DC Universe
» Rozgrywka » Blüdhaven » Titans Tower » Otoczenie


Otoczenie
Autor Wiadomość
 Plague
First rider of Apocalypse


Informacje
Imię i nazwisko: Plague
Miasto: Gotham City
Wiek: Nikt nie policzy
Grupa: Cywil
Multikonta: Boomerang ll Magni ll Akira ll Rez
Karta Postaci: Klik
Relacje: Klik
Wysłany: 2019-02-02, 18:54   

To wszystko było dziwne, baraaaardzo dziwne - pomijając fakt zębatego robala. Przyjęli się do ekipy "od tak" i byli mili. Albo się jej bali, albo był to jakiś podstęp, bo nigdy nie spotkała tak miłych ludzi. Szczególne byli uprzejmi, gdy dowiedzieli się o jej mocach i celu. Dziwni, bardzo.
Gdy tylko lider odjechał, na jego miejsce wpadł rudy koleś w żółto-czerwonych - chyba - lateksie, który wyglądał kolorystycznie jak z reklamy fastfoodów, tylko nie był creepy klaunem. Ale okej, tylko słów o nim, choć jego słów nie zrozumiała, mówił szybciej, niż strzela kałasz. Zdecydowanie ciekawsza była osoba, którą zostawił - całkiem ładna dziewczyna o rudych, trochę posklejanych krwią, włosach i w zielonym płaszczyku. Jej oczy były też jakieś dziwne, bardzo puste. Może była niewidoma, kto ją tam wie. Na razie jednak Plaga postanowiła się nie odzywać i nie wchodzić w rozmowy z nimi, ją już się nacieszyli, teraz pora na nowego gościa. Wywaliła niedopałek gdzieś na bok nawet nie zwracając uwagi na kręcącego się obok robala, zupełnie o nim zapomniała. Musiała skupić się na tym, co działo się jej jej oczami.
Wybuch radości u tego zielonego świadczył, że znał on tę Lilith. W sumie czemu nie? Skoro wróciła po dwuletnim urlopie, to dobrze dla niej. Może zwiedziła sobie jakieś ciekawe miejsca, jej sprawa.
Jednak dziwniejsze działo się później - okazało się, że demon umie leczyć. To było zaskakujące. Dobrze, że jej nikt nie poprosił, aby kogoś leczyła. To byłoby zbyt ironiczne. Jednak jeszcze ciekawiej zrobiło się, gdy Raven zaczęła krzyczeć i promieniować iść złowrogą aurą. Czyżby jakiś rodzaj telepatii przez dotyk? Cholera, nigdy nie da się jej dotknąć. Ale mniejsza z tym, nawet jeżeli demon używał telepatii, to nadal Plaga obierała jednak jej stronę, nie z powodu przyjaźni, czy innego uczucia, a temu, że byłą ona kobietą tego zielonego. Jemu Plaga ufała.
Widząc całą sytuację i szykując się na najgorsze, odruchowo sięgnęła za plecy i wygodnie oparła dłoń na rękojeści rewolweru. Wolała być przygotowana, aby ewentualnie użyć odpowiedniego środka perswazji i przekonać rudą do woli Raven.
--------------------
 
 
 Jedwabek


Informacje
Imię i nazwisko: Larwiszon M-15
Pseudonim: Jedwabek
Multikonta: Omen, Milagro
Karta Postaci: Klik
Relacje: Klik
Wysłany: 2019-02-03, 11:15   

Jedwabek skakał i skakał koło nóg Plagi oczekując uwagi, której ostatecznie nie otrzymał. Cały ten ruch sprawił, że robal znowu zgłodniał. Zaburczało mu w brzuchu, głośno i jakoś tak dziwnie, jakby nabawił się niestrawności. Może ten hantel to był jednak zły pomysł. Albo to przez uprawianie sportu od razu po posiłku. Tak, to na pewno przez sport - wywnioskował niekoniecznie trafnie, ale wygodnie dla jego sumienia.
Kiedy tak kręcił się wokół nóg niebieskowłosej na miejsce dotarł Wally z pasażerem. Robal aż pisnął z ekscytacji i od razu popełzł w kierunku speedstera i nowej. Wally zawsze miał dużo jedzenia! Niestety zazwyczaj ekspresowo znikało, ale chłopak jedząc niemiłosiernie kruszył, więc zawsze była nadzieja, że coś skapnie. Jeść! Jeść! Jeść! - powtarzał w swoim malutkim umyśle, jakby obawiał się, że zapomni, jaki ma główny cel w życiu. Na Jedwabka nieszczęście West zniknął tak szybko, jak się pojawił, a wraz z nim naręcze hot-dogów. Robaczek strapił się, ale jeszcze była nadzieja! Skupił wzrok na pozostawionej przez kumpla dziewczynie i trzymanym przez nią jedzeniu. Podpełzł do niej, wykonał stójkę i pomyślał, że gdyby umiał mówić, zapytałby się jej, czy będzie to jeszcze jadła. Rozdziawił paszczę i czekał... czekał... czekał... niezależnie od tego, czy otrzymał upragniony kąsek, czy jednak nie w końcu zamknął buzię i zdecydował się ruszyć w poszukiwaniu kolejnych podwieczorków. Jeden hot-dog to dla niego zdecydowanie za mało, a Wally miał ich całą górę.
Tylko gdzie on polazł? - z tym pytaniem w główce Jedwabek ruszył w kierunku, w którym prowadziła pozostawiona przez Kid Flash'a smuga, po drodze zlizał z ziemi niedopałek wyrzucony przez Plagę dodając tym sobie energii na kolejne kilkanaście metrów podróży i tak pełzł i pełzł w nieznane jedząc cokolwiek mu się nawinęło, a jego umysł opanowała jedna, jedyna myśl:
Jeść! Jeść! Jeść!

[z/t]
 
 
 Omen


Informacje
Imię i nazwisko: Lilith Clay
Pseudonim: Omen
Wiek: 22
Multikonta: Jedwabek, Milagro, Firestorm
Karta Postaci: Klik
Relacje: Klik
Wysłany: 2019-02-03, 14:24   

"Jeść! Jeść! Jeść!" - rozlegało się na całej szerokości telepatycznego spektrum praktycznie zagłuszając wszelkie myśli istot bardziej rozumnych niż Jedwabek. Głównie dlatego nie wyłapała przepozytywnego nastawienia Logana i głównie dlatego aż tak zaskoczyła ją jego bezpośredniość. Uściśnięta rozwarła szerzej oczy. Dotyk spotęgował mimowolnie nawiązane połączenie telepatyczne, a Lilith zalała fala informacji. Te wszystkie przegrane potyczki w Mortal Combat, to miękkie futro jego niedźwiedziej formy, te wspólne przygotowywanie czegoś zjadliwego na bazie tofu, te wszystkie wspomnienia jednoznacznie wskazujące na to, że... Powinnam go znać! Dziewczynę zalała kolejna fala smutku. Na nowo została przytłoczona wiedzą, jak wiele jestestwa straciła. Trzeba być wyjątkowo zdolnym, by zapomnieć całkowicie o człowieku, którego znało się całkiem dobrze. A do tego tak charakterystycznym człowieku.
- Ja... nie. Niestety nie - odparła. Aktualnie poszukiwania rodziców musiały zostać odłożone w czasie na rzecz szukania zagubionej siebie. Do wszystkich ran, jakie miała doszło jeszcze pęknięte serce ściskające się w jej klatce piersiowej, ale tego Raven już nie naprawi tak łatwo, jak reszty. Jak mogła go przeprosić za brak pamięci o nim? Czy takie przeprosiny są w ogóle możliwe do przyjęcia? Czemu pamięta o chamskim i gburowatym Roy'u, a o tak sympatycznym i ewidentnie bliskim Tytanie już nie?
- Nie będę tego jadła - odparła w odpowiedzi na rozczarowanie Logana i na myśli Jedwabka wrzucając temu drugiemu bułkę z kiełbaską do rozwartej buzi. Dla osób, które przemyśleń robala (na szczęście dla ich zdrowia psychicznego) nie słyszały brzmiało to jak wyrwane z kontekstu oświadczenie. Nie potrafiła sobie wybaczyć niepamiętania o wegetarianizmie, nie potrafiła sobie wybaczyć nieznania Logana, szczególnie, gdy on okazywał taką troskę i oferował się zanieść ją do pokoju medycznego na własnych barkach. Użalałaby się nad sobą jeszcze dosyć długo, gdyby nie przejęcie inicjatywy przez Raven. Lilith nie odrzuciła oferty uleczenia, w końcu czemu miałaby to robić? Nawet jeśli dopiero poznała Rachel, to wiedziała, że ten sympatyczny, zielony kolega żywił do niej pozytywne uczucia, wiedziała też, że ta mroczna postać jest Tytanem, a sam fakt, że nie mogła dostać się do jej umysłu paradoksalnie ją uspokajał. Przy kakofonii wszechobecnych myśli każda osoba potrafiąca się zasłonić przed jej trzecim okiem była na wagę złota. Każda taka osoba dawała jej pewne poczucie normalności.
Na pusty wzrok Raven odpowiedziała równie pustym wzrokiem, który akurat niczego nie przeszywał, a jedynie niczego nie zauważał. Uczucie towarzyszące zasklepianiu się ran było osobliwe, aczkolwiek przyjemne. Lilith rozluźniła się poddając się kuracji. Pozwoliła sobie stanowczo na zbyt wiele luzu zbyt późno orientując się, że jej osobista, mentalna przestrzeń jest naruszana. Wszystko działo się tak szybko. Nie mając dostępu do umysłu Rachel nie była w stanie jednoznacznie określić, do których z jej wspomnień ta uzyskała dostęp, ale patrząc na sprawę realistycznie można się było spodziewać najgorszego. Trzeba było mieć spore szczęście, by w pamięci Lilith trafić na cokolwiek dobrego. Czy widziała obrazy z Kolonii? A może przemyt żywego towaru z bliskiego wschodu? Umawianie się z najgorszymi przestępcami w kwestii podziału władzy nad światem? Cokolwiek wpadło w ręce Raven było wystarczająco okropne, by wyprowadzić ją z równowagi i zaniepokoić resztę. Lilith cofnęła się równie gwałtownie w tym samym momencie, co Rae.
- Słucham!? - wyrwało jej się na oskarżenia, które dotknęły ją bardziej, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Niewyobrażalny ogrom siły woli kosztowało ją kurczowe trzymanie sie tych cieniutkich nitek miłych wspomnień, wmawianie sobie, że to jest prawda, że to są przebłyski z jej życia sprzed dwóch lat, że ci ludzie, których pamięta to jej przyjaciele. Ignorowanie obaw, że się okłamuje, zagłuszanie czarnych myśli, że przecież może nie mieć z Lilith Clay całkowicie nic wspólnego poza nikłym strzępkiem informacji na temat jej przeszłości pozwalało na utrzymanie jako takiej, chwiejnej równowagi ducha. "To nie może być ona" było ciosem, który ją tej równowagi skutecznie pozbawił.
- Nie będziesz mi czytać w myślach dopóki ci na to nie pozwolę! - warknęła pokrywając się od stóp do głów zielonym światłem, które ze szczególną siłą błysnęło z jej oczu. Zacisnęła dłonie, a na jej twarzy pojawił się grymas złości, w fizycznym świecie nie poruszyła się nawet o krok, jedynie drżała z wściekłości za to mentalnie z furią naparła na zamknięty umysł Raven aż chroniące go, szóstozmysłowe skobelki zaskrzypiały. Oplotła się wokół jej chronionego umysłu niczym wygłodniały wąż boa miażdżąc jedną telepatyczną barierę za drugą. To starcie trwało zaledwie pojedyncze sekundy. Wystarczająco długo, by Omen tknęło, że... nie tędy droga.
- Nie. To sprawiedliwe - powiedziała zaprzestając telepatycznego ataku i stopniowo gasnąc - Ja słyszę wasze cały czas - kontynuowała wyjaśniając na czym niby polega ta sprawiedliwość. Wypełniło ją przytłaczające poczucie winy. Zarówno za to, czego dopuściła się przed chwilą, jak i za praktycznie każdą chwilę swojego życia, o której pamiętała. Przygryzła wargę i odwróciła głowę patrząc się w pustkę w innym kierunku. Starała się, naprawdę się starała zatkać mentalne uszy. Próbowała nie słyszeć obaw jakie z pewnością zakłębiły się w umyśle tego chłopaka, który powitał ją z takim entuzjazmem. Usiłowała ogłuchnąć na gotowość na najgorsze niebieskowłosej dziewczyny. Bezskutecznie.
- Proszę, nie strzelaj - wydukała cicho, zwracając twarz w kierunku Plagi.
--------------------

Ask a bird how she sings, and she will answer by singing
#19d83f
 
 
 Beast Boy 
The Green Elf


Informacje
Imię i nazwisko: Garfield Logan
Pseudonim: Beast Boy, B.B.
Wiek: 19 lat
Grupa: Titans
Multikonta: Martian Manhunter, Blue Beetle
Karta Postaci: Klik
Relacje: Klik
Wysłany: 2019-02-16, 21:27   

Rachel jak zwykle odpowiedziała w taki sposób, że ciężko było stwierdzić, na ile była szczera. Kaptur tego nie ułatwiał. Ale przynajmniej się odezwała, to już chyba coś, prawda? Zielonoskóry jeszcze co jakiś czas na nią zerkał, lecz nie dopytywał już więcej.
Lilith jakoś sztywno zareagowała na jego powitanie. Była spięta i wyraźnie zaskoczona. Gar oczekiwał nieco większego entuzjazmu. A może podczas tej przerwy od Tytanów przydarzyło jej się coś tak złego, że nie potrafiła nawet cieszyć się spotkaniem po latach z przyjacielem? Może sam fakt, że nie udało jej się odnaleźć rodziców tak ją przybijał?
- Ach, przykro mi - powiedział z prawdziwą empatią. Sam był sierotą i rozumiał ból utraty rodziców. - W każdym razie cieszę się, że znów jesteś z nami.
Porzucenie zamiaru zjedzenia hot doga był dla niego prawdopodobnie bardziej zrozumiały niż dla reszty. Zdążył odwyknąć od tego, że dla Lilith nie było wielkiej różnicy między tym co się mówi, a tym, co się myśli. I gdy sobie o tym przypomniał, aż głupio mu się zrobiło, że na wstępie obrzucił ją pretensjami. Więc dorzucił ciche przeprosiny, nie chcąc się nimi dzielić na forum.
Kiedy przyszło do opatrywania ran, Garfield w ogóle nie brał pod uwagę uzdrowicielskich zdolności Raven. Między innymi dlatego, że znał ich efekt uboczny. Ludzie zazwyczaj nie lubią gdy przegląda się ich wspomnienia bez zgody. Jemu akurat to nie przeszkadzało, i tak był jak otwarta księga. Mimo oschłości i cynicznego charakterku, uważał Raven za przyjaciółkę. Tak samo zresztą jak większość Tytanów. I każdego z nich powitałby z takim samym entuzjazmem jak Omen, gdyby nie widział ich kawał czasu. Stracił już dwie rodziny, więc przyjaciele byli dla niego szczególnie ważni i nie miał przed nimi tajemnic. No, przynajmniej nie jakichś poważnych…
- Można i tak - stwierdził widząc, że Lilith nie ma nic przeciwko kuracji z rąk nieznajomej i wrócił do ludzkiej postaci. W sumie to rudowłosa jako telepatka nie powinna mieć chyba nic przeciwko temu, że dla odmiany tym razem ktoś poszpera w jej myślach. To w końcu było całkiem fair.
Jednak zupełnie nie spodziewał się tak ostrej reakcji Raven na ujrzane wspomnienia. Przez chwilę pomyślał, że Lilith musiała mieć bardziej traumatyczne przeżycia niż dotąd śmiał przypuszczać. Jednak kiedy Rae rzuciła oskarżeniem, że to nie prawdziwa Omen, atmosfera zgęstniała. W dodatku powiedziała to z takim przekonaniem jakby stwierdziła, że trawa jest zielona. Garfield nie zdążył nawet tego przełknąć, nim rudowłosa wybuchła oburzeniem. Dobrze znał jej aurę i zdawał sobie sprawę, co chciała zrobić. Na szczęście dla niej opanowała się nim minęło oszołomienie zmiennokształtnego. Już miał dobierać odpowiednie zwierzę do powalenia jej na ziemię. Wpatrywał się z niedowiarzeniem na obie dziewczyny na zmianę.
- Ale… ale jak to? - Sam nie wiedział, czy było to pytanie do Raven, Omen, czy do siebie samego.
Co prawda rudowłosa zachowywała się dziwnie. Jakby w ogóle go nie poznała. To z pewnością przemawiało na jej niekorzyść. Ale miała takie same moce, wyglądała, a nawet pachniała jak Lilith. Jej moce były jednocześnie problemem. No bo w jaki sposób miała udowodnić, że jest prawdziwą Lilith? W innym przypadku mogłaby się powoływać na fakty, które znane są tylko w wąskim gronie. Lecz jaki to miało sens, gdy ruda mogła swobodnie wyciągnąć te informacje z głowy pytającego?
- Czy to prawda? - wypalił w końcu, sfrustrowany błądzeniem w przemyśleniach. - Jesteś… podróbką?
To by było zbyt naiwne nawet jak na niego, żeby sądzić, że imposter dobrowolnie się przyzna. Ale wiele można było wyciągnąć z reakcji. I mimo, że dziewczyna mogła z łatwością przejrzeć jego plan, dopasowanie odpowiedzi i zachowania do jego pytania w taki sposób, by zabrzmiały wiarygodnie, było już znacznie trudniejsze. Wciąż zastanawiał się, kim mogła być, jeśli nie prawdziwą Omen. Jakimś klonem? Może Kadmus zwiększył swoją efektywność od czasu Superboya i dojrzewanie klonów nie trwało już tak długo? Garfield wolał nie zapuszczać się dalej z tymi podejrzeniami. Wciąż miał nadzieję, że sprawa się wyjaśni i będą mogli mieć pewność, że to oryginalna Lilith. Jednak do tego czasu musiał zgodzić się z Raven. Nie mogą jej wpuścić do wieży.
--------------------

♪♫♪
b1d068
 
 
 Raven


Informacje
Imię i nazwisko: Rachel Roth
Pseudonim: Raven
Grupa: Titans
Karta Postaci: Klik
Wysłany: 2019-03-03, 19:18   

Nawet nie zdążyła zareagować na atak ze strony Omen, ale nie miała szansy. Nie miałaby szansy nawet gdyby przygotowała się przez tydzień, ponieważ siła z jaką ją zaatakowała sprawiła, że od razu schowała skronie między dłońmi, które odruchowo przycisnęła do głowy. Zatoczyła się na nogach i opadła na kolana co wyglądało tak, jakby ugięła się przed zielonym, emanującym z Lilith światłem. Tylko one dwie wiedziały co działo się naprawdę. Wszystko co wypracowała po zamknięciu ojca w krysztale, każda postawiona, pieczołowicie zamknięta w umyśle bariera zaczęła pękać, dokładnie tak jak Omen chciała, jedna po drugiej i choć nie zdołała pokonać ich wszystkich, ponieważ w porę doszła do konstruktywnej refleksji, ale o jedną poszło za daleko.
- Witaj córeczko. Achhhh, w końcu dopuściłaś mnie do głosu. Jak miło znowu być z tobą - Głos, który zaskrzypiał w jej głowie należał do Trigona. Jej ciało przeszył dreszcz i choć Lilith zaprzestała już swoich działań Rae nadal wyglądała jak ktoś kto bardzo cierpiał. Zakryła twarz za kapturem opuszczając głowę w dół, gdy poczuła, że jest wzrok się zmienia, że widzi o wiele wyraźniej, że kolorowy, otaczający świat zmienia się w taki jakim jest naprawdę - według Trigona rzecz jasna. Nie mogła na to pozwolić. Nie mogła pozwolić na to by ją pochłonął, dlatego resztkami sił postawiła barierę, by nie mógł przemawiać przez nią, by Omen nie mogła go usłyszeć, ponieważ nie miała pewności, że i jej nie omota. Sama postanowiła go ignorować... Na tyle na ile się da, a to nie było łatwe, bo demon strasznie się rozgadał, gdy wyczuł Plagę.
- Zabij ją, jest dla nas największym zagrożeniem, zabij ją. Ma broń. Powiedz, że to w obronie własnej, że wyczułaś jej niecne zamiary. Zabij. - Szeptał jej do ucha, ale Rae póki co nie reagowała. Skoncentrowała się natomiast na Lilith. To poczucie winy... To jak czuła się w stosunku do nich i do reszty świata sprawiło, że otrzeźwiała. Może dziwnie zabrzmi, ale teraz karmiła się jej głębokim smutkiem, ale dzięki temu potrafiła zamknąć swój strach w małym, mentalnym pudełku.
- Tylko zła i nieludzka osoba mogłaby zrobić to co znalazłam w twojej głowie, a jednak odczuwasz wyrzuty sumienia i żałujesz... żałujesz tak mocno... Zabij ją. Zabij. Zabij. Chce żeby ON cierpiał. Przyczyń się wreszcie do tego do czego cię stworzyłem, dziecko. Spraw by twój ojciec był z ciebie dumny, DZIECKO. Zabij ją. - Urwała, bo Trigon na nowo zaskoczył ją skrzeczącym głosem.
- KIM JESTEŚ?! - Krzyknęła zbierając się z ziemi racząc Omen ponurym spojrzeniem i mogła zabrzmieć agresywnie, ale tak naprawdę przekrzykiwała się z ojcem.
--------------------
 
 
 Plague
First rider of Apocalypse


Informacje
Imię i nazwisko: Plague
Miasto: Gotham City
Wiek: Nikt nie policzy
Grupa: Cywil
Multikonta: Boomerang ll Magni ll Akira ll Rez
Karta Postaci: Klik
Relacje: Klik
Wysłany: 2019-03-21, 11:28   

Nie podobało się jej to, cała atmosfera stawała się coraz bardziej gęsta i nieprzyjemna. Było gorzej, niż w zoo, gdzie poznała spotkała się z Raven i zielonym. Tutaj było gorzej, bo zdawało się, że mają przed sobą osobę, która zdawała się przewidywać ich ruchy i atakowała w jakiś sposób Raven. Pojedynek telepatów? Może.
Plaga wolała nie być obiektem ich walki, jednak nie pasowało jej to. Nadal trzymając rękę na rękojeści podeszła bliżej stając obok Garfielda. Wolała być bliżej, jeżeli któraś ze stron rozpocznie walkę - jeden strzał paraliżu i po problemie. Ewentualnie sparaliżuje wszystkich i poczeka, aż się uspokoją. Plan może nie najlepszy, ale zawsze lepszy, niż żaden. Na razie musiała obserwować i wkroczyć dopiero w odpowiednim momencie. Wolała też się nie odzywać, bo skoro ruda i tak, - chyba - czyta jej w myślach, to wolała się choć nie odzywać. Posłała jedynie pełne niepewności spojrzenie zielonemu.
Jednak coś stało się nagle BARDZIEJ nie tak. Powoli odwróciła spojrzenie w kierunku Raven. Tak, poczuła nagły przypływ obcej i bardziej złej aury. Zdawało się, że kojarzyła ten demoniczny smród. Jednak nie była to aura jakiegoś podrzędnego demona, nie. To było coś grubszego, straszniejszego i potężniejszego. Mocniej zacisnęła dłoń na groni i zaczęła ją powoli wysuwać. Może ta cała Raven tylko kryła się w tej postaci, a obecność telepatki sprawiła, że traciła nad sobą kontrole i jej kamuflaż zaczął się rozpadać? A może to coś innego?

Tak! Miała to, wiedziała, co czuje. Gdzieś tu był Tringon! Znała tę maszkarę i wiedziała, że zniknął.... jakiś czas temu (?). U niej czas nie istniał, więc nie była pewna kiedy, wiedziała jedynie, że zniknął.
- Wszystko w porządku? - nie wytrzymała tego napięci i wypaliła w kierunku Raven. Była w razie konieczności odstrzelić jej łeb, jeżeli okazałoby się, że jest tylko kamuflażem demona.
--------------------
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu Strona 2 z 2 
Zasady Postowania Opcje
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

 
Jumpbox
Skocz do:  


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Theme Abreo_LoteQ Created by Phantom © 2008-2009


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1
Strona wygenerowana w 0,03 sekundy. Zapytań do SQL: 9