DC Universe
» Rozgrywka » Gotham City » Knajpa "Pauli's Diner"


Knajpa "Pauli's Diner"
Autor Wiadomość
 Black Bat 


Informacje
Imię i nazwisko: Cassandra Cain-Wayne
Pseudonim: Black Bat
Miasto: Gotham
Wiek: 19
Grupa: Heroes
Karta Postaci: Klik
Wysłany: 2019-06-08, 12:23   

Cass świetnie sobie radziła ze skurwielami. Za kark i do podłogi. Mimo to nawet w najgorszym potrafiła dostrzec dobro, gdy te zostało ukryte pod grubą warstwą uszczypliwości, sarkazmu, a przede wszystkim złości. Todd coś musiał o tym wiedzieć, w końcu nie bez powodu siedział tu akurat z nią. Może chciał poddać się próbie... Może chciał by taka osoba jak Cass dostrzegła w nim coś, przez co mógł mieć pewność, że jakaś, nawet najmniejsza część duszy wcale nie zniknęła wraz z wybuchem w Arkham, że cześć nie uciekła, gdy własnymi rękoma wykopał się z grobu... Ani nie umknęła między palcami, gdy wynurzył się z Jamy Łazarza. Cass coś o tym wiedziała, a mimo to była tutaj, walczyła po stronie dobra według narzuconych przez Batmana zasad i chyba całkiem dobrze się w tym trzymała... ale to wszystko tylko kłamstwo. Na tym etapie życia nie bała się już tylko siebie, ale tego co będzie jak spotka ojca. Widok jego dzieła będzie się ciągnął za nią całe życie...
- Yhym, już koniec szczerości na dziś? - Najpierw rozgadał się w najlepsze - nie żeby rzadko kiedy dużo gadał, bo raczej należał do tych upierdliwie gadających i żartujących Robinów, ale w tym momencie miała wrażenie, że mówił tylko to co było dla niego wygodne. Czuła, że z tematem Talii wiążę się jakaś mroczna tajemnica, ale nie zamierzała naciskać. Zresztą... co jej do tego? Raczej do zwierzeń mieli Babs, bo co ona mogła wiedzieć o życiu, prawda?
- Nieważne, dobry hamburger - Wgryzła się w ostatni kęs i wytarła usta w serwetkę.
- Ty też nie musisz być sam to jest tylko i wyłącznie twój wybór - Podsumowała jego słowa zanim stwierdziła, że muszą się zbierać.
Rozmowa dobiegła końca, Cass właściwie już nic nie chciała dodać, co zresztą dosadnie pokazywała milczeniem i nie odpowiadaniem na zaczepki... No chyba, że chodziło o propozycje kolejnego burgera. Bat mogła być milcząca, ale jak się odzywała to często uderzała w punkcik o czym nieraz się przekonał.
Na początku nie zwróciła uwagi na draba, który wszedł do knajpy, dopiero widząc wzrok Todda pomknęła i swoim i już w pierwszych chwilach odnalazła kilka słabości, które na pierwszy rzut oka zlokalizowała w okolicy kolan. Facet był wysoki i ciężki, to oczywiste, że doprowadził je do takiego stanu. Dopiero później zaskoczona spojrzała na Jasona, który jak dla niej zachował się dziwnie.
Postanowiła go posłuchać i zostać na miejscu, ale wyczekiwała na dalszy obrót wydarzeń siedząc jak na szpilkach. Wzrok Cassandry wlepił się w drzwi za którymi zniknęli obaj mężczyźni i tak jak się spodziewała. Długo nie musiała czekać na reakcje.
Gdy Jason tąpnął ze szklanym hukiem o podłogę Cass wskoczyła na stolik i niczym ninja przemieściła się pod kontuar baru. Schowana za skróconym przez blat gzymsem sięgnęła ręką do pasa i chciała wyciągnąć strzykawkę z silnym środkiem usypiającym. Niestety musiała obejść się smakiem, bo pas został w Safe Housie Todda. Na szczęście skacząc po stole odruchowo zabrała ze sobą nóż, a z tego co zauważyła na blacie stał ciężki, szklany dzbanek.
Cassandra odczekała na odpowiedni moment aż mężczyzna wyjdzie zza rozwalonych drzwi, a z racji szklanych wyraźnie usłyszy jego kroki. Jeżeli przejdzie obok zada cios w kostkę, tam gdzie zrastają się ścięgna Achillesa by jeszcze bardziej nadwyrężyć jego chód i wyskoczyć w górę rozbijając zgarnięty z blatu dzbanek wprost na płacie ciemieniowym tak mocno by stracił przytomność.
--------------------

 
 
 Red Hood 


Informacje
Imię i nazwisko: Jason Todd
Miasto: Gotham City
Wiek: 21 lat
Grupa: Anti-Heroes
Karta Postaci: Klik
Relacje: Klik
Wysłany: 2019-08-11, 14:20   

Nikt sobie nie radzi lepiej ze skurwielami, no może Bruce... na razie. Cass nie można jednak odmówić tego że ma do tego dryg, ale czy można się dziwić skoro całe życie była do tego trenowana? Najpierw przez Shivę i Caina... a teraz? Teraz przynajmniej w dobrej wierze. Co by nie mówić. Jay może niezbyt często się zgadzał z Brucem i to w wielu kwestiach, ale nawet on nie mógł pojechać po jego poświęceniu sprawie. Bycie wojownikiem w przypadku Cass to jedno, ale mimo tego jak była wychowywana, a właściwie mimo braku wychowania ze strony jej rodziców miała niesamowicie dobre serce i potrafiła dostrzec dobro w innych - to właśnie dlatego najbardziej jej się dostawało przez pewien czas od Todda. Ale czy tego nie doceniał? Mogło tak wyglądać, jednak w głębi duszy czuł się pierwszy raz w życiu rozumiany i chyba pierwszy raz nie oceniany. Tak, to było dla niego cholernie ważne, że go nie oceniała i to był jeden z powodów dla których tutaj siedział. Dla których w ogóle zainteresował się tą całą sprawą. Jeden... nie jedyny.
- Chyba i tak powiedziałem za dużo jak na jeden raz. Nie uważasz? - Uśmiechnął się nieco smutno, ale zaraz wrócił jego standardowy, wręcz irytujący wyraz twarzy. W końcu w ich rodzince nikt nie lubił pokazywać słabości prawda? A zwłaszcza Todd, który za maską wkurwiającego chujka krył wiele bólu. O wiele więcej niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Zresztą jak było wspomniane to właśnie Cass chyba go najlepiej rozumiała. Jego bracia to może lepiej nie wspominać, a Bruce? No cóż... Bruce to Bruce, temat rzeka i zabrakłoby dnia żeby się o tym rozgadywać. Ale jeśli chodzi o otwieranie się to właśnie przy małej czarnowłosej Batmance było mu najłatwiej, nie przy rudowłosej co mogło być zaskakujące, zwłaszcza dla niej - gdy tylko to zauważy.
- A widzisz. Mówiłem Ci to mi nie wierzyłaś. Założę się o wszystko co mam nieważne że nie ma zbyt wiele że będziesz tu teraz często wracać. - Powiedział z tym swoim dupkowatym szerokim uśmieszkiem, ale gdy powiedziała o tym że nie musi być sam, w sekund pięć ten uśmieszek zniknął. Niedługo później jednak zaczęła się akcja, której nie można było uniknąć gdy tylko Jay zauważył gościa który wszedł do knajpy.
- KURWA! - Rzucił rozwścieczony gdy tylko z hukiem wylądował. W dodatku padł tak niefortunnie że chyba złamał rękę. Na dokładne zbadanie tego będzie czas nieco później, jednak teraz mógł mieć problem z pojedynkiem z drabem. Na całe szczęście była z nim Cass, która niczym cholerny ninja już ustawiła się do ataku. Ataku który był cholernie skuteczny. Facet dość szybko wyszedł zza drzwi po prowokacjach Todda, który pokusił się o dość hardkorowe obrażanie go. Nawet jak na niego słowa które wypowiadał wydawały się w kategorii "R". W końcu wielgus wyszedł, a niedługo po tym padł niedaleko Jaya, co ten skwitował uśmiechem.
- Niezła zagrywka. Pogratulować. To teraz może pomożesz mi wstać i wracamy do domu? Chyba starczy rozrywek na dziś. - Jeśli już pomogła mu wstać, Todd podszedł do gościa i wyciągnął z jego spodni portfel i telefon.
- Nie komentuj i zaufaj mi... - Wyglądało na to że te burgery też nie były tak spontaniczne i przypadkowe jak mogło się wydawać, a choć na pierwszy rzut oka wyglądało że Jason okrada faceta to czy aby tak na pewno było?
--------------------
„Really? You don't think I understand what it's like to be abandoned?
Forgotten? To be the Robin nobody trusts?”

 
 
 Black Bat 


Informacje
Imię i nazwisko: Cassandra Cain-Wayne
Pseudonim: Black Bat
Miasto: Gotham
Wiek: 19
Grupa: Heroes
Karta Postaci: Klik
Wysłany: 2019-08-17, 12:07   

Już chciała mu odpowiedzieć pytaniem na pytanie, skąd ta pewność, że będzie okazja do kolejnego razu, ale jego uśmiech pełen smutku, obdarty ze zgrywu powstrzymał złośliwe zapędy. Cassandra nie potrafiła oddzielić tego co czuła w stosunku do niego, od tego w jaki sposób czasami się zachowywał przez co tworzył w jej umyśle niezły bałagan. Z jednej strony czuła, że jest w nim o wiele więcej niż stara się pokazać całemu światu, a z drugiej... czasami walnął takim tekstem... czasami zachował się tak niewłaściwie, że podejrzewała się o chwilowy zanik świadomości skoro jeszcze z nim przebywała w jednym pomieszczeniu.
Wiedziała jednak, że pewnego dnia będzie musiała podjąć jakąś decyzje dookreślającą jej stosunek do Jasona. Czy zaufać sercu, które podpowiadało o wiele więcej niźli to co było widać na pierwszy rzut oka? Czy wycofać się i skoncentrować na swoich sprawach? Póki co była tu z nim nie tylko dlatego, że chciała otrzymać informacje o Cainie. Jason nurtował ją sam w sobie, musiała go rozgryźć na swój sposób. Musiała się jakoś do niego ustosunkować, w końcu jakby nie patrzeć byli rodziną.
A potem głupia postanowiła mu zaufać, no i stało się to co podskórnie czuła, ze się stanie. Wynikła z tego całkiem pokaźna - patrząc na gabaryty mężczyzny, awantura.
Na szczęście, choć Cass nie nazwałaby tego szczęściem, wszak znała swoje umiejętności, rozprawiła się z rosłym mężczyzną wręcz koncertowo. Oczywiście nie stała nad nim i nie napawała się swoim sukcesem, bo co to za sukces pokonanie jednego na dodatek z zaskoczenia. Podeszła do Todda i bez słowa pomogła mu wstać, ale czy potrzebował słów widząc wkurzoną minę Cassandry? Dokładnie ta mina zdradzała jaki ma stosunek do tego zajścia, a potem również bez ani jednego zdania zajęła się związywaniem rąk i nóg nieprzytomnego mężczyzny. Nie wiadomo skąd i kiedy znalazła żyłkę, którą skrępowała jego kończyny.
Nie komentowała również tego, że Jason Todd, Red Hood... najzwyczajniej w świecie okradł draba. Cass z każdą chwilą czuła się gorzej. Wyszła na zewnątrz i zadzwoniła na policje zgłaszając zajście. Świadkowie tak czy siak zostali na miejscu, a ona po prostu chciała się ulotnić. ...Tylko jeszcze jedna sprawa.
Gdy Jason wyszedł na zewnątrz Cass pchnęła go na ścianę budynku przy którym zaparkowali motocykl. Nie zważała na to, że ręka zapewne go bolała, po prostu była totalnie wkurzona. Przycisnęła go swoim ciałem i uniosła głowę w górę by mogła patrzeć na niego swoim srogim spojrzeniem. Nie czekając ani sekundy dłużej zaczęła mówić rozgniewanym tonem:
- Słuchaj, albo będziesz mówił co tak naprawdę jest grane, albo koniec z naszego "dream teamu", zrozumiałeś? Przeginasz. Jak mam ci zaufać kiedy nie mówisz mi o co chodzi? Myślisz, że jestem głupia? - Była na niego zła, zawiedziona i ogólnie rzecz biorąc rozżalona. Ciągał ją po Gotham z kąta w kąt, nie wiadomo po co, a gdy już przyłapywała się na myśli, że jednak jest w nim coś... coś więcej, musiał to dokumentnie schrzanić dziwnym zachowaniem. Nie wiedziała dlaczego tak postąpił z tym mężczyzną, nie wiedziała czy dobrze zrobiła wzywając policje... czuła się zagubiona. Pozostawiał jej mętlik w głowie. I znowu wracała do punktu wyjścia.
- I ja prowadzę - Wyciągnęła mu kluczyki ze spodni i podeszła do motocyklu na którym usiadła. Nie czekając na Todda odpaliła silnik. Jak nie wsiądzie jego strata.
--------------------

 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu Strona 2 z 2 
Zasady Postowania Opcje
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

 
Jumpbox
Skocz do:  


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Theme Abreo_LoteQ Created by Phantom © 2008-2009


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1
Strona wygenerowana w 0,03 sekundy. Zapytań do SQL: 8