omen, ale nie, nie. Widziała to jej oczami i to dokładnie. Ona nic nie zrobiła. Nie pomogła. Raven czuła ich strach, bała się razem z nimi, co zresztą na jej twarzy mogli dostrzec postronni, obserwujący dane zajście. Z pomiędzy jej warg dobył się jęk, ale znosiła to dzielnie. Z każdą chwilą rana postrzałowa zasklepiała się, a każda zerwana tkanka łączyła na powrót w jedną całość. Niby sam proces nie trwał długo, jednak Raven wyglądała na kogoś kto boryka się z czymś o wiele większym, bo właściwie tak było. Kolejny obraz, eksperymentowanie na meta dzieciach. Biedactwa w piżamkach z numerami po lewej stronie na piersi. Cała się trzęsła ze strachu razem z nimi przed nieznanym i poznanym, bo to co zrobili im dzień wcześniej wywoływało w niej zgrozę.
- Nie... - Wyrwało się i pokręciła głową, ale to nie był koniec. Kolejny obraz. Spotkanie z kobietą. Demoniczna, antyczna aura uderzyła w Raven tak, że o mało co, niczym pchnięta fizycznym podmuchem nie zatoczyła się na swoich nogach. Zaskakujące i coś z czym nigdy wcześniej nie spotkała się podczas swoich wizji była namacalność sytuacji. Przez te kilka sekund miała wrażenie, że znalazła się w tej sytuacji, a wszystko przez to, że tajemnicza kobieta z którą rozmawiała Omen podniosłą wzrok i spojrzała jej prosto w oczy. Raven poczuła ogromną moc i siłę. Poczuła jej demoniczne korzenie i zło jakie tliło się w spojrzeniu. Przesiąkła nim, każdy, niekoniecznie ktoś kto miał moce takie jak ona mógł wyczuć, że coś z nią nie tak, a Lilith z nią... kolaborowała?
- NIE! - Odsunęła się gwałtownie robiąc kilka kroków w tył, wpatrując się w Omen oskarżycielsko.
- Nie wejdziesz do środka, chyba, że jako więzień. Gar to nie ona. To nie może być ona - Mówiła święcie przekonana o swoich racjach nie odrywając wzroku od rudowłosej.
--------------------
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu Strona 1 z 2 
Zasady Postowania Opcje
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

 
Jumpbox
Skocz do:  


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Theme Abreo_LoteQ Created by Phantom © 2008-2009


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1
Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 8