DC Universe
» Rozgrywka » Retrospekcje » I'm blue dabedi dabedei


I'm blue dabedi dabedei
Autor Wiadomość
 Milagro


Informacje
Imię i nazwisko: Milagro Reyes
Miasto: El Paso
Wiek: 12
Multikonta: Jedwabek, Omen
Karta Postaci: Klik
Wysłany: 2019-06-06, 11:02   

Nagłe znalezienie się w objęciach zdecydowanie ją zaskoczyło. Jaime nieczęsto ją przytulał, szczególnie ostatnio: początkowy strach przed zbroją i zaczynająca się faza buntu przyczyniły się do ograniczenia tego typu czułości do minimum. Tym bardziej nie spodziewała się zostać utuloną dobre kilkaset metrów nad ziemią tuż po zestawie ostrych reprymend. Zbroja była twarda, zimna i niewygodna. Być może Skerub uczynił ją nawet odrobinę bardziej kanciastą z nienawiści do pierścieni, kto wie? Mimo wszystko Milagro się to spodobało, a na pewno dzięki temu odrobinę jej ulżyło, chociaż wciąż nie była spokojna. Serducho waliło jej z całej siły ze zdecydowanie zbyt wysoką częstotliwością. Dopiero teraz powoli do niej docierało, że prawie dostała kulkę. Niby wiedziała, że jej biżuteria potrafi leczyć, nawet użyła tej umiejętności raz na Odymie, ale nigdy na sobie. Nie wspominając już nawet o tym, że przy odrobinie pecha nie zdążyłaby nawet pomyśleć o leczeniu.
Cały ten strach przed notabene śmiercią został jednak przytłoczony jednym słowem. "Mama". Konfrontacja z nią, szczególnie po tym, co dziewczynka odwaliła, była tysiąckroć gorsza od przejścia na drugi świat.
- Dobrze - bąknęła zrezygnowana. Nie było sensu się kłócić, nie przekonałaby go już żadnym argumentem. Niby mogła wspomnieć, że pierścienie są nie tylko bronią, ale również środkiem komunikacji i nie mając go pod ręką mogłaby przeoczyć jakiś alarm, lub ostrzeżenie, aktualnie miała jednak wrażenie, że stanie się to tylko dodatkowym powodem do konfiskacji przedmiotu. Każdy taki alarm to potencjalne niebezpieczeństwo, w które dziewczynka zostałaby wciągnięta. Z resztą, jeśli Jaime rzeczywiście nie powie mamie nic o incydencie w Zoo, jak tylko Milagro się podporządkuje, to to był całkiem dobry deal.
Pomimo wleczenia się w drodze powrotnej ostatecznie dotarli pod dom, w końcu nie znajdował się daleko. Był środek nocy, na całej ulicy światło świeciło się tylko w oknach salonu Reyesów. Skoro wszyscy spali dzieciaki przynajmniej nie musiały się martwić podchodami i ukrywaniem swojej tożsamości. Milagro wylądowała na ganku, z wahaniem chwyciła za klamkę i weszła do mieszkania. Dopiero po przekroczeniu progu dezaktywowała pierścień, ale przed rodzicami stanęła już bez maski, w swojej, standardowej piżamie i rozpuszczonych włosach. Bianca siedziała na sofie, a Alberto obok niej, obejmując ją ramieniem. Na pierwszy rzut oka byli dosyć spokojni, chociaż dziewczynka niekoniecznie chciała testować jak bardzo. Stanęła przed nimi z opuszczoną głową, skubiąc palcami brzeg koszulki i zmuszając się do wyplucia stojących jej kołkiem w gardle słów.
- Mamá, papá... tak bardzo przepraszam - bąknęła w końcu podnosząc na nich wzrok zbitego szczeniaczka. Nie patrzyła się tak mając jakieś niecne zamiary, to był po prostu odruch. Powoli zsunęła pierścień z palca, położyła go na otwartej dłoni i wyciągnęła ku matce.
--------------------
 
 
 Jaime Reyes 
What's up, danger?


Informacje
Imię i nazwisko: Jaime Reyes
Pseudonim: Blue Beetle
Miasto: El Paso
Wiek: 16 lat
Grupa: Heroes
Multikonta: Beast Boy, Martian Manhunter
Karta Postaci: Klik
Wysłany: 2019-07-06, 23:24   

Jaime wylądował tuż za siostrą. Odczekał, aż zbierze w sobie odwagę na złapanie za klamkę, po czym wszedł za nią do środka. Cicho zamknął drzwi, ale w przeciwieństwie do Milagro, pozostał w swoim pancerzu, zdejmując jedynie hełm. Oparł się ramieniem o framugę drzwi prowadzących do salonu i skrzyżował ręce na piersi. Z tej pozycji przyglądał się konfrontacji dziewczynki z rodzicami.
Bianca zerwała się z kanapy, gdy tylko jej córka weszła do pokoju. Alberto wsparł się na swojej lasce, ale zaraz chyba stwierdził, że jednak zostanie na kanapie. Matka przyklęknęła przy Milagro i jedną ręką delikatnie złapała ją za ramię, a drugą ujęła jej policzek. Swoim wykwalifikowanym wzrokiem obejrzała ją z góry do dołu, by upewnić się, że nic się jej nie stało.
- Tak się o ciebie martwiłam, ¡cariño! Długo was nie było… - szybko przytuliła młodą i jednocześnie przeniosła wzrok na syna, chyba doszukując się u niego wyjaśnień, dlaczego to tyle trwało. W odpowiedzi Jaime jedynie machnął głową na bok, dając do zrozumienia, że to nic istotnego. Dobrze, że do tego kłamstwa nie potrzebował słów, bo pewnie wyszłoby mu to mniej zgrabnie. Zresztą, był prawie pewien, że matka go jeszcze dokładnie odpyta, jak przebiegł pościg za zbuntowaną siostrą.
Jednak teraz skupiła się na samej Milagro. Odsunęła się od niej trochę, żeby móc jej spojrzeć w oczy. Jej spojrzenie z troskliwego zaczęło powoli tężeć, ale w tym samym momencie dziewczynka zdjęła pierścień i jej go podała. Bianca wyglądała na lekko zdumioną, że tym razem obyło się już bez pouczeń. Zmarszczyła brwi i ostrożnie wzięła pierścień. W jej rękach całkowicie stracił swój blask. Jaime mógłby przysiąc, że widział, jak przedmiot sam odwraca się w stronę Milagro i próbuje do niej wrócić, ale mama powstrzymała go zaciskając dłoń. Przez chwilę patrzyła na zaciśniętą przed sobą pięść, a następnie przeniosła wzrok na córkę. Miała minę, która wyrażała mniej więcej: “Tak będzie lepiej”.
- Me haré cargo de ello. Jeszcze nie czas, żebyś ratowała świat - powiedziała. Drugie zdanie zaskoczyło nastolatka. Bo brzmiało zupełnie, jakby matka wcale nie skreślała tego pomysłu całkowicie. I kiedy chłopak zaczął się zastanawiać, czy coś mu się nie przesłyszało, z zamyślenia wyrwało go zawołanie rodzicielki.
- Mi hijo, jak szybko dasz radę załatwić nam spotkanie z Ligą?
- Um… No lo sé… Kilka dni? Myślę, że najdłużej tydzień, ale to zależy, czy Zielone Latarnie nie są teraz zajęte czymś ważnym...
- Och, jest ich całkiem sporo, na pewno któryś z nich znajdzie czas. A jeśli nie, to osobiście się z nimi skontaktuję. - Ostatnie zdanie było na tyle złowieszcze, że Jaime zdziwił się brakiem błyskawic za oknem. W każdym razie nie śmiał ani podważać, ani potwierdzać słów matki.
Bianca podniosła się z ziemi i położyła ręce na ramionach Milagro patrząc teraz na nią z góry.
- Excelente. To tyle na dziś. A teraz do łóżek! - zarządziła i pocałowała Milagro w czoło. -Buenas noches.
-¡Buenas noches! - powtórzył Alberto, który właśnie dźwignął się z kanapy i podszedł do córki, żeby poczochrać ją po głowie. Następnie objął żonę ramieniem i oboje odprowadzali swoje dzieci wzrokiem. Szczególnie córkę.
Jaime nie miał pretensji, że jego całkowicie pominięto w tych czułościach. No, może gdzieś tam w środku go lekko zakłuło. Jednak trudno było się dziwić, że teraz cała ich uwaga spłynęła na młodszą córkę, która stała się obiektem zainteresowań jakiejś kosmicznej sekty i dopiero co uciekła z domu.
Chłopak zrównał krok z siostrą i ukradkiem uśmiechnął się do niej. Kiedy znaleźli się już poza zasięgiem wzroku rodziców, szepnął do niej:
- Jest nadzieja. - Mrugnął do niej okiem, po czym podszedł do drzwi swojego pokoju. Zanim jednak za nimi zniknął, odwrócił się jeszcze na moment. - Swoją drogą, całkiem niezła robota z tą tarczą i strzałką.
--------------------

¡¿?!
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu Strona 3 z 3 
Zasady Postowania Opcje
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

 
Jumpbox
Skocz do:  


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Theme Abreo_LoteQ Created by Phantom © 2008-2009


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1
Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 8