Knajpa "Pauli's Diner"
Autor Wiadomość
 Batman 
The Dark Knight


Informacje
Imię i nazwisko: Bruce Wayne
Miasto: Gotham City
Wiek: 45 lat
Grupa: Justice League
Karta Postaci: Klik
Relacje: Klik
Wysłany: 2019-01-25, 22:32   Knajpa "Pauli's Diner"



Co tu dużo mówić? Nie jest to najekskluzywniejsza knajpa w mieście. W dodatku leżąca w jednej z najgorszych dzielnic Gotham, ale nic nie może się równać z ich hamburgerami i frytkami. Jeśli jesteś już w mieście Mrocznego Rycerza to musisz odwiedzić to miejsce... Oczywiście jeśli masz jaja.
--------------------
I am vengeance, I am the night, I am Batman!
 
 
 Black Bat 


Informacje
Imię i nazwisko: Cassandra Cain-Wayne
Pseudonim: Black Bat
Miasto: Gotham
Wiek: 19
Grupa: Heroes
Karta Postaci: Klik
Wysłany: 2019-01-26, 18:50   

Na szczęście Todd nie wpadł na pomysł dopingu, dlatego Cass mogła się najpierw skupić na obijance, a dopiero później zamyślić się nad pendrivem, który trzymała w kieszeni. Tę chwilę przerwał Jason, który jak zwykle miał wiele... bardzo wiele do powiedzenia. I gadał i gadał, Cass wlepiała w niego swoje neutralne spojrzenie zastanawiając się nad tym co mówił.
- Trzeba od razu powiedzieć, że jesteś głodny i chcesz coś zjeść na mieście - Wzruszyła ramionami i wsiadła na motocykl. Była tak zadowolona, że nawet od razu przesunęła się na miejsce pasażera. Nie skomentowała jednak stwierdzenia, że ojciec byłby z niej dumny. Kolejny raz wspomnienie Bruce'a zakuło gdzieś w okolicach serca. Opuściła wzrok i zaczęła naciągać czarne, skórzane rękawiczki. Co prawda nie wymagały poprawy, ale ot musiała czymś się zająć.
- Możemy iść na tego całego hamburgera - Powiedziała po chwili i uraczyła go pewniejszym spojrzeniem.
A gdy wsiadł już na motocykl ułożyła dłonie po bokach jego brzucha. Przez całą drogę obserwowała Gotham, ale nawet nie zauważyła, gdy zajechali w gorsze rejony miasta. Nie zauważyła, bo aż tak nie robiły na niej wrażenia. I to nie tak, że nie widziała zła jakie tu się działo, po prostu nie patrzyła na to z przestrachem. Umiała wybrnąć naprawdę z mało dobrze rokujących sytuacji.
Będąc już na miejscu zatrzymała Todda swoim spojrzeniem i właściwie tym, że sama nie wstała z motocykla.
- Weź na wynos - Rzuciła i wlepiła nos w telefon.
--------------------

 
 
 Red Hood 


Informacje
Imię i nazwisko: Jason Todd
Miasto: Gotham City
Wiek: 21 lat
Grupa: Anti-Heroes
Karta Postaci: Klik
Relacje: Klik
Wysłany: 2019-01-29, 16:42   

Można by pomyśleć, że Cass ma kompletnie gdzieś co ględzi Jay, jednak każdy kto zna tę małą Batmankę wie o tym, że jeśli jeszcze nie poszła w cholerę, to znaczy, że w mniejszym, lub jeszcze mniejszym, ale zawsze, stopniu ją zainteresował. Prawda jest taka, że to, że byli jednym motocyklem nie było żadną, nawet najmniejszą przeszkodą, bo skoro już zdobyła pendrive'a z danymi to nawet na pieszo wróciłaby do mieszkania Todda. - Nie mów, że Ty nie jesteś. Ta zimna pizza w mojej rezydencji wczoraj to chyba tak średnio zapełniła Ci brzuszek, co? - Nawet gdyby tak powiedziała to nie uwierzyłby. Dlaczego? Ano z prostego powodu, może i była przyzwyczajona do nie jedzenia przez kilka dni, tak samo jak on, ale właśnie po sobie wiedział najlepiej, że przy 'zawodzie' który uprawiają, i morderczych treningach, które u Cass są jeszcze bardziej zaawansowane, po prostu jedzenie jest bardzo ważnym elementem egzystencji. Poza tym widział w jej oczach, że spodobał jej się pomysł - no dobra, może po prostu chciał to widzieć i ubzdurał sobie, że tak jest, ale był tego tak pewny, że dyby miał walizkę pieniędzy to na to by ją postawił. - No to w drogę moja pani, bo jak to mówią... komu w drogę, temu czas... - Odpowiedział z szerokim uśmiechem, troszkę sobie żartując z tonu jakim to powiedziała, ale też bez przesady żeby zaraz się nie zraziła, w końcu o to z Bat nie jest naprawdę trudno. W końcu ruszyli, a Jay sam do siebie uśmiechnął się gdy Cass zacisnęła swoje łapki na jego bokach. Przecież zawsze mogła trzymać się siedzenia, albo po prostu w ogóle nie używać rąk, a jednak wylądowały one na Kapturku. W żaden sposób tego jednak nie zamierzał komentować, ale uśmiech nie potrafił zniknąć mu z twarzy. W końcu jednak dojechali, Todd zsiadł z motocykla i wtedy panienka Wayne go rozwaliła. Tego już nie potrafił utrzymać i po prostu głośno parsknął. - Nope, nope, nope, nope. Nie biorę niczego na wynos, tylko wyciągasz ten swój całkiem uroczy zmarszczony nosek z telefonu i idziemy zjeść jak ludzie. Wśród ludzi. - Co prawda z tymi ludźmi to lekka przesada, bo raptem jedna parka siedziała w knajpie i obsługa, ale to zawsze więcej niż gdyby mieli zjeść w domu, sami. Poza tym Jason uznał, że przyda się Cassandrze taki wypad. Zwykły, ludzki i o dziwo spokojny - a już znacznie spokojniejszy do tego co było jeszcze 40 minut wcześniej. - No już schodź. Obiecuje, że teraz nie będziesz musiała udawać mojej dziewczyny. Nie masz więc czym się przejmować. - Dodał rozbawiony wyciągając rękę, by pomóc jej zejść - taaa, jakby tego potrzebowała i miała zamiar skorzystać, ale hej, czasem nawet Jason Todd potrafi być dżentelmenem. - Nie każ się namawiać. Gwarantuje Ci że lepszego burgera nie jadłaś w swoim życiu. Nie ma takiej opcji. - To był koronny argument, który nie mógł jej nie przekonać, w końcu z tego co pamiętał Jay to burgery to najulubieńsze jedzenie Cass zaraz po naleśnikach.
--------------------
„Really? You don't think I understand what it's like to be abandoned?
Forgotten? To be the Robin nobody trusts?”

 
 
 Black Bat 


Informacje
Imię i nazwisko: Cassandra Cain-Wayne
Pseudonim: Black Bat
Miasto: Gotham
Wiek: 19
Grupa: Heroes
Karta Postaci: Klik
Wysłany: 2019-02-03, 20:04   

Niestety w tej całej analizie Todda było wiele racji. Co prawda Cassandra jeszcze nie zdawała sobie z tego sprawy, ponieważ cały czas działała wedle swojego serca, więc tak jak należy. Gdyby faktycznie zastanowiła się nad tym wszystkim doszłaby do takich samych co Todd wniosków. Co prawda dalej trzymała ją przy nim cała ta zawiła układanka, ale gdyby chciała odejść to by to zrobiła, a ...póki co trwała w jego towarzystwie i wygląda na to, że nawet się do niego przyzwyczajała tak jak mogło przyzwyczaić się dzikie zwierze do towarzystwa kogoś z cywilizowanego świata. I może troszkę na początku musieli się poszarpać, jak to zwykle bywało w świecie mniej cywilizowanym, pokazać kto tu rządzi, kto gra pierwsze skrzypce i kto kogo musi słuchać - czego do dnia dzisiejszego nie potrafiła aż tak łatwo przełknąć, w końcu Jason nie był Batmanem i nie miał w jej progach tak wielu praw jak Mroczny Rycerz, no ale Todd potrafił odwrócić uwagę Cassandry na tyle by jakoś lżej przez to przebrnąć.
Zmarszczyła nosek na wspomnienie wczorajszej... czy już przed wczorajszej pizzy i jakoś łatwiej przyszło podejmowanie decyzji. Miała ochotę zjeść coś porządnego, dobrego i przede wszystkim... nie wczorajszego. A, że na samą myśl humor Cass od razu się poprawił i skoro to Todd był tego przyczyną to Cain nie miała aż takich oporów, by ułożyć dłonie na bokach jego brzucha. Jedyne co wcześniej zrobiła to obrzuciła go rozbawionym spojrzeniem, gdy nazwał swoje mieszkanko 'rezydencją'. Ta. Rezydencja. Nie żeby sama była fanem luksusu, ale jak już się raz zamieszkało w prawdziwej rezydencji to porównanie miała całkiem słuszne.
Będąc już na miejscu Jason jak zwykle pokrzyżował jej plany. Spodziewała się, że wezmą żarcie do domu, a ona będzie mogła zjeść przed komputerem analizując dane z pendrive'a, ale nic z tych rzeczy. Początkowo nie chciała go słuchać, ale w końcu oderwała spojrzenie od wyświetlacza i zadarła głowę by spojrzeć mu w oczy. Nieustępliwie podeszła do sprawy, analizując jego słowa, doszukując się w nich kolejnego podstępu, ale sądząc po mowie ciała, po jego spojrzeniu, po tym uśmieszku chyba nic tam nie było.
- Nie mamy na to czasu - Rzuciła, ale w końcu z łaską wstała z siedziska - bez jego pomocy i ospałym krokiem ruszyła w kierunku wejścia w towarzystwie niezadowolonej i obrażonej miny.
- Powinniśmy zająć się sprawą - Spojrzała na niego zła za to wyciąganie.
--------------------

 
 
 Red Hood 


Informacje
Imię i nazwisko: Jason Todd
Miasto: Gotham City
Wiek: 21 lat
Grupa: Anti-Heroes
Karta Postaci: Klik
Relacje: Klik
Wysłany: 2019-02-09, 21:17   

To oczywiste, że w analizie Jaya było wiele racji, ale że jest to Jason Todd, a nie Bruce Wayne, czy chociażby nawet Dick Grayson, to te wątpliwości były zawsze dużo dużo większe. Nie żeby Cass patrzyła w Graysona jak w obrazek, bo co to to nie, ale wielokrotnie dawała Toddowi do zrozumienia, że jego nastawienie, często aż nadto lajtowe sprawia, że jest on najmniej pewnym członkiem rodziny. Że nawet na tym małym pajacu, Damianie, można bardziej polegać - tak przynajmniej odbierał to Kaptur. Ale mimo to ostatecznie mu zaufała. Czy miała inne wyjścia? Pewnie tak, choć to znacznie opóźniłoby całą misję w jej przypadku, a Cain przez to mógłby uciec, ale to jest Cass, a Cass jest uparta i gdyby uznała że 'nie i chuj' to 'nie i chuj' i tyle by wyszło z planów, analiz itd. Todda. Ale udało mu się i to w sumie był wielki sukces chłopaka, że potrafił ją utrzymać przy sobie, a nawet w pewnym sensie oswoić, bo choć dalej się szarpali, to Cass z godziny na godzinę wydawała się coraz bardziej przyzwyczajona do obecności Jasona, ale nie tylko, bo także do jego metod działania, choć sama pewnie zrobiłaby wiele rzeczy inaczej, a i znając jej Batmanowość to może i lepiej, ale weszła w jego grę, więc trzymała się jego reguł. I dała się wyrwać na... randkę? Jay tak to traktrował ale żeby jej za bardzo nie speszyć to tego nie powiedział, w końcu mógł sie spodziewać jakby zareagowała na to, że to randka. W ogóle to tak średnio tania budka z burgerem i frytkami na pierwszą randkę, no ale to jest Jason Todd - człowiek bardzo specyficzny, to i jego randki są takie. - Spokojna Twoja. Czas na burgera zawsze się znajdzie, a robota nie Flash. - Odpowiedział z tym swoim uśmieszkiem widząc jej poirytowanie, z którego oczywiście nic sobie nie robił, a gdy Cass łaskawie zeszła z motocykla Todd żeby jeszcze bardziej zagrać jej na tym uroczym zmarszczonym nosku objął ją mocno, ale po chwili puścił bo wiedział, że ostatecznie skończy się to zaryciem jego przystojną buźką o kostkę brukową, czego mimo wszystko nie chciał. Nawet taki dewiant jak on czasem lubi nie mieć obitej twarzy. Po chwili weszli do knajpki i usiedli przy jedynym wolnym stoliku, w rogu sali, co mogło spowodować, że naburmuszona mina Cass nieco złagodnieje, w końcu było to najmniej widoczne miejsce. - Polecam burgera Texas, z podwójną porcją frytek i pi... colą. - Oczywiście dla siebie weźmie z piwem, chyba co do tego nie miała wątpliwości nie? Ale ten burger... huh, nic lepszego w życiu nie miała w ustach... no prawie, poza językiem Todda, który wepchał jej poprzedniego wieczora. - Ale jeśli chcesz innego to się nie krępuj, ja stawiam. Ten jednak jest największym sztosem.
--------------------
„Really? You don't think I understand what it's like to be abandoned?
Forgotten? To be the Robin nobody trusts?”

 
 
 Black Bat 


Informacje
Imię i nazwisko: Cassandra Cain-Wayne
Pseudonim: Black Bat
Miasto: Gotham
Wiek: 19
Grupa: Heroes
Karta Postaci: Klik
Wysłany: 2019-02-23, 19:28   

Jeżeli chodzi o jakąkolwiek współpracę to najprędzej z rodzeństwa zwróciłaby się do Steph niż do niego. Ufała jej, wiele ze sobą przeszły i znalazły wspólny język. Taką relacją mogła się również poszczycić z Timem. Te dwie osoby były jej najbliższe. Chłopak jako jeden z pierwszych wyciągnął dłoń proponując współpracę oraz, a właściwie co najważniejsze, zawierzając jej, pokładając nadzieje, że pomimo swoich czynów... pomimo złych nawyków narzuconych przez Cain'a Cass ma w sobie kompas moralny i będzie potrafiła wybrać dobrze. Swoją drogą nigdy nie przyznała im tego na głos, ale uważała, że tworzyli całkiem niezły zespół. Może nie zawsze skuteczny, o co zwykle wściekała się panna Cain-Wayne, ale lubiła ich i nawet na swój pokręcony sposób pokochała tak jak kochało się swoje rodzeństwo. Nie żeby była specjalistką w takich emocjach, ale była gotowa zrobić dla nich wiele, a to już coś.
...Co do zaufania w stosunku do Todda to bywało raczej różnie. W tej sytuacji została przymuszona do współpracy co już z góry nie spodobało się Cass, ale była na tyle zdeterminowana, aby zamknąć ten etap życia, że złapała za przysłowiową brzytwę. I może faktycznie zdążyła się już z nim tyle o ile oswoić i zerkała na niego przychylnym wzrokiem, ale póki co trzymała Jaya na dystans. Dzięki temu przeżyła suchary, które padły z ust Todda i zasiadła przy najbardziej oddalonym od wejścia stoliku. Ucieszyła się nie tylko dlatego, że był w cieniu, ale również dlatego, że z tego miejsca miała okazje śledzić i wejście i wyjście awaryjne i ogólnie rzecz biorąc panować nad otoczeniem.
- Jasne, czemu nie - Skwitowała zamówienie, a gdy stwierdził, że on stawia nie uraczyła Jasona nawet podziękowaniem. Nie chciała źle, po prostu... nie przykładała do tego aż takiej uwagi. Sama też mogła zapłacić. Nie sądziła, że był to jakikolwiek dodatkowy element obstający za tym, że to w oczach Todda tym bardziej była randka. Cass natomiast wyciągnęła telefon i zaczęła przeglądać wiadomości z Gotham. Paluszek zatrzymał się na wiadomościach o Brucie i jego życiu prywatnym. Skrzywiła się pod noskiem widząc zdjęcie z wiadomo kim.
--------------------

 
 
 Red Hood 


Informacje
Imię i nazwisko: Jason Todd
Miasto: Gotham City
Wiek: 21 lat
Grupa: Anti-Heroes
Karta Postaci: Klik
Relacje: Klik
Wysłany: 2019-02-25, 20:10   

To, że Jay jest ostatnim, którego Cass prosiłaby o pomoc, jest tak oczywiste, jak to, że nim ta sprawa dobiegnie końca, Bat będzie miała jeszcze miliard myśli o tym żeby najzwyczajniej w świecie dać Toddowi w ryj. Nie zmienia to jednak faktu, że takie najmniej oczywiste sojusze mogą przynieść najlepsze rezultaty, a już na pewno przy tak specyficznej sprawie jak ta konkretna. Cassandra jest świetną wojowniczką, i równie świetnym detektywem, ale czasem zdarza jej się jeszcze nie zwracać uwagi na pewne rzeczy w szerszej perspektywie, natomiast Jason, który bez wątpienia jest gorszym detektywem, szerszego patrzenia nauczył się całkiem nieźle, choć przez jego temperament też różnie z tym bywa. Teraz jednak miał plan w iście Batmanowym stylu, a przynajmniej jeśli chodzi o jego dopracowanie, bo jeśli chodzi o motywacje, to cóż... niewątpliwie chce pomóc Cass, ale kryje się za tym coś więcej, co jakby się dobrze zastanowić już od poprzedniego wieczora zaczął wprowadzać w życie, co zresztą nie było aż tak źle przyjęte przez panienkę Cain-Wayne.
Oczywiście nie na tyle żeby chłopak zaraz zaczął myśleć, że teraz to będzie z górki... o co to to nie. W końcu jest mowa o Batmance z krwi i kości, prawdziwej córce Bruce'a, więc nie ma mowy o tym, że będzie łatwo, lekko i przyjemnie. Selina mogłaby coś na ten temat powiedzieć. Mimo to, Jason odniósł takie wrażenie jakby faktycznie ten mały śliczny dzikus powoli się zaczął z nim oswajać i przestała być aż tak krytyczna, przynajmniej nie jest taka przez 24h. I nie żeby Todd się jakoś tym przejmował, że Cass się nie podoba to co ma jej do zaoferowania i że patrzy na niego w ten sposób, ale też kłamstwem by było to gdyby powiedział, że nie sprawia mu przyjemności jak mu trochę odpuszcza.
- Co się tak krzywisz? - Całe szczęście, że Todd w tym momencie na nią spojrzał bo w innym wypadku ominęłoby go to, a to było całkiem zabawne i urocze nawet.
- Jeśli sprawdzasz co jest w tym burgerze to nie powinnaś tego robić, poważnie. Wszystko jest DELISZYS! - Jay mówiąc to zrobił gest 'pyszności', czyli ucałował złączone, palec wskazujący z kciukiem. Oczywiście tylko Jason Todd mógłby wpaść na tak debilny pomysł, że Cass w sieci sprawdza co w sobie ma tak zachwalany, przez niego burger. Ale czy aby na pewno to jest takie debilne myślenie? Może i nie do końca, bo zachwala go Jason, a Cassandra nie ufa Jasonowi i woli sprawdzić.
- Cass. Wiem, że Twoja wizyta u mnie nie jest w celach towarzyskich, ale ciesze się, że wpadłaś. - Dziewczyna mogłaby pomyśleć, że chłopak się zgrywa, ale ton jakim Jay to powiedział, oraz spojrzenie jakim ją obdarzył powinno nawet Cass pozbawić takich wątpliwości. Mówił szczerze. W tej chwili maska Jaya została zdjęta i słyszała, oraz widziała prawdziwego Jasona Todda.
--------------------
„Really? You don't think I understand what it's like to be abandoned?
Forgotten? To be the Robin nobody trusts?”

 
 
 Black Bat 


Informacje
Imię i nazwisko: Cassandra Cain-Wayne
Pseudonim: Black Bat
Miasto: Gotham
Wiek: 19
Grupa: Heroes
Karta Postaci: Klik
Wysłany: 2019-03-09, 11:11   

Inna sprawa, że Cass rzadko kogo prosiła o pomoc, a wszyscy ci którzy ją dawali raczej robili to sami z siebie. Dopiero w sytuacji poważnego potrzasku - a potrzaskiem dla Bat było nieumiejętność czytania, zdarzało się, że w środku nocy, czy nawet nad ranem wbijała do pokoju Steph przez okno i wybudzała ją tylko po to by jej przeczytała zapisany świstek. Najlepiej było wtedy, gdy blondynka była na tyle zaspana by nie zadawać pytań. Wtedy zostawała chwile dłużej i bawiła się z jej uroczym pieskiem. ...Jeżeli oczywiście czas jej nie gonił.
Niestety jako detektyw musiała się jeszcze troszkę poduczyć. Stąd ten problem ze złapaniem Caina, w którym Todd umoczył swoje paluchy. Cassandra zaczynała mieć wyrzuty sumienia, że tak nieufnie podchodzi do chłopaka, ale tyle razy się zawiodła. Właściwie od samego początku atmosfera między nimi nie należała do najlepszych, a każdy pozytywny przejaw bardzo szybko został pacyfikowany przez zachowanie Jasona, który obrał sobie za cel uprzykrzania życia innym. Bat wiedziała z czego to wynika, że czuł się skrzywdzony, dlatego też Bruce tolerował to bardzo długo. Nie żeby nic z tym nie robił i może uważała, że za bardzo mu pobłażał, ale nie zamierzała kwestionować działań ojca. Zresztą miała sporo swojej roboty, więc wolała koncentrować się albo na treningu albo na działaniu. To było całe jej życie, ale nadal czuła, że nie odwdzięczyła się za szansę tak jak powinna, dlatego postanowiła złapać Caina. Kolejnym powodem było pewne spotkanie... Spotkanie dziewczyny podobnej do niej. Dopiero gdy od niej dowiedziała się, że Cain nie poprzestał swoich działań, że dalej tworzy "mordecze dziewczynki" wiedziała, że musi to załatwić. I choć odeszła od ojca cały czas interesowała się jego życiem.
- Widujesz się z nim? Czasem? - Olała wygłupy Jasona. Na zaczepkę co się tak krzywi prawie w ogóle nie odpowiedziała. Po prostu oderwała wzrok od wyświetlacza telefonu i wbiła spojrzenie w niebieskie oczy Todda. Nie wyglądała na jakąś wyraźnie przejętą. W ogóle nie wyczuwała tu żadnego momentu i że na 'randce' raczej nie rozmawia się o innym...
Na szczere chęci Jasona odpowiedziała... ciszą i konsternacją, ale wyraźniej nad czym się zastanawiała.
- Wiedziałeś, że jak zabierzesz się za tą sprawę to i tak się zjawie... - I chciała dodać jeszcze coś mądralińskiego, ale po prostu spuściła parę i wzięła głębszy oddech.
- Wiesz, właściwie to mi też brakowało... tego miasta. Was - Wzruszyła ramionami. Nikt nie wiedział, oprócz niego no i zapewne Batmana, że wróciła, bo właściwie nie wiedziała jak ma to zrobić, więc jak zwykle czekała na spontaniczną akcje.
- Co u Babs? Steph? Tima? Wysztko okay? - Zapytała tocząc okrągły podstawek do piwa po stole.
--------------------

 
 
 Red Hood 


Informacje
Imię i nazwisko: Jason Todd
Miasto: Gotham City
Wiek: 21 lat
Grupa: Anti-Heroes
Karta Postaci: Klik
Relacje: Klik
Wysłany: 2019-03-10, 18:07   

Upartość i nie proszenie o pomoc, to kolejne z rzeczy które łączą tę dwójkę. Obydwoje potrafią być uparci jak osły i nawet gdy ktoś im oferuje ów pomoc, szanse, że z niej skorzystają są niewielkie. No chyba, że sytuacja jest faktycznie bez wyjścia, to wtedy przymuszeni, jak w tym przypadku Bat, korzystają z niej. Co jednak na pewno tę dwójkę różni, to to, że mimo iż obydwoje są bardzo zamknięci, to Cass miała i ma kogoś takiego jak Steph, która swoją drogą według Jaya jest strasznie irytująca, a Todd? Tak naprawdę nie miał nikogo w przeszłości. Zawsze też czuł się tym gorszym z Robinów i nawet w czasach gdy bujał się po ulicach z Dickiem i Brucem odnosił wrażenie, że Grayson jest tym złotym synem, a on tą czarną owcą.
Co prawda później przez jakiś czas była Barbara, którą traktował jak przyjaciółkę, ale gdy Dick zaczął się koło niej kręcić, Jay klasycznie się zdystansował i znów został sam. Taki stan pozostawał bardzo długo aż w jego życiu pojawiła się Donna Troy, z którą nawet stworzył związek, ale przez jego zazdrość, napady złości i kilka innych rzeczy, ten związek nie miał prawa przetrwać. Z niego jednak zrodziła się przyjaźń, którą, choć tego za bardzo nie pokazuje, mocno sobie ceni. Żeby jednak nie było, to nie tak, że Jay w jakikolwiek sposób zazdrościł Cassandrze, że ta miała siostrę w postaci Stephanie, wręcz przeciwnie, mimo tego, że sam szczególnie nie przepada za blondynką, to uważa, że ona wraz z Babs miały bardzo duży wpływ na to, że Cass nie weszła całkowicie w mrok, w którym bez wątpienia wtedy jeszcze był Bruce.
No ale przecież to jest Jay, więc nie mógł tego otwarcie przyznać i musiał im wszystkim pouprzykrzać życie. Co by nie mieli za łatwo. Zresztą logika Jasona nie do końca zawsze działa tak jak logika każdej innej osoby na świecie, wiec ubzdurał sobie coś takiego, że im bardziej będą go nie lubili tym będzie większym badassem - i nieważne, że jedno z drugim nic tak naprawdę nie miało wspólnego. Ale chciał być bullym, więc nim został. Mimo wszystko gdy sprawy przybierały bardzo poważny ton, Jay mimo wszystko potrafił się spiąć i nawet zacząć współpracować. Tak jak choćby w tym konkretnym przypadku, chociaż tutaj był jeszcze jeden, całkiem wyjątkowy czynnik.
- Nie, jego nie odwiedziłem od powrotu, a na mieście jakoś się mijamy. - Odpowiedział już znacznie poważniej, a jego twarz przybrała minę podobną do tej Cass. Gdy jednak Bat powiedziała, że tęskniła, mimowolnie na twarzy chłopaka pojawił się uśmiech, ale w żadnym wypadku nie ten jego dupkowaty, wręcz przeciwnie bo całkiem łagodny, a nawet w pewnym sensie uroczy.
- Tima i Steph też nie widziałem, odwiedziłem za to Babs, a właściwie to... śledziłem tego małego gnojka, który akurat wybrał się do niej. Nie była to jednak długa wizyta. - Mówiąc małego gnojka Bat nie powinna mieć wątpliwości, że mówił o Damianie.
- A Ty? Tylko powiedz szczerze. - Gdy zapytał o to wczoraj, zbyła go, ale miał nadzieję, że teraz skoro już przełamali pierwsze lody i zaczęli rozmawiać, to chociaż trochę uchyli rąbka tajemnicy.
- Dlaczego nie wróciłaś do domu? Nie odwiedziłaś jego... i czemu nie poprosiłaś go o pomoc. Tak, naprawdę? - Co prawda Todd miał swoje domysły, ale to wciąż tylko domysły, a chciał poznać prawdziwy powód.
- Cass. On pewnie wie. - Mówiąc to parsknął.
- W końcu on wszystko wie, ale pewnie by się ucieszył gdybyś go odwiedziła. - Czy nie był w tym momencie hipokrytą? Był, jak najbardziej nim był, bo przecież w głębi duszy wiedział, że to samo co powiedział w tym momencie jej, tyczyło się także i jego.
--------------------
„Really? You don't think I understand what it's like to be abandoned?
Forgotten? To be the Robin nobody trusts?”

 
 
 Black Bat 


Informacje
Imię i nazwisko: Cassandra Cain-Wayne
Pseudonim: Black Bat
Miasto: Gotham
Wiek: 19
Grupa: Heroes
Karta Postaci: Klik
Wysłany: 2019-03-16, 11:24   

Cass chyba była jedyną z rodziny, która porównywała się tylko do jednej osoby. Do osoby Batmana, dlatego była poza podziałami i bataliami jakie toczyli ze sobą bracia. To Batman przyświecał wszystkie rodzinne niesnaski i zupełnie się na tym nie skupiała. Cała koncentracja Cassandry gromadziła się wokół Mrocznego Rycerza, bo stał się dla niej mentorem, ale nie tylko mentorem... był wzorem do którego pragnęła dążyć, to był cel i idea sama w sobie, coś czego trzymała się kurczowo, by już nigdy nie zejść na złą ścieżkę, by już nigdy nie dać się zwieźć złym ludziom. Był również ulgą samą w sobie, bo po kilku latach tułaczki w końcu znalazła kogoś kogo mogła naśladować. Nie myślała wtedy o swoim życiu prywatnym, nie brała pod uwagę, że może mieć inne niż te, jakie zaproponował jej Batman i tak dopiero Babs wbiła jej do głowy, że o te drugie też trzeba zadbać. I teraz właśnie w jej mniemaniu o nie dbała. Co prawda nie tak jak chciała panna Gordon, ale od czegoś musiała zacząć. Nie żeby ich wspólne wakacje wspominała negatywnie, wbrew wszelakim oporom, cały plan na dalsze życie w Gotham wziął w łeb, gdy dowiedziała się do jakich środków i działań sięgnął jej ojciec, David Cain. Nie mogła tego tak zostawić, a mimo to wróciła, zdziwiona, że mężczyzna postanowił w myśl powiedzenia "Pod latarnią najciemniej" pracować w mieście, gdzie mógł ściągnąć na siebie uwagę Batmana i zresztą pozostałych członków Batrodziny również, co zresztą również się stało.
Gdy mówił o Brucie i pozostałej części rodziny siedziała wpatrzona jak w obrazek.
- Dlaczego wizyta u Babs krótka? - Niezbyt zręcznie ułożyła pytanie, ale jeszcze często-gęsto miała z tym problem, a tym bardziej, gdy rozmowa należała do tych emocjonalnych. Zasmucił i zarazem zaniepokoił fakt, że o Timie i Steph nie doszły go żadne słuchy, ale kto wie może działali gdzieś razem. Miała tylko nadzieje, że jakoś sobie bez niej radzą.
Długo zastanawiała się co ma mu odpowiedzieć na to dość prywatne pytanie. Siłując się na spojrzenia z Jasonem siłowała się również wewnętrznie czy aby jest czas na to by mu jednak zaufać i wyznać co w głębi duszy czuła w związku z tą sprawą. Miała obawy, że będzie tego żałowała i zaraz po wyznaniu uraczy ciszę głupim tekstem, ale sądząc po poważnej minie przyszedł czas i na poważne wyznania.
- Jeszcze nie teraz. Muszę się tym zająć, bo czuję się odpowiedzialna, czuję się winna za to co robi - Odpowiedziała szczerze na jego pytanie. Nie chciała się tylko przyznać przed Jasonem do czego posunął się jej ojciec. Było jej wstyd, a nie wiedziała ile się już sam dowiedział najwyraźniej przypadkiem.
- I wiem, że wie - Spojrzała na niego spod byka, gdy parsknął śmiechem odbierając to tak jakby się z niej nabijał, czego oczywiście nie lubiła.
- I wcale się z tym nie ukrywam, ale on jest zajęty czymś innym - Podstawiła mu telefon pod nos tak blisko, że z tej odległości jedyne co mógł dostrzec to plamy, ale nieważne. Jak odchyli głowę to zobaczy zdjęcie Bruce'a i Seliny.
- A Ty? Czemu tu jesteś? Wielokrotnie ummm wspominałeś jak bardzo nienawidzisz tego miasta - Mądraliński się znalazł. Już nie pytała go dlaczego nie odwiedzał Bruce'a, bo o żalach Jasona chyba już każdy słyszał, ona również.
--------------------

 
 
 Red Hood 


Informacje
Imię i nazwisko: Jason Todd
Miasto: Gotham City
Wiek: 21 lat
Grupa: Anti-Heroes
Karta Postaci: Klik
Relacje: Klik
Wysłany: 2019-03-17, 16:00   

No tak, córeczka tatusia. Ale czy to było jakieś zaskoczenie? Nie, poniekąd każdy z rodziny porównywał się w jakimś stopniu z ojcem, nawet Dick, który tak bardzo w towarzystwie usilnie próbował udowodnić, że jednak jest inny. Zresztą, podobnie jest z Jasonem, choć u niego to się pojawiło dopiero wtedy gdy poczuł się przez Bruce'a opuszczony. Wcześniej był jak Cass, wpatrzony w niego jak w obrazek, choć w przeciwieństwie do niej, Jay miał z Brucem częste starcia, co brało się oczywiście z upartego i wybuchowego charakteru chłopaka. Wracając jednak do Cassandry... ona jest wpatrzona w Bruce'a bardziej niż ktokolwiek kiedykolwiek, nawet razem wzięci. Z niczego się nie wzięło to, że Todd nazywał ją bardzo często 'córeczką tatusia'. Była taka jak on. Wciąż dążyła do bycia najlepszą, nienawidziła przegrywać i nawet jeśli to robiła, w kolejnej walce nie dawała już najmniejszych szans przeciwnikowi. I choć w rodzinie poniekąd każdy posiadał te cechy to nie na taką skalę jak Cassandra. Naprawdę można było odnieść wrażenie, że to jest biologiczna córka Wayne'a.
Na całe szczęście w rodzinie nie wszyscy tacy są, dzięki czemu Cass mając przy sobie Babs czy Steph, miała kogoś kto wypychał ją z tego mroku, jak sama się do niego za mocno pchała. Gdyby ich nie miała, to ten mrok pochłonąłby ją całkowicie. I to inaczej niż Bruce'a, który choć trochę zaznał wcześniej dobrego życia i który przede wszystkim przy sobie miał całe życie Alfreda. Cass natomiast była szkolona na zabójczą broń już od kiedy tylko zaczęła chodzić, więc nawet znajdując cel w tym co robi Bruce, w pewnym momencie byłyby na to ogromne szanse, że Cass najzwyczajniej by się zagubiła i... no właśnie i co? I byłaby w tym samym miejscu w którym jest Jay.
To przeogromna hipokryzja z jego strony, ale cóż... gdy on robi co robi, uważa to za najlepszą opcję. Za coś co powinno się robić, ba, Batmanowi też próbował to wbić do głowy, ale czy przypadkiem to nie była chęć by spróbować go złamać? Whatever... Jednak tak w głębi serca, a te mimo wszystko Todd ma dobre, nie życzyłby tej ścieżki na której sam się w tym momencie znajduje, nikomu. A zwłaszcza jeśli mowa o Bat, którą traktuje w szczególny sposób.
A to mogłoby się stać w momencie, w którym Bat dowiedziała się o tym, że jej biologiczny ojciec nie zaprzestał swoich działań... choć czy takiego skurwysyna jakim jest David Cain, można powinno nazwać się ojcem? Nie i to, że ją spłodził nic tutaj nie zmienia. Ojciec nigdy nie byłby w stanie nawet pomyśleć żeby zrobić takie rzeczy swojej córce, jakie robił Cain.
Prawdziwym ojcem Cass jest Bruce i tego trzeba było się trzymać, zresztą Bat pewnie to robiła, przynajmniej gdzieś w głębi serca, bo sama jednak sprawiała wrażenie, że ma jakiś dług wobec Wayne'a. Że musi mu go spłacić, a zarazem coś udowodnić, ale prawdę mówiąc nawet jeśli nie mówiła tego głośno, to było oczywistym, że traktuje go jak ojca. Nawet teraz, gdy tylko została wspomniana rodzina, a zwłaszcza on. Cass od razu dużo bardziej jakby zaczęła go słuchać, a w jej oczach mógł dostrzec to 'coś'. Zresztą mógłby nawet przysiąść, że słyszy bicie jej serca w tamtej chwili.
- Wiesz jaki jest Damian prawda? - Powiedział unosząc brew, odrobinę rozbawiony. Rozbawienie rzecz jasna wynikało z tego co sam powiedział, a nie niezgrabnie złożonego zdania przez Cass.
- Gdybym dłużej tam został prawdopodobnie skończyłoby się... mocnym sparingiem. - Uśmiechnął się szerzej, w tym już jakże irytującym, swoim stylu.
- I nie martw się, u nich raczej wszystko w porządku. Gdyby cokolwiek im się stało to doszłyby mnie takie słuchy. Mam swoich informatorów na mieście. - Nie trzeba było być najlepszym detektywem na świecie by domyśleć się tego, że zmartwiła się faktem iż nie miał żadnych informacji o Steph i Timie. A co do informacji... no cóż, Red Hood wzbudzał podobny, wśród niektórych nawet większy strach niż Batman... a wszystko przez to, że nie bał się pociągnąć za cholerny spust.
- To nie jest Twoja wina. Nie odpowiadasz za niego i nie możesz na siebie brać jego zbrodni. - Odpowiedział bardzo poważnym i w miarę spokojnym głosem. Choć do tego co poczuł gdy się obwiniła, to można powiedzieć bardzo spokojnym, ale tak naprawdę ledwo powstrzymał żeby się na nią nie wydrzeć, ale nie zrobił tego bo widział ile te wyznanie kosztowało Cass... i jak się siłowała czy to powiedzieć czy nie. Todd wiedział, że jeśli by teraz wybuchł Cass już więcej by się przy nim nie otworzyła, a przynajmniej byłoby o to kilka razy trudniej niż dotychczas.
Todd ujął jej dłoń w swoją i spojrzał głęboko w oczy. Można było teraz odnieść wrażenie, że jest to dwójka młodych zakochanych w sobie ludzi, którzy mają najzwyklejsze, związkowe problemy.
- Bat... - Powiedział cicho, tak żeby tylko ona usłyszała. Swoją drogą to pierwszy raz w życiu tak ją nazwał, a przynajmniej głośno. Wcześniej co zdażyło, że w żartach ją nazwał BatKatem, gdy wybudził sie ze snu, a ona stała nad nim niczym kat. To było nawet zabawne, tak samo jak to, gdy teraz mało co mu nie przywaliła telefonem w twarz pokazując czym Bruce jest zajęty, ale o tym za chwilę.
- To nie jest Twoja wina, on pracuje na swój rachunek, a Ty na swój. I nie ma cienia wątpliwości, że Ty robisz coś czego on by nie chciał. Nie udało mu się Ciebie zniszczyć i nie uda, ale tylko wtedy gdy Ty sama przestaniesz brać na siebie jego grzechy. - Teraz nie było również najmniejszego śladu po tym aroganckim dupku, którego można widzieć na co dzień. Jay docenił to, że Cass się otworzyła, więc i on w tej chwili darował sobie podśmiechujki... zresztą to był bardzo poważny temat.
- Myślę, że to co mi pokazujesz, nie zmieniłoby tego, że ucieszyłby się z powrotu córki. I nie byłby taki zajęty żeby nie poświęcić jej trochę czasu. - Odpowiedział z delikatnym uśmiechem gdy już odchylił się i zobaczył w ekran telefonu, jakie to newsy czytała Bat. Gdy jednak zadała mu pytanie, można powiedzieć, że zmyła mu ten uśmieszek z twarzy.
- Ja? Nie wiem sam. To, że go nienawidzę jest prawdą, ale... nie mogę się od niego w pełni odciąć. To miasto jest jak czarna dziura. Pochłania wszystko i wszystkich, co się znajdzie w jego obrębie. - W pierwszej chwili mogło to zabrzmieć jak jeden z tych żarcików Todda, którymi zwykle raczył innych, ale nic bardziej mylnego. Ton głosu jakim to powiedział i wzrok, nieco nawet odległy możnaby powiedzieć, co tylko zaczęło utwierdzać, że mówi całkiem serio.
- Nie wiem... nie wiem co mam Ci powiedzieć. To wszystko... nie jest łatwe. - Wyglądało na to, że zaczyna się otwierać coraz bardziej, tak jak tego na pewno Bat się nie spodziewała, ale za to miała kolejny raz zobaczyć tą twarz Todda, którą jako jedna z nielicznych już wcześniej miała okazję zobaczyć, choć chwilami.
- Nienawidzę tego miasta, ale naszej patologicznej rodzinki... - Nie skończył jednak zdania bo kelner po chwili przyniósł zamówienia, a i jeszcze oprócz życzenia smacznego coś zagadał Jasona, dlatego ten miał chwilę by ponownie nałożyć swoją maskę, i gdy tylko kelner odszedł, Jay spojrzał na Cass.
- No to smacznego. Obiecałem, że będziesz miała eden w podniebieniu, więc teraz przekonaj się o tym sama, że nie były to słowa rzucone na wiatr. - Powiedział już znów z tym swoim uśmieszkiem i wgryzł się mocno w burgera.
--------------------
„Really? You don't think I understand what it's like to be abandoned?
Forgotten? To be the Robin nobody trusts?”

 
 
 Black Bat 


Informacje
Imię i nazwisko: Cassandra Cain-Wayne
Pseudonim: Black Bat
Miasto: Gotham
Wiek: 19
Grupa: Heroes
Karta Postaci: Klik
Wysłany: 2019-04-14, 11:20   

Początkowo nazwana "córeczką-tatusia" nie skojarzyła o co dokładnie chodzi. Oczywiście jak zwykle niesprawiedliwie pierwsze co pomyślała o Cainie, a dopiero później o Waynie, co raczej wywołało w niej pozytywne emocje, a chyba nie do końca tego oczekiwał Jason. Burza mózgu w głowie Cass wywoływała w niej konsternacje tak samo, jak każde spotkanie z człowiekiem, który wymagał najzwyczajniejszej w świecie interakcji. Od tego czasu wiele się zmieniło, ...albo 'wiele' to może faktycznie zbyt dużo powiedziane, ale pamiętała lekcje Babs i wzięła sobie do serca również życie pośród ludzi tylko ostatnimi czasy zupełnie o tym nie myślała, dlatego spotkanie z Jasonem tutaj, w miejscu publicznym potraktowała dość nieufnie, zresztą patrzący na to z boku przez kilka pierwszych minut mógł się łatwo zorientować, że nie czuła się aż tak swobodnie ...dopóki nie zaczęli rozmawiać, a Jason tym samym nie zaczął odciągać jej uwagi od rzeczy tak naprawdę mało istotnych. Ot, dwójka ludzi siedzi w barze, przecież nic złego się nie dzieje. Wielokrotnie siedziała sama i też nic się nie działo, wiec to dziwne uczucie zlokalizowała w Toddzie. Zaskoczona sama przed sobą przyznała, że czymś tu mocno mąci, ale póki co nie miała pojęcia, nie potrafiła tego sobie uzmysłowić gdzie leżał problem. Może zachowywał się podejrzanie, ale nie. Wiedziała o ukrytej broni, ale przecież była świadoma, że bez niej się nie rusza. Nie po tym co przeszedł. Przez te dwa dni nawet zdążyła się przyzwyczaić do tego cwaniackiego uśmieszku i w miarę do nonszalanckiej postawy... Nie. Nie wiedziała. Na razie musiała skupić się na swoim instynkcie, a zarazem stronić od zdradliwych emocji co było dość łatwe, ponieważ toczyli interesującą rozmowę.
Gdy wspomniał o Damianie wzruszyła ramionami.
- Coś tam o nim słyszałam - Błądząc za Cainem po świecie doszły ją słuchy o nowym Robinie i jego metodzie walki. Coś czuła, że Bruce musiał się nad nim napracować.
- Musieliśmy się akurat rozminąć - Dodała i znowu jakoś tak zrobiło się dziwnie. Nie żeby miała kompleks pod kątem walki, ale ...technicznie rzecz biorąc Damian był jej bratem. Mocno przyrodnim bratem. Nie sądziła, że jej powrót do domu może przyjąć lekko, ale jakoś zupełnie się tym nie przejęła. Miała inne, ważniejsze zmartwienia na głowie, czym zresztą zaraz po części się podzieliła.
Zaufała mu w kwestii Steph i Tima, bo dlaczego miałby kłamać, a gdy przeszli na temat jej ojca, zrobiło się między nimi jeszcze poważniej i atmosfera stała się o wiele cięższa niż wcześniej.
- Wiedziałam, że nie przestanie i nie zrobiłam z tym absolutnie nic - Dodała po jego tłumaczących ją słowach. Nie podniosła wzroku. Wiedziała, że się stara, wiedziała, że cisnęły się na usta inne, bardziej złośliwe komentarze, ale dziwnym trafem wolał chwilowo odpuścić.
Odczuła niepokój, gdy przesunął dłoń w jej kierunku. Pomimo wiedzy, że gest nie został wymierzony na poczet ataku miała mieszane uczucia, ale dłoni nie zabrała, pozwoliła na to by mógł ją schować, zakryć pod o wiele większą, acz nie mniej morderczą niż jej ręką. Wzrok podniosła dopiero wtedy, gdy nazwał ją "po imieniu". Miła odmiana od wyzwisk czy innych nietypowych przezwisk jakie miewał w zwyczaju wymyślać Todd. Dalej również mówił z sensem, ale niestety słowa te nie zmniejszyły poczucia winy i nic tego nie zmniejszy. W tym przypadku mogły pomóc tylko czyny. Dopóki nie złapie Caina nic się nie zmieni.
- Nawet nie wiesz jakie to uczucie... - Wyszeptała patrząc mu prosto w oczy.
- Nie działanie według jego planu to za mało... za mało... - Jak zwykle brakło jej słów, więc pokiwała głową i właściwie wydawało się, że zakończyła ten temat.
Gdy mówił o Waynie znowu przysłuchiwała się z uwagą. Uśmiechnęła się delikatnie i zaraz odpowiedziała.
- Lubię jak mówisz o nim tak... tak dobrze - Ha. Przyłapała go na czymś? W końcu mógł powiedzieć coś zupełnie przeciwnego, że "No wiesz, pewnie i tak nie znajdzie dla ciebie czasu tak jak nie znalazł go dla mnie, gdy go najbardziej potrzebowałem", a jednak coś się zmieniło... Nie wiedziała tylko co. Dlatego zaczęła drążyć. Zapytała o miasto i o to czemu nie wyjechał. Myślała, że przyjmie to ze złością, ale nic z tych rzeczy. Zaczął się mieszać, zacinać, jak nie on, tak jakby wcześniej niechcący tąpnęła na rysę w tarczy obronnej, a ta niczym sieć, niczym rozbite szkło zaczęła pękać na wszystkie strony świata. Nie spodziewała się tego dlatego jej oczy stały się odrobinę większe. Wiedziała, że nie jest mu łatwo co zresztą sam przyznał, nie chciała mu również zabierać pewności siebie, ale dzięki temu dojrzała tą inną, bardziej ludzką stronę Jasona. Może to zbyt mało, ale to cała Cass. Łapała się absolutnie każdego, nawet najmniejszej oznaki wyrazu dobrego serca. To że chciał jej pomóc pomimo nienawiści jaką darzył bat rodzinkę - w co zupełnie przestawała mu wierzyć, ale nie była to dobra pora. Nie dość, ze nie do końca wiedziała jak ma się zachować, to zaraz wyrósł przed nim kelner z ich zamówieniem. Chłopak uraczył ich nienagannym uśmiechem i coś zaczął mówić, a nawet podjął próbę zagadania i Cass, ale nic mu nie odpowiedziała, więc zwyczajowo dał sobie spokój i poszedł. Już wcześniej zabrała dłoń, gdy tylko cień kelnera padł na ich stolik, dlatego teraz mogła swobodnie ująć hamburgera w obie łapki i zatopić w nim ząbki. Był tak pyszny, że ocknęła się dopiero gdy wmłuciła pół i była już ostro wysmarowana sosami. W ogóle zachowywała się jakby dawno nie jadła...
--------------------

 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu  
Zasady Postowania Opcje
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

 
Jumpbox
Skocz do:  


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Theme Abreo_LoteQ Created by Phantom © 2008-2009


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1
Strona wygenerowana w 0,03 sekundy. Zapytań do SQL: 8