Posterunek Policji Metropolis
Autor Wiadomość
 Luculus 
Deus ex Machina


Informacje
Imię i nazwisko: 88PI-VZ277t
Pseudonim: Luculus
Miasto: nie
Wiek: 0,083
Grupa: Others
Multikonta: Black Lightning
Karta Postaci: Klik
Relacje: Klik
Wysłany: 2019-07-22, 08:59   Posterunek Policji Metropolis

Typowy posterunek policji, z wejściem po trzech małych stopniach, salą przyjęć interesantów utrzymaną w brzydkich odcieniach beżu i brązu boazerii, oraz wiecznie znudzonym aspirantem na służbie.

//Luculus is logged in

Ten dzień nie zapowiadał się tak źle. Jednemu funkcjonariuszowi padła komórka podczas porannej akcji i później przez pół zmiany zawodził, że miał tam zapisane hasła, zdjęcia dzieci i tylko 100 punktów dzieliło go od rekordu w jakąś głupią grę mobilną. Kilka wypadków. Awantura rodzinna w której krzesła latały po całym mieszkaniu. I wielki robot.
Tylko to ostatnie budziło jakąkolwiek sensację podczas rozmów policjantów. Niektórzy co ambitniejsi zakładali się nawet, czy to faktycznie jakiś zapomniany projekt rządowy, czy po prostu coś wymknęło się spod kontroli któremuś z dawnych wrogów Supermana. Dobrze, że młodzi bohaterowie byli na miejscu...

Policjant porządkujący akta komputerowe przetarł oczy ze zdumienia. Kolejne odświeżenie ekranu przyniosło nieoczekiwaną, acz dość widoczną zmianę. Przede wszystkim sprawa robota nosiła teraz maksymalny priorytet, możliwy do uzyskania tylko za bezpośrednim poleceniem komendanta głównego. Po drugie, do akt dołączone było zdjęcie młodej, czarnej panienki o rezolutnym spojrzeniu i fryzurze w kształcie dwóch przyklejonych do głowy bułek z makiem. Podpisana była jako "Miss Beecher", a poniżej jej zdjęcia widniał drugi dopisek: "D.I.A."
- Hej, Pat, widziałeś to?- policjant zawołał kolegę, który akurat przechodził obok z kawą. - Coś się ruszyło w sprawie robota, i to na najwyższej półce!-
- O cholera! Rzeczywiście! - zawołał Pat, prawie upuszczając kubek. - Słuchaj, i co z tym robimy?
- A co my możemy? Wojskowa niunia przyjdzie, zabierze swoją zabawkę, a my nie będziemy się wtrącać. Ot co.-
Wentylator szumiał cicho na biurku...
--------------------
 
 
 
 Karen Beecher 


Informacje
Imię i nazwisko: Karen Beecher
Wiek: 20
Multikonta: Nie planuję
Karta Postaci: Klik
Relacje: Klik
Wysłany: 2019-07-23, 11:29   

Przyglądając się ponurym, surowym i odpychającym ścianom komisariatu policji, Karen czuła że jej zapał i odwaga dawno już są w odwrocie. Dziewczyna właśnie zdała sobie sprawę z istnienia zasadniczej różnicy pomiędzy samym złożeniem deklaracji niesienia komuś pomocy, a wprowadzeniem swoich słów w czyn. Nagle stało się dla niej oczywiste, że wymyślony przez nią plan nie może się udać. Przecież ona w żaden sposób nie wyglądała na rządowego agenta. Nawet prostując się maksymalnie, przy pięciocentymetrowej podeszwie i wspomnianych wcześniej bułeczkach na głowie, zdecydowanie nie nadążającymi za światowymi trendami świata fryzjerskiego, ale dodającym jej kilka kolejnych cennych bonusów do wzrostu, wciąż wyglądała jakby przed chwilą wyszła z klasy kończąc lekcję. Bee była przekonana że nikt normalny nie nabierze się na fakt iż ona pracuje dla wojska.
Luculus rzecz jasna nie pomagał, tak po prostu znikając sobie bez słowa. Oczywiście z jego strony nie pojawiło się jakiekolwiek zapewnienie na temat udanej infiltracji policyjnych systemów informatycznych, dopisanie w nich jej nowej tożsamości i potwierdzenie udzielenia wsparcia na wypadek gdyby coś zaczęło się sypać. W prawdzie nie ustalali wcześniej niczego takiego, ale dla naukowiec oczywistym było to, że nie istniał żaden powód by po zrealizowaniu swojej części zadania, oprogramowanie w dalszym ciągu „siedziało” na biurowych komputerach. Dziewczyna musiała radzić sobie sama bez przekonania czy lada moment nie wejdzie na posterunek ośmieszając się publicznie prośbą o wydanie robota.
A może powinna była tu stać i czekać na jakiś sygnał że może wchodzić? Ta myśl zdecydowanie wydała się Karen najbardziej odpowiednia, jako iż oddalała w czasie chwilę w której będzie musiała postawić swoją stopę wewnątrz budynku. Póki co naukowiec postanowiła zainteresować się ostatecznym celem swojego zadania. Obchodząc budynek, skierowała się na parking przeznaczony dla zarekwirowanych pojazdów, obecnie niemal w całości zajęty przez gigantyczną „jednostkę docelową” o jakiej wspomniał Luculus. Wokół siatki wygradzającej to miejsce wciąż stało kilka zainteresowanych gapiów, z zacięciem pstrykających foty lokalnej sensacji. Ludzie wymieniali się uwagami, snując między sobą najróżniejsze teorie odnośnie przeznaczenia wielkiego robota, Karen natomiast czuła jak uginają się pod nogi.
Przecież to nie miało być tak! W porządku, Luculus wspominał że jest „duży”, ale „duży” w jej przypadku miało bardzo szeroką definicję, nie koniecznie oznaczając ustawionego pionowo czołgu, maszyny wiertniczej, czy też gigantycznej pralki. Całość konstrukcji wyglądała jakby do jej produkcji wykorzystano części z odzysku. W innych okolicznościach Karen powiedziałaby iż jest to garażowo wykonany prototyp, tyle że nikt w mieście nie miał tak dużego garażu. Bee nie miała pojęcia jak mogłaby złożyć z sobą części których nie jest w stanie udźwignąć? Stopień skomplikowania czekającego ją zadania dodatkowo powiększał fakt, iż robot został dość brutalnie podzielony na kilka fragmentów, zapewne przez to iż całości nie dało się zapakować na jedną lawetę.
- Pass–uję. – Stwierdzała dziewczyna obracając się na pięcie z zamiarem jak najszybszego opuszczenia posterunku.
- Cieszę się bardzo pani wojskowa. – Niespodziewanie odezwał się mężczyzna stojący tuz za nią. – Skoro wszystko jest w porządku, zapraszam do środka. Podgadamy. Wypełnimy druczki, a potem uwolni nas pani od tego cholerstwa.
- Ale… no… - Zapiszczała Bee, szybko jednak reflektując się iż nie brzmi to zbyt zdecydowanie, charyzmatycznie i z spodziewaną na jej miejscu wyższością. Dziewczyna robiła co mogła by wzbudzić w sobie gniew. Przynajmniej wiedziała iż Luculus zrobił swoje. – Zniszczyliście go! Jestem tu po to by odebrać robota a nie to co z niego zostało po przejściu przez zgniatarkę.
- Powinniście byli budować je solidniejsze. – Bez cienia poczucia winy odpowiedział policjant.
W tym momencie do głowy dziewczyny przyszedł kolejny niekonwencjonalny pomysł.
- Oczywiście któryś z panów pomyślał o tym by przed przejechaniem go buldożerem, wyłączyć znajdujący się wewnątrz reaktor jądrowy i nie puścić Metropolis z dymem? Będę potrzebowała protokół z tej operacji. – Zauważyła Karen przemawiając z stoickim spokojem tak jakby mówiła o rzeczach oczywistych.
- Że co? O cholera..
--------------------
 
 
 Luculus 
Deus ex Machina


Informacje
Imię i nazwisko: 88PI-VZ277t
Pseudonim: Luculus
Miasto: nie
Wiek: 0,083
Grupa: Others
Multikonta: Black Lightning
Karta Postaci: Klik
Relacje: Klik
Wysłany: 2019-07-31, 13:02   

Gdy Karen została wprowadzona na posterunek (ze wszystkimi honorami, jeden z młodszych policjantów pobiegł nawet zaparzyć kawę) Luculus nie próżnował. Swoją obecność w systemie zmanifestował jako ikonkę, ale żaden z policjantów nie zwrócił na to większej uwagi - byli zbyt zajęci z powodu pojawienia się "wojskowej niuni".
SI mogło więc spokojnie przekopywać się przez banki danych, materiały dowodowe, logi komunikacyjne i tym podobne śmieci. Logika i algorytmy podpowiadały, że wcześniejsze zachowanie funkcjonariuszy było błędne. Zgodnie z protokołami <Golem> wszystkie służby powinny podporządkować się mechanicznemu wojownikowi, a nie go atakować, czy też próbować powstrzymać go przy pozyskiwaniu dóbr na zasadzie rekwizycji wojskowej.
Niestety dla Luculusa, wyglądało na to, że nikt o nim nie słyszał - ani tutaj, ani nigdzie indziej, gdzie mógł zajrzeć z komputera posterunku. Tak jakby inicjatywa która powołała go do "życia" nigdy nie istniała.
gdyby robot miał uczucia pewnie czuł by teraz mieszaninę gniewu, lęku i rezygnacji.

Policjant odchrząknął.
- Domyślaliśmy się, że coś może być na rzeczy, ale D.I.A... Przepraszam, panno Beecher, ale to trochę przytłaczające... Do tj pory nie musieliśmy martwić się takimi problemami...-
- Właśnie. - Wtrącił jeden z jego kolegów. -Dobrze, że te dzieciaki tam były. Taki biegacz ze znakiem Flasha i ta dziewczynka, taka mała niebieska... Jak też oni się przezwali?-
--------------------
 
 
 
 Karen Beecher 


Informacje
Imię i nazwisko: Karen Beecher
Wiek: 20
Multikonta: Nie planuję
Karta Postaci: Klik
Relacje: Klik
Wysłany: 2019-08-01, 11:16   

Zanim się spostrzegła, policjanci osaczyli ją z wszystkich stron. Bee była przerażona. Wpatrując się w twarze otaczających ją funkcjonariuszy, dziewczyna czuła że wymyślony przez nią podstęp na wydobycie stąd robota, lada chwila się wyda. Oni musieli wiedzieć, że młoda ciemnoskóra dziewczyna nie jest żadna wojskową agentką. Co prawda pracownicy komisariatu wciąż zachowywali się względem niej uprzejmie i z dystansem należnym wysoko postawionemu urzędnikowi, jednak Karen podejrzewała, że wszystko to jest grą pozorów, mającą na celu wymusić jej przyznanie się do winy. Bardzo skuteczną grą, jako ze sama naukowiec miała ochotę krzyczeć o pomoc. Chciała czym prędzej wydostać się z posterunku. W jakikolwiek sposób, choćby nawet miała w tym celu wykorzystać uchylone okno. Błyskawiczna transformacja, miniaturyzacja własnej osoby, a następnie szybkie bzzzy, bzzzy, bzzzy i już by jej tu nie było.
Jednak zamiast spektakularnej ucieczki, Karen wciąż siedziała na krześle, potakiwała, zadawała pytania i uśmiechała się zagadkowo.
- Dzieciaki? Jakie dzieciaki? Nic o tym nie ma w waszych raportach. – Dociekała Bee, jednocześnie usiłując przypomnieć sobie co takiego Luculus wspominał jej o osobnikach którzy przyczynili się do utraty przez niego „powłoki cielesnej”. Oprogramowanie mówiło coś o personaliach tychże postaci, jednak jak to on, nie wspomniało ani słowem że chodzi o dzieci. A z kolei jakaś banda smarkaczy nie bardzo pasowała jej do historyjki o uziemionym robocie.
Przede wszystkim dlatego że niewiele dzieciaków jest w stanie rozebrać wojskową maszynę na części pierwsze. Sama Karen uważała się w tej materii za chlubny wyjątek. Po drugie jeśli jednak byliby to jacyś młodociani przestępcy, zapewne prędzej usiłowali by sprzedać zdobyte części na jakimś pchlim targu lub dla zabawy samemu posterować sobie wielka maszyną, niż w ramach obywatelskiego obowiązku odprowadzać takiego robota na posterunek. To ostatnie było dość niezwykłe. Nawet praworządna obywatelka Karen Beecher prędzej przeniosłaby takiego Luculusa do swojego warsztatu niż bez refleksji przekazała go przedstawicielom władzy.
Naukowiec chętnie poznała by ową parę młokosów, jednak na chwile obecną miała na głowie zupełnie inne zmartwienia. Bee musiała jakoś wybrnąć z konieczności podpisywania jakichkolwiek formularzy. Byłą przekonana że Luculus może wymazać ślady jej bytności na komisariacie pozostawione w elektronicznych bazach danych, jednak usunąć te na drukach już niekoniecznie. Chyba że SI potrafiła przejąć kontrole nad niszczarkami do papieru i zmusić je do pracy wbrew oczekiwaniom funkcjonariuszy.
Przy okazji okazało się ze sam Luculus znalazł się w kartotece „zatrzymanych”, a jego personalia opisano tam jako „robot”. Inne rubryki w tym piśmie wypełniono równie dziwacznie. Na przykład jako zarekwirowane przedmioty należące do aresztowanego, wpisano „części do robota”. Pracownik wypełniający ów formularz musiał mieć przy tym nie lada zagwozdkę.
- Panowie wybaczę, muszę sprawdzić czy mój obiekt jest kompletny, a jego obecny stan techniczny pozwala uruchomić procedurę transportu. – Oświadczyła Karen, obstawiając kubek z kawą, wstając z krzesła i udając się w stronę wyjścia. Dziewczyna była gotowa powołać się na wyimaginowane wymogi poufności, na wypadek gdyby któremuś policjantowi przyszło do głowy podążyć za nią.
Dzięki temu nareszcie znalazła się z Luculusem sam na sam (nie licząc gapiów za ogrodzeniem). Teraz wystarczyło je jedynie znaleźć coś co przypomina kokpit sterujący, wejść do jego wnętrza i spróbować uruchomić zasilanie. Może i poszczególne napędy pozostawały niesprawne, ale sama jednostka centralna powinna dać się włączyć. A wówczas Bee mogłaby uzyskać dostęp do analizy odnośnie skali uszkodzeń.
- Hmmm, wiec tak, gdybym to ja cię projektowała, rdzeń, generator, lub inne źródło energii byłoby właśnie tutaj. – Zauważyła Karen, podążając wzrokiem z wiązką przewodów. – Zobaczmy.
--------------------
 
 
 Luculus 
Deus ex Machina


Informacje
Imię i nazwisko: 88PI-VZ277t
Pseudonim: Luculus
Miasto: nie
Wiek: 0,083
Grupa: Others
Multikonta: Black Lightning
Karta Postaci: Klik
Relacje: Klik
Wysłany: 2019-08-14, 09:27   

Oficer policji wzruszył ramionami.
- To... Niezbyt chlubne. W zasadzie pani robota zgarnęła dwójka dzieci, hehe... - Zaśmiał się nerwowo. - Fakt, że byli sidekickami bohaterów, ale - pani wybaczy mój francuski - nie spodziewałem się że takie maluchy mogą tak wpieprzyć takiej maszynie...
Tutaj następował bardziej kwiecisty wywód na temat całej sytuacji i jej okoliczności. Posterunek otrzymał powiadomienie o kłopotach w dzielnicy przemysłowej miasta, kilka bloków dalej. Gdy pierwszy wóz dotarł na miejsce funkcjonariusze zobaczyli jak robot, wygłaszając enigmatyczne komunikaty i prosząc o zachowanie spokoju i bezpiecznego dystansu, opuszcza zdemolowany teren jakiejś fabryki składającej elektronikę. Za nim pędził chłopak w trykotach z piorunem Flasha, oraz unosiła się drobna dziewuszka promieniująca na niebiesko strzelająca takimi'ż promieniami świetlnymi z czegoś co miała w ręku - lub może na palcu? Policjant nie był pewien. Przedstawili się jako pomocnicy wspomnianego już Flasha, oraz Zielonej Latarni.

Komórka Karen zawibrowała jej w kieszeni gdy tylko przekroczyła drzwi budynku kierując się na parking. Gdyby ją wyjęła zobaczyła by znajome już logo zębatki.
#Proces ładowania danych zakończony;
#Witaj, osobniku Karen Beecher;
#Postęp prac eradykacyjnych na bazie danych: zakończone;
#Gotów do transferu do powłoki dedykowanej;

Jednak o ile SI była już gotowa do powrotu na łono mechanicznego korpusu, sam korpus nie był jeszcze na to gotowy. Zniszczenia nie były poważne. Część nitów została po prostu wyrwana, ale większość śrub ładnie i czysto odkręcono, dzięki czemu Luculus nie został rozerwany, a po prostu samoistnie się rozpadł na kilka składowych części. Obie masywne nogi robota stały na przykład osobno, oparte o plecy korpusu z których sterczały również dwie zagięte rury kończące system chłodzenia.
Podążając wzrokiem za wiązkami przewodów Pszczoła dotarła do ukrytej w głębi korpusu metalowej skrzynki, na której wytrawiono oznaczenie DeM1. Wychodziło z niej kilka wiązek kabli, otaczało kilka wypełnionych płynem rurek, ale w tej chwili sama skrzynka mieszcząca jądro systemu energetycznego robota była zimna i szczelnie zamknięta.
Pierwsze co mogło przyjść Karen do głowy to: Jak coś tak małego może zasilać coś tak wielkiego. DeM1 nie było większe od sporego kubka pamiątkowego z dowolnego centrum rozrywki.
#Próba opuszczenia placówki wymaga ponownej asymilacji systemu ruchu. Podpowiedział Luculus.
--------------------
 
 
 
 Karen Beecher 


Informacje
Imię i nazwisko: Karen Beecher
Wiek: 20
Multikonta: Nie planuję
Karta Postaci: Klik
Relacje: Klik
Wysłany: 2019-08-16, 12:00   

Bee faktycznie próbowała rozwikłać problem w postaci zrozumienia rozwiązania technologicznego jakie zastosowano projektując zasilanie Luculusa. Ponieważ sama specjalizowała się bardziej w napędach w skali mikro, obecny dylemat jawił jej się jako zagadka z kategorii „przecież to niemożliwe”. Na szybko szacując moc jaką należało wygenerować tylko i wyłącznie dla poruszania samych ramion i stóp olbrzymiej maszyny, wychodziło jej ze „powłoka dedykowana” powinna być stale zasilona kablem o przekroju równym jej hełmowi, przed transformacją w mini pszczołę. Powyższa teoria była rzecz jasna absurdalna, więc od razu poleciała do umysłowego kosza. Karen musiała założyć że robot sam w sobie jest prądnicą. Oczywiście zasilanie jakimkolwiek paliwem stałym, ciekłym czy gazowym nie było brane pod uwagę z tego samego powodu co myśl o wielkim kablu. Spalanie Luculusa zapewne porównywalne było z odrzutowcem. Energia słoneczna również odpadała. Maszyna kojarzyła się Bee z wieloma rzeczami, ale z całą pewnością z niczym co jest przyjazne środowisku.
Alternatywą mogła być reakcja chemiczna. Przykładowo reaktor jądrowy czy coś takiego. Ten rzecz jasna należałoby jakoś studzić, ale tu akurat metalowa powierzchnia robota była na tyle pokaźna iż doskonale zdałaby egzamin jako wymiennik ciepła. Jej samej pozstawałoby jedynie znaleźć odpowiedni czynni transportujący energię. I oczywiście rozgryźć jak cała ta rzecz jest inicjowana do pracy. Skoro dzieciaki miały czas by starannie porozkręcać poszczególne śruby, to być może znalazły go równie tyle, by wyłączyć rozrusznik.
Na szczęście dla Karen, dziewczyna nie musiała zgadywać. Odpowiedź miała pod nosem, a dokładniej rzecz ujmując w swojej komórce.
- Czy mógłbyś wyświetlić procedery sekwencji startowych? – Spytała Bee mając nadzieje że maszyna prześle jej dokładną instrukcje jak należy przywrócić ją do sprawności.
Czekając na transfer danych, naukowiec zaczęła zastanawiać się dlaczego młodzi pomocnicy bohaterów zdecydowali się dezaktywować Luculusa? Bee postanowiła spytać o to policjantów. Być może z jakiś powodów uznali go za zagrożenie? Tylko jakich? A może ona sama powinna bardziej przemyśleć swoje działania zanim obudzi potwora? Na przykład zadzwonić do swojego szefa? Być może uda się wyjaśnić doktorowi Palmerowi w jakie kłopoty się wpakowała, a jeśli będzie miała szczęście, po wszystkim wciąż będzie mogła mówić iż ma pracę.
Karen nigdy nie słyszała o Flashu czy Niebieskiej Latarni. Być może za dużo przesiadywała w laboratorium, a za mało w mediach społecznościowych, w każdym bądź razie na logikę wydawało się mało prawdopodobne, by każdy mógł ot tak przynieść sobie na posterunek cokolwiek i zostawić to tutaj, tylko dlatego że uznał swoje znalezisko za niebezpieczne. W ten sposób Komisariat szybko zmieniły się w wysypisko.
- Chciałabym zobaczyć nagrania z monitoringu i protokół przyjęcia maszyny na posterunek. – Poprosiła Karen.
- Przykro mi. Nie ma tego pani w swoim upoważnieniu. – Służbowo odparł zapytany mężczyzna.
- Jeszcze nie mam.
- Co?
- A nic, tak tylko głośno myślę.
- W ogóle jeśli już rozmawiamy o brakach w dokumentacji, brakuje też potwierdzenie uzgodnień międzyresortowych odnośnie odbieranej przesyłki. – Kontynuował policjant ani na chwile nie zmieniając monotonnego tonu w jakim prowadził wywód. – Z względu na gabaryty transportowanej jednostki musimy dokładnie znaczyć drogę docelową. Proszę podać numer pojazdu i planowaną trasę.
- Yyy … właściwie to chciałam poprosić super-mena by zabrał moją maszynę w powietrze. Rozumie pan. Żeby uniknąć korków. - Zdezorientowana Karen palnęła pierwsza rzecz jaka przyszła jej do głowy, ku swojemu zaskoczeniu zauważając iż siedzący za biurkiem sierżant rzeczywiście w rubryce „rodzaj transportu” wpisał personalia wspomnianego przez nią bohatera. - Ale oczywiście, no… rozumiem że może być trochę zajęty, … więc póki co popracuje jeszcze chwile.
--------------------
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu  
Zasady Postowania Opcje
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

 
Jumpbox
Skocz do:  


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Theme Abreo_LoteQ Created by Phantom © 2008-2009


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1
Strona wygenerowana w 0,03 sekundy. Zapytań do SQL: 8